Reguła zabijania cz 7

Włączył maszynę. Obserwowałem wraz z nim wyniki. Otrzymaliśmy wystarczająca ilość danych.

—To bardzo dziwne, dano jej trening w okresie wieku lat czternaście do piętnastu. Nie sądziłem, że dziesięć lat temu już ktoś posiadał taką technikę. Nauczono ją w rok tego, co ty uczyłeś się czternaście lat.

— Jest tak dobra, jak ja?

— Lepsza.

— Może pani już zejść, Claro.

— Proszę mówić mi po imieniu.

— Dziękuję, Claro — Otton uśmiechnął się do niej miło.

— Nie bardzo wiem, o czym mówiliście — rzekła, kiedy wróciliśmy już do salonu, a ojciec szykował trzy drinki.

Ona popatrzyła na niego zdziwiona.

— To wygląda na mój ulubiony. Nie pije często alkoholu, ale to jest dość słabe. Skąd wiedziałeś.

— Zerknąłem w dane, wybacz.

— Czy teraz się dowiem?  — ponagliła.

— Cóż, z badania wynika, że jesteś wytrenowanym zabójcą klasy Q, jak Scott. Tyle tylko, że nic o tym nie wiedziałaś i co bardzo mnie zdziwiło, nie wiem kto ten trening ci wdrożył.

— Niczego takiego się nie uczyłam.  — zrobiła zdziwiona minę.

— Masz to zapisane w mózgu. Podczas treningu mentalnego i podświadomego powinny rozwijać się u ciebie mięśnie i ścięgna, a tego nie widać.

— Niczego nie dostrzegłem — potwierdziłem.

Otton był na tyle subtelny, że udał, że nic nie wie co miałem na myśli.

— Jest jeszcze jedna sprawa i jest jeszcze ciekawsza i właściwie jest powodem naszej wizyty. Clara ma unikalne zdolności odczuwania. Wysnuła teorię, że w NX nie było oryginalnego profesora Xsi Minga, tylko doskonały android, nie wiemy nic o Jonesie.

— To zmienia tor wszystkich przypuszczeń —zasępił się Otton.

— Jest coś jeszcze — rzekłem.  — i to łączy się z moim siedemdziesiątym trzecim klientem.

— Oczywiście, chyba się starzeję. Clara jest niezwykle podobna do Thomasa, oczywiście jest ładniejsza — uśmiechnął się miło.

— Jestem jedynaczką, to musi być przypadek.

— Claro, kochanie, jest za dużo tych dziwnych zbiegów okoliczności. Otton nie ma z tym nic wspólnego, bo już byś wiedziała. W takim razie Ito musi w tym maczać palce. Z tego, co ja rozumem miałaś być gwarantem, że nie wykonam tego zlecenia.

— Co masz na myśli?

— Gdybym to chciał zrobić, miałaś mnie zabić.

— Scott co ty mówisz!

— To tylko początkowa teoria — ojciec próbował ją uspokoić.

— Ojcze być może nie wiesz wszystkiego. Zaraz musimy lecieć na spotkanie z Thomasem, mam pewne przypuszczenia.

— Zwykle cię nie mylą — Baxter popatrzył mi w oczy.

— W ośrodku, z którego mnie zabrałeś, znałem wiele dzieci, ale polubiłem dwójkę. Numer trzy i dwadzieścia siedem. Miał zdolności techniczne, blond włosy i niebieskie oczy. Przypuszczam, że to Thomas Brams.

— W takim razie tak byś odmówił zlecenia. To wszystko jest zbyt proste i szyte grubymi nićmi.

— I ja tak sądzę. Jaki był cel ataku na Calfę, chyba kucharz nie przypalił steku ostatniemu gościowi?  — odezwałem się z pewną dozą sarkazmu.

— Wygląda na to, że komuś zależało na waszym spotkaniu, ciebie, Clary i Thomasa.

— Jak zobaczę go to będę pewny.

— I ja chyba też — szepnęła Clara.

— To chyba idziemy — rzekłem — proszę cię ojcze poszperaj dyskretnie czy ostatnio Ito nie spotykał się prywatnie z Clarkiem i Larsenem lub jednym z nich.

— Oczywiście. Uważajcie na siebie.

Poszliśmy w kierunku pojazdu.

— Gdzie mieszka Thomas?

— Po drodze — rzuciłem jej uspokajające spojrzenie — lubi zimno.

Czułem, że nadal patrzy na nie pytająco.

— Czy możesz być bardziej konkretny?

Popatrzyłem na nią i delikatnie pocałowałem.

— Arktyka — szepnąłem w jej delikatne ucho.

Wsiedliśmy i nastawiłem współrzędne.

— Scott, ktoś chce zrobić naprawdę coś złego — szepnęła, a jej twarz nieco zbladła.

— Nie wiem co masz na myśli.

— Poznajmy Thomasa to będę miała większą pewność, bo na razie mam tylko przeczucie.

Tym razem nie musiałem się aż tak spieszyć, więc ruszyliśmy bardzo wolno, w porównaniu z wcześniejszym startem.

— Dasz mi kiedyś po pilotować tę maszynę?  — zapytała.

— Nie widzę przeciwwskazań.

Powoli wznieśliśmy się na podobną wysokość jak poprzednio.

— Czemu mieszka w takiej zmarzlinie?  — zapytała Clara.

— Nie wiem, ale będziemy mogli go zapytać.

— Daleko tym razem?  — wciąż miała pytania.

— Prawie dziewięć tysięcy kilometrów. Dolecimy za dziewięćdziesiąt minut, moglibyśmy szybciej, ale nie musimy się spieszyć.

— Jest już siódma.

— Wpół do dziewiątej nie pójdą spać.

— A skąd wiesz, że tam jest?

— Otton go namierzył, to znaczy znalazł trajektorię lotu jego pojazdu.

— Wszystkie domy mają obronę przed rakietami balistycznymi?

— Tak, bogaci ludzie chronią swoje życie.

— Ale gdyby ktoś chciał ich zabić w pracy czy gdzieś indziej.

— Zwykle nikt nie uderza atomem w miasto. Poza tym Mega —miasta mają systemy antyrakietowe. Roboty nie mogą przenosić broni, a androidy jeszcze nie powstały, żeby były do tego zdolne.

— Sama nie wiem jak zareaguję, jeżeli naprawdę jest moim bratem, już drżę w środku.

— Rozumiem twój stan, dziwne, że on nie próbował cię szukać.

— Pewnie też nie wiedział. Podobnie jak ty.

— Ja sprawdzałem, niestety byłem jedynakiem.  — poczułem niemiłe uczucie.

— Do wczoraj sądziłam, że świat jest rajem.

— Nie jest, Claro — powiedziałem smutno.

— Nie chciałem jej mówić co wiem. Sam wiedziałem pewnie trochę, czyli w rzeczywistości pewnie było gorzej. Nadal nie wiedziałem, o co chodziło z tym atakiem, pozornie to nie miało sensu. Mieliśmy hełmy, ale czułem ją, ona pewnie mnie również. Wiedziałem w jakiś sposób, że zastanawia się co może ją spotkać u Thomasa. Ja natomiast rozmyślałem o ewentualnych możliwościach związanych z wczorajszym atakiem, miałem zbyt mało danych, by utworzyć jakąś konkretną teorię. Lecieliśmy nad oceanem, a w oddali widać było krainę lodu. Obniżyłem lot i zmniejszyłem szybkość, bo byliśmy pięćdziesiąt kilometrów od domu Thomasa Bramsa. Genialny naukowiec miał żonę, lecz nie miał dzieci.

Na ekranie pokazała się informacja. Namierzył mój statek i wysłał pytanie, kim jestem.

— Scott Siena.

Odczekałem i po dziesięciu sekundach ponowiłem informację z danymi. Niestety, zamiast otrzymać zezwolenia na lądowanie lub w krańcowej sytuacji odmowy, zobaczyłem trzy rakiety, które leciały wprost na nas. Dobrze, że miałem refleks, bo zupełnie nie pomyślałem, że mogę być tak przywitany. Natychmiast włączyłem system antyrakietowy i chwyciłem drążek.

— Clara trzymaj się, mamy kłopoty.

W normalnych warunkach bym wiał, ale przecież chciałem go zobaczyć. Atak oznaczał tylko jedno, ktoś mu dał cynk, że mam zlecenie na jego głowę. I tu sprawa się komplikowała, bo tylko pięć osób o tym wiedziało. Ja, Cara, Otton, Ito i Deermild. Trzy pierwsze osoby usunąłem z listy podejrzanych. Nie podejrzewałem głównego szef produkcji w Remixsie, czyli pozostawał tylko Ito. Oczywiście zamierzałam sprawdzić faceta, którego sekretarką była Clara i w wypadku, gdybym znalazł go winnego, już nie żył. Podobnie Ito. Ponieważ zdrada podczas zawierania umowy jest zawsze karana śmiercią. Zniszczyłem trzy rakiety, ale następne trzy leciały w naszym kierunku.

— To ja, siedemdziesiąt trzy, przestań — posłałem ostateczną wiadomość. Niestety następne trzy leciały. Nie chciałem kontratakować, z kilku powodów. Przyleciałem w pokojowych zamiarach, niestety dawny dwadzieścia siedem o tym nie wiedział. Zrobiłem unik, co graniczyło z samobójstwem i zszedłem z toru dwóch rakiet. Przeciążenie sięgało dwudziestu G i pokazały mi się ciemne plamki przed oczami, przemknęła mi myśl, że Clara zwymiotuje, ale nic takiego się nie stało. Normalny człowiek mógł nawet umrzeć, ale widocznie moja kochanka i przyszła żona, była czymś lub kimś co wykraczało poza to, co znałem. Trzecią rakietę rozwaliłem ant — rakietą. Thomas musiał otrzymać moją wiadomość, bo zdezaktywował ostatnie trzy rakiety. Otworzył lądowisko i mogłem bezpiecznie wylądować. Kiedy usiadłem łagodnie betonowym parkingu, prawie natychmiast zjechaliśmy kilka poziomów w dół. Naliczyłem osiem, czyli mieszkał dwa razy głębiej niż ja miałem garaż. Nawet z całkiem bliska nie można było odgadnąć, że tu w ogóle ktoś mieszka. Weszliśmy do domu. Clara nie wyglądała bardzo źle, co doprawdy spowodowało u mnie zdziwienie.

Thomas i jego żona stali w salonie.

— To naprawdę ty, Siedemdziesiąt trzy?

— Tak.

— Pewnie nie znasz mojej żony, zmieniła się.

Mój zmysł zapachu nie dał mi złudzeń. Thomas był naprawdę moim kolega z dzieciństwa, a jego żona była również mi znana.

— Trzy? Co za spotkanie!

— Dali mi imię i nazwisko jak tobie. Jestem teraz panią Brams, ale zanim wzięliśmy ślub dano mi imię Corsa, a nazwisko Flaming.

Oboje rzuciliśmy okiem na Thomasa i Clarę. On wyczuł również, w końcu ciężko było nie dostrzec podobieństwa.

— Jesteśmy bliźniakami, Thomas.

— Boże, nikt mi nie powiedział.

Wpadli sobie w ramiona i na policzkach Clary dostrzegłem łzy.

— Scott, Ito Usinoko wysłał nam wiadomość, że chcesz zabić Thomasa. Kim jesteś i dlaczego chciałeś to zrobić?  — zapytała Corsa.

— Powiem wszystko, tylko dajmy im się nacieszyć chwilę.

Właśnie skończyli i Thomas wytarł łzy ze swojej twarzy.

— Chodźcie, mamy sobie tyle do powiedzenia. Corsa już ci powiedziała, słyszałem. Kto chce mnie zbić i dlaczego?

— Właśnie Ito Usinoko. Teraz już wie, że będę go chciał usunąć.

— Niesłychane. Co za gracz! Rozmawiał z Larsenem i Clarkiem, by połączyć korporacje. W tej sytuacji rozumiem fałszywy atak rakietowy na NX — dokończył Thomas.

— Clara ma pewne własności odczuwania i sama mi powiedziała dziś rano, że zabity Xsi Ming —Pao jest fikcyjny. Prawdopodobnie to był android i to taki super dobry.

— Tom, powiedz im bo nic nie wiedzą — Corsa spojrzał na niego z miłością.

Popatrzyłem na nich i cieszyłem się ich szczęściem, ale zanim mieliśmy się dowiedzieć prawdy, razem z Clarą chciałem wiedzieć jedną rzecz.

— Długo byliście jeszcze w ośrodku i kto was wziął pod skrzydła?

— Byliśmy dwa lata. Oczywiście rozdzielono nas, ale się odnaleźliśmy. Ja trafiłam do Jacka Somerfielda, a Thomasa zabrano do Azji i przebywał w ośrodku Fuji, blisko tego wygasłego wulkanu. To siedlisko samych geniuszy — rzekła Corsa.

Zmieniła się, tylko oczy zostały te same. Ja oczywiście ich czułem, ale gdybym ich zobaczył na żywo, też bym nie miała wątpliwości.

— Tak jak i ty, Corsa straciła rodziców. Mnie powiedziano, że rodzice nie żyją. Nie mamy możliwości sprawdzić czy i w przypadku Corsy również ją oszukano, czy nie, ale jeżeli mi się uda, będziemy mogli sprawdzić i to jest chyba powód, dlaczego Usinoko gra podwójnie tylko na razie nie wiem, o co mu chodzi.

— Kochanie, powiedz im — poprosiła ponownie Corsa.

— Dobrze, skarbie. Już mówię. Pracuję nad maszyną czasu, ale jak im się udało to odkryć, bo naprawdę nie wiem, jaki mógłby być inny powód.

Niestety niedane nam było dalej się sobą cieszyć. Nagle zaczęło migać czerwone światło i włączył się alarm i to czerwony.

— Boże, leci na nas rakieta z głowicą nuklearną.

— Skąd wiesz, Corso?  — zdziwiłem się.

— Thomas jest naprawdę genialny.

— Ile wytrzyma twój dom?  — zapytałem szybko.

— Tyle, co twój, pięćdziesiąt Mega ton.

— Masz schron, może lepiej tam pójdźmy — szepnęła Clara.

— Coś czujesz kochanie?  — szepnąłem.

— Nie sądzę, że Baxter jest winny, ale być może go zmanipulowali. Leci coś dużego.

Thomas pobiegł do pulpitu, bo w takich wypadkach sam się wysuwał.

— Mamy cztery minuty. Leci jedna... nie druga również.

Nacisnął jakiś przycisk. Domyśliłem się co robi. Posłał antyrakiety. Niestety ktoś nas chciał zabić, bo ta rakieta nie była zwykła, miała systemy antyrakietowe. I to nie zwykłe rakiety, tylko zaawansowane działa laserowe. Po chwili osiem rakiet Thomasa zamieniło się w złom.

— Nie mam więcej, wystrzeliłem w ciebie, ale i tak by pewnie je zdezaktywowali. Do schronu, szybko!

Wpadliśmy do windy i zjechaliśmy następne osiem poziomów niżej. Po minucie Thomas stał przy monitorze, Corsa stała blisko niego, a Clara tuliła się do mnie. Zauważyliśmy silny błysk na monitorach. Oczywiście osłony optyczne zostały włączone. W bunkrze posypał się drobny beton. Po chwili pojawiła się wartość mocy bomby.

Osiemdziesiąt Mega. Zniszczono dom i nasze pojazdy. Za dwie minuty walnie druga, jeżeli jest tej samej mocy, zostaniemy tu na zawsze.

Niestety druga była mocniejsza, o dwadzieścia Mega. Kto i dlaczego zrzucił dwie bomby wodorowe na czwórkę ludzi?

— Dobrze, że mam tę maszynę, tutaj — rzekł Thomas.

— Jaką maszynę?  — zapytała Clara.

— Do przenoszenia w czasie.

— Działa?  — zapytałem.

— Wiem, że mogę przenieść żywe jednostki o dwa dni wstecz. Problem jest w tym, że nie będziemy pamiętać tego wszystkiego.

— Ja będę — odrzekłem.

— Skąd! Jak! ?  — zdziwił się Thomas, a Clara chyba wierzyła.

— Mam szczególną pamięć. Możesz mnie poinstruować, jak to działa?  — poprosiłem.

— Prosto. Nastawiasz dzień i miejsce i tyle.

— Lepiej się pospieszcie, leci trzecia. Widocznie wiedza, że żyjemy. Czuję, że ta rozwali wasz bunkier.

— Ile mamy czasu, Claro — Thomas nie zadawał pytań, uznał, że moja wybrana jest lepsza od jego maszyn.

— Dwie minuty.

— Starczy. Oby zadziałałało. Chodźcie. Ito, poinformował mnie wczoraj, że chcesz mnie zabić, jeżeli spotkamy się dwie doby od teraz, ucieszę sie, że się odnaleźliśmy.

— Mam nadzieję, że oni nie wiedzą, że to działa.

— Wygląda na to, że właśnie tego się obawiają. Chodźcie, mamy minutę.

Czy dawny Dwadzieścia sześć wiedział, że właśnie cztery osoby będą się tam musiały zmieścić? Staliśmy dość ciasno, piąta by miała problemy. Zamknął wrota i włączył czas. Dokładnie czterdzieści osiem godzin, a miejsce? Każdy w swoim. Clara w domu, ja w swoim, a oni w swoim, bo była dziewiąta piętnaście, wieczór. Nie poczułem nic.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 2462 słów i 14560 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Almach99

    Nie lubie zabaw z czasem

  • AlexAthame

    @Almach99 Same kłopoty  :smile: