Deszcz cz 10

Wspomniałem o naszym zbliżeniu i to nas łączyło. Prawdę mówiąc, wszystko nas zbliżało do siebie. Rozumiałem się z Koi od początku, właściwie od chwili kiedy miała osiem lat.

Co do mojej akcji w Tokio? Ojciec uratowanego młodego mężczyzny wynagrodził mi mój czyn, natomiast mistrz miał nieco inne spojrzenie na tę sprawę. Nigdy się nie unosił ani nie stosował kar, ale mój czyn wcale mu się nie podobał. Podobnie zareagował na to, że mieliśmy zbliżenie z moją Koi. Wyczuł, ale nie wspomniał słowem. Dziewczyna oczywiście się nie skarżyła. Wiedział, że to nie sprawy kobiece. Pewnie dostrzegł moją minę zadowolonego samca. Dał jej łatwe kata do ćwiczenia (Kata to forma technik z niewidzialnym wrogiem). Za to mi dał srogi wycisk. Co do naszych zdolności, Koi, mimo że miała dopiero trzynaście lat, nie ustępowała mi w mieczu. Byłem od niej silniejszy fizycznie, ale w sztukach walki najważniejsza jest energia i szybkość i oczywiście znajomość słabych punktów w ciele przeciwnika. Kiedy ćwiczyłem z nią nie myślałem, że jest moją kochanką. Nie wiedziałem, że ona zawsze o tym pamiętała.

Powtórzyliśmy nasze zbliżenie za trzy dni. Tym razem uważałem, ale o dziwo ona chciała mocniej i głębiej. I skończyło się bez bólu i spuchnięcia. Poza Kensi - Omura nikt o tym nie wiedział, a mistrz zachował tę informację dla siebie. Po dwóch miesiącach jej mama się domyśliła. Ale również nie powiedziała słowa.

Miałem pewność, że weźmiemy ślub i zostanę na zawsze w Japonii. Przez te prawie piętnaście lat nie dostałem żadnej wiadomości ani od Hajze, ani mamy. Od Josepha Parkera się nie spodziewałem. Dopiero kilka lat po ich śmierci dowiedziałem się o jego udziale w zamachu na kawiarnie w Madrycie i oczywiście w końcu poznałem ich prawdziwe nazwiska i imiona. Ojciec nazywała się Jose Alvarez - Ortega. Mama po matce miała nazwisko Gomez, a na imię miała Itsaso. Jej imię oznaczało dwa szanowane przez Basków żywioły, morze i ziemię.

W końcu przyszła wiadomość o śmierci rodziców. Hajze błagał bym wrócił. Poza tym ojciec przepisał władanie organizacja na mnie.

Poczułem złość. Moje serce zaczęło się rozpadać na kawałki.

— Co się dzieje Euri — zapytała Koi.

Nie zawsze tytułowała mnie używając formy, san.

— Mój brat chce zebym wrócił do Angli, a ja nie mam ochoty.

— Jeżeli chcesz, wróć.

— Chce być z tobą. Kocham cię.

Spojrzała na mnie i powiedziała.

— Powinieneś jechać. To twój brat.

Poczułem jakby piorun we mnie strzelił. Do tej pory sądziłem, że mnie kocha. Że mnie chce. Że nigdy by niechciała zostać beze mnie. Miała już osiemnaście, a ja dwadzieścia dwa. Mogliśmy wziąć ślub już rok temu.

Wybiegłem. Gnałem aż do utraty sił. Pierwszy raz w życiu płakałem. Poczułem się zdradzony i oszukany. Sadziłem, ze mnie zatrzyma. Że mnie obejmie i pocałuje. Że powie, iż powinniśmy wziąć ślub i mieć dzieci.

Kiedy doszedłem do siebie siedziałem już w pociągu. Dojechałem do Tokio. W ciągu dwóch dni załatwiłem bilet, do Londynu. Miałem dokumenty w klasztorze. Ale Yakuza mieli swoje sposoby.

Trzeciego dnia byłem już w Londynie. Przez tydzień czekałem wiadomości od Koi, choćby i od Kensi - Omura. Nic. Ten czas uznałem za najgorszy w moim życie. Wiedziałem, że gdyby chcieli mogli mnie odnaleźć. Byłem tak zaślepiony jej słowami, że nie przyszło mi do głowy ani serca, że to ja podjąłem tę decyzję. Dopiero po latach mistrz wyjawił mi, że tak miałem przeznaczone.  

Za miesiąc poznałem Dianę. Tego samego wieczoru byliśmy już w łóżku. Potem następnego dnia i następnego. Przez dwa tygodnie spałem z nią codziennie. Za miesiąc powiedział, że jest w ciąży.

Oczywiście powiedziałem jej o Koi. Przyjęła to bardzo łagodnie. Nie pytała, czy za nią wyjdę. Nie pytała o nic. Zostawiła mi wolną wolę. Kiedy byłem bliski zareagować podobnie jak poprzednio z Koi, szepnęła.

— Nie zostawiaj mnie. Bądź ze mną do końca życia. Kocham cię.

Czy ja kochałem wówczas? Nie wiem. Z całą pewnością zacząłem, kiedy jej brzuszek się zaokrąglił. A potem kochałem ją więcej i więcej.

Joseph Parker? Zapisał mi sześćdziesiąt procent majątku. Hajze nie wydawał się ani zły, ani zazdrosny. Robił wrażenie, że kocha mnie jak nikogo innego. Tydzień przed urodzinami Chloe przyszła paczka z Japonii. Sądziłem, że będzie list. Od Kensi lub od Koi. Nic. Tylko miecz i prawo własności. Jak załatwili wywóz miecza legalną drogą, nigdy się nie dowiedziałem.

Kiedy wróciłem Hajze miał prawo własności do mniejszego budynku, dopiero kiedy córka miała dwanaście lat, kupiliśmy ten trzydziestopiętrowy budynek.

Nigdy nie zapomniałem mojej pierwszej miłości i pierwszej kochanki. W tym właśnie czasie zrozumiałem, że to ja ją zostawiłem, zdradziłem i porzuciłem.

Dlatego tez napisałem list. Wyjaśniłem jak umiałem. Posłałem zdjęcie żony, córki i syna. Nie odpisała słowem. Moje serce wiedziało, że nadal mnie kocha. Ale nie dała znaku życia. Wiedziałem, że zrobiła coś najlepszego, co mogła.

Gdyby zaszła potrzeba wynajęcia strzelca wyborowego, wiedziałem, że mogę na nią liczyć. Ot tak. Kensi — Omura nauczył nas strzelać. Sam uczył nas większości technik bushido i chińskiego kung — fu. Potem rozszerzył nasz trening. Zaprosił mistrza Krav - magi, samego Haima Gidon, a potem, w następnym miesiącu trenował z nami mistrz Systemy z Rosji. Mistrz zapoznał nas ze wszystkimi znanymi systemami walki, jednak nadal preferowaliśmy kendo i walkę na miecze. Byłem od Koi lepszy jedynie w posługiwaniu się pistoletem, natomiast ona doskonale strzelała z karabinu z lunetą, nawet do obiektu z dwóch kilometrów. Różniliśmy się zasadniczo jednym. Ona nie zabiła jeszcze nikogo i sądziła, że nigdy do tego nie dojdzie.

Kiedy wróciłem do Londynu też tak sądziłem, że z mojej ręki więcej nikt nie zginie. Obiecałem mistrzowi, że nikogo więcej nie zabiję w Japonii i przyrzeczenia dotrzymałem.

Nie byłem dobrym mężem ani ojcem. Gościłem w domu rzadko, czasami spałem poza domem, nawet jak pozostawałem w Londynie. Diana nigdy nie narzekała. Sama zajmowała się domem i dziećmi. Właśnie, dopiero kiedy Chloe skończyła piętnaście a Remi miał już prawie dwanaście zacząłem dostrzegać jak złym mężem i ojcem byłem do tej pory.

Doszła do tego myśl, jakim człowiekiem jestem. Czułem żal do ojca i matki, że nie dali mi tego, co każde dziecko otrzymać powinno. Miłości. Czułem radość tego rodzaju, ale dopiero po pewnym czasie, kiedy poznałem mistrza Kensi - Omura. Koi wypełniła moją pustkę braku miłości od rodziców, swoim uczuciem. Miałem zawsze w sercu do niej miłość, ale ponieważ Diana była innego rodzaju aniołem, nie robiłem porównań. Kochałem żonę całkowicie, a w głębi serca miałem niezmienną miłość do mojej pierwszej kochanki.

Dopiero kilka lat po powrocie do Wielkiej Brytanii zrozumiałem jakim złym człowiekiem jestem. Nie ważne, że wydawałem decyzję kto ma zginąć, a kto nie. Wystarczyło jak potraktowałem moją pierwszą kochankę.

Ale co mogłem zrobić, kiedy to zrozumiałem? Niewiele. Miałem żonę i dzieci, które kochałem. Nadal miałem w sercu Koi, ale powracanie i dotykanie przeszłości spowodowałoby tylko nowy ból. Idealnie pasuje do tego powiedzenie, że rozdrapywanie starych ran nie jest dobre.

Mogłem tylko zaakceptować przeszłość i postarać się, by być dobrym dla rodziny. To pragnienie głównie spowodowało moją decyzję o odejściu z organizacji. Oczywiście liczyłem się z konsekwencjami. I sądziłem, że najgorsze co może się stać, że stracę życie. Nie wiedziałem wówczas jak bardzo się myliłem.

Nie w pełni zdawałem sobie sprawę, że wszystko, co się robi, przynosi konsekwencje. Właśnie wówczas zaczęły się dziać rzeczy, które były tylko wynikiem mojego wcześniejszego postępowania. Dostałem jedną informację, ale ja całkowicie przegapiłem.

Jeżeli dzieci nie postępują właściwie to nie jest winny system, wiek, w którym żyjemy, szkoła, internet, towarzystwo czy nawet pozycja i status społeczny. Winni są rodzice. Z nich dwojga większą odpowiedzialność ponosi mężczyzna, czyli ojciec. Bo ten świat jest męskim światem. To mężczyzna ponosi winę za zło tego świata. Nie Bóg, nie Lucyfer. Tylko mężczyzna. Niektórzy, właśnie mężczyźni twierdzą, że podobnie jak biblijna Ewa namówiła Adama do grzechy, tak i teraz kobieta czyni podobnie. Nic bardziej mylnego. Zawsze winny jest mężczyzna.

Czy mogłem coś zmienić? Z pewnością, ale miałem zasady i swoiste poczucie sprawiedliwości. Czy zawsze przynosiło pozytywy? Nie. Gdybym wówczas kazał aresztować dwóch ludzi, którzy śledzili nasz dom, może uratowałbym im życie. Czy na pewno dobrze zrobiłem dając lekcję Hitaro? Wówczas też sądziłem, że tak. Człowiek po czasie widzi swoje błędy i czasem rozważa, że tego a tego dnia mógłby zrobić coś innego, a wszystko by było lepiej. O jak nieszczęsny jest taki człowiek.

Analizując w ten sposób moglibyśmy dojść do czasu naszych urodzin. Niestety to nie dziecko pcha się na świat. Skurcze porodowe matki nie dają mu wyboru. Musimy żyć i w końcu musimy umrzeć. Wszystko pomiędzy jest wynikiem naszych czynów w relacji z działaniem innych ludzi. Nikt nie wie co przyniesie nastęny dzień, a nawet godzina. Czasem planujemy i nasze plany się spełniają i to nawet te dalekowsteczne. Ale innym razem jeden mały szczegół powoduje ruinę nawet najbardziej mądrego i pieczołowicie dopracowanego planu.

Trochę więcej niż trzy lata temu.

Kto zabił tych ludzi i dlaczego? Mimo dochodzenia policji, samego zarządu i mojego z pomocą Hajze, nie posunęliśmy się ani o milimetr do przodu. Pozostawało to zagadka. Ale ponieważ nic się nieprzewidzianego nie wydarzyło, życie szło dalej swoim torem. George odbierał dzieci ze szkoły, czasem sam, innym razem ze mną. Zauważyłem, że Remi stał się posłuszny i przestał wspominać o tym, że w przyszłości chce zajmować się tym co ja do tej pory robiłem. Hajze nie rozmawiał ze mną o mojej decyzji. Ja nadal chciałem odejść, on być może sądził, że przemyślałem i zmieniłem zdanie. Byłem częściej w domu, ale nie tyle ile bym chciał. Nie zbliżałem się do Diany, ale z innego powodu niż poprzednio. Czekaliśmy na wzrost hormonów we krwi. Poprzednio byliśmy blisko trzy miesiące wcześniej, teraz nie chcieliśmy czekać tak długo, może tylko maksymalnie miesiąc.

Minęło dwadzieścia pięć dni od tamtego razu. Był piątek, a ja wróciłem o szóstej po południu. Tego wieczoru Diana obiecała pójść do kina z Remi, na długi, prawie trzygodzinny film. Chloe miała się spotkać z Aisha. Mimo to cieszyłem się, że jestem w domu. Diana szykowała się do wyjścia, a Remi stał gotowy blisko drzwi wejściowych do garażu. Przyprowadziłem Urusa i nim właśnie żona i syn mieli pojechać. Chloe ciągle była w swoim pokoju i czekała na telefon od przyjaciółki. George zostawił Phantoma, ponieważ jego przyjaciółka po niego przyjechała. Nie okazywał tego, ale wyglądało, że doskonale im się układa, co mnie nie dziwiło, kiedy poznałem jego wybrana. Zarówno on, jak i ona byli porządnymi ludźmi i wyjątkowo do siebie pasowali.

— To jedziemy, kochanie — szepnęła Diana.

Syn podszedł do mnie i przytuliłem go mocno.

— Dobrego oglądania — rzekłem.

— Będziecie chcieli coś zjeść jak wrócicie? — zapytałem.

— Pewnie nie. Będzie dziesiąta. Miej dobry czas.

Wyszli. Zostałem sam. Usiadłem na kanapie w salonie i włączyłem muzykę. Niezbyt często miałem czas na relaks i słuchanie. Nie minęło pięć minut jak Chloe zeszła na dół.

— Jedziemy? — zapytałem.

— Coś tam wypadło w rodzinie i tata ją prosił by została. Jakaś bliska rodzina z Egiptu przyleciała nieoczekiwanie.

— Och, gdybyś wiedziała, może poszłabyś z nimi do kina.

— To film Marvel, nie przepadam za takimi.

— Ja słucham muzyki, jak słyszysz.

— Chcesz coś do picia, tato?

— Nie tak bardzo, ale dziękuję.

Sądziłem, że wróci do siebie, ale została. Czułem, że patrzy na mnie.

— Co się stało?

— Nic, a właściwie tak. Tylko że nie chcę ci tego powiedzieć tutaj.

— Dlaczego?

— Bo najbardziej komfortowo czuje się w swoim pokoju.

Zrobiłem zdziwioną minę. Ona stała jakby czekając.

— To idziesz?

— Och, mam iść?

Podparła się pod boki i rzekła.

— Chcę ci coś powiedzieć i mówię gdzie to mogę zrobić. Jaśniej nie potrafię się wyrazić.

— Przepraszam.

Zgasiłem muzykę.

— Lubisz ją, niech gra.

Wyjęła mi z dłoni pilota i włączyła z powrotem. Relaksująca muzyka buddyjska ponownie napełniła salon...

Wzięła mnie za dłoń i poszliśmy na górę.

Mieliśmy późne lato i miała na sobie sukienkę z bawełny. Podobnie jak Diana lubiła pastele. Zieleń, wrzos i czasem coś bardziej zdecydowanego jak żółty czy pomarańczowy. Dzisiaj miała ładna wrzosową kreację, lekko przed kolana. Po domu chodziła przeważnie boso, niezależnie od pory roku. Weszliśmy. Usiedliśmy na kanapie. Podobnej, jaką mieliśmy w salonie, ale nieco mniejszą.

— W razie czego mam wodę — powiedziała.

— Na razie dziękuję.

— To się może zmienić jak usłyszysz wiadomość.

Zsunąłem brwi do środka nie rozumiejąc. Patrzyła na mnie, wprost świdrowała mnie wzrokiem.

— Chloe, nie czuję się komfortowo, gdy tak patrzysz.

— Przeprasza. — delikatnie klepnęła mnie w ramię.

Zauważyłem, że jest bardzo ekspresyjna, przeciwnie do Remiego, który raczej nie okazywał w ten sposób odczuć.

— To powiem ci.

— Dobrze, mów.

— Mówiłeś, że nie powinnam, ale nie mam nikogo, komu mogłabym powiedzieć.

— Ja mówiłem, że nie powinnaś?

— Tak, ale już postanowiłam, to powiem. Stało się.

— Co się stało?

— Ja i Aisha... pierwszy raz.

Poczułem gorąco i zimno. Przełknąłem ślinę. Faktycznie potrzebowałem się napić, może nie tylko wody.

— Mówiłaś mamie, prawda?

Przypomniałem sobie, że więcej niż trzy tygodnie temu oświadczyła, że tylko się całują.  

— Nie, tym razem postanowiłam powiedzieć tylko tobie.

— Rozumiem. Nie pochwalam, ale wygląda na to, że nie mogę ci zabronić.

Zrobiła nieco smutną minę.

— Nie przepraszam, bo było super. Jakkolwiek dalej nasz związek jest duchowy.

— Rozumiem — bąknąłem.

Nie czułem się zbyt mocno. Na szczęście nie zaczęła opowiadać szczegółów. Jednak dla pewności poprosiłem o to.

— Tylko nie opowiadaj jak było. Nie powinienem tego wiedzieć.

— Och nie, nie chciałam rozmawiać o tym.

Poczułem ulgę. Nie wiedziałem, że przedwcześnie.

— To dobrze...

Dotknęła mojej dłoni.

— Obiecaj, że się nie zezłościsz.

— Zwykle jestem spokojny...

— Obiecaj.

— Ok, nie zezłoszczę się. Obiecuję.

— Pomyślałam sobie, że to z Aishą jest na poważnie i do końca życia będzie mi lizać cipkę i ja jej...

— Chloe!

— Dobra, wiem. Muszę ci to powiedzieć. Jesteś jedynym facetem, któremu całkowicie ufam. Chciałam poprzednio cię pocałować i to zrobiliśmy...

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2794 słów i 15434 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Almach99

    Powoli zblizamy sie do wielkiego wydarzenia, przelomu w zyciu naszego bohatera - zdrady braciszka

  • AlexAthame

    @Almach99 Widzę, że opuściłeś poprzedni.Ale rozumiem.Moj bohater jest szalenie atrakcyjny. Z pośród kobiet tylko Koi go kocha w ten idealny sposób.Dalej się przekonasz, że jego atrakcyjność jest jego problemem.Ale on jest dobry. Osobiście uważam że czasem ważniejszy jest powód dlaczego coś robimy niż sam fakt, co zrobiliśmy. Euri do końca  nie będzie  chciał dopuścić prawdy, że zarówno syn jak i brat byli źli.Bedzie obwiniać siebie w obronie Remiego i pewnie ojca z powodu Hajze.Niestety prawda jest taka, że niektórzy ludzie są źli. Bo tak jest na świecie.Nie wiem czy wierzysz i zgadzasz się.Konflikt zaczął się po wygnaniu z Edenu.Pan Bóg powiedział do węża. Oto wprowadzam nienawiść między Tobą a niewiasta, między nasieniem twoim,  a nasieniem jej.W Teologi nazywa się to Nasieniem węża.Większość  kościołów i odłamków chrześcijańskich to odrzuca, jednak Bóg stwierdza, że są dwa gatunki ludzi .Problem w tym jest taki, że niektórzy upatruje to jako fizyczne nasienie inni jako duchowe. Dlaczego są ludzie, którzy gwałcą dzieci?Kara , leczenie lub terapia nic nie pomaga.Taki człowiek nigdy nie stanie się dobry.Oczywiście  w moim opowiadaniu nic o tym nie wspominam, ale jeżeli czytałeś dokładnie jest informacja kim jest Euri.Przeczytaj jeszcze raz odcinek kiedy młody Deszcz ożywia młodziutką Koi.Bo Euri w języku Basków znaczy Deszcz.Hajze znaczy wiatr, a Koi po japońsku znaczy Miłość.Euri nie rozumie i nie wierzy, że jest dobry, skoro tyle zła zrobił. Jednak w końcu to przyjmie.On jest Tengoku no tenshi, oczywiście nie literalnie. Dziękuję i pozdrawiam. :smile: