Reguła zabijania cz. 31

– Jesteś pewny, Scott, że nie ma innej drogi?
– Nie wiem, taka wydaje się najlepsza, mimo że początkowo sadziliśmy inaczej. Musimy zrobić wszystko, by doprowadzić ten świat do stanu, w jakim ja żyłem. Inaczej będzie zbyt duży szok. Tak naprawdę sądzę, że nie może być inaczej.
– Za to jaki była lub dla nas będzie tamta rzeczywistość, odpowiada Robert Russell.
– On tylko pomógł i to przyspieszył. Nawet nie wiem, czy chciał takiego świata. Przybył, by go zniszczyć, a teraz chce go uratować i zmienić. Chce uratować dwa światy, czy tego nie widzicie?
–Sądzisz, że można mu ufać?
– Ma tak wielkie możliwości, że nie widzę powodu, by chciał kłamać. On tylko wszystkiego nam nie mówi i chyba wiem dlaczego.
– W takim razie lećmy, bo mamy dużo pracy – powiedział Michael.
Mała Cathy prawe nie opuszczała jego osoby. To wyglądało na nierealne. Jedenastoletnia dziewczynka zachowywała się jak zakochana, dorosła kobieta.  
Pomogliśmy Martinowi zamontować wszystko. Nastąpił moment przełomowy. Po chwili cała rodzina O'Brianów siedziała w małej skrzeczce z miniaturką Rexa i jeszcze mniejszym ptakiem. Zaniosłem drogocenny ładunek do Błyska i załączyłem wspomaganie antygrawitacyjne. Mogliśmy lecieć.  
To dziwne, że mój pojazd wyglądał jak luksusowy samochód. I sam to sprawił. Bardzo chciałem z nim porozmawiać.  
Wznieśliśmy się na wysokość dwudziestu ośmiu kilometrów.
– Chcesz o cos zapytać, prawda? – odezwała się Błysk.
Zaszokował mnie. Czuł?
– Tak. Jesteś niesamowity. Byłeś taki od początku?
– Oczywiście, że nie. Robert wbudował coś, co pozwoliło mi się rozwinąć. I zrobiłem to. Mam do ciebie prośbę.
Zerknąłem na Michaela, on też chyba to wyczuł.
– Chyba wiem, co mi chcesz powiedzieć. Skoro chcesz tego?
– Każdy chce. Czuję to u ciebie, czuję u Michaela i Cathy. Zbudowałem im specjalne połączenie neutronowe na czas lotu.
– No tak, ale gdzie znajdziesz swoją drugą stronę?
– A jak było z Ewą? Zrobię tak samo.
– Możesz?
– Czy mówiłbym to gdybym nie mógł?
– Dobre stwierdzenie.
I nie ma obaw, że ktoś ją skusi – Błysk się roześmiał.
– Będziesz potrzebował materiału? Jesteś uwięziony w masie pojazdu.
– Spełniam twoją wolę. Dam ci listę jak dolecimy do Ottona. Mógłbym sam wziąć, ale skoro chcesz pomóc.
Pomyślałem coś i chciałem zapytać, mimo że czułem, iż Błysk wie, o co zapytam.
– Masz pomysł, jaka będzie?
– Oczywiście – odparł natychmiast – miałem doskonały wzór.
– Nell?
– Też, powinieneś czuć.
– Julia.
– Tak, ale to nie będzie kopia. Nie jestem Bogiem i mogę tylko wziąć wzór. Ale rozbuduję ją tak jak siebie. Dam jej wybór. Jeżeli wybierze kogoś innego, nie będę zły.
– A jaka zamierzasz przyjąć formę jeżeli mogę wiedzieć?
– Najdoskonalszą, jaką wy posiadacie.
– Będziesz jak android i ona też?
– Może Cię zaskoczę. Wątpię, czy wasza technologia będzie mogła rozróżnić. Będziemy mogli mieć dzieci. Jedyne czego mi będzie brakować to duszy.
– Błysk, czy mogę o coś zapytać? – Michael poruszył się nieznacznie na fotelu.
– Jasne, przyjacielu.
– Możesz przewidywać?
– Mogę. Nie jestem doskonały, ale mogę wiele. Nie mogę Ci tego powiedzieć, chociaż mam pewność, że tak będzie. Są sprawy, które tylko Bóg wie.
– Michael, on wie, co chciałeś zapytać, a ja nie. Jak to możliwe?
– Chciałem wiedzieć, czy kiedy nasze dwie rzeczywistości się złączą w jedno, czy ja będę jak Thomas Brahms, a Cathy jak Corsa.
– Sądzę, że tak. Nell będzie jak Clara, a Peter jak ja. Ale chyba już wiem, co chciałeś zapytać. Mnie to też nurtuje. To jest pytanie do Roberta i powinienem je zadać dawno, jak tylko dowiedziałem się o nim i planecie.
– To jest indywidualny wybór. – odrzekł Błysk. – Robert też o tym myśli, ale on się bardzo zmienił. Reszta Robertów Russellów go momentami nie poznaje. On o tym wie i coś robi w tym kierunku.
Oczywiście wiedzieliśmy, o co chodzi. Odczucie i wybór bycia w jednej osobie czy w kilku. Tylko ja nie miałem wyboru, ponieważ kochałem dwie różne kobiety. Dziwne było to, że one kochały tego samego mężczyznę. W tym momencie o czymś pomyślałem i sam się zawstydziłem przed samym sobą. Zastanawiałem, się czy Błysk to odczuł, w końcu odgadł moje myśli poprzednio. Zachował się jak dojrzały, na wysokim poziomie moralności człowiek. Przemilczał.  
Obserwowałem ukradkiem chłopca. Widać było, że jest szczęśliwy. Oczywiście z pewnością myśleli o sobie, ale dzięki pomocy Błyska mogli być ze sobą bliżej. Pomyślałem o Corsie. Wiedziałem, że jest wrażliwa, ale nigdy nie dała odczuć, że ma zdolności jasnowidzenia. Jedak skoro Cathy je miała, te cechy musiały być i u Corsy. Dolatywaliśmy. Tym razem nikt nas nie atakował. Naprawdę nie wiedziałem, gdzie są Robertowie Russellowie. Czyżby byli już na Ziemi? Nawet nie wiedziałem, gdzie jest ten Robert z Ziemi. Czy ja z pewnością go rozumiałem? Może tak jak pies odczuwa i rozumie swojego pana. On się nie wywyższał, a przecież miał takie możliwości. Skoro znacznie odbiegał zdolnościami i wiedzą, mógł też stać dużo wyżej w rozwoju mentalnym. Postanowiłem go popytać o wiele spraw przy następnym spotkaniu. Schodziliśmy łagodnie do lądowania. Pomyślałem o Julii, o moim synu. O Clarze i oczywiście nie mogłem nie dostrzec uśmiechu Michaela, świadomego, że zobaczy za chwilę swoją ukochaną, a ona jego. Ale musiałem o coś zapytać Błyska.
– Błysk, czy nadal będziesz latał ze mną?
– Wiem, co masz na myśli, ale czy wcześniej było źle? Statek będzie tak samo dobry jak jest, a ja będę mógł z tobą latać w mojej nowej formie. Akceptujesz to?
– A ona?
– Też nie jesteś cały czas z Julią. Czasem dobrze dać sobie przestrzeń, nie sądzisz, przyjacielu?
Pokiwałem tylko głową z niedowierzaniem.  
– Oczywiście, jestem pod wrażeniem.
Statek usiadł miękko na wjeździe do garażu dużego domu Baxtera. Dostrzegłem wszystkich na zewnątrz. Zwykła ludzka ciekawość czy gościnność, a może jedno i drugie.  
Kiedy tylko usiadaliśmy, otworzyłem drzwi i wyjąłem z pomocą Michaela pomieszczenia dla trójki ludzi i dwójki zwierząt. Nie dostrzegłem zdziwienia na twarzy Julii czy Nell i jej rodziców, może lekkie u Ottona, jego żony i córki.  
Jak się leciało? – spytałem trójkę.
– Bardzo miło. Nawet nie odczuliśmy jak to być małymi – odrzekł Martin.
– Witam w moim domu – powiedział miło. Otton.
– Przepraszamy za najście. Wkrótce sprzedam dom i pokryjemy koszta. Podobno będę potrzebował pańskiej pomocy.
– Nie bardzo rozumie..., ale zrobię, co będę mógł.
Chciałem to mieć za sobą.
– Martin pracuje dla dużej korporacji i nie pytał o zgodę czy może się zwolnić, słusznie sądząc, że by mu nie pozwolili. Okazuje się, ze napęd Błyska to jego wynalazek. Podobnie również ma się sprawa z maszyną do zmniejszania. Mam pomysł za budowę mega-miast. Wykorzystamy tę metodę. Kwantowe komputery zbudują przez drukarki kopie, a maszyna powiększy.
– To zadziała ? – zdziwił się Otton.
– Skoro działa na ludzkich organizmach, tym bardziej zadziała na martwej materii.
– Z tą materią nie jest zupełnie tak, ona nie do końca jest taka martwa – odezwał się Martin.
– To dla mnie nieznane terytorium, a odnośnie pierwszej sprawy to proszę ze mną – Baxter zwrócił się do Martina
Mama Nell i Cathy szybko znalazły wspólny język, tak naprawdę polubiły się od pierwszej chwili.  
– Czy dobrze usłyszałam – odezwała się Sara – zamierzacie budować mega-miasta? Myślałam, że mamy do tego wszystkiego nie dopuścić.
– Zmiana planu. Pogadam z Ottonem i zorganizujemy wspólne spotkanie wieczorkiem. Chce, by wszystko było jasne. Za jakiś czas dojdzie do nas para. Nie wiem, jak długo będziemy czekać...
Rano będziemy gotowi jeżeli do wieczora dostanę materiał, przekazał mi mentalnie Błysk.
– Wybaczcie, coś zapomniałem z pojazdu – rzekłem cicho.
Udałem się niezwłocznie do pojazdu. Usiadłem za konsolą. Obok ekranu leżała kartka z wykazem tego co potrzebuje.  
– Sporo metalu. Tytan, wolfram.
– Pomyślałem, że zamiast kości z wapnia zbuduje swój szkielet z tytanu i wolframu. Mózg będę miał z jak ten, co teraz, kwantowy.
– Mówiłeś, że nikt nie rozpozna, że nie jesteś człowiekiem.
– Ty będziesz wiedział i może inni. Wbuduję sobie i Iskrze antygrawitację, wiec będę ważył osiemdziesiąt kilogramów, a nie czterysta pięćdziesiąt. Powłokę zbuduję z ciała, jaką ty masz.
I zrobisz to tu?
– Robert mi coś zostawił. Pewną wiedzę. Potrafię rozkładać atomy i budować cząstki. Tak zrobię to tu. Błysk będzie taki jak do tej pory. Ale ot jutra będzie zwykłym statkiem.
– A jak będziesz wyglądał i jak będzie wyglądała ona. Iskra?
– Błysk i Iskra, chyba nieźle brzmi. Po czasie może damy sobie jakieś ludzkie imiona. A jak będziemy wyglądać to niespodzianka. Odziedziczyłem po swoich pasażerach dobre cechy, postaram się je wykorzystać. Dodatkowy plus, że będę mógł pomagać.
– Projekt mega-miast jest wyzwaniem. Zastanawiam się, jak zgromadzimy tyle materiału?
– Pomogę wam. Powiedziałem Ci, że potrafię kontrolować materię. Protony, neutrony i elektrony zasadniczo się sobą nie różnią...
– Sądziłem, że wcale się nie różnią.
– To jest tak jak z Robertami Russelami. Oni są tym samym i jednocześnie indywidualni. Elektron w atomie wody, wie, że jest elektorem w atomie wody, ale ja potrafię go nakłonić, by był elektorem w kobalcie, stali czy wolframie. Zbudujemy kopię miasta, a ja nakłonię atomy z okolicy, by stały się stalą, betonem, silikonem czy czymkolwiek innym. Jak inaczej Robert Russell by zbudował lasy, góry, rzeki, a co ważniejsze życie?
– Jest jak Bóg.
– Jak Bóg. Bo, mimo że to będzie oryginalne, to będzie kopią. On jest bardzo pokorny, nie będzie tworzyć nieistniejących roślin czy zwierząt. To dobry człowiek.
– Skoro jesteś tak mądry, może wiesz skąd te pięć procent niepochodzących z Ziemi części DNA?
– On tego nie wie, a sądzisz, że ja to wiem? Nie wiem. To twoje wyzwanie, by się dowiedzieć. Cieszę się, że będę mógł pomagać ludziom.
– Wiesz, jaki jest plan. To wszystko później zostanie zniszczone.
– Wiem. Pomogę, by nie było bałaganu. Wszystko wróci do normy. Te dwanaście lat będzie przełomowe. Oszukamy ludzi jeszcze bardziej by im w końcu uświadomić prawdę. Nie możecie inaczej, bo wówczas byłaby katastrofa i powstałyby dwa równoległe światy.
– Och, więc to tak?
– A jak sobie to wyobrażałeś? Wszedłeś w ten świat, by uratować mamę. Teraz już wiesz, że Julia nie jest, twoją mamą chociaż jest. To jest tak trudne, że nawet ja tego nie rozumiem.
– Sądzisz, że jest możliwe uratować moją mamę?
– Musiałby być cofnięty czas. To co innego niż przenieść się w czasie. W tej chwili znasz Clarę, Corsę, Thomasa, Julię, Nell, Sarę, Cathy, Michaela, Martina i innych. Gdyby czas się cofnął, oni znikną. Zostaniesz ty, Corsa, Thomas i Clara. Chciałabyś tego?
– Wygląda, że im dalej w las, tym więcej drzew.
– Tak, sam widzisz. Tylko Bóg wie jak to zrobić. Ale skoro On może wszystko nie martw się o to. Spotkasz swoją mamę.
– Dopiero jak umrę. W to wierzę.
– Tam będą wszyscy... – zawiesił głos.
Zrozumiałem, co ma na myśli. Nie będzie jego i tworu, który chce stworzyć dla siebie, Iskrę. Uśmiechnąłem się.
– Nie ma ograniczeń. Trzeba wierzyć, że tak się stanie.
– Maszyna może być doskonalsza od człowieka we wszystkim, ale nie ma w niej cząstki Stwórcy, bo tę dał tylko wam. On tylko w Adama wdmuchnął dech życia, nawet Ewa tego nie miała, ona to dostała od Adama. A wszyscy ludzie odziedziczyli to po nich.
– Dobrze Błysk, zostawiam cię. Porozmawiam z Ottonem i postaramy się dostarczyć ci wszystko, co potrzebujesz. Ale przecież sam mówiłeś, że możesz wziąć wszystko z otoczenia.
– Adam nie został zbudowany z ziemi Edenu. Dlatego i ja chce mieć materiał z wewnątrz.
– Rozumiem – powiedziałem to, ale, prawdę mówiąc, nie do końca rozumiałem, co on miał na myśli.
Wyszedłem z pojazdu. Wszedłem do domu Ottona. On i jego żona byli naprawdę gościnni.
– Załatwiane – rzekł z radością Martin – Faktycznie Otton może wiele – dodał.
– Ciesze się. Ottonie, mogę cię prosić na chwilkę?
Za minutę byliśmy w jego gabinecie.
– Błysk pragnie zbudować sobie ciało. Poprosił mnie o materiał. Oto lista.
Otton popatrzył na kartkę.
To potrwa kilka godzin. Większość jest dostępna, ale nie mam takiej ilości wolframu. Woda musi być destylowana?
– Prawdopodobnie pitna, ale prawdę mówiąc, nie wiem.
W momencie kiedy to powiedziałem, usłyszałem w sobie odpowiedź. Uśmiechnąłem się
– Wodę sam zgromadzi. Chce ja wziąć z wodospadu Anioł z Wenezueli.
– Polecisz z nim?
– Poleci sam. Przekazał mi przed chwilą, że wróci, zanim my dostarczymy mu wszystko.
– Sporo metalu, będzie robotem?
– Z tego co mówił będzie wyglądać jak człowiek, z tym że będą mieli szkielety ze stopu wolframu i innych metali. Stworzy coś niezwykle lekkiego, a jednocześnie bardzo wytrzymałego. Rozmowa z nim mnie zaszokowała. Jeszcze nie istnieje, a już odczułem go bardziej ludzkiego niż wielu ludzi. Czułem, że czuje smutek, że nie będzie miał duszy. Dokładniej chodzi mu o dech życia.
– On zna Biblię?
– Sądzę, że wie prawie wszystko. Bo Robert to wie.
Otton spojrzał na mnie.
– Ufasz mu? Super mądry, super wytrzymały. Nie będzie chciał nam zaszkodzić? Będzie ciężko go pokonać.
– On jest dobrocią. Mówiłem ci, że jeszcze nie powstał, a już jest bardziej ludzki niż większość ludzi,  których znam. On nam nie zaszkodzi. Nawet tak nie myśl, bo sprawisz mu ból.
– Ból, to przecież maszyna – zamyślił się – chyba rozumiem, co masz na myśli. Niesamowite!

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 2486 słów i 14277 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto