Okami cz. 2

– Jak to?
– Był delikatny i czuły i nawet dwa razy się ze mną całował, ale nie wyczułam. Dopiero jak doszło do sytuacji, ze tak powiem jednoznacznej, przyznał mi to. Kurwa, nie mógł powiedzieć od razu?
Amber nie planowała dzielić się z Emi wszystkim, ale jej szczere wyznanie pobudziło ja do tego. Pokazała zdjęcia z komórki.
– Dostałam to zanim przyszedł na obiad.
– Cholera, trzeba mieć tupet, żeby coś takiego wysłać.
– To ta ruda nagrała, a mojego byłego aresztowali jeszcze w restauracji. Ponoć ukradł pieniądze z firmy.
– Chyba coś czytałam gazecie. To masz ciekawie. Tu mój numer telefonu...
Amber dotknęła dłoni szatynki.
– Wiem, że to głupio zabrzmi. Uratowałaś mi zdrowie, a może i życie, pewnie to drugie. Jestem podłamana psychicznie. Nie dałam poznać Johnasowi poznać, że mnie bolała, ale tak było. Nie chcę być sama tej nocy. Wiem, że nie mogę cię prosić, byś została, ale proszę.
– Rozumiem. Skoro chcesz, to zostanę, ale rano idę do pracy.
– Emi, jak się dostałaś do restauracji, zostawiłaś samochód na parkingu?
– Nie, doszłam na piechotę. Mieszkam blisko przystanku autobusowego. Mam samochód, ale używam go rzadko.
– Jasne, ja też zostawiłam swój na parkingu hotelowym, ale gdyby nie ty, nie wiadomo jak by się to skończyło.  
Emi popatrzyła na mnie. Miała pewnie tyle lat co ja, czyli koło dwudziestu trzech czy pięciu.
– Jest tylko jeden kłopot. Tu jest jedno łóżko.
– Nigdy nie miałaś spania z koleżanką? To nie będzie takie straszne. Dam ci moją piżamkę, mało używaną i czystą.
– To nie jest konieczne, mogę spać w majtkach i koszulce.
– Jesteś mojej budowy, może mam nieco większe piersi, ale w biodrach jesteśmy równe i we wzroście również.
– No dobrze. Muszę wstać o siódmej trzydzieści.
– Zamówić budzenie?
– Nie jest to konieczne, nastawię alarm na swojej komórce.
– Jak już jesteśmy przy tym, daj mi swój numer, chciałabym cię spotkać, kiedy będziesz miała czas.
– Nie mam specjalnie wielu zajęć, daj znać kiedy byś chciała. Pracuje do czwartej trzydzieści.
– A co robisz?
– Pracuję w sklepie. Nie muszę pracować, ale lubię.
– Jesteś milionerką? – Amber się roześmiała.
– Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale dziadek zapisał mi dwadzieścia siedem milionów. Nie ojcu, tylko mnie i dlatego przestali mnie znać.
– Och, to straszne!
– Ja nawet bym im dała połowę, ale zanim to zrobiłam, wytoczyli mi proces i chcieli odebrać wszystko. To najbardziej przykre doświadczenie, które mnie w życiu spotkało.
Młode kobiety rozmawiały jeszcze z godzinę, a potem umyły się i poszły spać.
Amber obudziła się razem z Emi. Podczas gdy szatynka się myła, blondynka zeszła na dół i kupiła jej śniadanie w restauracji na dole. Zwykłą kanapkę z jajkiem i bekonem, drugą z serem i pomidorem i zamówiła do tego kawę. Prawie spotkały się w drzwiach.
– Zastanawiałam się, gdzie jesteś? – powiedział szatynka.
– Poszłam ci kupić śniadanie.
– Bardzo ci dziękuję. Słuchaj, Amber. Nie mów nic rodzicom o tej sprawie z tym facetem.
– Dlaczego?
– Powiem ci po pracy. Lepiej zostaw to mnie.
– Dobrze.
– Muszę już lecieć, miłego dnia – podła jej rękę.
– Dla ciebie również.
Wróciła do łóżka. Przed zaśnięciem pomyślała, że mogła zginąć z rąk zboczeńca. Jednak nie miała koszmarów podczas następnych trzech godzin snu.  
Obudziła się po dziesiątej. Zrobiła poranną toaletę i zeszła na śniadanie. Na sali przeważali Chińczycy i Hindusi, oraz osoby z Azji. W zasadzie dostrzegła może dziesięć osób, które mogły być Australijczykami. Po powrocie na górę zadzwoniła do rodziców.  
– Jak się masz kochanie? – zapytała mama.
– Dobrze. Martwiłam się ta całą sytuacją z Johnasem i lekko się wstawiłam w restauracji.
– Tak, kto by się spodziewał, że to nieuczciwy człowiek, pewnie go nadal kochasz i cierpisz. Może wszytko się wyjaśni i jeszcze wrócisz do niego. Ojciec próbuje...
– Co takiego? Jakim prawem! Zawsze sądziliście, że jestem małą dziewczynką, która potrzebuje niani. Muszę kończyć i zadzwonić do ojca.
Amber była naprawdę zła. Po chwili połączyła się z biurem adwokackim ojca
– Petterson – Nordstar, słucham – usłyszała głos Leony Winfrey, sekretarki ojca.
– Chciałbym rozmawiać z panem Pettersonem.
– Czy miała pani umówiona rozmowę, mecenas Petterson jest teraz zajęty.
– Proszę powiedzieć, że dzwoni córka, Amber i, że to ważne. Bardzo ważne.
– Chwileczkę, proszę się nie rozłączać.
Po chili usłyszała głos ojca.
– Co tam kochanie, mam ważną naradę?
– Witaj ojcze. Nie zajmę ci wiele czasu. Rozmawiałam z mamą i powiedziała, że czynisz starania, by wybronić tego drania.
– Och, córeczko. Szukam okoliczności łagodzących, sądziłem, że go kochasz i chciałbyś z nim być.
– To, że ukradł pieniądze to pikuś. Zdradzał mnie. Dostałam porno fotki z poprzedniego dnia. Nie waz się mu pomagać. To drań i oszust, rozumiesz!
– Uspokój się Amber. Dobrze, muszę to powoli odkręcić.
– Ojcze, tak na przyszłość. Proszę nie robić nic bez mojej zgody, co dotyczy mnie. Potrafię o siebie zadbać.
– Robimy to dla twojego dobra. Rozumiem i przepraszam. Zatrzymałaś się w hotelu?
– Tak. Za godzinę zacznę szukać miejsca na mieszkanie.
– Już zdecydowałaś, gdzie zaczniesz pracować?
– Najpierw zobaczę, kto straci prace, jeśli ja ją dostanę. Czas bym zadbała o siebie. Znam się na pracy sekretarki, mam dzięki Bogu reprezentacyjny wygląd i nie muszę pracować w spółkach adwokackich.
– Ależ kochanie...
– Kocham was i dziękuję za wszystko. Co mogę ci poradzić, bądź uczciwy i prawy. Nie pomagaj winnym i broń pokrzywdzonych, bo wiem, że nie zawsze to robiłeś.
– Amber!
– Muszę kończyć, przecież masz ważną naradę. Miłego dnia.
Blondynka rozłączyła rozmowę i poczuła łzy. Nie płakała długo. Wczorajsze doświadczenie zmieniło w niej wiele. Zanim zaczęła szukać pracy, otworzyła informacje odnośnie samoobrony.
Do tej pory nie interesowała się sztukami walki. Wczoraj uświadomiła sobie, że żyje w zgoła innym świecie, niż do tej pory myślała, że żyje.
Zadzwoniła do szkoły karate Shotokan.
– SOKS, mistrz Hitoshi Kasuya, słucham.
– Jest pan mistrzem? – zapytała.
– Tak, kto mówi.
– Amber, kobieta. Jaki ma pan stopień i gdzie się pan uczył.
– Nie udzielam takich informacji przez telefon, jeżeli jest pani zainteresowana treningiem, wyślę wiadomość z adresem.
– Dziękuje panu mistrzu Hitoshi. Przyjadę za pół godziny.
Amber rozpakowała walizkę. Wyjęła adidasy, skarpetki, spodnie do joggingu i bluzkę. Zapowiadał się ciepły dzień. Na dole kupiła butelkę picia bez cukru i poszła na hotelowy parking. Dopiero w samochodzie sprawdziła adres.
– To jakieś jaja – powiedziała do siebie – Światowa Federacja Shotokan jest w Rockingham?
Zadzwoniła jeszcze raz do mistrza Hitoshi.
– Proszę wybaczyć mistrzu. Pochodzę z Rockingham i przyjechałam do Perth. Chcę się umieć obronić, wczoraj ktoś mi uratował życie, inaczej pewnie byśmy nie rozmawiali.
Nastąpiła cisza.
– Trening karate to długa droga. Uczy dyscypliny i opanowania. Nie nauczymy pani samoobrony w tydzień.
– Nie mówię o tygodniu. Co jest najbardziej efektywne w obronie?
– Szczęście.
– Proszę wybaczyć mistrzu, czy pan sobie ze mnie żartuje?
– Nie panienko, jesteś nią prawda? Proszę przyjechać do mnie pod podany adres. Muszę panią zobaczyć, zanim więcej coś powiem. Proszę jechać uważnie.
Amber wzięła kilka głębszych oddechów.  
– Dobra, zobaczę, cię mistrzu Hitoshi.
Dojechała po trzydziestu minutach. Podał jej chyba prywatny adres, bo nie mogło tu być sali do ćwiczeń. Otworzył jej starszy człowiek.
– Dzień dobry panu, to ja dzwoniłam.
– Jak ma pani na imię?
– Amber, Amber Petterson
Mężczyzna ukłonił się nisko.
– Hitoshi Kasuya, wejdź Amber-san.
Amber weszła do skromnego mieszkania. Mistrz usiadła w kucki i pokazał ręką miejsce naprzeciw siebie. Dziewczyna usiadła, a starszy człowiek długo patrzył na nią.
– Widzę dużo dysharmonie w twojej aurze. Doznałaś ostatnio stresu? Prócz tego co mi opowiedziałaś.
– Tak. Dwa dni temu dowiedziałam się, ze mój narzeczony mnie zdradza, wczoraj poszłam się upić i w drodze powrotnej do hotelu, zostałam napadnięta, gdyby nie pomocna osoba w tej chwili byłabym przykuta jakimiś pasami lub łańcuchami i gwałcona.
– Wystarczy Amber-san. To się nie stało, a skoro się nie stało, to nie miało się stać.
– Nie rozumiem.
– Nie szkodzi, po prostu to przyjmij. Chcesz uczyć się karate Shotokan?
– Chce nauczyć się samoobrony.
– Jak ci mówiłem, nie ma całkowitej pewności, że zawsze się obronisz. Wynik walki jest już znany przed walką. Budując ducha wojownika, stajesz się silniejsza. Jednak zawsze decyduje łut szczęścia. Świat, w którym żyjemy, nie jest do opisania.
– Mistrzu Hitoshi, może mi pan pomóc nauczyć się obrony.
– Tak, nie za bardzo chcesz uczyć się walki, twoja droga jest inna. Zadzwonię do mojego znajomego Gerrego. Prowadzi z żoną, Dynamic Kraft Maga.
– Co to takiego?
– To esencja wszystkiego, jak najszybciej kogoś obezwładnić. Stosują go agenci obrony rządu, komandosi. Wymaga opanowania.
– Czy ten Gerry by pana pokonał?
– On by nie chciał ze mną walczyć.
– Ale...
– Amber-san. Czasem zwykły człowiek pokona mistrza, w specjalnych warunkach. Skontaktuje cię z nim. Nauczy cię kilku technik, a potem zadecydujesz.
Wstał i podszedł do stołu i coś napisał, a po chwili podał kartkę dziewczynie. Był tam numer telefonu, a reszta zapisano jakimiś dziwnymi znakami.
– Czy to japoński, mistrzu?
– Tak Amber-sam. To wiadomość dla Garrego May, być może jego żona, Jenny, będzie cię uczyć.
Amber wsiadła do samochodu i zadzwoniła do Garrego.
– Dzień dobry panu, nazywam się Amber...
– Mistrz Hitoshi do mnie dzwonił. Przyjedź pod adres, który ci za chwilę wyśle w wiadomościach. Powinnaś przybyć za trzydzieści piec minut, do zobaczenia.
Dziewczyna odebrała wiadomość i wpisała adres na GPS. Dojechała po trzydziestu pięciu minutach. Drzwi domu otworzył szczupły, około czterdziestoletni mężczyzna. Dziewczyna się ukłoniła i podała kartkę zapisaną przez mistrza. Mężczyzna przeczytał i spojrzał na dziewczynę.
– Szkoda, że nie chcesz się uczyć u mistrza Hitoshi, to dobry mistrz.
– Zna pan japoński?
– Tak, oczywiście.
– A co pan Hitoshi tu napisał?
– Nie za bardzo rozumiem, ale powiem ci, napisał Ippikiokami.
– A co to znaczy?
– Samotny wilk. Być może chodzi o twój charakter.
– Boje się wilków. Na szczęście ich tu nie ma, są czasem dzikie psy Dingo, oczywiście poza miastami.
– To pewnie ekspresja. Pierwsza lekcja jest gratis, dla ciebie. Mistrz rozmawiał ze mną i o to poprosił. Kiedy chcesz zacząć.
– Teraz. Mam pan, zonę. Jennifer.
– Tak, ale ja będę cię uczył.
– Tak będzie lepiej dla mnie?
– Nie, gorzej. Nie lubisz od jakiegoś czasu mężczyzn i boisz się ich.
– To chyba lepiej jeżeli pana żona będzie mnie uczyć.
– Wystarczy! – Garry podniósł nieco głos – mam cię uczyć. Wymagam posłuszeństwa. Żadnych dyskusji. Jeżeli nie chcesz tego, możesz odejść.
Amber pomyślała, że mistrz Hitoshi był milejszy, ale zrozumiała. Zaczęli trening w sali obok. Pokazał jej jak padać, co robić z rękami. Zaczęli. Po czterdziestu minutach nie wiedziała, jak się nazywa. Wszystko ją bolało. Co chwilę upadała.  
– Chcesz dalej ćwiczyć?
– Tak.
Ostatecznie lekcja trwała półtorej godziny i Amber miała pewność, że więcej tu nie przyjedzie. Gerry zażądał trzydziestu dolarów za godzinę. Zapytał, jak często chce się uczyć.
– Codziennie – skłamała, bo sądziła, że to pierwsza i ostatnia lekcja.
– Dobrze, to przyjedź jutro o dziewiątej. Masz tu zestaw ćwiczeń do domu – wręczył jej zeszyt.
Amber wsiadła do samochodu i pojechała do miejsca, gdzie poszukiwano sekretarki. W biurze sprzedającym maszyny drogowe.  
Wróciła do hotelu w południe. Została przyjęta do pracy po kwadransie rozmowy. Dosłała pracę na pół etatu. Od południa do czwartej trzydzieści. Zdecydowała się trenować.
W hotelu zaczęła przeglądać pokoje do wynajęcia, bo ceny całych domów były zbyt wygórowane. Miała ponad siedemdziesiąt tysięcy na koncie, ale nie chciała tego ruszać. Dopiero około drugiej przypomniała sobie o Emi. Wysłała jej wiadomość.  
< Masz ochotę się spotkać? >
Po kilku minutach otrzymała odpowiedź.
< Przyjadę do hotelu o piątej trzydzieści >
< Pasuje, miłej pracy. >

* Okami to Wilk po japońsku.

Ps. Opowidanie będzie przez wiekszą część dla każdego, jednak końcówka będzie tylko dla ludzi o żelaznych nerwach i nie polecam czytać po jedzeniu. Jeżeli ktoś z was czytał Projekt Asia to to będzie mocniejsze.

lila

opublikował opowiadanie w kategorii thriller i horrory, użył 2212 słów i 13217 znaków, zaktualizował 16 lut o 0:55.

1 komentarz

 
  • shakadap

    Dobrze napisane, ciekawa historia.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • lila

    @shakadap dzięki :smile: