Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Okami cz. 8

Jechały dobrą godzinę, a droga pozostawała sucha, chociaż nad nimi wisiały ciężkie, sine chmury. Zaczęło prószyć. Wycieraczki leniwie zgarniały drobne płatki z przedniej szyby. Jednak po kwadransie wielkość opadu się wzmogła i to zaczęło utrudniać jazdę, w rezultacie czego Emi musiała zwolnić do czterdziestu, a potem do trzydziestu.
– Może się zatrzymamy i przeczekamy? – zapytała blondynka.
– Sprawdź na komórce prognozę pogody.
Truck dobrze sobie rodził. Zimowe opony I z pewnością zdolności Emi sprawiały, że Toyota Takoma jechała równo.
– Ma tak padać osiem godzin. Co robimy?
– Chcesz przeczekać. Do Carmacks jest tylko troszkę więcej niż sto kilometrów. Jadąc czterdzieści, dojedziemy tam za dwie i pół godziny. Nie ma sensu się zatrzymywać, bo potem możemy nie ruszyć.
– Dobrze, Emi. Zrobimy, jak uważasz.
– Chcę, żebyś rozumiała, że nie jestem twoją mamą. Podaję ci tylko rozsądne rozwiązanie.
– Wiem, że nie jesteś moją mamą. Chodzi mi o twoje bezpieczeństwo.
Szatynka popatrzyła na nią chwilę.
– A o swoje ci nie chodzi?
– Nasze. Tak lepiej?
– Nie, że się czepiam, ale powiedziałaś twoje, czyli myślałaś tylko o moim?
– Jedźmy – Amber robiła wrażenie, że nie chce dalej prowadzić tej dyskusji.
Śnieg raz padał więcej, to znowu chwilami tylko prószył. Droga od razu zrobiła się biała, ale z uwagi, że miały dobre opony, samochód szedł jak po maśle.
– Dasz poprowadzić? – zapytała po chwili milczenia już rozluźniona Amber.
– A masz doświadczenie w prowadzeniu po śniegu?
– A ty miałaś?
– Jestem dobrym kierowcą.
– A ja potrafię dowalić – uśmiechnęła się Amber.
– Jak wpakujesz nas w pobocze, to zamarzniemy z zimna, zanim coś nas wyciągnie.
– Od kiedy jesteś taka negatywna. Może jestem blondynka, ale myślącą. Znam też zasady fizyki.
Emi zatrzymała auto.
– Jest cała twój, mądralo.
– Jędza – powiedziała z uśmiechem Amber.
Już prawie w pierwszej sekundzie auto szarpnęło i zarzuciło.
– Może jednak ja będę prowadzić.
– Jak zaczęłaś, powierzchnia miała czarny kolor. Szybko się nauczę, zobaczysz.
Emi popatrzyła na nią krótko, wcisnęła się w fotel i zamknęła oczy.
– Obudź mnie jak dojedziemy do Carmacks.
Blondynka poprawiła się w fotelu i rozluźniła. Wiedziała, że Emi jej zaufała. Prowadziła spokojnie i samochód jechał, jakby prowadziła go bardzo doświadczona osoba. Carmacks miało podobna ilość mieszkańców jak Biały koń. Przez całą drogę miała po obu stronach las. Okolica prawie niezamieszkała, a jedynymi jej mieszkańcami stanowili Indianie i bardzo rzadko ludzie, którzy wybrali samotne życie w pustkowiu, w bardzo trudnych warunkach klimatycznych. Każdy z nich musiał praktycznie liczyć na siebie. Cóż, w życiu ludzie dokonują wyborów, często przemyślanych. Blondynka dojechała do miasta po dwóch godzinach i dziesięciu minutach.
– Hej – szepnęła.
Emi naprawdę spała, bo jej słowa nie zrobiły a niej wrażenia. Amber delikatnie dotknęła jej ramienia.
Szatynka otworzyła oczy i skierowała wzrok na przyjaciółkę.
– Coś się stało, skarbie – ostatnie słowo zabrzmiało słodko i miło w uszach blondynki.
– Dojechałam.
– Wiedziałam, że sobie dasz radę – odrzekła cicho.
– Nawet raz nie zarzuciło – kontynuowało i chyba oczekiwała pochwał.
– No jesteś świetna. Postaram się napisać do ubezpieczenia drogowego prowincji Yukon by ci dali jakiś dyplom.
– Pocałuj mnie w tyłek – odgryzła się blondynka.
– Nie musisz się od razu obrażać.
– Bo kpisz.
– Nawet jeżeli to Ii tak cię kocham – powiedziała szatynka, tonem jakby chodziło o jakiś drobiazg.
– Ja ciebie też, ale nie rań mnie więcej.
– Obiecuję – Emi klepnęła ją w udo.
Blondynka pomyślała, że mogła przecież to wszystko obrócić w żart, a nie robić mydlanej komedii.
– Znajdź jakiś motel, pogoda się ustaliła i ma tak padać jeszcze dziesięć godzin.
– Połowę drogi już mamy za sobą– powiedziała Emi już zupełnie normalnym tonem.
– Myślałam, że dojedziemy dzisiaj wieczorem, Emi.
– Natury nie pokonasz.
Wzięła komórkę i znalazła hotel.
– Jest kilka. Najdroższy Makluk Manor B&B, wygląda bardziej prywatnie. Hotel Carmacks ma tylko dwie gwiazdki a kosztuje 180$ dla pojedynczej osoby. Każą sobie.
– Każdy orze jak może. Wolisz spać w samochodzie?
– Wiesz, że mam pieniądze. Nie ma dla mnie znaczenia sto w tę czy w tamtą. Podaję opcje.
– Przepraszam – powiedziała Amber
– Odgryzasz się za tamto?
– Nie. Obiecałaś być miła, to ja też powinnam.
– Do tej pory nie miałyśmy takich problemów. Denerwujesz się?
– Może trochę. Do tej pory byłyśmy u siebie.
– Sama wiesz, że zawsze jest ryzyko. Kiedy zabiłaś Enzo, każda z nas mogła oberwać. Teraz my będziemy polować, więc jesteśmy na lepszej pozycji.
Dojechały do hotelu, znajdującego się bardzo blisko jeziora, teraz oczywiście skutego lodem.
– W lecie musi być tu ładnie – rzekła Amber.
– W lecie w większości terenów Kanady, praktycznie zaraz za miastami, są czarne muszki. Wyjątkowo paskudne stworzenia. Gryzą i jednocześnie znieczulają, że osoba ukąszona nic nie czuje. Tak muszka wgryza się w ciało i tam zdycha.
– Czy jest jadowita? – zapytała blondynka.
– Mało ci tego? Nie jest, ale czasem ludzie to znoszą gorzej niż ukąszenie komara.
– To ciesze się, że jesteśmy tu w zimie.
– Myślałam, że cieszysz się, że jesteśmy tu razem.
– Emi, czy mam mówić na każdym kroku, że cię kocham?
– Żartowałam.
– Masz nieprzewidywalne poczucie humoru.
Wzięły pokój z dwoma łóżkami za dwieście czterdzieści dolarów.  
Kiedy już weszły do pokoju, Amber musiał coś powiedzieć.
– Jesteś rozrzutna. Pokój dla dwójki z jednym łóżkiem, w wymiarach King, kosztowałby dwadzieścia dolarów mniej.
– Mam zmienić? – zapytała poważnie Emi.
– Jesteś dorosła i powinnaś wiedzieć, co robisz.
– Jak się będziesz bała nowego miejsca, zawsze możesz wskoczyć pod moją kołdrę.
– Dziękuję.
Emi sprawdziła mapę, a Amber patrzyła przez okno.
– Myślisz o czymś? – usłyszała głos szatynki.
– Zastanawiam się, czy nam się uda.
– Czy zastanawianie nad tym w czymś pomoże?
– Nie zaszkodzi. Mam dobre i złe przeczucie.
Emi odłożyła mapę.
– Zainteresowałaś mnie, możesz wyjawić?
– To dobre przeczucie jest takie, że złapiemy gada, drugie, że coś pójdzie nie tak.
– Gdybyś wiedziała, co pójdzie nie tak, byłoby bardziej pomocne.
– Emi, wiesz jak jest z
z przeczuciami?
– Jak?
– Że się sprawdzają. Podobno to mówi nam wyższe Ja, a skoro tak mówi, nie może być inaczej. Gdyby się nie sprawdziło, byłoby nieprawdziwe.
– Co ty pleciesz, mała?
– Musi tak być, rozumiesz?
– Wcale nie. Są dwie sytuacje. Możliwości jest wiele. Nie złapiemy i nie będzie kłopotów...
– Znaczy, że nie rozumiesz. Tak będzie jak czuję.
– Masz tak często, z tymi przeczuciami?
– Pierwszy raz.
– Aha. Wyjedziemy rano i ja prowadzę.
– Dobra, ale nie będę spać w szoferce, jak ty.
– Jasne – odrzekła ucieszona Emi.
Jej przyjaciółka chciała zapytać o powód humoru, ale ostatecznie zrezygnowała. Zeszły na obiad. Stołówka nie wyglądała na dużą, a poza nimi siedziała czwórka gości. Para starszych ludzi. Samotny mężczyzna, wyglądający na trapera i samotna kobieta.
Dopiero w pokoju Amber podzieliła się z przyjaciółką swoimi spostrzeżeniami.
– Ciekawe co robi tu ta samotna kobieta.
– Nie mam pojęcia, mogłaś ją zapytać, skoro cię to interesuje.
– Jak ją zobaczymy na śniadaniu, to tak zrobię.
– Ruszamy przed śniadaniem.
– To zostawię to nierozwiązane.
– I będziesz mogła z tym żyć?
– Tak, dlaczego pytasz?
– Bo gdybyś nie mogła, to znalazłbym tą panią i zapytała.
– Zrobiłabyś to dla mnie? – zdziwiła się Amber.
– Jest mało rzeczy, których bym dla ciebie nie zrobiła – odrzekła całkiem szczerza szatynka.
Zwykle blondynka by na tym zakończyła, ale tym razem chciała wiedzieć dokładnie.
– Wybacz, że jestem dociekliwa, ale czego byś dla mnie nie zrobiła?
– Tak się mówi. Nie ma rzeczy, której bym dla ciebie nie zrobiła, o ile to możliwe. Czy tak lepiej?
– Tak, bo ja dokładnie myślę tak samo. Ufam ci całkowicie i nie ma rzeczy, której bym dla ciebie nie zrobiła.
Emi tylko popatrzyła na nią dłużej. Zaczęła się zastanawiać, że jest bardzo szczęśliwa z tego powodu, że ją poznała, chociaż okoliczności były bardzo nietypowe. Nie wahałaby się postąpić, jak postąpiła dla kogokolwiek, ale im dłużej przebywała ze swoja przyjaciółka, tym bardziej upewniała się, że ta blondynka jest dla niej idealnym partnerem na życie. Pozostawała tylko ta sprawa, że Emi miała heteroseksualne nastawienie. Nie miała pewności czy dla Amber jest ten sam problem. Rozmawiały już o tym, ale właśnie poczuła, że musi to powiedzieć.
– Jest tylko jedna sprawa – zaczęła.
Ku jej zaskoczeniu blondynka chyba wiedziała, co ona chce jej przekazać.
– To mamy tak samo. Powiem za siebie, a ty jak zechcesz, powiesz od siebie. Kocham cię, ale nie jestem lesbijką, ani bi. Aczkolwiek zrobiłabym to z tobą gdybyś chciała.
– To sobie wyjaśniłyśmy, bo jest dokładnie tak samo ze mną.
– W takim razie jest super. – rzekła wyraźnie ucieszona blondynka.
– Jest jeszcze za wcześnie na spanie, dopiero druga. Chcesz ze mną powalczyć?
– Jesteś lepsza – poddała się Emi
– Źle się wyraziłam, chciałam poćwiczyć wspólnie. Nie chce się z tobą bić.
– W takim razie, w porządku. Przebieramy się w dresy?
– Jasne.
Tym razem Amber już nie robiła problemów. Wcześniej chyba trochę nie była szczera. Nie szła do łazienki, by się przebrać. Zdjęła wszystko poza majtkami i założyła spodnie od dresu i koszulkę z bawełny. Emi patrzyła na nią, ale nie powiedziała słowa. Po chwili zrobiła to samo. Miała ciemnozielone spodnie i żółtą koszulkę. Amber ubrała granatowe spodnie i białą bluzkę. Bez zwłoki, zaczęły rozciąganie i lekkie ćwiczenia siłowe, czyli przysiady i pompki. Potem lekki trucht w miejscu i bezgłośnie podskoki. Pokój znajdował się na pierwszym pietrze i mogła istnieć szansa, że waśnie pod nimi ktoś mieszka. Do zmroku brakowało dwie godziny, wówczas mogłyby wiedzieć, czy pod nimi ktoś zajmuje pokój. Światło z pokoju rzucałoby obraz na śnieg.
Zaczęły ćwiczyć podstawowe ciosy i bloki. Wszystko robiły bardzo miękko i lekko. W końcu nie miały żadnych osłon. Trening zajął im prawie dziewięćdziesiąt minut.
– Wezmę pierwsza prysznic– powiedziała Emi – chyba że ty chcesz być pierwsza.
– Możemy razem, chociaż kabina jest mała.
Emi spojrzała na nią ciekawie.
– Chcesz sprawdzić, czy na pewno na ciebie nie działam?
Blondynka zrobiła oczy.
– Nie miałam takiego zamiaru, no może było to marginesowe. Naprawdę pomyślałam, że nie mam żadnych problemów się przy tobie kapać, a gdy to powiedziałam, właśnie to pomyślałam,co powiedziałaś.
– To jak? Nie chcę wyrokować, żebyś znowu źle nie zrozumiała. Możemy to sprawdzić, jak się wykąpiemy.
– Dobrze, idź pierwsza.
Emi poszła i nie było jej pięć minut. Wróciła w białym, typowym dla większości hoteli, szlafroku.
Amber poszła do łazienki. Zdjęła wszystko i weszła pod prysznic. Umyła się, potem wytarła i również ubrała szlafrok. Weszła do pokoju.
– Super jest się wykapać, kiedy ciało jest spocone – powiedziała.
– Zupełnie się z tobą zgadzam. Chcesz sprawdzić?
– Możemy.
Emi nie zastanawiała się nawet sekundy. Zdjęła szlafrok. Amber patrzyła na jej zgrabne ciało. Już dawno widziała, że jej przyjaciółce niczego nie brakuje. Czego nie widziała, to jej łona. Emi miała tam wygolone włosy. Nie było tam nic. Amber zdjęła szlafrok. Emi spojrzała na nią krótko.
– Jesteś bardzo śliczna – rzekła tylko.
– Mogę zapytać cię coś osobistego?
– Wiem, o co zapytasz. Mam całkowitą depilację. Być może kiedyś znowu wyrosną mi tam włosy. Pachy nadal golę.
– Czy to było bolesne?
– Nie, ale nieco więcej kosztowne niż zwykłe golenie czy depilacja. Zrobił to laser. Wypalił cebulki. Dostałam gwarancje na pięć lat. Jak wszystko, to również się czasem odradza. Zapłaciłam sześć stówek, jeżeli chcesz wiedzieć.
Amber nie zrobiła uwagi odnośnie ceny, za to zapytała o coś innego.
– Czy to robiła kobieta?
– Mężczyzna.
– Och.
– Z tego co wyczułam, gej
Obie się uśmiechnęły.
– No i co Amber, działam na ciebie?
– Kocham cię, to wiem, Jesteś bardzo ładna, a co ty sądzisz?
– Będę szczera, zresztą zawsze jestem. Masz śliczne loczki na łonie. Gdybym miała takie, pewnie bym się nie poddała trwałej depilacji.
– Może ci odrosną włoski. To chyba możemy się ubrać, co myślisz?
– Możemy, ale nie musimy.
Emi założyła majtki, a Amber została nago.
– Czemu zostałaś nago?
Amber się uśmiechnęła.
– Powiedziałaś, że mam ładne włoski, to sobie popatrz.
– Skoro tak, to otwórz uda.
– Czasem cię nie rozumiem. Chcesz się ze mną kochać?
– Nie powiedziałam, że chce.
– Jak będziesz chciała, to mi powiedz – Amber chyba poczuła się dotknięta i założyła po chwili majtki.
– Znowu się pogniewałaś?
– Nie, ale jesteś dziwna.
Emi podeszła do niej, przytuliła ją i pocałowała w usta. Bardzo delikatnie.
– Wybacz. Prawdę mówiąc, nie do końca jestem pewna czy na mnie nie działasz.
– To mamy podobnie – odrzekła Amber i założyła szlafrok.
Emi też się ubrała podobnie.
– Wiesz co kochanie, zróbmy tak. Skupmy się na tym, po co tu jesteśmy. Jak przeżyjemy, wówczas zajmiemy się czymś innym.
– Czyli nami, tak?
– Dokładnie. Mówienie dokładnie o tym co czuje, co bym chciała i o wszystkim innym, nie wpłynie dobrze na to, co mamy robić.
– Masz rację. Postaram się nie czepiać słów, ale i ty postaraj się również. Myślę, że obie trochę postępujemy inaczej niż jeszcze w Australii.
– To prawda. Wiesz co Amber, poczułam przed chwilą to, co ty powiedziałaś. Być może zgodziłam się z tobą w duchu, ale nie do końca jestem o tym przekonana. Raczej jestem przy tym, że poczułam to samo. Będzie i dobrze i źle. Kiedy pytam swojego wnętrza czy umrzemy, widzę ciemność. Znaczy, że to nie jest tak i nie jest nie. Dziwne.
– Boisz się?
– Nie boje się śmierci. Trochę boję się cierpienia – powiedziała ciszej Emi.
– Ja boje się wilków. Nie chce się teraz zastanawiać czy boję się cierpienia.
– Nie mówmy już o tym, dobrze?
– Zgoda.
– Kiedyś czytałam, że można usiąść naprzeciw, złapać się za ręce i postarać, poczuć drugą osobę. Potrafisz medytować?
– Nie wiem, chyba mogę spróbować. Zobaczymy, jak to nam pójdzie. Najwyżej przerwiemy.
– Zgoda.
Usiadły naprzeciw i zetknęły się dłońmi. Zamknęły oczy i pozwoliły swoim jestestwom się połączyć. Zarówno Emi jak i Amber czuły błogość. Ich spokój się pogłębiał i utwierdziły się tylko w jednym. Obie się wzajemnie kochały, jak najbliższe sobie istoty. W ich uczuciu nie było odrobiny pożądania. Tak dotrwały do jedenastej. Potem bez słowa, bo czuły się nawzajem, położyły do swoich łóżek. Emi szepnęła tylko, że wstają o szóstej rano.
– Dobranoc Amber – dodała.
– Dobranoc Emi – odrzekła Amber.
Po chwili zasnęły.

lila

opublikował opowiadanie w kategorii thriller i kryminalne, użył 2729 słów i 15732 znaków.

Dodaj komentarz