Reguła zabijania cz 6

—  I jak go odebrałaś? — zapytałem blondynkę.
—  Był zdenerwowany.
—  I ja to odczułem, to dziwne, bo on ma stalowe nerwy.
—  Powie ci więcej. On wie o tym kontrakcie, prawda?
—  Oczywiście. Jestem jego człowiekiem i traktuje mnie jak syna. Sam ma córkę, troche starszą ode mnie. Roan. Ona nie wie co on robi, podobnie jak i żona. Nie mam pojęcia jak to zrobił, że one dalej nic nie wiedzą.
—  Nie widziałam twoich blizn —  szenęła. — nie musiałeś ich ukrywać przed moim wzrokiem.
—  Wybacz. Skoro już teraz wiesz wszystko, popatrzmy razem na Thomasa, chcesz?
—  Dam jeść Ramzesowi, zaniedbałam go. Ciekawe gdzie się zaszył?  
W przesyłce poza kotem przesłali jego jedzenie, miskę i kuwetę, oczywiście wszystko odzielnie. Poszukaliśmy go razem. Siedział na parpecie okna i patrzył na sawannę. Kiedy zobaczył nas, obtarł się najpierw o łydke Clary, a optem podszedł do mnie. Wziąłem go na rece.
Nie był specjalnie zły, ale też nie czułem, że jest to coś o czym marzył.
—  Nie przejmuj się, on nie za bardzo lubi nawet jak ja go biorę na ręce.— Clara  wyczuła co pomyślalem, lecz być może poznała po mojej minie.  
Dała mu jeść, co przyjął głośnym miałczeniem zadowolenia. Moja wybranka wyczyściła jego toaletę. Umyła ręce, a ja zapytałem.
—  Coś zjemy?
—  Nawet zapomnialam, że musimy jeść.  —  uśmiechnęła się szczerze.
Znalazłem coś dla niej. Praktycznie nie jadłem dużo mięsa, stanowiło tylko część mojej diety, resztę uzupełniały jarzyny i owoce. Zadowoliła się avokado, pastą z pewnego rodzaju fasoli i pomidorami. Wyjąłem z lodówki, truskawki i jagody leśne i uzupełniłem owoce bananem.
Zrobiłem herbatę, ponoć pił ją sam cesarz dawnej Japonii. Miał aromat i smak. Zobaczyłem ze Clara buszuje w lodówce i po chwili wyjęła sok z mango.
Umiała szybko coś przyrządzić. Sprawnie operowała nożem, zbyt sprawnie jak na sekretarkę. Było za wcześnie na pytania. Mogła otrzymać trening, nawet o tym nie wiedząc. Baxter miał sprzęt i będziemy mogli sprawdzić kto ingerowała w moją Clarę i dlaczego. Czasami zostawały pewne nano informacje. Wyjąłem wędzoną rybę.
—  Dasz spróbować? —  zapytała.
—  Jasne. Podobno są rejony w dawnej Afryce, że jest tam dużo zwierząt i polują na nie, co nie za bardzo mi się podoba.
—  To dziwne co mówisz, jak na hitmana, ale może i nie. —  rzekła.  
Miałem coraz większą ochotę sprawdzić jej reakcję, ale czekałem aż odłoży nóż, wolałem nie ryzykować, jeżeli miała to, co myśłałem, że może mieć. Opanowałem się i zaczęliśmy spokojnie jeść.
Ona zerkała na mnie lekko zdziwiona.
—  Miałam przez chwilę wrażenie jakbyś mnie chciał zaatakować. Nie rozumiem?
—  Wydawało ci się, skarbie. —  byłem mocno poruszony jej zdolnościami oceniania sytuacji.  
Posiłek zajął nam kwadrans.  
Co porobimy? Bo rozumiem, że sprawę Thomasa skonsultujesz z Ottonem.
—  Najprawdopodobniej. Chcesz to pouczę cię niektórych technik obronnych. Tak poza tym, wyglądasz dobrze w moich jeansach i koszulce.
—  Dziękuję. Nie przeszkadza ci, że się nie maluję? Czy moje usta nie są zbyt blade?
—  Nie, dla mnie są idealne. Praktycznie nie znalazłem niczego w twoim ciele, co nie jest.
—  Pewnie dlatego mnie przyjeli do Remixu, chociaż nigdy nie kazali się rozbierać. A tak na marginesie podobało mi się jak robiłeś poszukiwania w niektórych rejonach. — tym razemnawet się nie zarumieniła.
—  Wiesz, obecnie nikt nie musi tego robić, by wiedzieć jak ktoś wygląda.  
—  Chyba tak, pomyślalam, że jak robią części zamienne dla ludzi, to dokladnie wiedzą jak wygląda człowiek. Ćwiczyłam jakieś rozciągania i mam za soba ogólny trening ogólnorozwojowy, ale z walkami nie miałam nigdy doczynienia. Żyjemy w bezpiecznym świecie o ile ktoś stosuje się do przepisów.  
—  Dobrze, to zaczniemy od bezpośredniego ataku. — odrzekłem, nie nawiązując zupełnie do jej odpowiedzi.
Zamiast pokazać powoli, zrobiłem to bardzo szybko, oczywiście wszystko było mierzone i gdyby nie zdołała się obronić, miałem wyhamować pięść milimetry przed jej twarzą.  
Stało się to co przewidywałem. Zrobiła unik i zaatakowała moją krtań. Tylko wytrawny zabójca jak ja umiał się przed tym obronić. Była dobra i jeżeli nie równa mi, to tylko nieco gorsza ode mnie.
Zrobiłem unik i chwyciłem jej obie dłonie.
—  Stop —  powiedziałem ostro.
  Przez jej piękna twarz przeleciało mnóstwo odczuć. Zdziwienie, gniew, zaskoczenie, bezrdność i głównie to, jakby zrozumiała, że ktoś ją oszukał.
—  Skąd to umiem, Boże mogłam cię zabić!
—  Mnie nie jest tak łatwo zabić. Zobaczyłem jak szybko kroiłaś jarzyny. Musisz mieć zakodowany trening i to wysokiej klasy. Tylko kto to zrobił i dlaczego? I kiedy?
—  Nie pamiętam.
Przyciagnąłem ją do siebie i szepnąłem.  
—  Dowiemy się, ale dla mnie najważniejsze było, że nikt cię nigdy nie dotknął przde mną.
  Zrobiła nieco zasmucona minę i zapytała.
—  Gdybym miała kogoś przed tobą, byłoby inaczej?
—  Nie. Źle to powiedziałem. Wiesz, to taka słabość męskiego ego. Twoja przeszłość jest twoja, ale cieszę się, że nie miałaś nikogo. Podczas treningu też polubiłem jedną dziewczynę, ale Otton nas rozdzielił, to był jedyny raz kiedy trochę mi podpadł. Widać dobrze zrobił, bo inaczej może miałbym kogoś przed tobą.
—  Być może wiedział, że spotkasz mnie.
—  To było dziewięć lat temu, skarbie.
—  Niektórzy ludzie mają dary, sam masz taki. Skąd wiesz czy Otton jakiegoś nie ma?
—  Tego nie wiem.  
—  Wiesz Scott, jak jesteś blisko chcę tylko jednego.
  Pokręciłem głową.
—  Za mało czasu. Też lubię się z tobą kochać, ale naprawdę teraz nie możemy.
—  Wiem, byłam niegrzeczna —  uśmiechnęła się figlarnie.
Wyczułem o co jej chodzi.
—  Powiedz szczerze, pracujesz w Remixsie już dwa lata, nikt nie próbował cię poderwać?
—  Pewnie odstraszał ich paragraf —  zrobiła groźną minę.
—  Aż przybył rycerz na białym koniu i wyzwolił księżniczkę Clarę.
—  Możesz sobie żartować, ale sądziłam, że zostanę starą panną. Niby tyle ludzi, a poznać kogoś odpowiedniego, trudno. W moim wypadku brak rodziców znacznie utrudniał. Poza tym jestem jedynaczką.  
—  Boże! —  szepnąłem.
—  Co się stało? — zapytała zupełnie zdziwiona.  
—  Że też wcześniej na to nie wpadłem.  
Pobiegłem do komputera i wrzuciłem dane o Thomasie Bramsie. Zrobiłem zbliżenie na oczy. Teraz i Clara dostrzegła.
Bardzo podobny, ale to niemożliwe. Mama mówiła, że jestem jedynaczką.
—  A kiedy to mówiła, nie była trochę smutna?
—  Skąd wiesz? Nie mogła mieć więcej dzieci, a nie chciała ingerowć we własne ciało. Adoptować też nie chciała.
—  Wszytko się zaczyna układać w zgrabną układankę. Postaraj się wygasić wszystkie odczucia jak będziemy u Ottona. O co cię proszę najbardziej to o to, byś go sprawdziła po swojemu. Czysty, jeden uścisk dłoni, trefny dwa. O tak —  delikatnie ścisnąłem jej dłoń.
—  Rozumiem, raz w porządku, dwa nie.  
—  Jest muzyka do wyciszania umysłu, bardzo specjalna. Są tam ukryte pojedyńcze dźwięki i działają na fale mózgowe. Nie sądzę, że masz blokadę. Nie rozumiem tylko dlaczego jesteś wytrenowaną maszynką do zabijania, a nikomu nie zrobiłaś krzywdy.
—  Może Otton nam powie —  spojrzała na mnie poważnie.
Nie wiem kim była ale wiedziałem jedno. Z pewnością mnie kochała. Nie słyszłałem o technikach czy urządzeniach zdolnych wytworzyć prawdziwą miłość, a to zobaczyłem w niej już kiedy poprosiłem, żeby mówiła mi Scott, czyli prawie od początku.
Włączyłem muzykę i usiedliśmy wygodnie. Clara siedział naprzeciw i zamknęła oczy. Ja obserwowałem ją i próbowałem oddzielić zapachy. Po chwili koncentracji odczułem męski i żeński, to musieli być rodzice. Szukałem głębiej i głębiej.  
Odcknąłem się na dywanie, a głowę miałem na jej kolanach.
— Nie strasz mnie — szepnęła.
— Co się stało? Jestem wytrenowany na wszystko, zemdałem?
— Chyba tak, skoro jesteś aż tak zaskoczony, pewnie zdarzyło ci się to pierwszy raz.
— O ile pamiętam, to tak. Oddzieliłem w tobie zapach ojca i matki, chciałem głębiej i wówczas to się stało.
— Masz pewnie blokadę.
— Tak, tylko nie rozumiem dlaczego. Jak ten czas leci, musimy się już zbierać.
— Otto mieszka daleko stąd?
— Kiedyś to nazywano Ameryką Południowa, mieszka sześć tysiecy kilometrów na południe od nas. Jak będę leciał dziewięć Machów to dolecimy tam za czterdzieści minut.
— Sądzisz, że jesteśmy bezpieczni?
— Mam nadzieję. Jeżeli jednak znowu nas ktoś zaatakuję, wówczas będę miał pewność, że komuś nie za bardzo podoba się, że mam zabić Bramsa.
— A chcesz go zabić?
— Z tego co czuję, nigdy tego nie zrobię.
— I pewnie mi nie powiesz dlaczego.
— Oczywiście, że ci powiem, ale nie teraz. Zaraz jak zakończymu odwiedziny u Ottona, zobaczymy się z nim. Że też od razu nie wpadłem na to, przecież ludzie się aż tak nie zmieniają. Ale będę wiedział na sto procent jak zobaczę jego i jego żonę.
— Ma żonę?
— Tak, miła brunetkę. Abby Baxter, a poprzednio Mac Kay.  
Zanim wyszliśmy dałem jej hełm i sam założyłem swój. Pożegała Ramzesa, a on zaraz poszedł na skórzaną kanapę. Zwierzaka nie oszukasz, poznał swojego większego brata i może płakał w środku.
Zjechaliśmy na dół. Błysk pracował na fuzję elektronową. Że też wcześniej tego nie odkryli. Nikt by nie bił się o ropę. Żadnego zanieczyszczenia i sześcian o boku decymetra starczał na sto tysiecy kilometrów. To paliwo kosztowało trochę, ale w porównaniu z ilością kilometrów był prawie darmowy.  
— Dasz mi kiedyś poprowadzić? — zapytała, kiedy wsiedliśmy.
— Z pewnością. Dobrze zniosłaś przyspieszenie, bo zastosowałem wspomaganie. Chcesz zobaczyć jak się poczujesz bez?
— A co mogę odczuć?
— Zwykle wymioty, w krańcowych wypadkach z drugiej strony puszczają również zawory i  oczywiście pęka głowa.
— Zaryzykuję, będę trzymać dłoń na twoim udzie, jak coś będzie nie tak, ucisnę.
— No to jazda. Przyspieszenie będzie dochodzić do dziesięciu G. Ja to lubię, ale nie wiem jak ty to zniesiesz.
— Można więcej?
— Jak wialiśmy z Calfy, doszło do dwunastu G, to niebezpieczna granica dla większości ludzi, nawet ja nie mógłbym wytrzymać dłużej niż sześć lub siedem sekund bez wspomagania.
  Kiedy potrzebowałem pojazdu, żeby jeździł po drogach, używałem kierownicy i nożnego pedału gazu. Podczas lotu miałem tylko drążek. Ruszyliśmy ostro i patrzyłem na wskaźnik przyspieszenia. Clara trzymała się dobrze, przestałem przyspieszać kiedy przekroczyliśmy dziewięć i dwie dziesiąte,  przyspieszenie ziemskie. Po dziesięciu sekundach mieliśmy już prędkość tysiąca metrów na sekundę. Zmniejszyłem przyspieszenie do pięciu G i po trzydziestu sześciu sekundach osiągnęliśmy dziewięciokrotną prędkość dzwięku. Nie chciałem przekraczać dziewięciu Machów, bo wówczas mógł szfankować układ obrony przeciwrakietowej, chociaż miałem słabe przeczucie, że ktoś nas ponownie zaatakuje. Właśnie kiedy przyspieszaliśmy pomyślałem, że ktoś chciał, żebym sądził, że byłem obiektem ataku.
— Ale jazda — miała nieco zmieniony głos, a policzki zobaczyłem dopiero kiedy wyłączyłem osłonę przeciwsłoneczną i hełm stał się przeroczysty.
— Przełknij ślinę, to zawsze pomaga — powiedziałem.
Nie mówiliśmy bezpośrednio, ponieważ lecieliśmy na wysokości dwudziestu siedmiu kilometrów. Na zewnątrz było zimno, około minus sześćdziesiąt dwa stopnie poniżej zera.  
— Już mi lepiej, przez chwile było mi niedobrze — powiedziała.
  Mialem już prawie pewność, że Clara miała za sobą trening, coś na wzór mojego, tylko kiedy? Ja uczyłem się przez czternaście lat po dziesięć, a potem dwanaście godzin dziennie. Sądziłem, że cudowna maszyna Baxtera wszystko nam rozwiąże. Patrzyła i obserwowała. Niewielu ludzi latało tak wysoko.
    Calfa przypominała ogromną piremidę. Wszystkie mega—bloki miały takie kształty i połączone piramidy tworzyły mega—miasto. Sprawdzono, że tak było najlepiej. Cały świat był praktycznie pusty.  
Po trzydziestu pięciu minutach zaczęliśmy zniżać lot. Rezydencja Ottona znajdowała się blisko dawnego Rio de Janeiro gdzie stało największe mega miasto w dawnej Ameryce. Pooler, liczyło dwieście trzydzieści milionów ludzi. Największe w całym świecie znajdowało się w Azji i miało o czterdześci milionów więcej i nazwano je Tao.    
    Kontrola ludności była łatwa w takich warunkach. Z pośród tych którzy chcieli mieć dzieci wyznaczono im limit. Najwięcej można było mieć czwórkę. Regulowały to pastylki. Oczywiście jak we wszystkim innym początki obfitowały w błędy. Rodziło się czasem i tuzin dzieci na raz. Technika pozwałała utrzymać dziecko przy życiu już poza łonem matki od czwartego miesiąca. Od dziesięciu lat pracowano nad sztuczną macicą ale próby upadały. Prace nad mózgiem doszły do sukcesu, a rodzenie dziecka inaczej niż naturalnie na razie stało pod znakiem zapytania. Co dziwne, około 2035 roku skończyły się sprawy transsgender jak również gejów i lesbijek. Bez protestów, na forach społecznosciowych, bo inne nie były możliwe. Wszyscy naukowcy twierdzili, że Ziemia może mieć maksymalnie dwadzieścia miliardów ludzi, bo większa ilość przeciąży systemy. Do mnie dochodziły inne wiadomości, ale ponieważ raczej zmniejszałem popupalcję, nie za bardzo mnie to obchodziło. Na pięciu kilometrach zdjeliśmy hełmy i pokazałem jej dom Ottona.
Wylądowałem łagodnie i podobnie jak u mnie, kiedy pojazd usiadł, został obniżony o cztery poziomy niżej.  
Wyszliśmy z Błysku i poszliśmy do domu. Otton nie przepadał za przepychem i nie miał jak ja, tylko naturanych mebli. W domu znajdował się on i jego żona, która szybko się ulotniła do swojej części apartamentu, bo prawdopodobnie została powiadomiona przez męża, że nie jest to wizyta towarzyska.
— Otton Baxter — przedstawił się Clarze.
Miał na sobie biały garnitur i jasnoróżową koszule z przedniego jedwabiu.
— Levi Straussy i to oryginalne. — zdziwił się nieco, kiedy zlustrował moją kochnkę
— To moje, ojcze — miała tylko suknię z jedwabiu, chociaż nie w takim gatunku jak twoja koszula.
— On jest niesamowity — usmiechnął się Baxter — potrafi powiedzieć, co jadłem wczoraj na obiad.  
Moja wybranka potwierdziła jednym uściskiem dłoni, że Baxter jest czysty.
— Ottonie mam prośbę, czy mógłbyś prześwietlić Clarę?
— Chodzi ci o te szczególne sprawdzenie?
— Tak, mam pewne przypuszczenia, jak wiesz jest sekretarką Deermilda w Remixsie.
— Dobrze, nie ma sprawy.
— Czy będe musiał się rozbierać — zaróżowiła się nieco.
— O ile znam Scotta, nie dał ci nic sztucznego, więc to nie będzie konieczne. Pasek ma metalową  sprzączkę. To musisz zdjąć — wskazał palcem.
  Clara zdjęła pasek i położyła na oparciu fotela.
— Będziesz ze mną? — zapytała ciszej.
— Oczywiście.
Podążyliśmy za Ottonem. Na podłodze leżał dywan z pewnego ciekawego włókna. Zmieniało kolory i kształty w zależności od życzenia. Ktoś o dużych zdolnościach artysztycznych mógł stąpać po trawie z kwiatami. Miał limit piętnastu centymetrów, ale wspomagane obrazami 3D sprawiało czasem wrażenie, że ma się krzaki do pasa.
Doszliśmy do pracowni i Otton wskazał Clarze pół metrowej średnicy srebrny okrąg.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 2734 słów i 15866 znaków, zaktualizował 18 gru 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto