Reguła zabijania cz 3

W Calfie, jak i na całym znanym świecie wszystko zależało od ilości pieniędzy. Jeżeli mieszkaniec mega-boku chciał zjeść obiad w takiej restauracji, mógł, ale raczej się to nie zdarzało, skoro za tą cenę mógł kupić dwa super luksusowe samochody lub spędzić pięć razy wakacje w najlepszym resorcie mega-bloku. Na wakacje w dziewiczych wyspach było stać tylko kilkaset osób na świecie.

Kiedy przyleciałem do mojego domu, pojazdem, który latał i jeździł, zrobiłem kąpiel, poćwiczyłem godzinę i ponownie wziąłem kąpiel. Miałem jeszcze dwie godziny, z których kilkanaście minut mogłem poświęcić na znalezienie informacji o Clarze. Co lubi jeść i pić. Dodatkowo zamówiłem dla niej kilka drobnych prezentów. Z jej osobą łączyłem pewne plany, bardzo istotne. Moje przeczucia mnie do tej pory nigdy nie myliły. Uznałem mianowicie, że jest to ta wybrana. Oczywiście chciałem, żeby i ona podjęła podobną decyzję, czy to akceptuje. Podarunki miano dostarczyć do restauracji pod nazwą NX. Jednej z najlepszych w okolicy Calfy. Clara nie jadła mięsa. Wobec tego zamówiłem różne sałatki i pasty. Oczywiście w takich miejscach serwowano prawdziwe jedzenie, a nie prawie identycznie i smakujące, sztuczne. Prawdopodobnie Clara nie pozna różnicy, ale nie miałem co do tego pewności. Załatwiłem jej pozwolenie opuszczenia mega-bloku. Co sobie myślała? Tego zamierzałem się dowiedzieć podczas tego wieczoru. Skoro wybrała karierę sekretarki w Remixsie oznaczało, że jest wartościową dziewczyną. Z jej urodą mogła zrobić karierę gdzie indziej. W moim odczuciu była idealna pod względem budowy, a po kilku minutach rozmowy odczułem, że jest miła i dobra. Obiad w NX zapowiadał się interesująco.

O szóstej trzydzieści ubrałem się bardzo elegancko i wyleciałem. Mój pojazd osiągał prędkość dziesięciu Machów, ale do tej pory nie potrzebowałem się aż tak spieszyć. Znalazłem się przed jej domkiem w mega-bloku za siedem siódma. Domek wyglądał skromnie, ale czysto. Miała ogródek, mały basen i co wynikało z informacji dla mnie dostępnych, posiadała kota. Nie każdego było stać na zwierze domowe. Clara była całkowicie naturalna i to mnie cieszyło, niestety, mimo że miała dopiero dwadzieścia cztery lata jej rodzice nie żyli. Zginęli dwa lata temu podczas wybuchu w innej części mega-bloku. Takie katastrofy zdarzały się niezwykle rzadko. Oficjalne dane twierdziły, że spowodowała to wada układu mocy. Zginęło wówczas sto siedemnaście osób i była to jedna z największych katastrof od dziesięciu lat. Na Ziemi panował pokój, co nie znaczyło, że nie ginęli ludzie. Umierali zwykle w wieku lat stu dwudziestu. Jeżeli ktoś umierał wcześniej ludzie z mojej branży mieli w tym udział. Nie muszę dodawać, że nikt mało ważny nie ginął. W danych o Clarze znalazłem informację, że poznała, bardziej niż to mieściło się w normach, jedną osobę, Marka Walberga. Jednak na pierwszym spotkaniu się skończyło, bo rodzice Marka wpłynęli na niego, by zmienił obiekt zainteresowania i ostatecznie pół roku potem wszedł w związek małżeński z inną osobą. Tamta dziewczyna nie była tak ładna, jak Clara Wilkinson, za to, dwa poziomy bogatsza. Z informacji wynikało, że Clara była nadal dziewicą.

Początkowo, jakieś dziesięć lat wstecz, umieszczanie informacji o sprawach intymnych stanowiły problem, ale ostatecznie ludzie pogodzili się z tym, że informacje o kontaktach intymnych, są tak jak inne informacje. Z drugiej strony kontakt z androidem nie był rejestrowany o ile nie nastąpiło uszkodzenie dziewictwa. Po raz kolejny mężczyzn traktowano inaczej i bardziej ulgowo, ponieważ mógł mieć setki kontaktów z androidami i nadal uchodził w danych za prawiczka.

Co odczułem i potwierdziły to moje informacje, podobnie jak i ja Clara nie cierpieliśmy maszyn i modyfikowania ciała. To głównie sprawiło, że nie zamierzałem dłużej szukać partnera na życie, bo uznałem, że znalazłem idealnego. Pozostawała tylko kwestia jak śliczna blondynka widzi to ze swojej strony.

— Witaj — rzekłem, kiedy otworzyła drzwi.

Od pierwszej sekundy zrobiła na mnie wrażenie. Miała piękną, jasnoróżową suknię ze sztucznego jedwabiu. Nie miała żadnego makijażu co mnie również ucieszyło. Na nogach miała płaskie buciki z bardzo dobrej sztucznej skóry. W tym świecie na ubranie wykonane z naturalnych materiałów stać było tylko jednostki.

— Gotowa?

— Tak — uśmiech pojawiła się na jej buzi.

Odwróciła się. Dostrzegłem czarnego kota, samca, około dwuletniego.

— Jak ma na imię?

— Ramzes — odrzekła miło.

Poczułem coś, bo wspomniałem swoje imię. Co za dziwny świat, gdzie koty miały imiona, a dzieci numery.

— Pojedziemy gdzieś w obrębie mega-bloku?

— Claro, nie. Zabieram cię do NX

— Jej oczy zrobiły się jeszcze większe.

— Nie będzie mnie stać...— posmutniała.

Zwykle ludzie płacili za siebie, chyba, że byli małżeństwem.

— Ja płacę.

Podałem jej dłoń i weszliśmy do mojego pojazdu.

— Musi być szybki, rozwija trzy Machy?

— Dziesięć, ale rzadko muszę tak szybko latać.

— Bardzo się cieszę, że mnie zaprosiłeś. Skoro nakłoniłeś Deermilda, to prawdopodobnie musiało cię to kosztować. Nie sądzę, że zrobił to za darmo. Czy tu, w twoim pojeździe, możemy rozmawiać swobodnie?

— Tak. Nawet najbardziej wścibskie służby nie mają dostępu do mojego pojazdu.

Ruszyłem. Czułem, że jest zadowolona. Ale nie z tego powodu, że leci do restauracji gdzie obiad kosztuje dwieście tysięcy kredytek. I to mnie cieszyło.

Dolecieliśmy za dziesięć minut. Zauważyłem dwa pojazdy dla gości.

Właściciel innej wielkiej kompani produkującej broń i sławny lekarz zajmujący się subtelnymi operacjami pamięci neroplaguminowej. Na świecie tylko czterech ludzi się tym parało. Znowu dotyczyło to tylko bardzo bogatych pacjentów, którzy chcieli żyć przez jakiś czas czyimś, innym życiem. Miano w banku pamięci od dziesięciu lat pamięć kilkuset wyjątkowych artystów lub geniuszy czy zwyrodnialców, ale to kosztowało najwięcej. We wszystkich wypadkach było to monitorowane. Facet od wojska nazywał się Michael Jones i pewnie mógłby wiedzieć kim jestem, oczywiście mógł mieć wgląd w moje nieprawdziwe dane. Prawdziwe znał tylko Otton Baxter. Xsi Ming-Pao musiałby mnie zbadać i wówczas by wiedział prawdę. Weszliśmy i w drzwiach powitała nas piękna Japonka. Każdego dnia inna kobieta otwierała drzwi. Wybierano ja minimum pół roku wcześniej i robiono wszystko by wyglądała najlepiej. Praca była jednodniowa, lecz zapłata równała się półrocznej pracy w dobrej firmie.

— Witam pana, panie Siena i panno Wilkinson — uśmiechnęła się pięknie.

Z uwagi na wyjątkowość lokalu mogliśmy widzieć innych gości o ile wyrazili życzenie lub nie i odwrotnie.

— Pan Xsi Ming-Poa i jego żona Miranda Zao-Ling wyrazili chęć bycia widzianym, pan Jones, nie.

— Rozumiem, panienko Mikao. Ładny mamy dzień.

— O tak jest śliczny. Poprowadzę państwa do stolika. To dla nas zaszczyt państwa gościć.

Subtelnie przelałem odpowiednią kwotę na jej konto. Podziękowała i się oddaliła. Z moich informacji wynikało, że ma być jeszcze jeden gość. Prawie nikt nigdy nie rezygnował, to kosztowało trzydzieści procent średniej klasy obiadu, czyli minimum sześćdziesiąt tysięcy kredytek.

Clara pogładziła skórzane siedzenie, na którym usiedliśmy.

— Sądzisz, że to prawdziwa skóra?

— Z pewnością. Wszystko tu jest prawdziwe.

— Z jednej strony to lepiej, bo kiedyś zabijano miliony zwierząt dla mięsa i skór. Teraz tylko kilkaset.

— Tak. Zamówiłem co lubisz. Oczywiście zamów z karty co chcesz, dodatkowego.

— Wiem, że tu jest drogo. Ale skoro chciałeś, to ... wybiorę deser.

Wiedziała już, co wybrałem dla niej i dla mnie.

— Jesteś wegetarianinem? — zamrugała swoimi złotymi rzęsami.

— Nie. Ale mięso jem tylko dwa razy w tygodniu.

— Prawdziwe — kontynuowała.

Wyczułem smutek w jej głosie.

— Tak.

— Rozumiem.

Musiała być bardziej wrażliwą istotą niż myślałem. Jednakże moja odpowiedź na jej stan nie świadczyła, że wiem o jej wrażliwości, jakkolwiek odpowiedziałem szczerze i zgodnie z moją naturą.

— Zadam ci pytanie Claro. Gdybyś mnie pokochała, zaczęłabyś lubić więcej ananasa niż mango?

— Wiesz, że moim ulubionym owocem jest mango? — ucieszyła się.

— Wiesz, o co cię pytam?

— Tak. Nie wiem, chyba nie. Dlaczego mnie o to zapytałeś?

— Bo ciężko lub wręcz niemożliwe jest zmienić upodobanie do smaku. Chociaż w stosunku do jedzenia mięsa jest inna kwestia, o której zacząłem niedawno myśleć.

— Tak, ale miłość czasem zmienia nastawienie do wszystkiego. — szepnęła.

— Do tej pory nie miałem okazji się o tym przekonać.

Spoważniała.

— Czuję uczucia innych ludzi, to pewien dar. Wyczułam, że ci się podobam, ale nie względy fizyczne są dla ciebie najważniejsze, gdyby tak było, odmówiłabym przyjęcia zaproszenia.

— To prawda. W twoim wypadku jest odwrotnie.

Zarumieniła się.

— Skąd wiesz?

— Też mam pewien dar.

— Podobnie jak ty, sprawdziłam co mogłam. Nigdy nie byłeś z nikim w związku. Ja spotkałam raz mężczyznę, ale on wybrał inną.

— Niech żałuje.

Poruszyła się nieznacznie.

— Moje odczucia dały mi pełny twój obraz. To, że jesz mięsa jest jedyną rzeczą, która mi troszkę przeszkadza.

— Na razie nic na to nie poradzę.

— Na razie?

— Sama powiedziałaś, że miłość zmienia.

Zarumienia się i poruszyła ponownie.

— Wiesz, że pójście do takiej restauracji to już poważna decyzja, a wspominanie uczuć na wstępie obiadu, jeszcze bardziej.

— To nie wszystko.

— Och, sama nie wiem...

Masz dwie godziny lub dłużej na obserwację i używaj swoich darów, jak wspomniałem twojemu szefowi, jestem człowiekiem poważnym. Zmienił regulamin Remixu odnośnie do ciebie, ale zapewniłem go, że nie umówisz się z nikim więcej spośród klientów.

— Pewnie masz rację. Jestem w wieku, że powinnam w ciągu czterech lat znaleźć partnera na życie. Wiesz, jakie są przepisy.

— Claro, wyraziłem się jasno. Reszta zależy od ciebie.

— Czy muszę podjąć decyzję teraz?

— Nie. Z uwagi na moje możliwości twój rejestr pozostanie czysty. Jeżeli się nie zdecydujesz, nadal będzie w twoich danych tylko spotkanie z Markiem Waldbergiem. Jeżeli chcesz, mogę spowodować wymazanie nawet tego.

Zrobiła zdziwioną minę.

— Kim jesteś, że możesz to zrobić?

— Powiedzmy, że mam układy.

— Szef ochrony ma takie?

— Nie, ja je mam.

— Wiesz o mnie coś więcej niż ja o tobie i czuję się tym nieco zawstydzona.

— Wiem tylko tyle, co znalazłem na ogólnodostępnych stronach.

— Dziękuję.

— Co poza urodą i tak zwaną męskością we mnie ci się podoba. Nie jestem pustym samcem.

— Jesteś zdecydowany i bardzo silny psychicznie i sądzę, że i fizycznie. Jest coś innego, co w zasadzie przeważyło, że przyjęłam zaproszenie. Jest coś w tobie, czego nie dostrzegłam w nikim innym.

Pomyślałem, że nie mogła odkryć co robię, a gdyby wiedział, to raczej nie mogło być tym czymś. Zastanowiłem się, czy nie muszę jej tego powiedzieć, bo byłoby to bardzo nieuczciwe. Z drugiej strony nie mógłbym tej informacji zostawić u niej na zawsze. Byłaby obiektem ataku wrogów. Ale mieliśmy obecnie możliwości, by przekazać taką informację i później ją usunąć, nawet jeżeli Clara była całkowicie naturalna. Nie miał nic obcego. Plomb, tatuaży, nie używała kosmetyków i oczywiście nie miała nawet najmniejszych implantów. Takich ludzi można było spotkać w dzikich rejonach świata, a w naszej cywilizacji prawie niemożliwe. Sam miałem kilka wstawek, ale to z powodu mojej pracy.

— Co to takiego, jeżeli możesz powiedzieć. — zapytałem.

— Jesteś bardzo uczciwy i wrażliwy. Nie rozumiem, że jesteś szefem ochrony z takimi cechami.

Kiedy to powiedziała, zastanowiłem się, czy to możliwe. Mówiła to tak przekonywająco. Skoro taki jestem taki to, jak mogłem być zabójcą? Ale na razie o tym nie myślałem dłużej.

— Jesteś pewna, że twoje przeczucia cię nie mylą?

— Nie mylę się. — odrzekła szybko, prawie natychmiast.

Zobaczyłem, że niosą nasze jedzenie. Clarę obsługiwał mężczyzna, a mnie kobieta. Doskonali. Ci ludzie pracowali tu miesiąc. Tylko właściciel i jednocześnie kucharz, pracował tu na stałe.

— Życzymy smacznego — oboje ukłonili się i odeszli.

— Nigdy nie jadłam jeszcze naturalnego jedzenia — rzekła.

— Jeżeli jesz dobrej klasy sztuczne potrawy, pewnie nie odczujesz różnicy.

— Zobaczę — uśmiechnęła się — czemu nie zamówiłeś dla siebie mięsa?

— Z twojego powodu.

— Och, naprawdę?

— Skoro mówię.

— No tak, jesteś szczery. Pewnie wiesz, że moi rodzice zginęli i nie mogą pomóc mi w decyzji. Jest jednak bardziej istotna sprawa. Remix ma w punkcie drugim paragraf, że sekretarka musi być panną. Wątpię, czy pan Ito zgodzi się na zmianę tego paragrafu. Nie wiem również, czy Ronald Deermild nie będzie miał nieprzyjemności, z powodu zmiany w regulaminie. To bardzo niespotykane, że na to się zgodził. On nic nie robi za darmo.

— Ja również. Oczywiście wszystko, co jest związane z tobą, jest całkiem inną sprawą.

Dotknęła mojej dłoni.

— Jedzmy — szepnęła.

Dotknęła moja dłoń, to znaczyło, że prawie na pewno mnie zaakceptowała. Jedliśmy w milczeniu.

— Czuję różnicę — rzekła.

— Chcesz deser, wspominałaś o tym?

— Nie masz nic w domu? — ponownie się zarumieniła.

Zamrugała rzęsami i szepnęła.

— Przepraszam.

— Nie ma za co. Mam tylko dobry koniak i szampan z 1920 roku.

— Mieszkasz w mega-bloku, naszym czy innym, bo nie mogłam znaleźć o tym informacji?

— Zobaczysz gdzie mieszkam, skoro chcesz jechać do mojego domu.

Popatrzyła na mnie uważnie.

— Nie chcesz powiedzieć, że mieszkasz poza Calfą?

— Tak, właśnie to chcę powiedzieć.

— Scott, nie jesteś szefem ochrony. Kim jesteś?

— Powiem ci w domu, obiecuję.

— Zanim czy potem?

No cóż, była szczera.

— Zanim i od tego, jak to przyjmiesz, zależeć będzie czy to się w ogóle stanie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 2485 słów i 14476 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Fallen

    Fajne. Jak "Powrót z gwiazd" trochę.....

  • AlexAthame

    @Fallen Dziekuje.Nie czytalem, a moze to film, wiec nie oglądałem.Taka wizja swietlanej przyszłosci gdzie jest całkowita kontrola i wszyscy sie cieszą

  • Fallen

    @AlexAthame opowiadanie Lema, przypomniałam sobie jak piszesz o sztucznym jedzeniu m.in, tam jest o śmietance do kawy "która była w granatowe kropki i na pewno nie pochodziła od krowy". Bardzo ciekawa jestem, jak się rozwinie akcja.

  • AlexAthame

    @Fallen Lema...Czytałem.Dziekuję. :smile: