Czarne i białe cz 6

W opowiadniu ujawniam najbardziej utajony, a jednocześnie najbardziej demoniczny ogólno światowy interes zwiazany z porwaniem dzieci. W Polsce samotnie walczy z tym Paweł Bednarz. Żaden z polityków nie chce się tym zająć. Umoczeni są niektórzy z nich, szefowie policji i śłużb wewnętrznych. W końcówce opisuje jak jest naprawdę. A świat milczy. Media milczą, niektórzy którzy się tym zajmuja, giną. A jednym z powodów dla któego to się kręci jest to, co wiekszość z ludzi uważa to za pozytywne. Możliwość transplantacji organów. Nazwiecie mnie egoistą lub inaczej, ale nie macie pojęcia jak złe to jest. Ale zaślepieni ludzie chcą żyć za wszelką cenę chociaż sekundę dłużej, a nie wiedzą jakie to czasem ma konsekwencje i jaką ktoś inny płaci za to cenę.
  
                                                                            *

Susan otworzyła oczki. W pierwszej chwili nie wiedział gdzie jest. Ale zobaczyła nas i się uspokoiła.

— Jak spałaś, kochanie? — zapytał ojciec.

— Ty mnie ubrałeś w piżamkę, tatusiu?

— Nie, kochanie, Lori to zrobiła. Od dzisiaj twoja siostra będzie ci pomagać jak poprzednio mamusia, dobrze?

— Dobrze, daddy. Wiem, że Lori mnie kocha. Obiecuję być grzeczna. Jak nigdy jeszcze nie byłam.

— Co chcecie na śniadanko.

— Nie wiemy — odrzekły razem.

Minka młodszej wskazywała, że zaraz zacznie płakać.

— Su. Nam też jest przykro. Postaraj się nie płakać. Przynajmniej spróbuj.

— Dobrze, Lori.

Mike zamówił owoce, jogurt. Placek, dżem i masło. Sok z marchewki i jabłka. Avocado i banany. Ser żółty, pomidory i grzanki.

— Po śniadaniu pojedziemy do mnie do pracy, a potem do pana Carmela.

— Daddy nie będziesz pracował, prawda? — buzia Lori przejawiała lekki niepokój.

— Nie, kochanie. Pojadę tylko porozmawiać.

Po kilku minutach przynieśli śniadanie. Dziewczynki miały apetyt. Cóż musiały żyć. Mike miał nosa, a Lori była wyśmienita. Od północy umarło i zginęło na ziemi 62 tysiące ludzi. Moje odbicia wykonywały zadania. Jak co dzień. Od kilku tysięcy lat.

Po śniadaniu umyli zęby. Mike poczekał jak dziewczynki się kompletnie ubiorą. Po kwadransie byli na dole. Mike rozejrzał się. Dwa wozy policyjne stały na ulicy. Ojciec dziewczynek wysłał tekst do porucznika Carmela. Ten mu odpisał, że załogę z jachtu zabrało FBI.

Brunet ruszył spokojnie w kierunku pracy. Korki w San Francisco były w różnych miejscach i o różnych porach. Oczywiście najwięcej rano i około czwartej do szóstej. Dojechali po czterdziestu minutach.

Jane uśmiechnęła się smutno.

— Porozmawiam z kolegami, a potem z tobą, Jane. Jest szef?

— Tak. Ale zaraz wychodzi.

— Zerkniesz na Lori i Su?

— Jasne.

Mike wszedł do garażu. Kolejno jego koledzy składali mu kondolencje. Ze zrozumiałych powodów, nie przytulali go do siebie. Kiedy wrócił do biura, Bobby Hawkins lekko się uśmiechnął i podał mu rękę.— Przykro mi Mike z powodu żony. Masz córkę, to dobrze. Policja miała szczęście. Muszę iść. Jeszcze raz przyjmij wyrazy współczucia.

Po chwili wyszedł. Mike dostrzegł, że zarówn Susan, jak i Lori miło rozmawiają z Jane.

— Tak mi przykro, Mike. Masz wspaniałe córki.

— Starsza cię pamięta.

— Widziałam cię z samochodu. Masz coś wytatuowane nad pępkiem. Twój chłopak mi się nie podobał. Dobrze, że z nim zerwałaś.

Jane zrobiła wielkie oczy.

— Masz fenomenalną pamięć, Lori. Mike, wybacz, że pytam, ale nie daje mi to spokoju. Dlaczego twoja żona i Lori były w domu?

— Lori mi powiedziała, że autobus się popsuł.

Jane spojrzała uważnie na Mike’a.

— Wiesz jaki dystrykt ich rozwozi.

— Nie mam pojęcia.

— 123 — powiedziała starsza.

— Poczekajcie.

Brunetka podeszła do komputera. Zaczęła coś sprawdzać. Zerknęła i coś zapisała na kartce.

— O co chodzi, Jane?

— Tydzień temu był gość. Stary był wściekły. Próbowali mówić cicho, ale słyszałam. Zobacz sam.

Podała mu kartkę. Zakład naprawy autobusów szkolnych. Dystrykt 120 do 125.

— Coś sugerujesz?

— Mówiłeś, że ten policjant jest uczciwy. Daj mu trop.

— To już mam dwa. Dzięki Jane. Tu mieszkam. Podał jej kartkę z numerem pokoju. Wpadniesz po pracy?

— Dobrze, jeżeli będę mogła pomóc.

Su i Lori przytuliły ją. Po chwili Mike z dziewczynkami pojechał do komendy. Obserwowałem tego wyjątkowego człowieka.

< Kiedy zaczniemy trening — zapytałem >.

< Próbuję znaleźć opiekę dla dziewczynek. Lubią Jane >.

< Jane jest ok. Lubi dzieci. Lubi ciebie. To wiesz. Jest zakochana w Lori. W ten dobry sposób >



< Tylko będziesz musiał wyrazić zgodę. To będzie jak w tym waszym filmie Matrix. Tylko mój trening będzie bezbolesny i bardzo szybki >.

< To możemy teraz? >

< Może lepiej dzisiejszej nocy, przed zaśnięciem >.

Mike przyjechał do Dariana Carmela. Porucznik przyjął go miło. Kiedy wchodzili, kilka osób z komendy na nich spojrzało.

— A więc to jest Lori. Jestem Darian Carmel. Próbujemy złapać wszystkich złych ludzi, którzy są zamieszani w śmierć twojej mamy i twoje porwanie.

— Dziękuję. Tata mi wytłumaczył dlaczego chciano mnie porwać.

Porucznik spojrzał na Mike’a.

— Jest bardzo bystra, poruczniku. Nie uwierzy pan co dzieci teraz wiedzą.

Pokiwał głową.

— Chcecie, żeby pani sierżant pokazała wam posterunek?

— Nie. Wolimy być z tatą — odrzekła starsza.

— Dobrze. Ale muszę z tatą porozmawiać. W drugim pokoju jest telewizor. Pooglądasz z siostrą kreskówkę?

— Rozumiem. Chodzi o Su. Dobrze.

Wzięła siostrę za rękę.

— Jest niesamowita. Łapie lepiej niż moi podwładni — uśmiechnął się Carmel.

— Mam dwa poszlaki.

Mike podał mu kartkę.

— Po przeczytaniu niech pan to spali. Nic nie zapisuje na komputerze. Dentysta rodzinny, Philiph Fallgraff przyglądał się Lori w ten zły sposób. Tydzień temu zrobił jej zdjęcie.

— Cholera -- zaklął Carmel — a o co chodzi z tym warsztatem?

Popatrzył na Mike’a.

— To pan powinien być detektywem. Chyba że anioł panu powiedział.

— Nie. Sam doszedłem.

— To może być ślad. Tylko nie wiem, czy mi się uda wejść na konto Fallgraffa bez wiedzy szefa. A jeżeli dostał gotówkę?

Sam go zapytam.

— Pewnie złoży zażalenie.

— Jak jest winny, to nie złoży.

— Proszę go nie zabijać, może jest niewinny...

— Jest winny — powiedział Mike — a jak się zastrzeli, to będzie miał pan pewność.

— Jak się zastrzeli to urwie się ślad.

— Wcale nie. Wówczas będzie miał pan podstawy poszperać w jego aktach, prawda? Idę. Dziękuję za wszystko.

Mike wszedł do drugiego pokoju i zabrał dziewczynki. Po kilku chwilach jechali do swojej okolicy, gdzie stał ich opuszczony teraz dom. Po kilku minutach brunet zauważył, że wciąż za nim jedzie Dodge Challenger. Zadzwonił do Carmela.

— Mam ogon. Szary Dodge Challenger. To wasz?

— Nikogo za panem nie wysyłałem.

— Rozumiem.

Mike jechał spokojnie. Na światłach szary samochód stanął za nim. W środku siedział jeden facet.

— Poczekajcie spokojnie — powiedział do dziewczynek.

Wysiadł. Wiedziałem co chce zrobić. Człowiek, któremu pomagałem miał zimną krew. Podszedł do dodge. Facet otworzył okno.

— Coś się stało. Wsunął dłoń do środka marynarki.

Mike był szybki. Uderzenie w skroń mało nie zabiło Rogera Nevilla. Ojciec dziewczynek wyjął pistolet z jego wewnętrznej kieszeni marynarki. Wyciągnął nieprzytomnego agenta z kabiny samochodu. Jednym solidnym kopniakiem złamał mu nogę w okolicy kolana. Otworzył maskę i wyrwał kabel od baterii, uszkodził również kilka innych drobniejszych kabli. Wrócił do Suburbana i ruszył. Zadzwonił do Carmela.

— Facet miał pistolet. Chciał mnie zabić. Pewnie zaraz będzie zgłoszenie. Uszkodziłem samochód. Złamałem skorumpowanemu agentowi nogę. Jak się pospieszycie to go dorwiecie, zanim inni go nie wykończą. Tylko proszę posłać zaufanych.

Mike podał adres. Zadziwiał mnie coraz bardziej. Pożałowałem, że nie obiecał córce zabić szejka Abdullaha—Faraha ibn Hasa.

Dojechał do gabinetu doktora Fallgraffa. Zamknął wóz i powiedział Lori, że zaraz przyjdzie. Wyglądało, że przestał się bać. I miał chyba do mnie bezgraniczne zaufanie. I słusznie.

Kiedy wszedł do środka, sekretarka dentysty, Dominica Lucerna, spojrzała wystraszona.

— Ja do pana doktora.

— Pan Fallgraff jest zajęty.

— Nie wątpię. Mają państwo drugiego dentystę, prawda?

— Tak. Olaf Hunnsen, zaraz skończy.

— To proszę mu powiedzieć, żeby kończył pacjenta pana Fallgrafa.

— Nie rozumiem...

— Nie ważne.

Mike wszedł do gabinetu. Fallgraff przestał borować.

— Och, pan Celvinn.

— Ile dostałeś śmieciu, za Lori?

— O czym pan mówi? — zapytał wystraszony.

— Zrobiłeś jej zdjęcie. Wiem wszystko. Zanim sobie palniesz w łeb, zapisz nazwiska. Inaczej twoja żona skończy jak moja, a twoja córki jak miała skończyć Lori.

Wyszedł. Otworzył dzwi Suburbana i ruszył. Skierował się do centrum, gdzie nocowali ostatniej nocy.

Fallgraff miała słabe nerwy. No, troszkę mu pomogłem. Przeprosił starszego pana, któremu łatał dziurę i poszedł do swojego prywatnego pokoju. Napisał dwa nazwiska. Poszedł do Dominiki.

— Proszę zadzwonić do pana Celvinna albo sam to zrobię.

W rezultacie wysłał wiadomość, a chwilę potem Mike ją odebrał.

« Tu Philiph Fallgraff. Bardzo mi przykro. Leonard Krause Gordon & Tellman assosiation i

Thomas Funk, menager Banku National na 50 Fremont Centre. Proszę chronić moją rodzinę. »

Kiedy Mike to odczytywał, ciało Fallgraffa leżało już z dziurą w głowie na dywaniku jego prywatnego pokoju. Musiałem się pospieszyć z tym treningiem. Nad Mikiem zawisły czarne chmury.

< Posłuchaj Mike, muszę ci coś powiedzieć. Facet, który chciał cię zabić, współpracuje w bardzo pośredni sposób z Gordon &Tellman assosiation. To międzynarodowa grupa różnych interesów. Oficjalnie zajmują się bankowością. I trzy czwarte ludzi tam pracujących to bankierzy. Ale reszta to złodzieje i wysokiej klasy kryminaliści. Leonard Krause koordynuje porwania dzieci w różnych celach. Powiedzmy, że Lori miała być użyta w najlepszym celu.

— W najlepszym? — Mike mógł mówić, bo był sam, bo jeszcze nie dotarł do suv.


— Tak. Dostarczają dzieci bardzo bogatym zwyrodnialcom. Wielką częścią tego interesu są porwania do adopcji, no może to jest lepsze, niż pozycja żony szejka. Pobieranie organów. Czasem by organ był zaakceptowany, najlepiej jak dawca jest żywy. Ostatnim, najgorszym rodzajem interesu jest podsuwanie dzieci do specjalnych filmów, gdzie dzieci są gwałcone na żywo i zabijane podczas zdjęć. Ostatnią częścią są porwania dla satanistycznych sekt na ofiary.

— Boże!

— Właśnie. Bóg dopuszcza.

— Ale dlaczego?

— Mike, to zbyt szeroki temat. Teraz chodzi o ciebie i twoje córki. Wkrótce odwołają Carmela. Bo będzie musiał wybrać pomiędzy rodziną a tą sprawą. Zarówno Krause jak i Thomas Funk mają wpływowych znajomych w kręgach wojskowych. I policji. W wojskowości co najmniej trzech generałów wie mniej wiecej co robi Tellman grupa.

— Czemu mi to mówisz?

— Bo łamiąc nogi temu facetowi, wszedłeś z nimi na ścieżkę wojenną.

— Rozumiem, że policja ani wojsko nic mi nie pomoże?

— Dokładnie. Jeżeli nie usuniesz tych facetów, wkrótce nie będzie dobrze.

Dotarł do wozu.

— Wszystko dobrze, tatusiu? — zapytała starsza.

— Tak, kochanie. Jedziemy.

< Moje córki{PHP}



< Ty zawsze wiesz, a ja wybieram. Dlaczego? >

< Tak musi być. Zaakceptuj to. Pomagam ci.>

< Mam szansę wykończyć któregoś z nich? >

< Do tej pory uderzyłeś jednego człowieka. Nie chcę byś zabijał.>

< To, co mam zrobić{PHP}

< Pomyśl.>

< Spróbować ich skłócić by się sami wykończyli.>

< Brawo. Zatrzymaj samochód na dziesięć minut. Zrobię ci szybkie szkolenie mentalne.>

< To znaczy{PHP}

< Uśniesz. Planowałem to zrobić w nocy, ale czas nagli. Za dwie godziny będą chcieli nasłać brygadę antyterrorystyczną na hotel.>

< Ufam ci. Zrób ten trening i uśpij też córki. Potem po drodze pomyślę gdzie je mogę ukryć.>

Mike zatrzymał wóz. Po minucie już spali. Czuwałem nad nimi. Wprowadziłem co trzeba do jego umysłu. Od teraz stał się prawie niemożliwy do zabicia. Ale miałem limit. Nie mogłem zrobić nic ani dla córek, ani dla Jane. Wiedziałem, że to o niej pomyśli. Obudzili się.

< Już? Nie czuję żadnej różnicy.>

< Poczujesz w czasie potrzeby. Będziesz wiedział gdzie się ustawiać i kiedy. Tak obrazowo będziesz wiedział gdzie ktoś poruszy ręka albo strzeli. Przy większych wybuchach będziesz zawsze w bezpiecznym miejscu. To jest dar na resztę życia. Może ci się przydać i teraz, ale nie na pewno. >

< Może Jane ma coś za miastem. Nie wiem dlaczego o niej pomyślałem. Zadzwonić do niej{PHP}

< Nie. Ona sama się z tobą spotka. Tylko ci, co cię próbują ciebie namierzyć będą wiedzieli również. Nie tak od razu. Jedź prosto, a potem w lewo. Będę cię prowadził. >

Po jakimś czasie prosiłem by się zatrzymał. Obok był duży sklep z używanymi rzeczami.

< Kup dwa telefony komórkowe >.

Weszliśmy do sklepu. Po pięciu minutach miał telefony. Z numerami. Teraz potrzebowaliśmy identycznego wozu jak jego. W tym pomoże nam Carmel, to wiedziałem. Mike dojechał do hotelu. Wszedł na górę. W pokoju czekał Carmel i Jane.

— Mike — powiedziała tylko.

Przytuliła go serdecznie. Dziewczynki wtuliły się również w jej ramiona.

Będziemy potrzebować identycznego samochodu jak mój. Potem cię postraszą i nie będziesz mógł mi dłużej pomagać, dopiero jak zginął Krause i Funk. Na innych padnie strach. Zacznie się czystka.

— Czyli nikt nie będzie aresztowany? — zapytał Carmel.

— Ci ludzie mają takie poparcia, że każdy z nich czuje się bezkarny. Sprawa otrze się o szczyt FBI i Obronę Istotnych Spraw Narodu.( OWD i OBO i NSO) Jest takie biuro. Nie FEMA. Coś jak oni, ale w cieniu. Agenci mają nieograniczone pole działania. Głównie wykańczają kogo trzeba. I nic nie przedostaje się do mediów. Reszta ucisza ewentualnych ludzi, którzy chcą coś mówić.

— Zabijają ich?

— Nie. Dają oferty nie do odrzucenia. Kiedy Fallgraff zaczął, nie wiedział w co wchodzi. Potem był zmuszony. Jakkolwiek mógł zgłosić to policji. Tylko tej dobrej. Ale nie chciał. To nie była jego pierwsza sprawa.

Mike wszystko przekazywał co mu mówiłem. Jane była z niego dumna zaś z drugiej strony, poczuła strach.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i kryminalne, użył 2477 słów i 14878 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto