Piekło skazańców - Rozdział 2: Zarządca

Strażnik otworzył powoli drzwi, a towarzyszący temu odgłos rozbrzmiał się echem po opustoszałych już korytarzach więzienia. Posłałem Oliverowi - współlokatorowi z celi - pytające spojrzenie na co on jedynie pokiwał głową z wymuszonym uśmiechem, choć kątem oka zauważyłem jak miętosi ręką kartkę, na której miał zapisaną prośbę. Czyżby się czegoś obawiał?

- Dobra, droga wolna, jak wrócicie to odprowadzę was do celi - powiedział strażnik, cofając się na parę kroków - I żadnych numerów, nie marzy mi się wleczenie was jak jakichś psów! - dodał, zanim zdążyliśmy wejść do środka.

W przeciwieństwie do Olivera, który był w tym miejscu już wiele razy i nie oglądając się szczególnie ruszał do przodu, mi trudno było się skupić. Miejsce to odbiegało wystrojem od poznanych mi dotąd pomieszczeń więziennych, pod naszymi stopami ciągnął się majestatyczny czerwony dywan, który zdawał się z gracją wchłaniać nasze kroki. Rozglądając się gdzie popadnie, widziałem sporo drogo wyglądających mebli z czegoś, co przypominało drewno ciemnego koloru, był tu też rząd witraży, które barwiły na wiele odcieni światło, wpadające do tego gabinetu.

- Widzę, że chcieliście się ze mną widzieć, prawda? - mężczyzna w czarnej marynarce, zupełnie takiej jak u kapitanów statków wycieczkowych, jednak cechą charakterystyczną jego ubioru była długa kręta wstążka, która pod w skos spadała z lewego ramienia do prawej strony pasa - Więc istnieją dwa powody dlaczego chcieliście tu się dostać...- miał bardzo spokojny głos, zdawać by się mogło, że odbywał takie rozmowy przez dobre lata, gdyż miał przy dobieraniu tonacji wprawę, jednak coś mi się w nim nie podobało - Pan Oliver ma do mnie (kolejną) prośbę jak mniemam? - posłał mu wyuczony, drwiący uśmiech, przez który wąsy przyjęły mu szkaradne ułożenie.

Adresat wystąpił i wręczył mu list jak na żądanie, a zarządca się zamyślił...

- Ha Ha Ha - zawołał po krótkim zamyśleniu - widzę, że przez czas pobytu u nas nie nauczył się pan kłamać tak samo jak i pisać... - zamilkł na chwilę, przenosząc badawcze spojrzenie na mnie - Och, więc to ty jesteś Roy, prawda? Mówili mi, że chciałeś chciałeś obalić system, prawda? - znów pauza - Cóż, nie wiem co sobie myślałeś, ale wiedz jedno: Nie ty jeden tu za to siedzisz...A bym zapomniał...Jakże niekulturalnie z mej strony, nazywam się Warden Blues, miło cię poznać, liczę, że dostałeś już "żetony rozpusty"?

Pierwszy raz słyszę taką dziwną nazwę...Czy to jakiś rodzaj slangu stosowanego w tym więzieniu?

- Nie dostałem - opowiedziałem krótko - przyjechałem tu rano...

Podszedł do ogromnego okna, które znajdowało się tuż za jego biurkiem, a następnie zrobił pełen wdech, by z powrotem spojrzeć w naszą stronę.

- Rozumiem - rzekł i wyciągnął coś z biurka, a potem rzucił w moją stronę, Był to mały woreczek z kilkoma czarnymi krążkami, których rozmiar był porównywalny do zwykłego guzika u spodni - Dzięki temu będziesz mógł kupić pożywienie lepsze niż to na stołówce, ale także inne rzeczy, niech obecny tu pan Oliver ci o wszystkim powie jak tylko wrócicie do celi...

Spojrzałem na blondyna, ale on zrobił minę, będącą połączeniem zaskoczenia i smutku.

- Myślałem, że zarządce tego miejsca będzie mniej-- zacząłem, ale Warden mi przerwał.

- Nie zrozum mnie źle, poinformowałem cię o wszystkim bo nie pozwolę tu na brak elementarnej wiedzy, ale nie jesteście dla mnie niczym innym jak sakwy mięsa, gotowe na grilla - zamilkł na parę sekund - Jednak macie szansę na przeżycie...drobną, to więzienie jest czyśćcem, w którym odpokutujecie w ten, czy inny sposób...

- Czy to znaczy, że moja prośba zostanie wysłuchana? - spytał z zapałem blondyn.

- Tak, tylko następnym razem naucz się ortografii, bo prawie puszczam pawia od twoich wypocin - ruszył do połowy drogi, z której przybyliśmy i zawołał - Panie David! Może ich pan zabrać - strażnik pokiwał głową i ruszył w naszą stronę - Miło było poznać - powiedział na pożegnanie w pozie jebanej madonny.

Drzwi się zamknęły, tym razem bez żadnego odgłosu.

David zgodnie z powierzonym mu zadaniem odprowadził nas z powrotem do celi, a następnie zamknął, wcześniej mówiąc abyśmy nic nie odpierdalali. Prawdę mówiąc spotkanie z Wardenem do przyjemnych rzeczy nie należało, ale mogło być gorzej...

- Czy on zawsze taki jest? Mam na myśli zarządcę...

- Ta, i dzięki temu niesamowicie mnie gość wkurwia - rzekł Oliver z upustem złości - Widziałeś jego marynarkę? Odkupił od kapitana jachtu czy co?

- O, czyli nie tylko ja się nad tym zastanawiałem - uśmiechnąłem się lekko, lecz nagle coś sobie przypomniałem - Warden mówił coś o żetonach oraz o tym co można za nie kupić - jednak wypowiedź przerwały mi głośne krzyki i jęki z sąsiadującej z nami celi - Co to za hałas? - pytam.

- To Joe - powiedział, kręcąc z powagą głową - znowu ładują go w dupsko...

Okrzyki przybierały na sile i intensywności...

- Nikt tu porządku nie pilnuje?

- Zazwyczaj pilnują, ale jesteśmy w więzieniu, takie rzeczy to tu norma - milczał długo - Słuchaj, Roy, żetony są tu jak forsa, kupisz tu za nie wszystko; broń, lekarstwa, narkotyki, zlecisz zabójstwo, a jeśli masz ich sporo to nawet...

- Co? - dodałem zniecierpliwiony...

- Nawet wykupisz swój wyrok!

Okrzyki trwały jeszcze przez dobre pięć minut, aż w końcu ten strażnik, jak mu tam? David? Wszedł i zrobił porządek. Położyłem się na łóżku, starając się przespać, ale nawał myśli nie dawał spokoju, choć jedna z nich przyćmiewała pozostałe...

- Muszę się stąd wydostać - wymamrotałem...

DEMONul1234

opublikował opowiadanie w kategorii dramat i thrillery, użył 1104 słów i 5859 znaków. Tagi: #więzienie #Akcja #Walka

Dodaj komentarz