Reguła zabijania cz 4

Jesteś uczciwy, dziękuję.

— Dla ciebie muszę być taki, ale również, chcę.

Teraz ja dotknąłem jej dłoni, a kiedy chciałem ją zabrać, przytrzymała.

— Jestem pewna, że jesteś tym właściwym. Czuję.

— Zobaczymy później. — delikatnie wysunąłem dłoń z jej dłoni.

Dostrzegłem informację, bo wyświetliła się w rogu blatu. Profesor Xsi Ming — Pao wysłał zaproszenie do wspólnej pogawędki. Zamierzałem powiedzieć o tym blondynce.

— Poza nami jest tu Profesor Xsi Ming — Pao z żoną i szef firmy produkującej broń, Michael Jones. Profesor chce nas poznać. Co ty na to?

— Ten od pamięci? To bardzo dziwne, że ludzie chcą to robić. Podobno to zostawia jakiś ślad na później. Rozumiem jeszcze być kimś sławnym, ale jakimś psycholem?

Byłem bliski, by jej powiedzieć o numerach dla dzieci zamiast imion, ale się powstrzymałem.

— Ten świat jest dziwny. Większość uważa, że lepszy niż dwadzieścia lat temu.

— Wówczas były wojny i niesprawiedliwość.

— Ale ludzie byli ludźmi.

— A teraz nie są?

— Skoro sama nie czujesz, nie chcę ci zmieniać nastawienia.

— Nie zastanawiałam się nad tym. Żyjemy dłużej i lepiej.

— Claro, zadałem ci pytanie odnośnie do zaproszenia.

— Gdybyś odmówił, to byłoby wielkim nietaktem?

— Claro, odpowiedz uczciwie. Ja nie dbam o to, co on sobie pomyśli.

— Ale będziesz na mnie zły.

— Nie będę i rozumiem, że już odpowiedziałaś.

Ona widziała, co ja napisałem. Odmówiłem. Zwykle w takiej sytuacji zapraszający nie powinien więcej pytać, ale zrobił to. Zapytał kto z nas nie chciał. Clara zadrżała. Zupełnie niepotrzebnie. Odpisałem, że ja nie chciałem.

— Dlaczego to zrobiłeś? — zapytała.

— Powiem ci w domu. Pójdziemy już?

— Tak. Dziękuje ci za wszystko.

Wstaliśmy i poszliśmy do wyjścia. Chińczyk posłał mi miły uśmiech, ale wyczułem coś innego. I Clara również. Powiedziała mi o tym dopiero w pojeździe.

— On by wściekły, a uśmiechnął się do ciebie, widziałeś?

— Nic na to nie poradzę. Tak, ja również odczułem jego odczucia.

— Wyczułam coś jeszcze. Nie wiem, czy nie będzie chciał się zemścić. Pierwszy raz odebrałam taką negatywną energię.

— Nie obawiaj się, Claro. Ty jesteś chroniona.

— Ja? W jaki sposób?

— Kiedy cię zobaczyłem, już podjąłem decyzję, ale jest jeszcze jedna sprawa, o której pomówimy w domu, a to jest może najważniejsze.

Wystartowałem i odczułem coś dziwnego.

— Trzymaj się mocno.

Swój pojazd nazwałem Błysk, nie dlatego, że lśnił, tylko ponieważ był super szybki. Normalnie wytrzymywałem przeciążenia, jakie panowały przy starcie statków kosmicznych, ale siedziała obok mnie kobieta i nie wiedziałem nic o jej wytrzymałości i sile. Wcisnąłem guzik anty-ciążenia i wcisnąłem gaz do podłogi. I dobrze zrobiłem. Fala uderzeniowa eksplodującej rakiety, prawie otarła się o tył srebrnego pojazdu. Z restauracji NX pozostał lej o średnicy stu metrów, a nad dziurą utworzył się charakterystyczny grzyb. Nikt nie mógł przeżyć. Z powodu ogromnego przeciążenia nie mogłem mówić. Kątem oka widziałem bladą twarz Clary. Podświadomie włączyłem system anty-rakietowy. Dostrzegłem drugą rakietę, która zmieniła tor i ścigała Błysk. System antyrakietowy zadziałał i eksplozja z pociskiem musiała spowodować chwilowy wirus w systemie atakującej rakiety, bo ponowny wybuch zauważyłem po mniej niż sekundzie, tym razem w powietrzu. Okolicy była bezludna, więc tym razem nikt nie ucierpiał. W drugiej strąconej rakiecie ładunek jądrowy nie zadziałał, ale prawdopodobnie rejon pozostał i tak skażony od pierwszej bomby. Włączyłem systemy obronne w domu, lecz o dziwo ataki ustały. Zastanawiałem się kogo chciano zabić, mnie czy trójkę pozostałych gości.

Zbliżyłem się do domu i otworzyłem pole siłowe. Wlecieliśmy na parking. Dwumetrowej grubości podłoże zbudowane ze stali, specjalnego betonu przekładanego ołowiem otworzyło się i zaparkowałem pojazd trzy poziomy poniżej ziemi. Twarz Clary sygnalizowała silny szok.

— Co to było Scott!?

— Ktoś chciał nas zabić, niestety z restauracji nie został nawet popiół. To był ładunek nuklearny. Wkrótce będziemy wiedzieli dokładniej.

— Proszę powiedz mi kim jesteś — powiedziała bez gniewu.

— W tych warunkach będę musiał. Ale zanim ci powiem, muszę cię o coś zapytać. Chciałem spędzić z tobą wieczór i chyba wiesz co dalej by nastąpiło. Nie czułem, że nie chciałaś.

— Chciałam i nadal chcę. Przyjmę każdą prawdę, chyba nie możesz być potworem.

Popatrzyłem na nią. Powoli się uspokajała.

— Czy jesteśmy bezpieczni w twoim domu?

— Nie sądzę, że zechcą posłać tu bombę wodorową o sile stu megaton. Wówczas Calfa byłaby w wielkim niebezpieczeństwie.

— Nie znam się na broni. Czy sto megaton to dużo?

— Sto lat temu na japońskie miasto Hiroszima zrzucono bombę atomową o sile dwunastu i pół kiloton. Zginęło w ułamku sekundy czterdzieści tysięcy ludzi, a drugie tyle, kilka dni później. Kilkadziesiąt lat później trwała zimna wojna między dwoma mocarstwami Rosją i Ameryką. Dokonano w ciągu dziesiątków lat około czterech tysięcy prób nuklearnych, a tylko kilka wodorowych. Szczególnie w oceanie bomba wodorowa może być nieobliczalna. Jeden z gości, nazywał się Jones. Jego firma pracuje dla kilku korporacji i produkuje broń. Jak do tej pory ulepszono wszystko, co możliwe, ale nie stworzono niczego gorszego niż bomba wodorowa. Są prace nad czymś, co powoduje lokalna czarną dziurę, ale to jest już kompletny wymysł psychopaty. Taka broń zniszczyłaby całą Ziemię.

— Boże, nie wiedziałam. Do tej pory sądziłam, że żyjemy w całkowitym pokoju i bezpieczeństwie.

— Nie zupełnie. Z uwagi na powstałą sytuację, niestety nie mogę odwieźć cię do domu.

— Co z Ramzesem?

— Claro, dopóki nie wyjaśnimy, nie możemy ryzykować. Pamiętam o nim. Myślę, że w ciągu czterdziestu ośmiu godzin wszystko się wyjaśni. Chcesz tu siedzieć, czy możemy spędzić czas u mnie w domu. Mam włączone pole siłowe i system antyrakietowy. Mam pewną teorię co mogło się stać i sądzę, że nikt nas już nie zaatakuje, ale całkowitej pewności nie mam. Muszę komuś wysłać wiadomość, a to mogę zrobić tylko z domu.

— Dobrze, pójdę z tobą.

Doszliśmy do windy i po trzydziestu sekundach byliśmy w domu. Rzuciła okiem na pokój.

— Ładnie mieszkasz. — powiedziała to, lecz nadal czułem u niej zdenerwowanie.

— Dam ci coś dobrego do picia i muszę cię zostawić.

Popatrzyła na mnie łagodnie i zapytała.

— Skoro mamy być razem, nie możesz przy mnie rozmawiać?

— Nie wiesz o mnie wszystkiego...

— Wiem wystarczająco, nie chodzi o informacje o tobie tylko to jaki jesteś, a to czuję. Wiem, że nie jesteś potworem i to mi wystarczy.

— Dobrze, w takim razie będziesz mogła być przy mnie, ale muszę cię ukryć przed moim rozmówcą. Co chcesz do picia?

— Wodę.

— Dobry wybór. Jest neutralna. Zaczekaj chwilkę.

— Poszedłem do kuchni i nalałem wody ze szklanego pojemnika. Woda z wodospadu Anioł w dawnej Wenezueli. Najlepsza woda świata, niektórzy twierdzą, że rozpuszczony lód z Arktyki jest lepszy, ale ja preferowałem tę z wodospadu.

Nalałem do dwóch kryształowych szklanek i zaniosłem do salonu. Clara siedziała w rogu kanapy i nie wyglądała najlepiej. Wziąłem wełniany koc i okryłem jej plecy.

— Dziękuję — szepnęła.

— Muszę iść do mojej pracowni i zaraz wrócę. Idę przygotować połączenie i ochronę dla ciebie. Wszystko ci potem wyjaśnię.

Próbowała się uśmiechnąć. Poszedłem do pracowni i jednocześnie sali ćwiczeń. Po naciśnięciu przycisku wysunęła się konsola z kilkoma ekranami. Otton już próbował się ze mną łączyć, co od razu dostrzegłem.

Po przygotowaniu rozmowy wróciłem do salonu. Usiadłem obok blondynki i zainicjowałem połączenie.

— Witaj, Scott — usłyszałem głos Ottona.

Miał już za sobą połowę życia, ale trzymał się dobrze jak na wczesne sześćdziesiąt lat.

— Wiesz już kto i dlaczego?

— Nie wiemy kto. Obiektem ataku był Michael Jones, przypuszczamy, że zrobiła to konkurencyjna firma Alter. Nie wiemy, dlaczego puszczono drugą rakietę.

— Tam był ten genialny neurochirurg z żoną.

— Niestety. Jest z tobą ta kobieta?

— Jest obok.

— Nie musiałeś jej ukrywać, domyśliłem się synu, że ją weźmiesz do bardziej bezpiecznego miejsca.

— Znasz mnie, ojcze. Daj znać, jeżeli dowiesz się więcej i ja będę informował ciebie, jeżeli znajdę coś interesującego. Teraz chcę ją zrelaksować.

— Rozumiem, trzy godziny starczą?

— O ile nie będzie nic nadzwyczajnego porozmawiamy nie wcześniej niż rano. I jeszcze jedno, nie chciałbym być inwigilowany.

— Da się zrobić, synu. Żadne służby nie będą was niepokoić.

— Dobrej nocy, ojcze.

Przerwałem połączenie. Clara patrzyła na mnie wyczekująco.

— Czy to był twój ojciec?

— Wychował mnie. Mój ojciec nie żyje od dwudziestu siedmiu lat.

— Czyli nigdy go nie miałeś szansy poznać, prawda?

— Tak.

— Znałeś matkę?

Uśmiechnąłem się nieznacznie.

— Zdołałem ją nieco poznać.

— Czyli chociaż z nią spędziłeś trochę czasu...

— Nie tak długo. Zabito ją dwie minuty po moim urodzeniu.

Ucisnęła mi dłoń.

— Przykro mi, Scott.

— Chcesz to opowiem ci, co robię, bo musisz to wiedzieć. Jednakże jeśli ci to powiem, będę musiał zaraz potem wymazać te informacje z twojej pamięci, dla twojego bezpieczeństwa.

Clara wtuliła się we mnie.

— Trochę obawiam się tej wiadomości. Domyśliłam się, że szef ochrony, nie wiem czego, nie może mieć takiego domu, pojazdu i raczej nie stać by go było na obiad w NX.

— Wielu ludzi stać, tylko mają inne ważniejsze wydatki.

— Masz przytulne gniazdko — omiotła wzrokiem pokój — wszystko oryginalne i naturalne, prawda?

— Tak.

— Kto robi taki dywan?

— Są firmy robiące wszystko jak setki lat temu, ten utkano ręcznie przeszło pięćdziesiąt lat temu w państwie wówczas zwanym Iranem. Z wełny wielbłąda. Wełnę barwiono bardzo starymi metodami i oczywiście barwniki są naturalne.

— A to biurko?

— Jest bardzo stare. Pochodzi z osiemnastego wieku. Należało do sekretarza na dworze króla Francji, Ludwika XV.

— Scott, obserwowałam cię podczas lotu, chociaż mało się nie posikałam ze strachu. Nie codziennie wali ktoś do ciebie rakietą z bombą wodorową. Nie możesz być wynalazcą ani bussinesmanem, czyli pozostaje tylko jedno — posmutniała.

— Jestem zabójcą, powiedzmy najwyższej klasy. Zostałem wynajęty przez właściciela Remixu, pana Ito Usinoko bym zabił geniusza z rywalizującej z wami firmy Larsen-Clark.

— Chodzi o Thomasa Bramsa?

— Tak.

— Zabiłeś już wielu ludzi?

— Siedemdziesięciu dwóch, jestem niezły i za to zlecenie miałem otrzymać dwadzieścia milionów kredytek, ale ponieważ Deermild mnie obraził i przybył początkowo jako android, podwyższyłem kwotę o pięć milionów. Ostatecznie dobiliśmy targu na dwadzieścia dwa miliony i wymazanie z regulaminu pewnego punktu.

— Czyli kolacja ze mną kosztowała cię trzy miliony. Ja nie zarobiłabym tyle przez całe życie!

— Przesadzasz Claro. Zarabiasz sześćdziesiąt tysięcy na rok.

— Wyobrażasz sobie siedemdziesięciopięcioletnią sekretarkę — próbowała się uśmiechnąć, ale zaraz spoważniała.

— Zabijesz go?

— Jeżeli to ma ci pomóc zobaczeniu mnie w innym świetle, do tej pory zabijałem naprawdę bardzo złych ludzi, mających tysiące i dziesiątki tysięcy istnień na sumieniu.

— Co mówisz! W naszym świecie panuje prawo i pokój.

— Niestety Claro, tak podają media. Jest nieco inaczej. Zbyt obszerny temat bym ci o tym opowiadał, musisz mi uwierzyć w to, co powiedziałem.

— Być może Thomas jest dobrym człowiekiem.

— Widzisz. Dwieście lat temu pewna kobieta pracowała nad pierwiastkami promieniotwórczymi. Selekcjonowała gołymi rekami rad z rudy uranowej. Chodzi o to, że naukowcy nie zawsze mają dość dużą wyobraźnię, by zobaczyć koniec swoich prac.

— Sądzisz, że zbudowanie doskonałego mózgu nie jest dobrym wynalazkiem?

— Sama nie używasz implantów ani niczego nienaturalnego. Nawet nie masz umalowanych ust.

— Nie wiem, tak mam od urodzenia...

— Jeżeli nie wykonam zlecenia i tak zatrzymuję dwadzieścia procent. Zawsze zapoznaję się osobiście z ofiarą i dopiero potem podejmuję decyzję.

— Rozmawiasz?

— Niezupełnie. Gromadzę niezbite fakty i może cię to zdziwi, ale najważniejszą sprawą dla mnie jest to jaki ktoś jest, a nie co robi.

— Z twojej rozmowy z ojcem wywnioskowałam, że celem ataku był Michael Jones.

— Taka jest pierwsza wersja.

— Będziesz to sprawdzał?

— Oczywiście. Nie masz pojecia, w jakim świecie żyjemy. Zwykły człowiek zupełnie się nie liczy. Jedyni wolni ludzie to ci dzicy, którzy żyją na zewnątrz mega-miast. Ale jeżeli komuś jest potrzebne miejsce, usuwają ich do zamkniętych obozów lub likwidują.

— Boże, naprawdę!?

— Niestety. Teraz przemyśl to wszystko, co ci powiedziałem, bo za pięć minut usunę istotne informacje z twojego mózgu.

— Nigdy jeszcze nic takiego mi nie robiono.

Ująłem jej dłonie.

— Claro, nie rozumiesz. Przez twoje biuro przewija się wiele osób i masz do czynienia z wieloma informacjami. Każdego dnia, kiedy wychodzisz do domu masz reset umysłu. Między innymi dlatego korporacja ma nazwę Remix. Czyli RE - reset, M - mózgu, i X - xserk.  

— Xserk? Dlaczego?

— Od piętnastu lat nie wymyślono nic lepszego, ja też to mam w swojej maszynie do czyszczenia. Inaczej ludzie by dostawali kręćka.

— Słyszałam, że Xserk wycofano dwanaście lat temu i uważa się od tego czasu za nielegalny.

— Powiem ci coś. Twój kot ma na imię Ramzes. Ja do szóstego roku życia miałem numer siedemdziesiąt trzy. Pochodzę z programu Arka. Niektóre wyjątkowe dzieci dostawały potem imiona, inne do końca życia pracują gdzieś jak roboty i mają numer, a nie imię. I wierz mi, nie żyją nawet dwudziestu lat, bo są tańsze niż roboty, a co dopiero androidy. Taki jest nasz piękny świat.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 2450 słów i 14418 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Almach99

    Przezycie wybuchu 2  atomowek. To jest cos!

    Dawno temu czytalem ksiazke (nie pamietam tytulu). Ziemia byla opanowana przez Chiny. Ludzie mieszkali w gigantycznych metropoliach, na wielu poziomach. Taki nowoczesny mariaz feudalizmu z niewolnictwem. Mieso tez bylo tworem tworzonym sztucznie

  • AlexAthame

    @Almach99 Dzięki Widzę , że się wziąłes.