Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Przeklęty diament cz. 2

2018
Luca podjechał pod dom Brooke, ładnej blondynki o szaro niebieskich oczach. Poznali się kilka lat temu w Napa Vally College, w ich mieście. On dobrze zbudowany brunet, o ciemnej karnacji, z ciemnym zarostem mógł podobać się dziewczynom, ale raczej nie rozglądał się za nikim, bo już od czterech lat był blisko z Brooke. Ona również nie widziała poza nim świata. Mieli znajomych, ale najlepiej czuli się w swoim towarzystwie. On miał korzenie z Europy, ona od pięciu pokoleń z nowego świata. Nie za bardzo uśmiechała im się praca w jakiejś fabryce czy biurze. Ona lubiła fotografować, malować, słuchać różnego rodzaju muzyki, a dodatkowo popalać trawkę w jego towarzystwie. On znał się dobrze na komputerach i tu upatrywał przyszłe źródło utrzymania. Twierdził, że kiedyś bandyci napadali banki w maskach i z rewolwerami, teraz nie muszą wychodzić nawet z domu. Był zainteresowany upłynnianiem dzieł sztuki, w tym obrazów czy dobrej biżuterii, o czym jego dziewczyna nie wiedziała. Z drogimi kamieniami było gorzej, bo droższe rzeczy miały numery serii wewnątrz, widoczne pod dużym powiększeniem. Dlatego poza takimi operacjami jak wchodzenie na kilkaset kont i zabieraniu z każdego kilkunastu dolarów, czasem podrabiał dokumenty i inne istotne papiery. Poza tym lubił psy, koty, był słodki i miły dla Brooke, dla innych pozostawał raczej niedostępny.  
– Musimy się ustatkować. Nie możesz być wiecznie oszustem. Kocham cię i nie chcę stracić najlepszego faceta w okolicy.
– Jeszcze trochę i zakończę swój interes. Otworzymy jakąś knajpkę blisko oceanu. Będziemy sprzedawać ekologiczne posiłki i dobre wina robione z okolicznych plantacji winogron.
Wynajmowali apartament w jednym z bloków, ale obydwoje marzyli o kupnie domu. Za kilkanaście dni mieli czwartą rocznicę poznania. Luca miał dwadzieścia jeden, a Brooke dwadzieścia lat. Dorabiała jako kelnerka w pobliskim pubie. Luca nie był specjalnie z tego powodu zadowolony.
Wróciła o siódmej. Poczuła miłe zapachy przypraw. Wpadła do salonu. Zobaczyła świece, kwiaty i talerze. Luca stał przy kuchni i coś mieszał. Nie odwracał się, chociaż z pewnością wiedział, że weszła do kuchni. Podeszła do niego, wtuliła się w jego szerokie plecy i pocałowała jego szyję.
– Pamiętałeś, kochany jesteś – szepnęła. 
Poznali się dokładnie cztery lata temu, ale dopiero za dwa tygodnie oficjalnie stali się parą.
– Chcesz pomóc?
– Jasne, a co mogę zrobić.
– Niewiele. Możesz mieszać, żeby się nie przypaliło, a ja przez ten czas postawię kieliszki i wyjmę wino.
– Wezmę tylko krótki prysznic i będę gotowa.
– Czyli nici z pomocy. Lubię twój naturalny zapach i smak, nie musisz się myć.
–Kupiłam specjalnie na tę okazję sukienkę i nie założę jej na spocone ciało. 
– Kupiłaś na dzisiejszy dzień? – zdziwił się nieco. – Nie, na rocznice, za dwa tygodnie, ale skoro ty robisz przyjęcie, to czemu ja nie mam założyć kreacji?
– Za dwa tygodnie dostaniesz śliczny prezent, a dzisiaj zrobiłem tylko to, co widzisz.
– Dobrze, skarbie – odwróciła się i pocałowała go krótko w usta.
Po krótkiej chwili usłyszał szum prysznica. Zmniejszył temperaturę pod patelnią, na której dusił świetny sos do kluseczek, które przygotował już wcześniej. Lubił czasem gotować, chociaż to Brooke w większości przygotowywała posiłki. Starali się trzy razy w tygodniu jeść obiady w domu. Zwykle śniadania mieli również w domu. Mieli siebie, młodość zdrowie i kochali życie. Wspólne. Nie oczekiwała od niego pierścionka zaręczynowego, ale wiedziała, że to jej facet na życie. Gdyby jednak wyszedłby z tym, byłaby szczęśliwa. Wspomniał przed chwilą o prezencie, ale nie przyszło jej na myśl, że właśnie chce kupić jej pierścionek i poprosić o rękę. Z pewnością byłaby szczęśliwa, która kobieta by nie była. Jego rodzice mieszkali na wschodnim wybrzeżu. Ojciec pochodził z Francji, mama była Włoszką urodzoną w Stanach. 
Skończyła kąpiel, wytarła swoje szczupłe ciało ręcznikiem. Założyła białe majtki i zastanawiała się nad stanikiem. Mieli technicznie dzisiaj rocznice, we dwoje, wiec zdecydowała się nie zakładać. Uwielbiał być z nim blisko, ona kochała jego usta. Zarzuciła szlafroki, poszła do sypialni, gdzie na łóżku leżała jej dopiero co kupiona kreacja. Sukienka była ze sztucznego jedwabiu w kolorze ciemnego bordo, sięgała do kolan i leżała świetnie. On nie zwracał uwagi na swój ubiór. W większości nosił niebieskie jeansy i bawełniane koszulki. Ciężko było go namówić na założenie garnituru. Kiedy weszła do salonu, czekał na nią przy stole.

                                                                            Brooke
Ściany salonu pomalowaliśmy w odcieniu bardzo jasnego beżu, wpadającego w brzoskwinię. Być może większość określiłaby kolor jako jasny, ale ja byłam dość wrażliwa na kolory. Kiedy inni sądzili ze dwa kolory sa identyczne, ja wyraźnie widziałam różnicę. Często nadwrażliwość na cokolwiek nie jest darem, raczej ciężarem. Luca nie wyróżniał się chyba specjalnie niczym szczególnym, ale kochałam go za wszystko. Czy kocha się za nic? Chyba nie. Czasem filozofowie tak twierdzą, a wręcz przekonują, ale moim zdaniem zawsze kocha się za coś. Czasami to drobiazg. Prawdopodobnie jest tak i z atrakcyjnością. Wystarczy cokolwiek. Swoisty kolor oczu, kształt ucha, w moim przypadku wiedziałam, że podobają mu się delikatne piegi na nosie i w jego okolicy. Resztę ciała miałam gładką i bez zakłócenia w rozkładzie pigmentu. 
A jak mieszkaliśmy?
Stół mieliśmy prosty, prawdopodobnie z drewna, bo wyglądał dość solidnie. Sama dokonałam wyboru zakupu, ale mojemu chłopakowi także się podobał. Zrobiono go z jasnego drewna, nie miałam pewności z jakiego drzewa. Krzesła były od kompletu, w tym samym kolorze, siedzenia okrywał materiał, a pod nim musiała być jakaś specjalna gąbka, bo podczas siedzenia czuło się komfort. 
Sama zadbałam o dekorację salonu, głównie stanowiły to moje obrazy, w ładnych, drewnianych ramach. Żeby jeszcze upiększyć salon, do tego kupiliśmy kilka ozdób z miedzi, rzeźbę kobiety z masy perłowej i kilka figur zwierząt z prawdziwego hebanu. Oczywiście mieliśmy też regał z książkami i wieżę do słuchania muzyki. Lubiliśmy słuchać miękki rock, folk, country, jazz i proste piosenki. Może to raczej ja tego potrzebowałam. Wyczułam przez lata znajomości z Lucą, że zarówno muzyka jak i obrazy i pewnie cała sztuka mogła dla niego nie istnieć. Zadowalał się użytecznymi przedmiotami. Ubierał się równe prosto, aczkolwiek cenił czystość. Trudno by go zmusić do noszenia wyjściowych spodni, czy luksusowej koszuli. Nie miał tatuaży poza jednym, na ramieniu, gdzie wytatuował sobie siną farbą, moje imię. Ja miałam na biodrze małe czerwone serduszko z literą L w środku. Mogło to oznaczać słowo love, jednak ja i on wiedzieliśmy, że to pierwsza litera jego imienia.
– Podoba ci się moja sukienka? – zapytałam, patrząc w jego brązowe oczy.
– Jest ładna, ale wolę cię bez niczego.
Poczułam piekące rumieńce na twarzy, zawsze tak reagowałam na podobne, intymne informacje. Przygryzłam wargę, odsunęła złote kosmyki za ucho i zapytałam cicho.
– Wolisz komputery czy mnie?
Luca otworzy szerzej oczy.
– Co ci przyszło do głowy, maleńka! Oczywiście, że wole ciebie. Jak możesz o to pytać!
– Nie chcę cię pouczać, ale trochę się obawiam, że któregoś dnia wpadniesz i … nie chce cię tracić. Jesteś moim pierwszym chłopakiem i chciałbym, żebyś był ostatnim.
Mój Luca wyciągnął przed siebie dłonie, zrobiłam dwa kroki w jego kierunku, wówczas mnie przygarnął do siebie, poczułam jego głowę nad piersiami, bliżej szyi.
– Jeszcze troszkę i zrealizujemy nasze marzenie. Wynajmiemy lokal i otworzymy kawiarenkę. Ty świetnie gotujesz, łatwo nauczysz się z pewnością piec pyszne ciasteczka. Będę ci we wszystkim pomagał.
– Dobrze, ciesze się bardzo – przejechałam dłonią po jego włosach.
– Chcesz, byśmy zjedli? – zapytałam.
– Jasne, natrudziłem się – spojrzał na mnie z uczuciem.
Usiadłam i zaczęliśmy jeść. Pasta miała cudny smak. Mój mężczyzna z pewnością miał wyczucie smaku.
– Pyszne, nawet ja tak nie gotuję – spojrzałam na niego z uznaniem.
Jedliśmy, ale obydwoje czuliśmy, że nasza krew płynie szybciej. Oboje zaledwie umoczyliśmy tylko usta w winie. Porwała mnie i zaczęliśmy tańczyć, ale i to nie trwało długo. Po chwili nasze usta zaczęły pieścić siebie i po kilku minutach znaleźli się w sypialni.  

Leżałam pod cienką kołdrą i gładziłam jego włosy, a jego głowa spoczywała na moim torsie.
– Dobrze mi z tobą, Luca – szepnęłam.
– Kocham twoją skórę, tak cudnie pachnie – odrzekł.
                                                                               Luca
Czułem się nią naprawdę dobrze i poważnie potraktowałem jej prośbę. Wyśledziłem pewnego nadzianego gościa. Miał kilka interesów i czułem, że nie wszystkie są legalne. Mieszkał w pięknym domu za miastem zaraz nad urwiskiem. Prawie osiemdziesiąt metrów w dół prosto do oceanu. W okolicy był jeden motel. Z powodu niesamowitego położenia, pokoje kosztowały fortunę. Prowadziła tędy jedynka, autostrada prowadząca wzdłuż zachodniego wybrzeża. Gość miał na imię Emmanuel Young. Miał piękną żonę. Żona Younga nie interesowała mnie wcale, natomiast sądziłem, że w domu ma dość dużo swojej biżuterii. Facet miał znajomości w różnych kręgach i udało mi się zdobyć kilkanaście zdjęć umieszczonych na mediach społecznościowych, gdzie Carmen Young prezentowała się w koliach, naszyjnikach, czy bransoletkach. Dość skrupulatnie prowadziłem godziny wyjścia i powrotu zarówno jego jak i jej i coś odkryłem. Zwróciłem uwagę, że kilka razy kiedy jej mąż wyjeżdżał, ona również wyjeżdżała i zawsze wracała przed jego powrotem. To mu nasunęło mi pewną myśl. Zacząłem obserwować ją częściej niż męża i odkryłem coś ciekawego. Czemu piękna i bogata kobieta, mająca przystojnego i bardzo bogatego męża, miała kochanka? Emmanuel nie miał czterdziestki, a Carmen miała trzydzieści trzy lata i naprawdę była ładna.
Cóż wiedziałem, że czasem pieniądze nie są źródłem szczęścia, a ich nadmiar powoduje kłopoty. Nie chciałem zapoznawać się bliżej, dlaczego prywatne życie państwa Young się nie udało, raczej interesowało mnie godziny i dni, kiedy dom państwa Young bywał pusty. To miał być mój ostatni skok. Brooke wiedział, że wchodzę na konta i kradnę dane, ale nie miała pojęcia, że jestem złodziejem. Kochała mnie i pewnie by mi darowała, że to robię, ale musiałem wziąć pod uwagę, co mówiła kilka minut temu. Teraz drzemała wtulona we mnie jak dziecko. Chciałem ja jeszcze, ale wiedziałem, że jest trochę zmęczona. Raczej mężczyzna zasypia po kochaniu, ale u nas bywało inaczej. Oczywiście zdarzało mi się to późnym wieczorem, jej natomiast w późne połudnai kiedy nie była dostatecznie wyspana. Teraz oddychała głęboko i wyglądała jak anioł. Leżałem obok i myślałem o planowanym skoku. Musiałem mieć ich oboje na podglądzie. Znałem już kod alarmu i mogłem go włączyć i wyłaczyć kiedy chciałem, podczas ich nieobecności. Pozostawał jeszcze zamek. Znałem kilka miejsc, w których oboje przychodzili do restauracji. Pozostawało zrobić kopie kluczy. Raczej nie spodziewałem się elektronicznego kodu w kluczach do drzwi. W starszych modelach kluczy do samochodów wstawiano rutynowo czipy, ale raczej nie zdarzało się to w kluczach do drzwi domów, ponieważ alarm zwykle wystarczał. Potem kiedy samochody zaczęły być włączane guzikiem, wszystko istotne znajdowało się w pilocie. Praktycznie ludzie wchodzili do domu przez garaż. Tam znajdował się alarm, ale znowu podczas wjazdu wyłączano go jeszcze z samochodu. Znalezienie kodu otwierającego drzwi garażowe zajęło mi tydzień. Nie musiałem już dłużej martwić się kluczami. Teraz musiałem znaleźć odpowiedni moment na odwiedzeniu domu państwa Young. Poza motelem Post Ranch inn w tej okolicy nie było innych domów. Facet musiał mieć naprawdę chody, że dostał pozwolenie na budowę ich domu. Jeszcze wtedy nie wiedziałem, z kim zadzieram. Mieszkali w bardzo bogatym rejonie. Pozostawał jeszcze jeden kłopot. Samochód. Nie mogłem tam dojść pieszo, a zostawienie samochodu przed domem było samobójstwem. Jechałem kilka razy by zrobić rozpoznanie i oczywiście odkryłem, że mieli kamery. To nie był aż tak wielki problem. Zrobiłem Youngowi kilka zdjęć. Był mojej budowy i miał jak ja czarne włosy. Z uwagi na słońce nosił okulary przeciwsłoneczne marki Ray–Ban. W większości wypadków wjeżdżał do garażu. Czesto kiedy przyjeżdżał i wyjeżdżał, jechały z nim dwa duże SUV, marki Yukon, czy Suburban, sam Emmanuel jeździł Czarnym Hammerem H 1. W końcu do mnie dotarło, że jest gangsterem. Jednakże sam na to nie wpadłem. Tydzień temu miałem spotkanie z paserem, który miał zakład jubilerski w Salinas, niedaleko Monterey. Sam mieszkałem w Monterey, a Big Sur, bo tak się nazywała okolica z potężnym urwiskiem, leżało około dwadzieścia pięć kilometrów na południe. 
Los sprawił, że pewnych istotnych informacji, udzielił mi jubiler, któremu sprzedawałem skradzioną biżuterię. Facet miał na imię Joe Magola i pochodził z Południowej Ameryki. Tym razem poszedłem do niego, by zamówić pierścionek zaręczynowy dla Brooke. Nie byłem dupkiem, żeby dawać jej coś ,co ukradłem.
– Masz ciągle szczęście, Luca, ale wiesz, jak jest z losem – rzekł Joe.
– Właśnie planuje ostatni skok i kończę z tym. Chce wziąć Brooke za żonę. Właśnie wpadłem, żeby zrobić dla niej pierścionek zaręczynowy. Zasługuje na jednokaratowy diament.
Pokazałem mu zdjęcie.
Jubiler pokiwał głową.
– Śliczna dziewczyna. Wie, co robisz?
– Trochę, ale o tym, że kradnę świecidełka, nie wie.
Pokręcił głową.
– Z jednej strony odradzam, z drugiej... – popatrzył na mnie dłużej.
– O czym myślisz Joe? – zapytałem.
– Dwa dni temu pewien facet przyniósł mi diament. Ogromny, czysty z jednym maleńkim defektem. Kolor D i klasa VVS–1. Warty pewnie z sześć siedem milionów, nigdzie nie rejestrowany.
– Czemu to mówisz?
– Bo on chce zrobić duplikat. Znam tego gościa, to rekin. Robi karierę polityka i ma pewne szanse, ale to drań, dlatego sądzę, że robi kopię z cyrkonii w jakimś złym celu.
– Tacy ludzie trzymają tak drogie klejnoty w sejfach.
– Tak, ale ma mi go zostawić, żebym skopiował. Facet nazywa się Emanuel Young i mieszka niedaleko motelu Post Ranch Inn.
Musiałem się pohamować z reakcją.
– Coś się stało, Luca
– Nic, czemu pytasz?
– Zrobiłeś taką minę...
– To ząb. Czasami zaboli. Byłem u dentysty, ale nic nie zanalazł – skłamałem.
– Jesteś młody, i po uśmiechu widzę, że zęby masz jak model z drogiej gazety – uśmiechnął się krótko.
–Tak, ale nadal nie rozumiem czemu mi to powiedziałeś.
– Facet pewnie coś planuje. Oczywiście nie mówił, ale słyszłam, że żona mu się puszcza. Tacy goście nie odpuszczają. Carmen pochodzi z bogatej rodziny, ale Young jest od niej pięć razy bardziej bogaty. Rozwód nie wchodzi w rachubę.
– Co sugerujesz?
– Nie sugeruję, przypuszczam. Elokwentny, szarmadzki, ale to zimy drań. Z jednej strony korci mnie, a z drugiej, jeżeli się nie uda, to pozżegnam się z życiem.
Poczułem nieprzyjemne mrowienie. Może lepiej zapomnieć o tym skoku? Jak wpadnę, to pójdę do wiezienia, a jak Emanuel coś wywęszy to umrę zanim poślubię Brooke.
– Zrobię doskonała kopię i oddam mu właśnie ją.
– Chcesz mu zabrać brylant? Sam mówisz, że to bandzior!
– Wiem, że to ryzykowne, ale jeżeli mi pomożesz...
– W czym mam ci pomóc?
– Ma przywieść diament w przyszły wtorek i mam go mieć tu, dwa dni. W czwartek go odbierze. Zawiezie kamyczek do domu i wówczas go ukradniesz.
– Sam wiesz, że schowa do sejfu. Ma pewnie swoich ludzi. Alarm w domu i kamery przed. Do tego dochodzi sejf.
Uśmiechnął się.  
– Znam go i byłem kilka razy w jego domu. Raz otwierał przy mnie. Oczywiście się odwróciłem, ale widziałem w szybie szyfr.
– Żartujesz!
– Mówię poważnie!
– Nadal nie ogarniam – znowu skłamałem, bo czułem przez skórę, że chyba zaczynam rozumieć.
– Moim zdaniem Young planuje zabić żonę, zgrnąć jej polisę na życie i przy okazji dostać pieniądze za diament, który nadal będzie miał ze sobą i w razie czego sprzeda komuś takiemu jak ja, tylko z większą kasą.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii thriller i miłosne, użył 2943 słów i 16903 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto