Okami cz 1

Okami
                                                 *
Amber Petterson siedziała sama przy stoliku i dopijała piwo. Przychodziła już tu od kilku lat z różnymi kuplami, a dopiero dzisiaj sobie uświadomiła, że restauracja i kawiarnia znajduje się na ulicy, której nazwa była identyczna jak jej nazwisko. Dzisiaj przyszła sama, ale czekała na kogoś. Spojrzała ponownie na zegarek. Duża wskazówka doszła już do trójki i pokryła się z małą. Johnas się spóźnia, pomyślała.
Byli już z sobą dwa lata i mieli na jesieni wziąć ślub. Kelner przyniósł pieczonego kurczaka z frytkami i sałatka cezara. Podwójną porcję. Jej narzeczony nigdy się nie spóźniał, dlatego złożyła wcześniej zamówienie
– Nie dotarł? – odezwał się Colin, znajomy kelner.
– Pewnie coś mu wypadło, raczej się nie spóźnia.
– To życzę smacznego. Jeszcze jedno piwo?
– Na razie dziękuję.
Zaczęła kręcić widelcem w sałatce. Zapach przypraw dodanych do kurzego udka nęcił nos. Właśnie wzięła nóż i widelec, by zacząć konsumować jedzonko, kiedy usłyszała charakterystyczny dźwięk wypływającej wiadomości.
Pewnie od Johnasa, pomyślała. Zdjęcia, które dostała, nie pochodziły od jej narzeczonego, ale on na nich widniał. Nie sam. Fotografie przedstawiały pozy łóżkowe, z bliżej nieznanej Amber, rudej dziewczynie o dość ładnym ciele. Zdjęcia można było uznać z powodzeniem za odważne, jeżeli nie z gatunku porno. Kto zrobił je i kto wysłał? I dlaczego? Widziała niewyraźnie datę. Zrobiono je wczoraj o szesnastej trzydzieści sześć. Co robiłam wczoraj o tej porze, pomyślała. A tak, widziałam go i pożegnał nie o trzeciej. Dalej nie mogła dociekać i oglądać, bo zobaczyła nienaganną sylwetkę Johnasa Smitha w hawajskiej koszulce w kwiaty i jasnobeżowych spodniach.
– Przepraszam za spóźnienie, coś ważnego mi wypadło. Zaczęłaś beze mnie, niedobra.
Amber posłała mu wymuszony uśmiech.
– Nigdy się nie spóźniam, o to jesteś zagniewana?
– Co robiłeś wczoraj o po czwartej? – zapytała głosem o temperaturze zamarzania wody.
O czwartej? – otworzył szerzej swoje orzechowe oczy.
– To nie było tak dawno. Rozstaliśmy się o trzeciej – puknęła wskazującym palcem w zegarek marki Omega.
– Och, po czwartej miałem spotkanie z klientem.
Blondynka posłała mu czarujące spojrzenie, otworzyła ekran komórki i podsunęła mu pod nos.
– Z tym klientem?
Młody mężczyzna wpatrywał się w ekran jej nowego Samsunga S10.
– Skąd masz te zdjęcia? To podróbka.
– Podróbka? Jak? Dlaczego?
Jego twarz sygnalizowała panikę i wściekłość.
– To kurwa – syknął – sama to nagrała.
– Czyli to jednak nie jest podróbka. Dobrze wam było?
– Amber, kochanie. Wszystko wytłumaczę.
– Tu raczej nie ma nic do tłumaczenia. Dawno się pieprzycie?
– To był jeden raz.
– Och tak? Oczywiście. Jedz, bo jedzenie stygnie, chcesz piwo?
Brunet patrzył na dziewczynę jak na przedstawiciela rasy pozaziemskiej.
– Nie jesteś zła?
– Zła? Dlaczego? Mam powód? Jedz, zapłaciłam z góry.
Johnas nie mógł.
– Amber, proszę! Spoliczkuj mnie, wyzwij od kurwiarzy, proszę!
– Prosisz? A ja proszę, żebyś zjadł. Jak ma na imię?
– Rebecca.
– Dobra kura, a frytki? Kucharz włożył w to całe serce. Za chwile całkiem wystygną i wiele stracisz.
Mężczyzna zrezygnowany i doszczętnie przybity, zaczął jeść.
– Używałeś gumki? – spojrzała mu prosto w oczy.
Rzuciła okiem na zdjęcie.
– Dawała ci tam?
– O czym ty mówisz! – uniósł nieco głos.
Uśmiechnęła się i zaczęła dokładnie przeglądać zdjęcia.  
– To wygląda na ten rodzaj współżycia, zobacz, widać jej srom, a twój członek jest tu. – podsunęła mu pod nos komórkę.
Brunet skubał widelcem brzeg udka. Colin zbliżał się w ich kierunku.
– Wszystko dobrze? Coś nie tak z jedzeniem? – popatrzył na prawie pełny talerz bruneta.
– Chyba nie za bardzo ma apetyt. Mam fajne fotki, chcesz zobaczyć Colin?
Johnas otworzył usta.
– Wybacz, Amber. Też dostałem. Znam Rebeccę, chociaż nie tak blisko jak Johnas.
Brunet płonął na twarzy.
– Zabiję sukę – syknął.
Blondynka skończyła posiłek. Wstała i dała Colinowi pięć dolarów napiwku.
– Przekaż Mike’owi, ze mu super wyszło, jak zawsze zresztą.
– Amber – jęknął brunet.
– Och, nie martw się. Wszystko będzie dobrze, lepiej wcześniej niż później. Miłego życia. 
Kiedy wsiadła do swojej Toyoty Solary, zobaczyła dwa policyjne wozy zatrzymujące się przed kawiarnią.
Jeszcze tego samego dnia spakowała najważniejsze stroje i dokumenty i pojechała z rodzinnego miasta do Perth. Tak naprawdę Rockingham, w którym się urodziła i wychowała, było peryferiami Perth.
Dwa dni później dowiedziała się z miejscowej gazety, że Johnas Williams został aresztowany za oszustwa podatkowe i przywłaszczenie czterdziestu tysięcy dolarów z funduszu firmy.  
Amber złożyła gazetę i położyła na miejsce. Patrzyła na błękitne niebo Perth. Jechała czterdzieści minut ze swojego miejsca urodzenia. Już dawno o tym myślała, by się tu przenieść, już po ślubie, oczywiście. Uśmiechnęła się tylko do swoich myśli. Jakby nie patrzeć na to wszystko, zaczynała   nowy rozdział w swoim życiu. Złamał jej serce, skurwiel, ale nie chciała mu dać tej satysfakcji, by widział jej cierpienie i chyba jej się to dobrze udało.
Na razie zatrzymała się w hotelu i w ciągu kilku dni, zamierzała się rozejrzeć za jakimś miejscem do życia. Pochodziła z dość zamożnej rodziny i nieoczekiwana sprawa z Johnasem, zaszokowała jej rodziców. Oczywiście nie pokazała im zdjęć swojego byłego z Rebeccą McNill. Nie chciała również znać motywów rudej dziewczyny, dlaczego nagrała ten filmik i wysłała zdjęcia znajomym jej i Johnasa. Dowiedziała się o tym dużo dużo później.
Zamówiła na razie pokój na trzy dni w czterogwiazdkowym hotelu Crown Plaza za niezbyt wygórowaną cenę stu trzydziestu pięciu dolarów za dobę.
– Czy jest tu jakiś fajny bar – zapytała przystojnego hindusa, który stał za ladą na dole, w recepcji.
– Polecam Hula Bula bar, jakieś osiemset metrów na Victoria avenue. Ładny wystrój i dobre jedzenie i znakomite drinki. – dodał ciszej, bo powinien zachwalać bar na miejscu, gdzie pracował.
– Dziękuję bardzo.
Blondynka zamierzała się przejść. Pogoda była wspaniała i nie chciała brać samochodu na tak krótką trasę. Doszła dobaru po dwudziestu minutach. Miała na sobie błękitne jeansy i bawełnianą bluzkę w kolorze dojrzałej pszenicy, a na nogach wygodne sandały. Dochodziła szósta i bar święcił pustkami.  
Dziewczyna zastanawiała się, czy ma się zalać, ale nie chciała zaczynać pobytu w nowym miejscu od stanu upojenia.  
– Trzymaj się dziewczyno – szepnęła do siebie – przedwczoraj ci świetnie poszło.
Weszła do środka.
Amber miała w swoim mieście niezłą pracę w biurze adwokackim, dzięki poparciu taty, ale jego wpływy sięgały dalej i dlatego i tu w Perth miała już kilka pewnych prac, a musiała wybrać tylko jedną. Zamówiła homara i sałatki, a do picia czerwonego caberneta.  
Jadła, myślała, piła. Wypiła już prawie trzy czwarte butelki i zaczynała odczuwać pierwsze objawy wpływu procentów, kiedy dosiadła się obok, wysoki szatyn.
– Taka piękna i samotna? – usłyszała baryton, który wprawiłby niejedno kobiece serce w stan drżenia.
Z uwagi na całą sytuację związaną z jej byłym, facet był ostatnią rzeczą, którą była zainteresowana. Mogła skłamać, że czeka na kogoś, ale uznała, że powie prawdę.
– Jestem sama i tak bym chciał, żeby pozostało – starała się wymawiać wyraźnie słowa.
– Rozumiem – szatyn wstał i usiadł o kilka stolików dalej od baru.
Blondynka patrzyła na resztkę wina i pusty kieliszek. Zastanawiała się, czy powinna je skończyć, czy też dać spokój. Dochodziła dopiero ósma i sala dopiero powoli się zapełniała. Wystrój baru wykonano z jasnego drzewa, posadzka, stoły i krzesła, również. Całość utrzymano w stylu hawajskim. Kolorowe światła o pastelowych barwach wirowały na ścianacn, parkiecie i suficie. Miękkie fotele, zachęcały do wtulenia się w nie i obiecywały zapomnienie trosk dnia codziennego.
– Czy coś jeszcze pani sobie życzy? – zapytał barman.
– Może jakiś deser?
Przystojny brunet uśmiechnął się lekko.
– Proszę wybaczyć szczerość, ale odradzam.
– A to dlaczego, Peter – przeczytała imię na jego fartuchu.
– Kombinacja spożytych posiłków może źle wpłynąć na, mam na myśli ewentualny deser, ma się rozumieć. Serwujemy jedzenie w najwyższym gatunku, jednak wszystko razem, może źle wpłynąć na pani żołądek.
– Chcesz powiedzieć, że się zalałam i będę rzygać? – powiedziała i dopiero wówczas uznała, że zabrzmiało to zbyt prostacko i szczerze.
– Na skróty mówiąc, tak – odparł śniady brunet, z tym samym czarującym uśmiechem.
– Okej, w takim razie odczekam. Masz rację, szkoda by było marnować tak dobrego jedzenia.
Zdecydowała się skończyć butelkę, ale jeszcze nie w tej chwili.
– Masz dziewczynę, Peter?
Mężczyzna miał trochę więcej niż trzydzieści lat i prezentował się nieźle. Często słyszał takie teksty, ale tym razem wyczuł, że ładna blondynka nie próbuje go raczej poderwać.
– Mam żonę od trzech lat.
– Wybacz, że pytam. Miałam wyjść za mąż na jesieni, ale mój były mnie zdradzał.
– Przykro mi – odrzekł szczerze barman.
– Jego dziewczyna, o ile nią była, nagrała film z ich wspólnego... rozumiesz i przesłała zdjęcia jak się... na moją komórkę i jeszcze kilku innych znajomych.
– Musiałaś to mocno przeżyć, lecz pamiętaj, że nie wszyscy mężczyźni są tacy. Moja żona mi ufa i ja jej. Fakt, moja praca sprzyja ewentualnemu zawieraniu znajomości, ale wszystko zależy od człowieka, jaki naprawdę jest, w ostatecznym rachunku.
– Tak, masz rację. Gratuluję żony, a jej gratuluję męża.
Amber zajęła się rozmyślaniem, a Peter obsługiwaniem nowych gości. Dziewczyna siedziała jeszcze godzinę i skończyła butelkę, jednak nie zamówiła deseru. Czuła się lekko pijana. Rozważała, czy wziąć taksówkę, czy raczej poczekać, aż alkohol nieco wyparuje i dopiero ruszyć w drogę powrotną do hotelu. Po trzydziestu minutach wstała, ale musiała przytrzymać się kontuaru, by nie stracić równowagi.  
– Wezwać dla pani taksówkę – zapytał uprzejmie Peter.
– Poradzę sobie. Świeże powietrze powinno pomóc, mam mniej niż kilometr do hotelu. Jestem Amber, dziękuję za miły czas, Peter.  
Przyjrzała się rachunkowi, zapłaciła visą i dała barmanowi dwadzieścia dolarów napiwku gotówką, wstała i chwiejnym krokiem poszła w kierunku drzwi.  
Niebo zaczęło przyjmować granatową barwę, a gdzieniegdzie zaczęły połyskiwać pierwsze gwiazdy. Przeszła już sto metrów kiedy dostrzegła luksusowy mercedes, który wyminął ją i zatrzymał się kilka metrów przed nią. Po kilku sekundach wyrósł przed nią właściciel i samochodu, w którym rozpoznała człowieka z baru.
– Podwiozę panią, nie jest dobrze samotnej kobiecie chodzić samej, po nocy. - jego głos robił wrażenie jeszcze niższego niż poprzednio.
Amber poczuła się dziwnie. Owszem była pijana, ale nie na tyle, by nie rozpoznawać drogi, a przede wszystkim całej sytuacji.
– Proszę mi dać spokój. Już panu raz mówiłam.
– Proponuję ci przysługę, dziwko, a ty odmawiasz! – mężczyzna chwycił ją za nadgarstek.
Próbowała się uwolnić od intruza, ale ten wyraźnie miał inne zamiary. Czuła, że ciągnie ją w kierunku otwartych, tylnych drzwi, czarnego Mercedesa.
– Zawiadomię policję – krzyknęła.
Facet sięgnął do kieszeni i wyjął białą gazę, ale Amber tego nie zdołała zauważyć. Nagle, wysoki i dość dobrze zbudowany mężczyzna, runął jak długi na chodnik.  
– Ty skurwielu – krzyknęła szatynka, która znalazła się tutaj nie wiadomo skąd i kopnęła nieprzytomnego, niedoszłego porywacza, w krocze.
Amber dostrzegła, że dziewczyna ma coś w ręku, wyglądajacego na krótką czarną płakę, w kształcie przedłużonej gruszki. Nieznajoma pochyliła się nad leżącym i powąchała białą chusteczkę.
– Chciał cię uśpić. Zawiadomię policję.
Wsunęła dłoń do jego wszystkich kieszeni, lecz nie znalazła tego czego szukała i po chwili poszła w kierunku samochodu. Wróciła po minucie z jego komórką. Napisała coś i wysłała wiadomość. Otworzyła torebkę, wyjęła małą buteleczkę sprayu i wytarła ekran i dokładnie całą komórkę. Następnie wsunęła telefon do jego marynarki. Wyjęła portfel i zabrała kilka setek, czyli wszystkie banknoty, które się tam znajdowały. Rzuciła jeszcze raz okiem raz na leżącego i kopnęła go ponownie w głowę, ale nie tak mocno, jak pierwszym razem.
– Obserwowałam cię i tego gościa. Słyszałam, że mieszkasz niedaleko, to pewnie w Crown Plaza. Chcesz iść sama czy mam cię ubezpieczać? – szatynka powiedział to całkiem spokojnie.
– Byłaś w barze? – Amber już prawie całkiem wytrzeźwiała.
– Weszłam może minutę po tobie. Taka kobieca intuicja.
– Nie poczekamy na policję?
– Więcej będzie z tego kłopotów dla nas, niż dla niego. Jak ma poparcie, to się wywinie. Poza tym nie wiadomo, na kogo trafimy. Policja jest skorumpowana. Jak przyjadą uczciwi, to powiążą fakty, że ma chloroform. Napisałam w wiadomości, że chciał cię porwać. Lepiej idziemy.
Po kilku minutach usłyszały syreny policyjne. Były już niedaleko hotelu.
– Dopiero przyjechałam z Rockingham.
– To przedmieście Perth. – zdziwiła się szatynka
– Chcesz wstąpić na górę? – zaproponowała blondynka
– Doprowadzę cię na górę i znikam. Jestem Emily, ale wolę Emi.
– Amber – blondynka wyciągnęła dłoń w kierunku nieznajomej.
Weszły do hotelu i po dwóch minutach kobiety znalazły się przed drzwiami pokoju blondynki.
– Może wejdziesz? – zaproponowa panna Petterson.
– Późno już.
– Nie nalegam, ale nie za bardzo chciałabym być teraz sama.
– Rozumiem, słyszałam rozmowę. Przykro mi.
Weszły do środka.
– Nic nie mam, żeby cię poczęstować – Amber rozejrzała się po pokoju – zamówię herbatę.
– Dobrze – szatynka usiadła na krześle.
– Dziękuję, chyba uratowałaś mi życie.
Emi uśmiechnęła się i po chwili skrzywiła.
– Wiesz, że chciałam go zabić? Pomyśl? Miał chloroform, co by z tobą zrobił? Podał rano kawę do łóżka?
– Boże, masz rację!
– Zapisałam numer tablicy rejestracyjnej. Zobaczymy za kilka dni, jak się wszystko potoczy, mam znajomego co współpracuje z policją.
– Powinnam zeznawać – powiedziała Amber – mój ojciec jest adwokatem, a ja pracowałam trzy lata jako sekretarka w biurze adwokackim.
– To wiesz, jak jest. Często prawo broni przestępców.
– Czasami tak jest.
Chłopiec hotelowy przeniósł dwie herbaty i dostał pięć dolarów napiwku, czyli prawie koszt jednej herbaty, bo Amber nie chciała mu dawać tylko dwóch dolarów.
– Dawno mieszkasz w Perth? – zapytała blondynka.
– Całe życie. Wiesz, też nie miałam szczęścia do facetów. Jeden był dupkiem i go pogoniłam, drugi mnie próbował bić, a w końcu trzeci był miły i delikatny, ale okazał sie gejem.

lila

opublikował opowiadanie w kategorii thriller i horrory, użył 2654 słów i 15521 znaków.

1 komentarz

 
  • agnes1709

    Masz błąd w tytule, pisze się "oczami" lub "oczyma":D Taki żarcik ;)