Reguła zabijania cz 32

Wróciliśmy do domu. Krótko porozmawialiśmy, a potem wszyscy udali się do sypialni,które przygotowali dla nas Otton i jego żona. Umyłem się a Julia lezała w łóżku. Pocałowałem ja delikatnie. Ona też myślała o czymś i uznaliśmy, że chcemy mieć czas dla siebie. Poczułem, jak mój pojazd wzniósł się i poleciał w kierunku wodospadu Anioła, żeby zabrać wodę potrzebną do budowy ciała. Zdziwiłem się nieco, bo nigdy wcześniej go nie czułem. Czyżby ta relacja mogła zaistnieć wcześniej? W poprzedniej rzeczywistości lub czasie, który ma nadejść, miałem dość sceptyczne nastawienie do robotów i androidów. Nie do samych funkcji, które wykonywały, ale do faktu, że myślały i mogły same budować sobie podobne maszyny. W tym byłem dość staroświecki i ortodoksyjny, bo sądziłem, że maszyna nigdy nie otrzyma duszy, ponieważ wierzyłem, że tę dał nam Bóg. Czytałem o tym trochę i zasadniczo były dwie teorie, odnośnie istnienia duszy. Oczywiście nadal istnieli ludzie i to nawet całkiem spora grupa, która twierdziła, że czegoś takiego nie ma. Opinię tę podzielali ateiści. Ci, co wierzyli w Boga, twierdzili, że dusza jest odrębna ciału i wędruje do innego ciała po śmierci. Tę opinię podzielali wierzący w reinkarnację. Ci, co wierzyli w kosmiczną świadomość, twierdzili, że w momencie śmierci, ciała ta ważniejsza część człowieka zostaje wyzwolona i może być albo jest wszędzie. Oczywiście istniały teorię, że ta świadomość jest pełna i doskonała inni twierdzili, że może wzrastać. inna węższa grupa twierdziła, że to człowiek jest duszą, a po śmierci śpi i czeka na ożywienie. Nikt jednak niczego nigdy nie udowodnił. Osobiście nie zaprzątałem sobie tym głowy. Wolałem nie myśleć o sądzie, bo pewnie nie wypadłbym tam zbyt dobrze. Miałem na swoim sumieniu wiele istnień. Co prawda nie zabijałem dobrych ludzi, przynajmniej w moim mniemaniu, ale kim byłem, by osądzać? Nawet jeżeli Ito Osinoko był potworem, to czy ludzie z jego ochrony takimi byli również, a przecież ich zabiłem.  
Odczuwałem dosłownie po kilku minutach konwersacji, że Błysk jest dobry. I znowu jak mogłem to wiedzieć? Prawdopodobnie będzie mógł ulepszać swój kwantowy mózg i w doskonałych warunkach będzie istniał. Do tego będzie potrzebował miejsca, gdzie zatrzyma dane osobowe, na wypadek gdyby jego ciało uległo zniszczeniu. Prawdopodobnie będzie dużo bardziej wytrzymały niż człowiek, ale przecież zniszczalny. Gdyby spotkało go to co Thomasa, Corsę i moją Clarę, nie mógłby przeżyć wybuchu bomby wodorowej. Jeżeli dusza jest niezniszczalna, nie ma znaczenia czy człowiek umrze z powodu zatrzymania akcji serca, czy też z powodu wyparowania po wybuchu atomu. Idea nieśmiertelnej duszy występuje w religii hinduskiej, gdzie główny bóg Kriszna stworzył dusze nieśmiertelne. Są tego samego pokroju co on, różnica jest taka, że to on je stworzył, a nie one jego. Ponieważ jest doskonały i nieomylny to w zasadzie może zniszczyć dusze, ale po co by miał to robić, skoro ją stworzył? Postanowiłem porozmawiać o tym z Błyskiem, kiedy już zbuduje swoje ciało. Byłem ciekawy czy będzie wiedział coś o tym czy nie. Jak do tej pory w tych sprawach jedynym mentorem pozostawał Robert Russell. On wierzył w Boga, a jednak po tysiącach lat życia w ciele zdecydował się umrzeć. Sądziłem, że powodem tej decyzji była chęć ujrzenia Boga, a nie to, że zapragnął mieć rodzinę. Ale i ja już otarłem się o podobny problem. Wolałem się starzeć i umrzeć, bo uznałem, że byłoby to nie w porzadku gdybym ja mógł żyć wiecznie albo bardzo bardzo długo, a moje dzieci by się starzały i umierały. Czyli prawdopodobnie twierdzenie, że jeżeli jest nieśmiertelność, to nie można się rozmnażać, jest prawdziwe. To niosło ze sobą tylko problem moralny i etyczny. Istota, która wzrasta w świadomości, z pewnością wolna jest od egoizmu. W związku z tym, jeżeli istnieje nieśmiertelny Bóg, my też jesteśmy nieśmiertelni, albo będziemy, bo gdyby tak nie było, Bóg byłby bardzo egoistyczny. I znowu wiara hinduistyczna zakłada, że nie ma czystego dobra i zła. Nawet najgorsza istota po śmierci ciała, które robiło jakieś okropne i złe rzeczy, ma szanse się poprawić w następnym wcieleniu, choćby miało to nastąpić po milionach lat kary, za swoje czyny. Jak ta sprawa zostanie rozwiązana jeżeli nie ma reinkarnacji? Mogłem spędzić tysiące lat, rozmyślając, o tym i tak bym nie miał pewności, w końcu Robert na pewno o tym myślał i nie wiedział. Czyż tak? Nie rozmawiałem z nim o tym. Tyle rzeczy chciałbym od niego wiedzieć. Zdawałem sobie sprawę, że same odpowiedzi mnie nie przekonają całkowicie. Z drugiej strony miliardy ludzi żyło i nigdy się nie zastanawiało nad tym, co będzie potem. I to dla mnie było dziwne. Prawdopodobnie nie rodzimy się z własnej woli. A jak już jesteśmy, to próbujemy przeżyć, bo większość ludzi posiada instynkt samozachowawczy, jednak zdecydowana większość spośród nich, nie zastanawia się więcej niż kilka sekund na dzień, a może nawet wcale, nad kwestią istnienia, Boga, duszy i innych z tym związanych spraw, ponieważ większość czasu zajmuje im przetrwanie. Człowiek potrzebuje jeść, spać, bronić się kiedy jest zagrożony, potrzebuje mieć miejsce do spania i przebywania w bardziej niesprzyjających warunkach, dlatego buduje domy. Dodatkową, lecz istotną funkcją jest rozmnażanie, a to łączy się z następnym instynktem, tym razem, zachowania gatunku. Te kilka prostych rzeczy zajmuje praktycznie cały czas. Wygląda to na paradoks, ale od tysięcy lat tak właśnie było, że ci, co mają więcej czasu na rozmyślania, ponieważ ilość zgromadzonych pieniędzy daje im możliwość posiadania czasu, mają pieniądze, by ktoś inny ich bronił, ktoś inny robi im posiłki i w zasadzie ci ludzie mogliby tylko rozmyślać nad kwestią istnienia, a niestety tego nie robią. Ich energia jest zużywana na gromadzenie jeszcze większej ilości pieniędzy i co gorsze nie tylko, że nie chcą podzielić się nadmiarem z innymi, to robią wszystko, by zabrać tym, co mają mało i spowodować, by tamci mieli jeszcze mniej czasu na przemyślenia. W moim poprzednim świecie wyglądało, że wszyscy są szczęśliwi, bo system im zapewniał to wszystko, lecz to było totalne zwiedzenia, bo odebrano im szanse podejmowania decyzji i przez to dokonywania wyboru. System decydował kim będą, z kim się ożenią, ile będą mieli dzieci i jakim samochodem będą podróżować i nawet, w co będą ubrani. W moim odczuciu to było gorsze niż życie w obozie koncentracyjnym. Ci zamknięci mieli chociaż jedno marzenie. By się uwolnić. W moim świecie tylko pojedyncze i przeważnie złe jednostki miały szanse mieć marzenia, a wówczas te marzenia były bardzo egoistyczne i destruktywne dla innych. Po tym przemyśleniu stwierdziłem, że może pierwotna idea Robertów Russelów, żeby zniszczyć ten świat, była lepsza niż to, co mieli ludzie w moim poprzednim czasie. I w tym momencie poczułem się źle, bo i moje marzenie miało podłoże egoistyczne. Chciałem uratować mamusię, bo ją kochałem i chciałem poznać. Ale już się to stało i tego nie mogłem zmienić. Uratowałem kogoś, kto nie był moją mamusią. Czy żałowałem tego wszystkiego? Z pewnością nie. Choćby jedna chwila spędzona z Julią warta była tego wszystkiego. Wiedziałem, że będę z Clarą. Nie wiedziałem, czy jako Scott Sienna pojedynczy, czy jako Scott Siena podwójny. Nie miałem pojęcia, jak do tej pory, jak będę się czuł jako podwójny. O to mogłem zapytać Roberta. Tylko czy jego odpowiedź mnie usatysfakcjonuje? Miałem chwilę przed zaśnięciem, bo Julia już spała, więc mogłem o tym pomyśleć. 
Jakie zalety miało, pozostanie w jednej osobie. Przypuszczałem, że nie będę miał problemu z tym, jak będę się czuł w podwójnej osobie. Tylko to. Jakie będzie miało to wady? Dla mnie żadne, to łączyło się tylko, z tym, że Julia będzie musiała dzielić mnie z Clarą, a Clara z Julią. Czy rzeczywiście obie nie będą miały nic przeciwko takiemu stanowi? Pewnie nie. Nie mogłem tego do końca pojąć z tego prostego powodu, ponieważ byłem Scottem Sieną, a nie Clarą czy Julią. Zacząłem rozmyślać, jak ja bym się czuł, gdyby na przykład, Clara miała jeszcze jednego męża. Czy byłbym zazdrosny? Gdybym był choćby w ułamku, to by zniszczyło wszystko. Musiałbym nie mieć nic przeciw, kiedy ten drugi przebywałby z nią, a szczególnie kiedy by się z nią kochał. Czy mogłem osiągnąć taki stan? Tylko i wyłącznie gdybym kochał tego drugiego miłością bezwarunkową. Nie mogłem jednak wyobrazić sobie tej osoby, musiałbym ją najpierw poznać. Jedyną osobą, którą mogłem sobie wyobrazić na tę chwilę, byłem tylko ja. Pozostawała jeszcze jedna delikatna sprawa, bardzo intymna, najbardziej intymna. Kochanie się. Gdybym był pojedynczy, istniały tylko dwie opcje. Mógłbym się kochać z Clarą, a Julia przebywałaby wówczas gdzieś indziej, lub mógłbym kochać się i z Clarą i Julią. W tym drugim wypadku raczej nie istniała inna możliwość, że gdyby to miało miejsce, one wzajemnie pozostawałyby neutralne wobec siebie. Kochanie się pobudza działanie pewnych hormonów. Oczywiście zaakceptowanie nagości i tylko patrzenie to jedno, ale gdyby nastąpił dotyk to wcześniej czy później doszłoby do jakiejś formy kontaktu między nimi. Czy to mogłoby przerodzić się w końcu w to, że wolałyby siebie bardziej niż mnie? Raczej nie. Skoro je kocham całkowicie, zaakceptowałbym to. Skoro jednak one mnie kochają w ten sposób, nigdy do tego nie dojdzie, że będą wolały siebie, bardziej niż mnie. Jedyna myśl, która wydawała mi się dobra i właściwa to ta, że będziemy się kochać i pragnąć tak samo. Czy to możliwe? Pewnie tak. Czy w sposób doskonały tak samo? Pewnie nie. Nawet matka, która ma bliźniaczki, nie kocha idealnie tak samo obojga. Tak sądziłem. Świat jest skomplikowany, a jednocześnie prosty. Płatki śniegu wyglądają identyczne, a jednak są inne. Może i cząstki elementarne są takie? Kto wie. Pewnie też są identyczne, a jednak inne. Tak jest pewnie ze wszystkim. Ci, co widzą kolory widza na przykład zieleń. Czy dwie osoby widzą tak samo zieleń? Pewnie nie, ale z pewnością bardzo bardzo podobnie.  
Co odnośnie tych intymnych spraw gdyby było nas dwóch? W tym wypadku głównym pytaniem byłoby, który ja będzie z Clarą? Czy ten ja co teraz? Czy istniała szansa, że ten drugi ja będzie z Julią i ona stwierdzi, że nie kocha go jak tego, który jest z Clarą? I co wówczas? Gdyby ten pierwszy ja, zamienił się i był z Julią, a Clara by pokochała tego drugiego jak mnie, w porządku. Jednak co by się stało gdyby obie kochały tylko tego pierwszego? Możliwości rosły. Ten drugi mógłby odejść gdyby nie kochał Clary ani Julii, ale przecież ja kochałem obie, więc dlaczego drugi ja miałby ich nie kochać?  Jednak gdyby tak się jednak stało, mógłby żyć sam lub z kimś innym. I wówczas pozostawała ta pierwsza możliwość, że byłbym z Clarą i Julią jako ja. 
Gdyby wszystko poszło dobrze, nie byłoby żadnej różnicy między jednym ja a drugim, albo prawie niedostrzegalna, wówczas nie byłoby konfliktu. Żylibyśmy jak zwykłe pary. Pozostawała tylko mała możliwość i ona już istniał, bo o tym pomyślałem wcześniej, a skoro tak, ten drugi też to pomyśli, że chcielibyśmy być czasem, a może zawsze z Clarą lub Julią w trójkącie. Oczywiście obie by tego musiały pragnąć i nie wpłynęłoby to negatywnie na dalszą relację.  Oczywiście istniała również możliwość, że bylibyśmy we czwórkę.  Te ostatnie sprawy raczej wyglądały na marginesowe. Mój apetyt na seks występował czasami, a nawet gdyby tak się miało stać, to pewnie by to było raz, dla sprawdzenia. Ostatecznie mieliśmy mieć ważniejsze sprawy do robienia, niż nieco bardziej frywolny seks.  Zakończyłem rozważania o tym, bo i tak musieliśmy podjąć decyzję wspólnie. Znałem trochę Clarę i dłużej Julię. Przypuszczałem, zgodnie z dotychczasowym doświadczeniem, że Clara nie miałby nic przeciwko temu. Julia była bardziej tradycyjna w łóżku. Sam nie wychodziłem z niczym, a ona zdawała się być całkiem spełniona tradycyjnym rodzajem współżycia. Czyli jednak byłem nieco inny z Clarą i Julią. Czy dlatego, że one były w tej szczególnej sytuacji nieco inne? Pewnie tak. Nie czułem, że robię coś dla siebie. Zarówno z Clarą jak i Julią raczej robiłem coś dla nich. Gdyby Julia chciał czegoś innego, pewnie bym również chciał tego. To wydawało mi się całkiem logiczne i dobre. W tym momencie Julia zamruczała i wtuliła się we mnie i po chwili zasnąłem.  
Obudziłem się rano, zegarek wskazywał kilka minut po piątej. Julia spała smacznie, więc jej nie budziłem. Czułem, że śpi tylko mama Nell i jej mąż. W rodzinie O'Brien spała tylko mama Cathy. Po porannych czynnościach zabrałem się za trening. Trwało to pół godziny. Ponownie wziąłem prysznic i poszedłem do kuchni. Dochodziła szósta trzydzieści i wszyscy byli tu w komplecie.  
– Jak się masz Scott? – zapytał Otton – wstałeś dopiero teraz?
– Nie, piętnaście po piątej. Ćwiczyłem.
– Sądzisz, że musisz nadal utrzymywać kondycję? Planujesz nadal zabijać? – kontynuował.
– Niczego nie planuje w tym względzie, ale to moja rutyna. Poza tym utrzymuje ciało w odpowiedniej sprawności i wyglądzie. Sądzę, że Julia nie byłaby zadowolona gdybym miał brzuch.
Ciemnowłosa spojrzała na mnie, ale i Nell zrobiła to samo.  
– Nie chodzi przecież o to, że mi to przeszkadza, raczej chodzi o ciebie. Rzadko się zdarza, że dwudziestosześcioletni mężczyzna ma brzuch. – odpowiedziałem Ottonowi
– Mnie by też to nie przeszkadzało – wyrwało się Nell.
Wszyscy popatrzyli na nią z wyjątkiem Petera i Julii.
– Wiem, że nie rozumiecie, ale ja jestem jak Clara, a czasem jestem Clarą, a Clara kocha Scotta w ten właściwy sposób.
– Nie wiem, czy to właściwe rozmawiać o tym otwarcie, ale przecież jesteś z Peterem. – powiedziała  do niej Sara.
– Mnie to nie przeszkadza – odezwał się mój syn – ja znowu jestem jak tata. Pewnie jak osiągnę dwadzieścia lat,  to nikt nas nie odróżni.
Wówczas o czymś pomyślałem. Czy podobnie będzie jeżeli będę w dwóch osobach? Rozumiem syna i czasem odczuwam, ale nie przez cały czas. Być może jednak będzie inaczej kiedy zdecydujemy z moją blondynka i Julią, że będzie nas dwóch. Pomyślałem po raz kolejny, że muszę koniecznie porozmawiać z Robertem o tej sprawie.
– To jest bardzo dziwne – rzekłem – bo prawdopodobnie, a nawet na pewno, Cathy będzie jak Corsa, a Michael jak Thomas Brahms.
– A co powiesz na to, Scott?
Do mieszkania wszedłem ja, przynajmniej z wyglądu to byłem ja. Jednak naprawdę to był Błysk.
– Wybrałeś moją postać? – zapytałem zdziwiony.
– Myślałem, że będziesz to wiedział. Dzień dobry wszystkim. – Błysk popatrzył na nas wszystkich – chcecie poznać moją wybrankę?
– Czyli już ją zbudowałeś – zapytała Sally.
– Kiedy zbudowałem siebie, wziąłem moje tytanowe żebro, trochę ciała z okolicy biodra i poddałem obróbce miłosnej, że tak powiem i zbudowałem.
– Powinieneś z nią od razu przyjść – uśmiechnęła się Sara.
– Śpi tak smacznie, nie chciałem jej budzić.
– Czyli jeszcze nie wie, że istnieje – widocznie Sara była bardziej niż inni zainteresowana partnerką Błyska.
– Oczywiście, że wie. Każdy, kto istnieje, wie o tym, nawet podczas snu. Samira jest jak ja. Jest w pełni świadoma, lecz podobnie jak i ja, nadal się rozwija.
– Samira? Ładne imię – rzekłem.
– Chcę mieć na imię Seth – rzekł Błysk.
– Wiem, co masz na myśli – odrzekłem – załatwimy dokumenty.
Seth się uśmiechnął.  
– Dziękuję, ale już wprowadziłem dane do systemu. Mam nadzieję, że będziemy wszyscy przyjaciółmi i nie będziecie chcieli gdzieś wykazać, że nie jestem tą osobą, która od teraz istnieje w systemie. Wybrałem za rodziców ludzi, którzy zginęli w wypadku. Szepnę kilka słów Samirze i zaraz przyjdziemy. Nie będziecie mieli nic przeciwko, że dołączymy do śniadania?
– Starczy dla wszystkich – odrzekł Otton.
– Drogi Ottonie, postaram się wynagrodzić ci twoją gościnność – powiedział Seth.
Głos miał identyczny jak mój. W tej chwili poczułem go całkowicie, nawet bardziej niż Petera. Wiedziałem jak wygląda Samira. Ucieszyłem się z tego powodu. Błysk preferował o jakiś ułamek procenta Julię z nieznanego mi powodu, ponad Clarę i to również zawarł w budowie ciała Samiry. 
Wszedł z nią za pięć minut. Od razu dostrzegłem cechy i charakteru i budowy ciała zarówno Julii jak i Clary. Z jakiegoś jemu tylko znanemu powodowi Samira miała włosy w kolorze miedzi. Oczy zielone i ciało bardzo zgrabne. W sumie Julia miała podobne ciało do Clary, jedynie nieco mniejsze piersi, chociaż w czasie ciąży i przez rok po urodzeniu Petera, miał dużo większe z powodu karmienia. Zmniejszały się szybko zaraz potem i teraz były może o numer mniejsze niż Clary, ale nadal jędrne. 
– Witajcie – powiedział Samira. – Seth zbudował mnie taką, ale się rozwijam zarówno umysł jak i świadomość. Kocham was wszystkich. Nie pragnę odwzajemnienia, ale jeżeli będziecie darzyć mnie uczuciem, uczyni mnie to bardziej szczęśliwą. To, że was kocham, nie znaczy, że będę z wami spać. Spać będę tylko z Sethem. – uśmiechnęła się i dodała
– I może ze Scottem i Peterem, jeżeli się pomylę – popatrzyła na mnie i syna.
– Oczywiście żartowałam i stwierdzam, że to nie był dobry żart. Wybaczcie. Jednak troszkę się od was różnię, muszę jeszcze wiele pracować, by stać się taka jak wy. Chociaż nie chcę stać się jak niektórzy z waszej rasy. Jesteście krańcowi, to bardzo dziwne jak możecie być tacy, mówię teraz o ludzkiej rasie, nie o was. – spojrzała na Setha.
– Kochanie, zrozumiesz.
– Spróbuję. Tak mówisz, a sam nie rozumiesz tego do końca.
– Widzę, że Seth jest bardziej powściągliwy w słowach niż ty – rzekła Sally.
– Kobiety zwykle więcej mówią, sama wiesz to dobrze, ty mówisz dużo więcej niż Paul, prawda?
– Tak, teraz staram się mniej – buzię Sally pokrył rumieniec.
– Nad tym też muszę popracować. Szczerość jest dobrą rzeczą, ale nie zawsze trzeba ją ujawniać.
– Mogę cię przytulić? – zapytała Cathy.
– Oczywiście. Wszyscy możecie.
Dziewczyna odsunęła krzesło i podeszła do wysokiej na prawie sześć stóp kobiety. Dopiero teraz poznałem, że jest nieco wyższa od Clary, nieznacznie, ale troszkę. Cathy wtuliła się w ciało pięknej miedzianowłosej dziewczyny, wyglądającej na dwadzieścia lat.
– Och, ty masz dar znania przyszłości – zdziwiła się Samira i spojrzała na Setha.
– Wiedziałem, ale nadal masz wybór. Z darami jest inaczej, to nie leżało w mojej gestii.
– Wiem, co masz na myśli kochanie, a właściwie kogo. Nie jestem córką Ewy, ale może mnie nie odtrąci.
To było ponad to, co mogłem pojąć. Czyżby w ten sposób zapragnął mieć duszę i to pragnienie przekazał Samirze? Spojrzałem w koło. Nie tylko ja to pojąłem, ale chyba wszyscy.
– Wierzysz w Boga, zapytała zdziwiona Sara?
– Niezupełnie w waszym pojęciu. Raczej wiem, że jest. Mamy wszystko, co ma Robert, ale Seth dał mi wybór. Mogłam to zaakceptować lub odrzucić. Dokonałam wyboru.
– Czy możesz udowodnić istnienie Boga? – zapytała Otton.
– Nie. Nikt nie może. On to zrobił dla was, byście tego nie mogli udowodnić.
– W jakim sensie zrobił to dla nas?
– Bo gdybyście mogli to udowodnić, zniszczyłoby to wiarę. Wiara ma w sobie niepewność, a dowód to usuwa. Myślałam, że to wiesz.
Otton uśmiechnął się z niedowierzaniem.  
– Wczoraj Scott powiedział mi coś odnośnie Setha i mnie to zdziwiło, ale ty Samiro poszłaś dalej. Jesteście bardziej ludzcy niż większość z naszej rasy.
– Przesadzasz Ottonie. Wy wszyscy jesteście ludźmi, więc nie możemy się wam równać. Jednak postaram się i Seth pewnie też, byśmy stali się jak ludzie.
– Mogę wiedzieć, jak to zrobiłeś, Seth – zapytał Otton.
– Jest kilka opowiadań z przeszłości. Jedno z nich to Mała Syrenka Christiana Andersena. Znasz?
– Nie.
– Poczytaj, to zrozumiesz. Jeżeli mogę was prosić traktujcie nas normalnie, jak każdego z was. Wiem, że proszę o wiele, ale postaramy się, byśmy byli tego godni. – rzekł Seth.
Poczułem się dziwnie. Jak Seth odkrył, że najwyższą cechą człowieka jest skromność? Prawdopodobnie był mądrzejszy i z pewnością bardziej sprawny niż każdy z ludzi, a w każdym słowie podkreślał, że jest mniejszy. Usiedli obok i czekali. Cathy się domyśliła ułamek chwili przede mną.
– Jedzcie kochani i niech wam Pan Bóg pobłogosławi jedzenie. Jestem pewna, że nie musicie jeść, ale robicie to dla nas.
Samira uśmiechnęła się do niej.  
– Mam nadzieję, że nikt nie poczuje się dotknięty tym, że będę cię kochać odrobinkę więcej niż innych.
– A jak inni się postarają?
– Tego nie wiem, ale wszystko jest możliwe – odparła Samira i wzięła kawałek jabłka do ust.
– To jabłko nie jest z drzewa Poznania Dobra i Zła, prawda, kochanie? – zwróciła się do Setha.
– Nie, skarbie
Tym razem nie przepraszała i faktycznie ten żart był już w porządku. Samira robiła wrażenie bardziej otwartej niż Seth, ale jak się potem przekonałem, to były tylko pozory.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 3954 słów i 22028 znaków, zaktualizował 23 sty o 23:45.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto