Impresje #2

Jezioro niedaleko majestatycznych gór. Jego mekka. Przystań.  
Przyjeżdżali tu co roku, aby chłonąć resztki niewidzialnej energii. Poczuć coś prawdziwego. Unikalnego.  
Odpoczynek. Błogostan człowieka uwolnionego z klatki.  
Wyścig przerwany. Dwójka ludzi, przeciwstawnie do okoliczności, zacumowała w porcie.  

Ulubioną czynnością mężczyzny, jak sądził, było masowanie pleców kobiety.  
Kochał ją, toteż z każdego dotyku czerpał niewyobrażalną przyjemność.  
W ich ulubionym zakątku, miejscu odosobnienia, mieli na to mnóstwo czasu. Co najczęściej ozdabiali rozmowami.  
Długimi. Na przeróżne tematy.  
Najwięcej mówiła ona; nie przeszkadzało to w niczym.

Dobrze, że udało ci się znaleźć czas. Pięknie tutaj. Mam nadzieję, że nie zabrałeś telefonu.
Dla ciebie wszystko. Nie, nie zabrałem.
Kim dla ciebie jestem?
A co to za pytanie?
Normalne. Koleżanką, przyjaciółką?
Kimś więcej.
Jak długo mnie znasz?
Skarbie...
Odpowiedz.  
Długo. Trzy lata.  
Pamiętasz dzień naszego poznania?
Tak.
Opowiedz mi.
Grałem koncert, w filharmonii. Byłaś na widowni. Udało ci się wśliznąć do garderoby. Akurat tam siedziałem, sam. Reszta była na scenie. Mówiłaś o Beethovenie, Straussie i Mozarcie.  
Tak. Kochałam ten dzień.  
Kochałaś?
Skarbie, musisz sobie przypomnieć.
O czym mówisz?
To nie była twoja wina.
Nie rozumiem...
To nie była twoja wina.
Jaka wina?
To nie była twoja wina. Musisz się obudzić.  


***

Obraz.  
Czuł strach. Biegł. Przedzierał się przez las. Szukał pomocy, śladu cywilizacji. Krzyczał.
Przeskok.
On leżący w błocie. Nad nim wisielec. Chłopiec.  
Przyjrzał się twarzy. Nie mógł uwierzyć.  
Jeszcze oddychał. Chciał mu pomóc, ale coś odciągało go do tyłu.  

Nie! Nie!  

Przeskok.
Kobieta leży. Masuje jej plecy. Rozmawiają o symfoniach Beethovena. Wspominają dawne czasy.  
Kochają się. Długo. Namiętnie. Ona szepcze mu do ucha.

Szkoda, że nie ma go z nami.  

Przeskok.  
Szpital. Pokój. Leży martwo, nieruchomo. Próbuje jej pomóc. Woła o pomoc. Nikt nie przychodzi; pustka wokół.  
Umiera.  

***

Budzi się.  
Leży nieopodal jeziora. Przykryty kocem. Nie ma jej. Spostrzega kształt na wodzie. Topi się.  
Biegnie. Wskakuje do wody.  
Dopływa do kobiety. Nie oddycha. Wyciąga ją na brzeg.  
Robi sztuczne oddychanie.  
Wszystko zdaje się zapadać. Nie potrafi zrozumieć. Pojąć.  

To nie była twoja wina.
To nie była twoja wina.

Łzy. Głaszczę jej głowę. Tuli ją.  

Nie!  

Czuje dotyk. Ona przy nim.  
Nachyla się.

Musisz się obudzić. Jestem przy tobie. Zawsze.

***  

Mężczyzna patrzy na ścianę. Widzi cień, jedynego przyjaciela, z którym może porozmawiać. Poruszył temat samotności. Utraty klejnotu, którego nie da się opisać słowami.  
Cień milczał. Nie należał do osób rozmownych.
Nie przeszkadzało mu to.
Pokój nie miał okien. Drzwi nie miały klamki. Podszedł do ściany, na którym wisiał krzyż. Pada na kolana.

Chcę umrzeć. Musisz zrozumieć. Nie mam po co żyć.  

Cień podszedł do mężczyzny.  

Zostaw mnie!  

Głos.

Utrata dziecka i żony, to poważna strata. To nie była twoja wina.  

Cień przemówił. Pierwszy raz.  

Zostaw mnie! Chcę umrzeć, nie rozumiesz?
To nie była twoja wina. Twoja żona utonęła, a dziecko umarło, w szpitalu.  
W górach. Widziałem wisielca. Moja... moja żona, żyję.  
Nie. Utonęła trzy lata temu. Dziecko umarło, w szpitalu. Na nieuleczalną chorobę.  
Nie! Nie! Kłamiesz!
To nie była twoja wina.  

Mężczyzna łapie się za głowę. Wyrywa włosy. Cień nie reaguje.  
Znika.  

***  

Pacjent zmarł niedługo po wizycie. Zanim odszedł, napisał na ścianie, własną krwią, napis; trzy słowa.  

Zrozumiałem. Pamiętam. Wybaczam.

Nikt nie potrafi pojąć istoty cierpienia. Jest to coś, z czym człowieka boryka się od początku istnienia. Musimy z tym żyć. I nie ma na to remedium. Ostoja spokoju zamieniona w piekło. Tym jest egzystencja. Ciągiem wydarzeń i zależności, których zrozumienie przychodzi nam z trudnością.  
Człowiek to krucha istota.  

Doktor wciska przycisk. Nagrywanie wyłączone.

Johnny2x41

opublikował opowiadanie w kategorii thriller, użył 684 słów i 4058 znaków.

3 komentarze

 
  • Kocwiaczek

    Nie powiem, że to dobra robota. Nie. Nie powiem, że obudziłeś wspomnienia. Nie... Co powiem? Nie wiem. Czy muszę? Czy mówić potrzeba? Powiem jednak. Napiszę. Poruszę wargami bezglosnie. Zająknę i łzy powieką zaduszę. Czemu znowu?Dlaczego...Bo drgnęło. Poruszasz niewybaczalne winy. One zawsze są. Będą. Wiem. Rozumiem. Choć boli, dziękuję...

  • AHopeS

    Pisane z sercem, duszą i bólem. Świetna robota.
    Pozdrawiam. :)

  • Shogun

    Zacnie, nic dodać, nic ująć ;)