Rest in waves | II | Victor

Rest in waves | II | Victor

Przez szybę samochodu patrzył na jezioro poznaczone refleksami migoczących syren.  

- Trzymasz się jakoś? - zapytał młody policjant, wsiadając na miejsce kierowcy. Victor nie odpowiedział, uparcie wpatrując się w wodę - Ok, rozumiem… Głupie pytanie. Ten chłopak, Brad, był twoim przyjacielem? - student nie podejmował dialogu, lecz oficer nie zamierzał się poddać - Masz rodzinę w pobliżu? Może chcesz do kogoś zadzwonić? - Victor pozwolił, by słowa upadły w głąb ciszy - Dobra, nie chcesz rozmawiać to nie rozmawiaj, ale wówczas nie będę mógł ci pomóc.  

- Nie chcę twojej pomocy - mruknął chłopak opryskliwie. Nie potrzebował litości. Potrzebował jedynie cofnąć czas.  

- Może odrzucasz ją pochopnie - kontynuował funkcjonariusz niezrażony zamkniętą postawą swojego pasażera.  

- Jesteś człowiekiem z misją, pewnie pracujesz od niedawna i jeszcze nie załapałeś zasad. Pozwól zatem, że cię uświadomię - wyrzucił poirytowany troską mundurowego. Postanowił zmieszać owo wcielenie altruizmu z błotem rzeczywistości. Tak jak kiedyś zmieszano jego - Tutaj policja ma w dupie dochodzenia, pomoc i dzieciaki mojego pokroju. Dlatego czas przestać bawić się w dobrego glinę z zajęć przedszkolnych. Zawieź mnie do domu, po czym każ wypierdalać. Wszyscy będziemy zadowoleni.  

- Wysiadaj - warknął policjant. Student spojrzał na niego zaskoczony nagłą zmianą zachowania mężczyzny - Powiedziałem “wysiadaj” - Victor wysiadł posłusznie. Dawno nie słyszał takiej stanowczości w niczym głosie. Oficer stanął blisko niego, niemal na odległość, pachnącego miętą i marcepanem, oddechu. Chłopak bezczelnie przysunął się jeszcze bliżej, usiłując wywołać konsternację policjanta. Pragnął zobaczyć, jak ten nie wie, co zrobić. Jak pełną prawości twarz przesyca obrzydzenie. Victor czerpał bowiem masochistyczną przyjemność z bycia postrzeganym jako żałosny, ohydny zboczeniec. Tak, zdecydowanie lubił moment, w którym ludzie zdejmowali maski uprzejmości, prezentując przed nim pełnię siebie. Uprzedzenia ich tworzyły, spajały, definiowały i obnażały bardziej niż cokolwiek innego.  

- I co teraz? Weźmiesz mnie na masce radiowozu niby w tanim pornolu? - prychnął Victor, nie dostrzegając najmniejszej dezaprobaty. Poczuł za to wyraźne napięcie między nimi - Czy wolisz wpierw przeprowadzić rewizję osobistą?  

- Może faktycznie odstaję od lokalnych zasad, ale naprawdę chcę ci pomóc, rozumiesz? - oparł dłoń o ramię Victora, spoglądając chłopakowi głęboko w oczy - Pozwolisz mi?  

- Brad i ja czasem sypialiśmy ze sobą  
- wyznał cicho student, bezskutecznie szukając oznak potępienia na twarzy rozmówcy.  

- Kochałeś go? - sondował funkcjonariusz ostrożnie. Victor wychwycił delikatne zawahanie w sposobie zadania pytania, wciąż jednak nie było ono spowodowane niechęcią.  

- Stwierdzenie, że go kochałem byłoby nadużyciem. Lubiłem go.  

- A on…? Lubił cię, czy kochał?  

- Nie wiem.  

- Wasza… Znajomość trwała, ile?  

- Rok… Półtorej… Nie liczyłem.  

- Był na imprezie z tobą?  

- Przyszedł sam. Znalazłem go, kiedy palił przy oknie… Podszedłem i zapaliłem z nim.

- A potem?  

- Chciałem seksu. On chciał… Czegoś, czego nie mogłem mu zaoferować, więc wyszedł obrażony - kontynuował retrospekcję student.  

- I?  

- Zostałem na imprezie, wypiłem za dużo, postanowiłem pójść do domu.  

- Dlaczego tędy?  

- To ten moment, w którym powinienem wezwać adwokata? - zażartował blado.  

- A powinieneś? - chłopak odwrócił głowę - Victor? - oficer stanowczo przytrzymał go za podbródek. Oczy funkcjonariusza wypełniało współczucie, pozbawione znamion fałszu.  

- Odpierz się ode mnie! - student odepchnął policjanta z całej siły.  

- Musisz być ze mną szczery…  

- Nie widzisz, jak kończą ci, którzy chcieli mi pomóc?! - wskazał czarny worek ze zwłokami, porzucony na brzegu jeziora - Są martwi! Martwi! - wykrzyknął, nie tamując już odczuwanego bólu. Wszyscy, na których mu zależało, odchodzili, jakby był obłożony klątwą.  

-Oni?  

- Chcę do domu! Odwiedź mnie, proszę…  

- Powiedz, co się dzieje.  

- Jestem zmęczony… - mruknął chłopak wymijająco. Żałował swojego wybuchu. Pokazał temu glinie zbyt wiele siebie.  

- Victor, jeśli…  

- Zabierz mnie do domu, panie pierdolony stróżu prawa albo dostaniesz pozew o nękanie.  

- Jonathan. Mam na imię Jonathan. Odwiozę cię, ale gdybyś chciał mnie jeszcze o czymś poinformować…  

- Wszystko już powiedziałem - burknął, siadając na tylnym fotelu samochodu. Przez metalową kratę widział jedynie strzępki pokonywanej trasy. Oficer stanął przed akademikiem, zerkając we wsteczne lusterko, gdzie student złapał jego przenikliwe spojrzenie.  

- Victor…  

- Otwórz drzwi - chłopak nerwowo szarpał zablokowaną klamkę.  

- Zaraz.  

- Nie masz prawa mnie przetrzymywać!  

- Mój numer. Prywatny. Na wszelki wypadek - Jonathan podał mu niewielką karteczkę. Chłopak wysiadł bez słowa, przepełniony cierpieniem. Zawalił się ciężko na łóżko, kryjąc twarz w poduszce.  

“Taylor obudził go serią delikatnych pocałunków, schodzących po szyi w dół brzucha. Otworzył oczy i obdarzył kochanka promiennym uśmiechem.  

- Dzień dobry… - wymruczał, przyciągając Taylora bliżej. Przez chwilę delektował się ciepłem jego skóry, by w sekundę później poczuć pod palcami wodę oraz muł. Ciało było zimne, martwe, puste… Odskoczył z krzykiem. Zasnute bielmem oczy chłopaka spojrzały na Victora oskarżycielsko.  

- Dlaczego nie powiedziałeś? - zapytał sinymi wargami - Dlaczego nie powiedziałeś?! - mokre dłonie zacisnęły się wokół szyi Victora w przerażająco silnym uścisku - DLACZEGO NIE POWIEDZIAŁEŚ?!  

- Prze… Przepraszam… - wydusił ledwie łapiąc oddech.

- ZABIŁEŚ MNIE!  

- Przepraszam, przepraszam, Tay… Przepraszam… - łkał Victor, mimo że zjawa dawno zniknęła, pozostawiwszy kałużę błota oraz odgłos tępego uderzania…”

- Zamknij ryj, cioto! Próbuję, kurwa, spać! - wołanie współlokatora, wspomagane waleniem o ścianę, obudziło go z koszmaru. Cały był oblany zimnym potem, a głowę miał bliską eksplozji. Sięgnął po butelkę wody, stojącą na stoliku nocnym. Pił łapczywie, czując jak lodowaty płyn zamraża mu trzewia. Potrzebował rozmowy. Wziął telefon, przymrużywszy oczy od zbyt jasnego światła i zaczął przeglądać listę kontaktów. Clay. Zerknął na godzinę - czwarta jedenaście. Nie odbierze. Nie miał numeru Kate, a szkoda. Poza tymi dwiema osobami nikt nie przychodził mu do głowy. Nagle przypomniał sobie Jonathana i mały, wymięty rulonik wysunięty niedbale w spodnie. Nieco spięty zaczął wystukiwać kolejne cyfry. Dźwięki sygnałów odlatywały w eter. Pierwszy. Drugi. Szósty. Już zamierzał dać spokój, gdy gdzieś po drugiej stronie nocy rozbrzmiał zaspany głos policjanta.  

- Halo…

Victor nabrał powietrza na odpowiedź i zamilkł. Niespodziewanie zabrakło mu odwagi - jemu, uchodzącemu za najbardziej wyszczekanego gówniarza na roku.  

- To ty, Victor?  

- Ja.  

- Nie umiesz spać?  

- Miałem zły sen.  

- Chcesz pogadać?  

- Nie wiem… - zawiesił głos, przygryzając lekko dolną wargę - Chcę?  

- Kolejna z twoich gierek? - zapytał Jonathan z nutką złości.  

- Życie to gierka - odparł Victor obojętnie.  

- Znasz reguły?  

- Może… - zrobił krótką pauzę przed poruszeniem następnej kwestii - Wierzysz w duchy?  

- Hm?

- Duchy, klątwy, pech, przeznaczenie, anioły, demony, Bóg, dusza, zaświaty…  

- Nie. Dlaczego pytasz?  

- Ponieważ jestem przeklęty.  

- Bzdura…

- Powinieneś zamknąć mnie w izolatce.  

- Victor…  

- To nie był wypadek.  

- Na ciele nie ma żadnych obrażeń, które kazały by sądzić inaczej.  

- Nie rozumiesz. On nigdy nie pił. Nigdy! To nie mógł być wypadek. Ciągle dostawał nagrody za pływanie… Całymi dniami przesiadywał na basenie, a ja miałem wiecznie pretensje… - rozkleił się totalnie.  

- O kim mówisz?  

- Dlaczego nie powiedziałem? Dlaczego nie powiedziałem, Jonathan? - powtarzał niczym echo. Nie tak miała wyglądać ich rozmowa, lecz nie panował dłużej nad sobą.  

- Czego nie powiedziałeś? Victor, halo? Czego nie powiedziałeś?  

- Żeby został… - zaszlochał, poddając się fali żalu i wyrzutów.  

“Taylor stał z ręką na klamce drzwi. Oczami ciskał błyskawice. Powietrze wciąż było duszne od niedawno odbytej kłótni. Czuć było ową specyficzną ciszę po burzy, ciążącą setkami niemożliwych do wyartykułowania słów. Duma. Wstyd. Ból. Żadne z powyższych nie pozwalało osiągnąć kompromisu.  

- No dalej, mam sobie pójść? Powiedz, mam wyjść, czy zostać? - Victor nie odpowiadał, uparcie wbiwszy wzrok w ścianę. Taylor skinął smutno głową - Wychodzę.  

- Czekaj… - zatrzymał chłopaka wpółkroku, zamarłego oczekiwaniem - Ja…  

- Victor? - brunet dwoma ruchami znalazł się przy nim, ujmując ciepłymi dłońmi twarz studenta. Gest miał w sobie coś błagalnego, podobnie jak jego głos - Proszę, powiedz, żebym został, a wszystko naprawię - wargi Taylora niemal dotykały ust Victora, wywołując fizycznie odczuwalną tęsknotę. Jednak nim zdołały się zetknąć, chłopak położył dłoń na klatce piersiowej pływaka, utrzymując dystans między ich ciałami - Powiedz… To tylko jedno słowo.  

Victor cofnął się z powrotem, stając samotnie pośrodku pokoju. Jakaś jego część pragnęła wykrzyczeć “zostań” ze szczytu świata. Jednocześnie coś ściskało mu gardło, uniemożliwiając wydanie najcichszego dźwięku. Pokręcił głową, ciągle zawzięcie milcząc wbrew własnej woli, wbrew potrzaskanemu sercu, które ledwo raczyło bić. Taylor wyszedł, trzasnąwszy drzwiami. Wibracja od ich huku przeszyła Victora dreszczem.”

-... Jesteś tam? Vi… - chłopak zakończył połączenie. Musiał wrócić nad jezioro.

259 czyt.
100%136
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller, użyła 1679 słów i 9982 znaków, zaktualizowała 12 gru 2018

Komentarze (6)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • Iks

    Iks 12 gru 2018

    Miodzio z benzynką jak mawiał pewien mój znajomek. Nie powiem, że nie wolałbym więcej kryminału w tekście. Zwłaszcza w wersji noir, ale jest cudnie. Chce się jak najszybciej sięgać po następną część a to najlepszy wyznacznik jakości tekstu. Pozdrawiam.X.

  • kaszmir

    kaszmir 3 gru 2018

    Witam
    Ciekawe i ciemne obszary poruszasz. Cierpienie i tajemniczość Viktora pozostawia niedomówienia. Jego bardzo buntownicza i chwiejna postawa budzi strach, a zarazem gorycz. Sny mroczne odzwierciedlają to co się wydarzyło. Jaką rolę będzie miał policjant?
    Pozdrawiam ciepło

  • agnes1709

    agnes1709 13 lis 2018

    Czemu tak mało> Wywalasz!

  • Duygu

    Duygu 13 lis 2018

    Cudowne jak zawsze    Opis snu-genialny. Pięknie opisane emocje wywołujące zimne dreszcze. Twoje dialogi zawsze wychodzą fenomenalnie. Dzieło sztuki   

  • AuRoRa

    AuRoRa 13 lis 2018

    Nastrój tajemnicy, koszmary senne, nie wiadomo jak zginął ten chłopak. Ciekawe co dalej będzie, czy policjant rozwikła tajemnicę i czy Victor mu pozwoli dojść do prawdy.

  • AlexAthame

    AlexAthame 13 lis 2018

    Interesujące. Rozumiem, że rozumiesz temat. Kwestia jest tylko czy doprawdy Viktor czuje, się winny, że jest taki jak jest. Bo cała reszta wyjdzie w praniu. Sądziłem, że wówczas to wszystko. A teraz sądzę, że będzie jeszcze kilka odcinków.