Wilk
Pomysł na opowiadania wziąłem z historii Roberta Hansena, seryjnego mordercy z Alaski, jednak opisane wydarzenia kompletnie się różnią od działań i metod tamtego przestępcy.
Życie jest bardzo dziwne. Czasami wszystko się układa jakby według scenariusza, innym razem też tak się dzieje aż do momentu, kiedy staje się coś wyjątkowego i plan rozsypuje się jak domek z kart.. Od tysięcy lat istnieje dobro i zło. Znana historia pokazuje, że od dawna zło zwycięża. Czy kiedyś to się skończy?
Koniec grudnia, rok 2008.
Simon Rivers długo czekał na te wakacje. Mieszkał z żoną i córkami Sky i Mia w Tacomie, średniej wielkości mieście niedaleko Seattle. Byli małżeństwem z Dorothy od piętnastu lat. Wzięli ślub, kiedy kobieta była w dziewiątym miesiącu z pierszą córką. Dwa lata później urodziła się im druga dziewczynka. Mia była całkiem inna od starszej siostry. Bardziej niezależna i może nieco odważniejsza. Różniły się też wyglądem. Sky przypominała matkę. Odziedziczyła po niej blond włosy i błękitne oczy i stąd otrzymała takie imię. Mia dla kontrastu miała czarne włosy i zielone oczy. Simon był brunetem, ale miał orzechowe oczy. Rodzice nie mieli kłopotów z Sky natomiast Mia dostarczała im wielu. I w szkole i domu. Słuchała właściwie tylko swojej starszej siostry.
Dziewczynki miały przerwę świąteczną i właśnie wtedy rodzice zaplanowali wyjazd na Alaskę. Chcieli pozostać kilka dni w mieście Talkeetna i stamtąd pojechać saniami motorowymi do podnóża Mc Kinley. Do końca XX wieku nazywano górę Denali, a od 1896 roku nazwano ją Mc Kinley na cześć prezydenta Stanów Zjednoczonych. W 2015 roku prezydent Obama przywrócił oryginalna nazwę Denali. ( Obecnie ponownie ma nazwę Mc Kinley. To druga co do wysokości od podstawy do szczytu góra na świecie. Tylko wulkan na Hawajach jest wyższy, ale jego podstawa znajduje się kilka kilometrów pod wodą, na dnie oceanu).
Trzy dni przed planowanym wyjazdem Mia miała wypadek, została potrącona przez samochód. Na szczęście tylko złamała nogę. Winny okazał się kierowca i trochę niezbyt dobrze oczyszczona jezdnia. Została jedną noc na obserwacji w szpitalu i po założeniu gipsu została zwolniona do domu.
– Musimy wszystko odwołać – rzekł Simon podczas obiadu, kiedy czwórka siedziała za stołem.
– Dam radę. Tak długo to planowałeś, tato – powiedziała trzynastolatka.
– Wykluczone! Nie zostawimy cię samej na tydzień – rzekła zdecydowanie brunet.
– Proszę – Mia powiedziała to prawie błagalnym głosem.
Mężczyzna spojrzał na żonę a w tym czasie Sky wpatrywała się w siostrę.
– Zadzwonię do siostry. Będzie miała na ciebie oko.
Simon nie należał do tyranów domowych i liczył się ze zdaniem żony a czasem i córek. Mia wydęła usta w lekkim grymasie.
– Nie znoszę tej baby – powiedziała cicho.
Ojciec już chciał coś powiedzieć ostrzej, ale poczuł dłoń żony na kolanie.
– Ktoś musi cię doglądać – powiedział łagodnie.
Pomyślał, że jego młodsza córka jest dla niego trudnym orzechem do zgryzienia.
– Wuj Carl może wpadać. Jest fajny i bardzo go lubię – nastolatka spojrzała odważnie w oczy taty.
Brat Dorothy nieco miał inne zdanie na niektóre tematy niż Simon i dlatego nie był częstym gościem państwa Riversów. Sky też go lubiła i pewnie Dorothy również, dlatego ojciec miał małe szanse na odmowę.
– Podrzucę, mu kluczę – powiedziała ciszej matka.
Simon poczuł się pokonany.
I tak polecieli do Anchorage we trójkę, a stamtąd wypożyczonym SUV do Talkeetna. Trzeciego dnia po wyjeździe zadzwonili do córki. Carl odwiedził ją dzień wcześniej ze swoją żoną i po głosie, rodzice odnieśli wrażenie, że Mia jest zadowolona.
– Róbcie dużo zdjęć, przynajmniej sobie pooglądam – powiedziała na zakończenie rozmowy.
W planie mieli dojazd autobusem do parku Denali, bo podróż saniami tak daleko jest bardzo trudna, ale z powodu znacznych opadów musieli poczekać jeden dzień na doprowadzenie drogi do użytku.
– Co myślicie o wypożyczeniu sań motorowych i dojazdu do miasteczka Chase?
– Jest możliwość jechania w trójkę – zapytała Dorothy, a jej mina świadczyła, że jest pełna obaw.
– Technicznie istnieją takie sanie, ale o ile wiem, mają tylko standardowe dwuosobowe.
Teraz mina matki wskazywała, że jest nieco wystraszona.
– Nigdy nie prowadziłam takiego skutera śnieżnego – odrzekła solidnie wystraszona.
– To ja będę jechać sama – powiedziała z uśmiechem Sky. Ustaliłam to już z tatą.
Matka spojrzała na męża, a ten uspokoił ją wzrokiem.
– Da radę. Praktykowaliśmy rok temu – odrzekł brunet.
Dorothy już bardziej widziałaby młodszą córkę prowadzącą sanie, ale nie miała pojęcia o przepisach, które dozwalały dopiero osobie czternastoletniej prowadzić taki pojazd, o ile dorosły miał ją w zasięgu wzroku.
Wyruszyli z hotelu o dziesiątej. Pogoda wyglądała na dobrą. Po kilkudniowych opadach zalegało kilka metrów śniegu, lecz tego dnia świeciło słońce, co nie często się zdarzało w zimie, której mieli dopiero początek. Do Bożego Narodzenia brakowało dwa dni. Simon wypożyczył motorowe sanie kilka minut przed południem. Alaska jest bardzo droga z uwagi na odległości i trudne warunki pogodowe. Jednak mężczyzna o tym wiedział i ceny go nie zaskoczyły. Mieli do przejechania tylko kilka mil i zapowiadał się miły czas. Simon jechał pierwszy a kilkanaście metrów za nim jechała Sky. Dojechali do Chase. Miasteczko zamieszkuje tylko około dwustu osób, co jest niezwykle małą ilością.
– Czy możemy pojechać kilka mil dalej? – zapytała Sky.
– Właściwie tak!. Jest świetna pogoda – powiedział ojciec.
Wyruszyli. Jechali kwadrans i nagle, dosłownie w ciągu minuty pogoda zmieniła się diametralnie. Zaczął wiać wiatr z północy. W ciągu dwóch minut widoczność spadła do zera z powodu mgły i nagłego śniegu.
Sky widziała tylne światła sań rodziców. Zobaczyła, że się zatrzymali więc i ona się tak uczyniła.
– Przeczekamy czy wracamy? Przykro mi, że was namówiłam – głos dziewczyny wskazywał, że jest zasmucona.
– Wracajmy, to tylko kilka mil. To nie twoja wina, kochanie. Podjąłem niewłaściwą decyzję – rzekł Simon.
Ruszyli wolno i ojciec zakręcił i dodał ostro gazu. Był przekonany, że wracają. Nagle Sky dostrzegła wybuch ognia. Gwałtownie zahamowała i to pewnie uratowało jej życie. Nie mogła tego nawet nazwać szokiem. Sanie rodziców uderzyły w drzewo, które nie wiadomo jak się wzięło na ich drodze. Z powodu ognia nie mogła podejść. W końcu udało jej się to zrobić. Ojciec nie żył. Wskutek gwałtownego uderzenia hełm mu spadł i jego głowa była znacznie uszkodzona. Dorothy leżała dwa metry obok. W jej piersi tkwił kawałek ułamanej gałęzi.
– Córeczko... – zdołała powiedzieć.
Dziewczyna zdołała dostrzec, że jest lekko ranna. Prawdopodobnie jakaś drobna część złamanej gałęzi musiała odskoczyć i skaleczyła nieznacznie rękę nastolatki
Sky zemdlała.
Kiedy otworzyła oczy leżała, ale nie była sama. W pierwszej chwili przypomniała sobie horror, ale to nie było najgorsze. Otaczały ją wilki. W zasadzie ją dotykały. Uświadomiła sobie, że jest w środku stada. Nie potrafiła policzyć kosmatych ciał z powodu ciemności. Szybko pomyślała, że musiała tu przebywać już długo, bo słońce miało zajść o 3:39pm. Skoro wilki ją nie zjadły więc pozostała tylko jedna możliwość. Musiały ją uratować! Tylko dlaczego? Zobaczyła mimo ciemności dwa małe ciałka. Czyli nie tylko duże wilki ją przytuliły i ogrzewały, ale i dwa małe wilczki! Mimo prawie całkowitej ciemności dostrzegła, że jedno maleństwo jest białe, albo bardzo jasnoszare. Inne sztuki były ciemne. Brunatne, ciemnoszare lub czarne. Tak przynajmniej sądziła. Delikatnie zdjęła rękawiczkę i dotknęła jasnego wilczka, a ten polizał wyciągniętą dłoń. Bała się ruszyć. Pomyślała o zmarłych rodzicach i siostrze. Wskutek silnego stresu ponownie zemdlała.
Obudziła się, kiedy już dniało. Wilki musiały odejść niedawno, bo w oddali widziała siedem czy osiem sztuk. Wstała i zaczęła iść w kierunku zabudowań. Mieszkaniec domostwa zawiadomił policję. Mężczyzna okołosześćdziesiątki poczęstował dziewczynę ciepłą herbatą i dał kanapkę z serem i szynką. Policja pojawiła się za dwadzieścia pięć minut.
Oględziny ustaliły, że sanie rodziców miały maleńki przeciek paliwa, którego nikt wcześniej nie odkrył. To i zła pogoda przyczyniła się do tragedii. Gdyby Simon nie ruszył tak ostro... To w zasadzie zadecydowało. Nikt nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego to zrobił. Przecież praktycznie nic nie było widać!
Dla Sky i siostry zaczął się trudny czas. Zaopiekował się nimi wuj Carl i jego żona Alison. Wcześniej blondynka kochała swoją młodszą siostrę, a ta tragedia pewnie jeszcze bardziej je zbliżyła.
Osiem lat później.
Wuj z żoną i dziewczynkami przenieśli się do Los Angeles. Mężczyzna dostał tu dużo lepszą pracę. Traktowali siostry jak swoje dzieci. Oczywiście dziewczyny wiedziały, że nikt im nie zastąpi Dorothy i Simona. Jednak Carl i Alison robili wszystko, by dziewczynom niczego nie brakowało.
Różniły się znacznie charakterami. Mia stała się łagodna i bardzo kobieca, natomiast Sky zaczęła dwa lata po tragedii trenować sztuki walki. Po dwóch nieudanych krótkich związkach z mężczyznami jej serce zbliżyło się do Serenity, z którą od lat trenowała w grupie. Obie były smukłe i mniej więcej tego samego wzrostu, bo Sky mierzyła pięć stóp i dziewięć cali, a Serenity był tylko o cal wyższa. Brunetka była z nich bardziej kobieca. Trudno było to pogodzić z jej walecznością. Sky stała się twarda i zdecydowana. W sztuce walki nieznacznie wyprzedzała w umiejętnościach i sile brunetkę.
Niestety, z tego powodu, że była teraz z dziewczyną jej stosunki z siostrą nieco się popsuły. Nie pomogły tłumaczenia, że to przyjaźń. Mia nie bardzo wierzyła, ponieważ raz widziała siostrę i Serenity gdy się pocałowały.
Mia miała dobrego chłopaka i uważała, że być może siostra po prostu źle trafiła, lecz to nie powinno wpłynąć by Sky stała się lesbą, jak to nazwała.
Po krótkiej kłótni Mia wyszła z mieszkania, które wynajmowała Sky razem z Serenity. Blondynka siedział sama prawie godzinę i nie bardzo wiedziała, jak dać sobie radę z pierwszą, poważną kłótnią z ukochaną siostrą.
– Hej – usłyszała głos brunetki.
Ponieważ przyjaciółka nie usłyszała odzewu, weszła do salonu.
Sky siedziała na kanapie a w dłoni trzymała antałek z whisky
– Coś się stało, Sky? – brunetka uklękła przed blondynką.
– Pokłóciłam się z siostrą. Uważa, że jestem lesbą i oczywiście ty też.
– Przecież nie jesteśmy – twarz brunetki lekko się zmieniła.
Obie wiedziały, jak jest naprawdę. Czuły coś do siebie i to było czymś nieco większym niż znajomość. Przyjaźń jest czymś mocnym, ale leży w bardziej w duchu. Czy czuły do siebie pociąg? Być może Mia to odkryła, bo w prawdzie obie walczyły w sobie, by do niczego nie doszło. Serenity też miała za sobą nieudany związek z mężczyzną i uznała, że nie chce być z nikim. To jednak się zmieniło, gdy poznała bliżej Sky. Obie o tym nie rozmawiały, ale wiedziały, że czują się ze sobą bardzo dobrze i pewnie.
– Może pójdziemy razem do twojej siostry i wytłumaczymy? – zapytała cicho brunetka.
– Nie powinna tak reagować. Nie chodzi mi o to, że żyjemy w czasie, kiedy mało kto robi o to problemy. Nie znałam z tej strony mojej siostry. Sądziłam, że jest bardziej liberalna. Szczerze, nie jestem pewna, czy nie chciałabym być z tobą właśnie w takim związku.
Serenity posłała jej długie spojrzenie, które uświadomiło Sky, że jej przyjaciółka chyba czuje i myśli podobnie.
– Przygotuję coś do jedzenia – powiedziała Serenity i opuściła salon.
Spały osobno. Owszem, bardzo się lubiły i czuły ze sobą komfortowo. Pocałowały się raz i to nie w domu, ale przed wejściem do kawiarni i właśnie w tej sytuacji przypadkowo Mia je zobaczyła. Dlatego pewnie miała swoje zdanie na temat tej relacji.
Zjadły razem późny obiad i Sky dała się przekonać, że odwiedzą razem siostrę i spróbują ją przekonać, że jest w błędzie. Nie bardzo wiedziały, jak wytłumaczą ten pocałunek. To stało się pod wpływem emocji i obie tego nie żałowały, chociaż nie zmieniło to ich fizycznej relacji. Ustaliły, że porozmawiają jutro z Mią.
Sky szykowała się do pracy a Serenity miała dzisiaj wolne. Sky pracowała w biurze i zajmował się rachunkowością, natomiast Serenity zajmował się dekoracją wnętrz, bo miała zdolności w tym kierunku. Troszkę też malowała. Naturę, budowle i portrety. Blondynka pożegnała przyjaciółkę i pojechała do pracy.
Kilka minut przed dziesiątą zadzwoniła jej komórka. Miała nadzieje, że to Mia. Czasem, chociaż rzadko się sprzeczały i zwykle ta, która spowodowała spięcie, dzwoniła, że by wszystko załagodzić. Jednak numer wskazywał na Josepha, chłopaka siostry.
– Hej, co tam? – zapytała Sky.
– Hej, Sky. Przepraszam, że cię niepokoję. Czy Mia u ciebie spędziła noc?
– Nie – Sky od razu poczuła się dziwnie.
– Nie wróciła na noc. Rozmawiałem z nią koło szóstej i powiedziała, że ma ciebie odwiedzić.
– Widziałyśmy się wcześniej i, prawdę mówiąc, trochę się pokłóciłyśmy. Dzwoniłeś na jej komórkę?
– Oczywiście. Wiele razy. Włącza się sekretarka.
– Dzwonię na policję – powiedziała Sky.
– Prawdopodobnie cię oleją. Nie minęła jeszcze doba.
– Jakkolwiek i tak to zrobię. Zadzwonię lub wyślę tekst, jeśli coś się dowiem. Ty zrób to samo, dobrze?
– Jasne – odrzekł chłopak.
W jej biurze podobnie jak i w innych miejscach pracy pracodawca nie zezwalał na prywatne rozmowy telefoniczne, ale Sky uznała, że to wyjątkowa sprawa. Zadzwoniła na policję. Tak jak przypuszczał Joseph, funkcjonariusz przyjął zgłoszenie, ale zaznaczył, że nie minęło jeszcze dość czasu, aby rozpocząć poszukiwania. Jeśli zaginie dziecko lub starsza osoba z problemami, wówczas policja traktuje sprawę inaczej. Policjant poprosił, by Sky zadzwoniła, jeśli siostra się odezwie.
Niestety przez najbliższe godziny nic się nie zmieniło. Mia nie dała znaku życia.
Po czasie wszczęto poszukiwania. Sky i Carl nieco naciskali. W rezultacie zbadano położenie komórki, bo Mia miała zamontowaną lokalizację. Ostatni namiar wskazywał pewien rejon Los Angeles. Po kilku dniach ustalono, że ostatnio widziano ją w kawiarni blisko centrum. Jak ustaliła policja, rozmawiała z mężczyzną w wieku około czterdziestki i wyszła z nim z lokalu.
Mijały tygodnie i Sky czuła ciężki kamień na sercu. Zniknięcie siostry znaczyło jedno. Prawdopodobnie została porwana i albo nie żyje lub jest więziona przez jakiegoś potwora. Być może właśnie tego, z którym ją widziano. Policja sprawdziła monitoring i ustalono, że mężczyzna, z którym ją widziano, znaleziono martwego tydzień temu w okolicy Portland. Nie był wcześniej notowany jako przestępca. Zajmował się namawianiem dziewczyn do pracy w lokalach dla dorosłych. Był właścicielem jednego z klubów ze striptizem. Sky nie mogła zrozumieć, jak Mia mogła być tak nieostrożna i naiwna, że wyszła z nieznajomym mężczyzną. Jeszcze większym zaskoczeniem dla Sky była wizyta na policji. Okazało się, że jej siostra pracowała kilka miesięcy w podobnym miejscu. To by w pewnym sensie tłumaczyło, że wyszła z takim mężczyzną. Drobiazgowe śledztwo nie wykazało, że kiedykolwiek wcześniej się z nim spotykała. Na ciele denata nie znaleziono DNA zaginionej siostry Sky. Dochodzenie prowadził porucznik Matt Starway. Rozmowa odbyła się na posterunku policji. Sky siedział na krześle. Porucznik wyszedł i powiedział, że za chwile wróci. Rozejrzała się po jego pokoju. Papiery na biurku, laptop. Zdjęcie pewnie rodziny. Miał trzydzieści kilka lat, więc pewnie miał żonę i może małe dziecko. Dziewczyna nie chciała się rządzić, przekręcać fotografii, by zobaczyć, co ona przedstawia. Mężczyzna wszedł ponownie. Usiadł naprzeciw.
– Czy przypuszcza pan, poruczniku, że śmierć tego mężczyzny łączy się z porywaczem lub zabójcą mojej siostry. – powiedziała to opanowana.
– Istnieje taka możliwość. Gdyby tak było, to by świadczyło, że najprawdopodobniej Maxwell Soor współpracował z tą osobą. Na razie nie mamy więcej śladów, ale być może po przekazaniu pani siostry podejrzanemu człowiekowi, prawdopodobnie mężczyźnie, został przez niego zabity. Maxwell zginął od kuli, oddanej z małej odległości. Zginął w innym miejscu, a ciało zostało wyrzucone z auta, bo zostało znalezione na poboczu drogi. Prowadzimy dochodzenie jaki model, bo na ubaniu denata znaleziono ślady materiału, jakie są w samochodach GM. O ile ubranie nie zostało zmienione. W całym kraju jest mnóstwo zaginięć. Niestety wiele ofiar nigdy nie zostaje odnalezionych. Zapoznałem się z pani historią. Przeżyła pani wielką tragedię lata temu i jednocześnie cud z wilkami. To już się kiedyś zdarzyło, ale wówczas wilki uratowały kobietę i jej nowo narodzone dziecko.
– Tak. Byłam bardzo blisko z siostrą. Czy Joseph White, chłopak mojej siostry nie jest podejrzany?
– Raczej nie, ale musimy wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności.
– Czyli ja i moja przyjaciółka Serenity też jesteśmy w kręgu podejrzeń.
Starway zrobił kwaśną minę.
– Sprawdziłem wszystkie informacje. Nie jesteście w kręgu podejrzeń, a szansa, że Joseph White jest w to zamieszany, jest minimalna. Według mojego przypuszczenia jest czysty.
– To dobry chłopak – powiedziała Sky.
– Czy mogę zadać pani pytanie? Jest trochę nietypowe.
Blondynka spojrzała na porucznika. Nie miała pojęcia, o co ją chce zapytać, ale udzieliła pozwolenia.
– Jest pani bardzo opanowana. Biorąc pod uwagę okoliczności, jest to wyjątkowe.
– Być może. Czuję żal i niepewność, ale okazywanie uczuć niczego nie zmieni. Mam nadzieję, że Mia żyje, ale z druga część mojej istoty podszeptuje mi, że nie ma jej wśród żywych.
– Trzeba być dobrej myśli.
– Tak, ma pan racje. Jest mi trochę smutno, bo rozstałyśmy się nieco pokłócone. Nie sądzę jednak, że to miało coś wspólnego z jej porwaniem. Okazuje się, że nie znałam jej aż tak dobrze. Nie wiedziałam, że rozbierała się za pieniądze.
– Tak, nie zawsze wszystko wiemy o swoich bliskich. Większość ludzi przychodząc, do takich miejsc jest, że tak powiem normalna, niestety czasem, między widzami, zdarzają się przestępcy seksualni.
– Czy badał pan lub ludzie z panem współpracujący telefony i pocztę Maxwella?
Porucznik spojrzał krótko na Sky.
– Oczywiście. Wiem co pani myśli i jest to bardzo logiczne. Jeśli moja hipoteza jest słuszna, denat współpracował z tym, kto porwał pani siostrę. To może również znaczyć, że nie była to ich pierwsza ofiara. Powstaje pytanie, dlaczego Maxwell zginał teraz.
– Może chciał zmienić zasady współpracy. Ludzie staja się pazerni, nawet takie potwory.
– Tak. Myśli pani jak detektyw. Z pewnością coś się stało, że człowiek, którego szukamy, go zabił. W tym wypadku wykluczam osoby trzecie. W takich sprawach im mniej osób wie, tym jest bezpieczniej trzymać coś takiego w tajemnicy. To wszystko, co mam pani do powiedzenia, panno Rivers. Ma pani jeszcze jakieś pytania?
– Nie mam. Gdyby się pan czegoś dowiedział, proszę o kontakt.
– Oczywiście. – Porucznik wyciągnął rękę na pożegnanie, a dziewczyna ją uścisnęła.
Sky dojechała do domu za czterdzieści minut. Serenity spotkała ją blisko wejścia.
– Czy śledztwo posunęło się do przodu, Sky?
– Nie za bardzo. Znaleziono ciało człowieka, którego widziano z siostrą w dniu zaginięcia. Porucznik Starway przypuszcza, że facet przekazał mu siostrę a może i poprzednie ofiary. Oboje doszliśmy do konkluzji, że pewnie współpracowali i z jakiegoś powodu ten, kto zabrał moją siostrę, go zabił. Czyli policja nie ma żadnych śladów, chyba że znajdą w kontaktach denata jakiś ślad. Musieli się kontaktować, więc będzie możliwe, że znajdą punkt zaczepienia. Przykro mi, Serenity.
– Mnie też. Porucznik zauważył, że nie okazuję uczuć. Czuję w środku żal i smutek, ale staram się myśleć rzeczowo i analitycznie. Cóż, smutne jest i to, że Mia miała przede mną tajemnice. Nigdy bym nie przypuszczała, że jest zdolna, by się rozbierać za pieniądze. Zarabiała nieźle. Gdyby jej czegoś brakowało, pomogłabym, a Carl lub jego żona z pewnością też.
– Sky, mogę cię o coś zapytać? – po wyglądzie twarzy Serenity, blondynka się domyśliła.
– Możesz, ale chyba wiem, o co chcesz wiedzieć.
– Skoro tak, to powiedz.
– Myślę, że nie żyje.
Sky puściły emocje i zaczęła płakać.
– Moja mała Mia! Kochana i dobra dziewczynka!
Serenity przytuliła ją mocno i długo gładziła włosy. Czuła jak łzy Sky spadają na jej odsłonięte barki.
Sky płakała kilka minut i w końcu przestała.
– Czy masz jakiś pomysł, Serenity?
– Nie mam. Jak mi coś przyjdzie sensownego, powiem.
Tej nocy spały razem. Oczywiście sen nie przyszedł od razu do Sky. Myślała, czuła żal. Zwykle w takich sprawach niepewność jest najgorsza. Blondynka czuła, że siostry nie ma wśród żywych, ale po kilku chwilach przychodziła myśli, że może jednak się myli i Mia się odnajdzie cała i żywa.
Najbliższe tygodnie i miesiące niczego nie zmieniły. Policja sprawdzała wszelakie kontakty Maxwella, ale niczego nie znaleziono. Prowadził dość typowe życie. Kontaktował się z niektórymi klientami i sprzedawał im dziewczyny do wyjątkowych usług. Porucznik odkrył kilka tropów. Znalazł i klientów i ich dziewczyny. Zakres usług był szeroki od normalnych, które wykonywały panie do towarzystwa do bardziej perwersyjnych, jednak jak ustalił, działo się to za większe pieniądze, ale za obopólną zgodą. Maxwell dostawał z te usługi od trzydziestu do pięćdziesięciu procent. Jak zeznały niektóre dziewczyny, był opiekuńczy i dzięki temu czuły się bezpieczne i godziły się na dodatkowe usługi. Porucznik dotarła do miejsca, gdzie pracowała Mia. Wystąpiła tu tylko pięć razy. Nie nawiązywała z nikim kontaktów. Z tego, co mówiły dziewczyny z tego miejsca, raczej odmawiała prywatnych tańców. Żadna z nich nie pamiętała, choćby jednego wypadku by dała się namówić na taką usługę, a to w takich miejscach było całkiem typowe.
_______________________________________________________
Przyszła zima.
– Co myślisz Serenity byśmy pojechały do miejsca, gdzie zginęli moi rodzice?
Brunetka bardzo się zdziwiła.
– Chcesz tam pojechać? Do Talkeetna?
– Tak.
Serenity wiedziała o dziwnym spotkaniu z wilkami. Sky nie mówiła o tym wielu osobom. Wiedział to wuj Carl i oczywiście Mia. Ja się dowiedziała, również, Matt Starway.
Dziewczyny wzięły kilka dni urlopu. Zbliżała się gwiazdka. Czyli dokładnie osiem lat temu zginęli rodzice Sky.
Przygotowały się jak do zwykłego wyjazdu. Poza zwykłym ubraniem zabrały rzeczy na przebywanie w surowym klimacie zimy na Alasce.
Samolot wylądował w Anchorage kilka minut po drugiej po południu. Na lotnisku wynajęły w firmie Budżet na tydzień, bo tyle planowały tu przebywać nowy model Toyoty Tacoma z zimowymi oponami.
– To najlepsza opcja – powiedziała Sky – nie potrzebujemy większego wozu.
– Zupełnie się z tobą zgadzam, Sky – odpowiedziała brunetka.
Do Talkeetna jechały dwie i pół godziny. Droga była przejezdna, bo tym razem nie było tak ogromnych opadów śniegu, jak piętnaście lat temu. Talkeetna Hideaway wyglądał jak duży dom z drewnianych bali. Dwupiętrowy z zielonym metalowym dachem. Oczywiście teraz zakryty śniegiem. Recepcjonista wyglądał na późną czterdziestkę. Ciemne włosy zaczęły występować siwiźnie. Może kiedyś miał lepszą kondycję, ale obecnie nosił już mały brzuch. Obie to zauważyły, kiedy poszedł z nimi na piętro. Niósł jedną walizkę i nieźle się zasapał.
– Miłego pobytu w naszych stronach – odezwał się na odchodne z dwudziestodolarowym banknotem, jaki dostał od Sky.
Położyły plecaki na łożkach, a walizkę postawiły pod ścianą.
– Zauważyłaś, jak się gapił na ciebie? – zapytała Serenity.
– Tak. Widać lubi młode panienki – odrzekła blondynka.
– Tam było coś jeszcze. Dziwne.
Chwile się rozpakowywały.
– Poczekaj, zapomniałam się coś zapytać gościa. Jak mu tam jest... Tom.
– Może zejdę z tobą? – zaproponowała brunetka.
– Dam radę, zaraz wracam.
Wyszła i zaczęła podchodzić do schodów. Od dziecka wiedziała, że ma dobry słuch. Wyjątkowo dobry. Nie zdołała wejść jeszcze na pierwszy schodek, kiedy usłyszała ściszony głos Toma.
– Tak, ma na imię Sky.
Blondynka zamarła. Czyżby mówił o niej? Już to byłoby bardzo dziwne. W pierwszej sekundzie zamierza wrócić do pokoju i podzielić się tą wiadomością z przyjaciółką, ale coś jej kazało poczekać.
– Nie wiem, czy to dobry pomysł – usłyszała znowu ściszony głos Toma.
Odczekała dwie minuty i zdecydowała się zejść.
Recepcjonista już skończył rozmowę i dlatego zobaczył ją, zanim doszła do lady.
– Czy mogę jeszcze w czymś pomóc, panno Rivers?
– Chciałyśmy wynająć sanie motorowe. Gdzie są dobre ceny?
– Och, oczywiście. Tu mam wykaz miejsc. Sporo wczasowiczów o to pyta, więc mamy już przygotowane broszurki – podał jej jedną z nich.
Wyglądał na opanowanego. Sky podziękowała i poszła na górę. Zaraz po wejściu ściszyła głos i opowiedziała, co usłyszała.
– Co to może znaczyć, Sky? – zapytała Serenity.
– To jest właśnie interesujące. Dlaczego to powiedział?
– Może ma kogoś, kto interesuje się młodymi kobietami. Sam jest zbokiem i zna jeszcze innego.
– To jest prawdopodobne, ale mam inną teorię.
– Tak, to powiedz – brunetka uchwyciła mocniej jej dłoń.
– Facet może mieszka tu długo i słyszał o tragedii. Podałam nazwisko rodziców, bo przy nim pozostałam, chociaż stryj i stryjenka chcieli ponoć, byśmy przyjęły ich.
– No dobrze, ale co ma to do rzeczy?
– Może ci się wyda to idiotyczne, ale odniosłam wrażenie, że jego rozmówca też coś wiedział.
– O wypadku twoich rodziców?
– Nie – Sky zrobiła taką minę, że Serenity poczuła gęsią skórkę.
– Sądzisz...
– Nie wiem, to irracjonalne. Nie słyszałam sygnału, więc recepcjonista dzwonił do tamtego.
– Mogłaś nie usłyszeć. Mogli zacząć rozmowę, kiedy byłaś jeszcze w pokoju.
– To mi się wydało dziwne. Jakby wiedza z niewiadomego źródła. Mam nieodparte odczucie, że tamten wiedział, że miałam siostrę.
– Może żyje...
– Nie. Być może jej duch chciał mi coś powiedzieć.
– Przestań! Zaczynam się bać.
– Lepiej bądźmy ostrożne.
– Może w takim razie zmienimy hotel?
– Nie. Chcę stanąć twarzą wyzwaniu. Może się mylę, ale coś mnie przekonuje, że nie. Postaram się dowiedzieć więcej.
– Co chcesz zrobić, Sky?
– Jeśli to ważne, Tom się z nim spotka.
– Z tym z kim rozmawiał?
– Tak. Czuję, że to ma związek z moją siostrą. Nawet bardziej niż myślę.
Blondynka wpatrywała się chwilę w ścianę i wyjęła komórkę.
Serenity nie pytała, do kogo dzwoni jej przyjaciółka, ale się domyśliła.
– Witam – zaczęła Sky.
Widocznie celowo wzięła na głośnomówiący, żeby brunetka słyszała, lecz po chwili podeszła do Serenity i ściszyła jednak na tyle, by przyjaciółka słyszała.
– Niestety nie mam nic nowego. Prowadzę śledztwo, ale brak dowodów bardzo to utrudnia.
– Może pan sprawdzić, czy Maxwell kontaktowała się kiedykolwiek z kimś o nazwisku Ramsey, Tom Ramsey.
– A któż to taki, ten Ramsey? Ten gość rozmawiał z wieloma osobami i mógł z jeszcze z większą ilością, ale dowody tego mogły być zniszczone.
– Zdaję sobie z tego sprawę. Proszę sprawdzić i dać mi znać.
Sky przerwała połączenie.
– Myślisz, że ten recepcjonista jest w to również zamieszany? Chyba nie sądzisz, że on jest mordercą twojej siostry?
– Nie, ale obydwaj pracowali dla tego, kto ją zabił. Jeżeli mam rację, Tom długo nie pożyje.
– Gdyby tamten czyścił ślady, zabiłby go w tym samym czasie co Maxwella, o ile twoja teoria jest słuszna.
– Nie koniecznie. Tamten chciał więcej forsy za milczenie, a z tym facetem jest inna sprawa.
– Nie rozumiem... – Serenity chyba przestała już panikować.
– Jest raczej wykluczony, byśmy go śledziły. Powiedział: Nie myślę, że to dobry pomysł. Pewnie tamten zaproponował spotkanie, jednak mogło chodzić o coś innego.
– Tylko jeśli masz rację i Tom zginie, wówczas Starway będzie wiedział, że morderca i Ramsey się znali.
– Tamtemu zaczął się palić grunt pod nogami. Wówczas ludzie popełniają pomyłki.
– Maxwell mógł zadzwonić do hotelu. Sporo jeździł i wówczas byłby to przypadek.
– Zobaczymy. Może jednak spróbuję zobaczyć, czy się z kimś nie spotka po pracy?
– Samej cię nie puszczę – Serenity spojrzała na nią inaczej.
– Miałam nadzieję.
Zamiast odpoczywać, siedziały jak na szpilkach, ponieważ nie miały pojęcia, kiedy Tom kończy pracę. Nie wiedział pojęcia czy przyjechał samochodem, bo równie dobrze mógł mieszkać niedaleko i przyszedł piechotą. Jeśli miał samochód, nie znały marki, a na jedynym parkingu stało z tuzin samochodów. Zapadł zmrok i szanse, że dojrzą wychodzącego recepcjonistę zmalały do zera.
– Może to był głupi pomysł, Serenity? Co myślisz?
– Trochę tak, poza tym przecież nie będziemy wychodzić co piętnaście minut i sprawdzać, czy już skończył. Poczekajmy na telefon od porucznika.
– To możemy długo poczekać. Idą święta. To nie jest sprawa na wczoraj.
– Właśnie. W zasadzie nie pytałam, czemu zdecydowałaś się tu przyjechać. Chyba nie czułaś, że złapiemy ślad? Poza tym... może to wszystko twój wymysł. Facet się gapił na ciebie, a to nie jest przestępstwo. W sumie jest na czym oko zaczepić – Serenity lekko się uśmiechnęła.
– Może i masz rację. Dlaczego chciałam tu przyjechać? Nie wiem. Z pewnością, jeśli wypożyczymy sanie, sprawdzimy prognozę pogody, a gdyby jednak się tak zmieniła, jak wówczas, nigdzie się nie ruszymy.
– Podobno lawina nie schodzi dwa razy w tym samym miejscu.
– To prawda.
Obie poczuły lekkie zmęczenie. Co prawda zamierzały najpierw coś zjeść i spędzić potem razem wieczór, ale przysnęły. Obudziły się kilka minut przed siódmą.
– No to nas nieco zmogło. Sprawdźmy, gdzie tu jest jakaś restauracja niedaleko i pójdziemy coś zjeść.
Po kilku minutach już wyszły z pokoju. Niestety okazało się, że Toma już nie było. Zamiast niego siedziała kobieta nieco starsza od nich.
– Och, to pan Tom już skończył? – zapytała Serenity.
– Tak. Zmiana kończy się o szóstej. Jestem Stacy, gdyby panie coś chciały.
– Dziękujemy. Idziemy coś zjeść.
Restauracja, którą wybrały, był około piętnastu minut drogi samochodem. Ulice były odśnieżone, ale jednak czuć było, że są w mieście, gdzie w zimie jest sporo śniegu. Obiad był nawet dobry, oczywiście nie taki jak domowy.
Nie chciało im się zwiedzać, bo właściwie przyjechały, żeby wybrać się poza miasto w okolice miejsca, gdzie zginęli rodzice Sky, a ona sama ocalała cudem. Wróciły do hotelu.
– Jutro rano zrobimy małe zakupy. Nie ma, tu kuchenki, a restauracja hotelowa wygląda słabo. Dobrze mieć coś do kanapek – powiedziała Sky.
W ich związku raczej Serenity się z nią zgadzała, chociaż nie było jakiegoś podziału, że tak ma być. Gdy brunetka z czymś wyszła, Sky również chętnie się godziła.
W pokoju miały dwa łóżka. Mogły wziąć dwa pokoje, ale wolały właśnie tak. Sky nie mogła zasnąć może dzięki temu, że pospała wcześniej dwie godziny. W końcu jednak zmorzył ją sen. Coś ją obudziło. Po kilku chwilach poczuła, że Serenity się w nią tuli.
– Zimno ci się zrobiło, Serenity? – zapytała całkiem naturalnie.
– Nie. Chciałam być blisko.
– Okej... Która jest godzina?
– Zanim weszłam ci do łóżka, zerknęłam. Jest kilka minut po północy.
W pokoju paliły się małe lampki przy podłodze dlatego Sky widziała oczy przyjaciółki.
– Czy o coś ci chodzi, czy chcesz być tylko blisko?
Serenity patrzyła chwilę, zanim się odezwała.
– Czuję się z tobą dobrze. Prawdę mówiąc, walczę ze sobą. Czasem wydaje mi się, że ty też chcesz czegoś więcej...
– Tak tylko ci się wydaje – odrzekła Sky.
Serenity wyraźnie posmutniała. Blondynka obserwowała jej twarz. Tak naprawdę nie powiedziała jej prawdy. Dokładnie odczuwała, to samo.
– Trochę cię oszukałam. Dobrze odczułaś. Może to źle zabrzmi, ale słowa mojej siostry dały mi do myślenia. Trochę miała podwójne standardy, ale być może miała racje.
– Nie pociągają mnie kobiety. Myślę, że to ty.
Sky nic nie odpowiedziała tylko delikatnie pocałowała usta Serenity.
Tylko się całowały, ale z pewnością nie był to pocałunek przyjacielski.
– Jest za późno. Myślę, że nie jest to kaprys z twojej strony. Jeżeli nadal będziesz chciała, zrobimy to w bardziej romantyczny sposób. Tu albo jak wrócimy. Co ty na to?
– Dobrze. Dziękuję.
Sky się tylko uśmiechnęła.
– Jesteś małym głuptaskiem, wiesz?
Serenity nic nie odpowiedziała, tylko się wtuliła w ciało przyjaciółki i po chwili już spała.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Pumciak
Czy atrament zawsze kończy ci się w ciekawych momentach ,opowiadanie zaczyna mi siępodobać.
Sapphire77
@Pumciak Odcinek opowiadania powinien się kończyć w takich momentach. Drugi odcinek i chyba ostatni będzie bardzo niemiły.