Reguła zabijania cz 29

Lecieliśmy już prawie czterdzieści minut i byliśmy blisko. Nie wiem, jak to zrobił Roberta, ale nie obawiałem się wojskowych samolotów, prawdopodobnie byłem niewidzialny. W moim czasie byłem widzialny, czyli jeszcze nie doszli do takiej technologi lub Robert zrobił innowacje. Momentami nie obejmowałem, jakie posiadał możliwości.
Miasteczko było niewielkie. Postanowiłem wylądować na terenie państwa O'Brian, podobnie jak postąpiłem w wypadku rodziny Michela i Nell. Wyszliśmy z pojazdu. Para starszych ludzi szła ze swoim psem. Ślicznym czarnym Golden retrieverem. Pies pomachał przyjaźnie ogonem na nasz widok. Coś mnie tknęło
– Przepraszam państwa, jak podoba się wam mój pojazd.
Starszy mężczyzna się uśmiechnął.
– Młody człowieku, każdemu się podoba nowy Rolls Royce.
– Ładny ciemny metalik, też mi się podoba – powiedziała jego żona.
– Jak się wabi piesek? – zapytałem.
– Pax, tak krótko.
– Śliczny jest, pewnie nie ma jeszcze roku?
– Poznała się pan. Ma jedenaście miesięcy. Wy do państwa O'Brien? To mili ludzie, a córka ma ponoć nadzwyczajne zdolności artystyczne. Miłego dnia.
– Postrzegają twój Błysk jak Rolls Royca, interesujące. – rzekł Mike.
– Tak, nie rozumiem tego, ale muszę przyjąć. To działaj chłopcze.
Popatrzył na mnie błagalnie.
– To nie pomożesz, Scott?
– To twoja miłość, nie moja. Walcz.
Spojrzał mi w oczy tak dorośle. Odwrócił się i odszedł do drzwi. Zapukał. Stałem z dala i obserwowałem. Cathy była w domu. Zaszczekał pies. Doberman, poczułem, że to ta rasa. Dobry, ale ostry pies. Doskonały obrońca. Po niespełna minucie otworzył jej tata. Mógł mieć trzydzieści pięć lat, z pewnością nie miał czterdziestu.
– Tak, chłopcze – dostrzegłem, że pies stoi tuż za ojcem dziewczynki i próbuje wyjść.
– Mogę porozmawiać z Cathy?
– O, jesteś jej znajomym. Dziwne, bo znam jej kolegów. Poczekaj zaprowadzę Rexa do pokoju.
– On nie zrobi mi krzywdy.
– Rex jest bardzo ostry. Poczekaj.
Co było dobre, nie zamknął drzwi. Zanim wrócił, w drzwiach pojawiła się dziewczynka. Bardzo ładna szatynka, odbicie lustrzane Corsy.
– Och to ty, mój książę ze snu – rzuciła mu się na szyję, jakby byli kumplami od przedszkola.
Michael delikatnie położył dłonie na jej plecach. Ojciec wrócił i ze zdziwieniem obserwował scenę.
– Proszę do środka – dostrzegł mnie – Pan jest ojcem chłopca?
– To syn moich przyjaciół.
– Ładny Phantom, chyba się nie mylę, to ten model. Proszę do środka, Rex jest w pokoju.
Cathy prowadziła za rękę Michaela do wewnątrz domu. Nie zważając na wzrok ojca i teraz i matki, Cathy zaprowadziła Michaela go do swojego pokoju.
– Jestem Martin O'Brian, a to moja żona Sara. – ojciec szatynki wyciągnął do mnie prawicę.
– Scott Siena – uścisnąłem jego dłoń.
Odczułem, że Martin jest szczerym i dobrym człowiekiem. Po chwili uścisnąłem dłoń Sary. Dobrzy ludzie.  
– Chłopiec musi być bardzo jej bliski, ona raczej jest z dystansem do innych. Dziwne, bo to małe miasteczko i dałbym głowę, że znam wszystkich jej znajomych z klasy i szkoły.
– Jesteśmy z daleka. Michael śnił o niej.
– Och, a więc to on. Cathy wspominała, że śni kogoś. Sądziliśmy, że to dziecięce fantazje. Coś takiego! Jak nas znaleźliście?
– On zostanie jej mężem – powiedziałem tylko.
Twarz ojca spoważniała.
– Teraz już to brzmi poważnie, bo ona też to mówiła. Wiesz Scott, że ona ma dopiero dwanaście lat.
– Jedenaście i pół – poprawiła go Sara.
– Wiem. To jest dziwniejsze, niż sądzicie. Proszę chwilę zaczekać.
Wyjąłem komórkę i połączyłem się z Baxterem.
– Co tam Scott, lot się udał?
– Tak, wszystko dobrze. Ona też o nim śniła. To niesamowite. Jest uzdolniona jak Corsa, którą poznałem w moim czasie.
– Chcesz ich zabrać do mnie. Mam duży dom.
Poczułem ciepło na sercu. Tylko co na to Sara i Martin.
– Dziękuję. Zobaczymy.
– Co robisz zarobkowo, Martinie?
Popatrzył na mnie poważnie.
– Jestem naukowcem. Pracuję nad nowymi technologiami.
– Energia przyszłości?
Znowu spojrzał.
– Zadziwiasz mnie, skąd wiedziałeś?
– Tak jakoś, a Sara zajmuje się domem?
– Taak. Nie jest pan szpiegiem?
– A gdyby był, to bym powiedział – posłałem mu przyjazny uśmiech.
– Pewnie nie. Teraz jest nieco inaczej. W sumie wszystko się upraszcza, są korporacje. Pewnie niedługo nie będzie państw. Tylko rejony.
– Chodzi o to czy jesteś zainteresowany pracą dla prywatnej osoby.
Poczułem u niego strach, ale na szczęście chwilowy.
– Nie sądzę, że moje szefostwo zechce mnie puścić.
– Ta osoba ma wpływy. To jest do załatwienia. Za chwile Cathy ci oznajmi, że leci z nami, a wy możecie przylecieć za kilka dni. Tyle że zachce zabrać Rexa, bo go uwielbia a on ją.
Teraz on i zona patrzyli na mnie z lekko otwartymi ustami. Dzieci wyszły z jej pokoju. Ona wyprzedziła Michaela i dobiegła do kanapy, gdzie siedzieliśmy.
– Muszę z nim lecieć i zabieram Rexa, a wy przylecicie za kilka dni. Dom możecie sprzedać przez sieć.
Scott ja cię też znam.
– Cathy, Scott ma może mniej lat niż my, ale wypada mówić per Pan. Kochanie to jest dziwne, bo pan Scott przed chwilą powiedział nam to, co ty teraz.
– On nie jest stąd – uśmiechnęła się.
– Gdzie macie polecieć? – zapytał mnie ojciec.
– Brazylia, bardzo ładne miejsce.
– Skąd Cathy wiedziałaś, że pan Scott jest z Brazylii?
– Och ja nie mówiłam, że z Brazylii. On nie jest stąd – pokazała rękami w koło.
Teraz i ja się zdziwiłem, skąd to wie.
– Wiesz, skąd jestem? – zapytałem.
– Dokładnie nie wiem. Ciebie też znam ze snu. I mojego sobowtóra też znam.
Czy to możliwe, że za tym stał również Robert?
– Widziałem jej obrazy, Scott. To niesamowite! – wtrącił Mike.
– Co takiego?
– Mega–miasta.
– Ale nazw nie zna? Nie wymieniałem ich nikomu.
– Calfa – odrzekła, patrząc mi prosto w oczy.
– To nie jest możliwe – nie mogłem wyjść z podziwu.
Uśmiechnęła się ślicznie.
– Znasz mojego sobowtóra?
– Owszem, ale poznałem ją, jak miała dwadzieścia trzy lata. Wiesz, jak ma na imię?
– Wiem, bo mi mówiła. Corsa.
– Mówiła ci?
– Ona teraz śpi, prawda?
– Tak.
Jej rodzice patrzyli na nas jak na przybyszów z kosmosu.
– Czy ty Scott jesteś wizjonerem?
– To raczej wasza córka jest nim.
– Wiedziałeś, co powie. Wiesz, nad czym pracuję?
– Nad niezwykle ekonomicznym paliwem do statków powietrznych.
– To cos więcej niż fuzja. To energia wiążąca materię. Podczas wybuchu atomu wytwarza się ogromna energia, ale to nic w porównaniu siłami wiążącymi materiał protonu, elektronu i wszystkich cząstek.
– Zawsze się zastanawiałem, kto wymyślił to paliwo, teraz wiem. Chodź, pokażę ci coś.
Dziewczynka tylko się uśmiechnęła. Czyżby wiedziała i to? Nie miałem pewności, ale chyba to przerastało nawet wiedzę Roberta Russella. Wyszedłem z Martinem na dwór. Podeszliśmy do Błysku. Otworzyłem wejście do zbiornika paliwa i wyjąłem sześcian z tym, nad czym pracował Martin. Było nieco ciemniejsze niż błękitny sześcian z filmu Avengers, tylko mój sześcian był o skończonej energii. Nie jak Tesseract.
– Skąd to masz! Nie dzieliłem się z nikim moim projektem! Czyżby ktoś mnie wyprzedził? Kolor to złuda. On zakrzywia pole i dlatego postrzegany jest jak ciemny szafir.
– Nie obawiaj się Martinie. To nie jest Phantom. To pojazd z przyszłości, nazywa się Błysk. Być może dopiero w Brazylii dopiero zobaczysz, jak wygląda na prawdę. On działa na paliwo, które ty wymyśliłeś.
– Z przyszłości? Jak dalekiej?
– Dwanaście lat.
– Ty stamtąd pochodzisz?
– Tak, ale nie z tej.
Martin musiał mieć otwartą głowę. Zarówno moi koledzy po fachu, Julia jak i Otton przyjęli wersje, ale zrobili to inaczej niż Martin. On to rozumiał. Odczułem to od razu. Rozumiał ,czego ja nie rozumiałem.
– Cathy mówiła o jakimś sobowtórze z innego czasu. Momentami zastanawialiśmy się z żoną czy z nią wszystko jest w porządku, ale teraz rozumiem, że mamy genialne i wyjątkowe dziecko.
– Za dwanaście lat nasze rzeczywistości sie pokryją. Myliłem się. Musimy wszystko zrobić, by ten świat stał się jak tamten i dopiero go zmienić.
– Nie bardzo rozumiem. Dlaczego?
– Powiem ci w Brazylii. W twojej firmie są prymitywne czyściciele pamięci. Za dwanaście lat będą doskonalsze. Im wiesz mniej, tym lepiej. Teraz myślę, że nie możesz iść do pracy, bo odkryją i będą zaniepokojeni.
–Tak, ale w tym wypadku nie będą chcieli mnie puścić.
– To polecimy razem, tylko jak. Nie ma Roberta więc, jak się zmniejszycie.
– To też macie? Pokażę ci coś.
Mama i córka dyskontowały jakiś aspekt koloru z Michaelem. Sara nie była zwykłą gosposią, w końcu Cathy musiała coś odziedziczyć po rodzicach. Poszliśmy w kierunku jego pracowni. Miał zabezpieczenia jak do szafy pancernej jednak tylko, kiedy nie było go w domu. Zanim doszliśmy do niej, otworzył drzwi i Rex wyskoczył na mnie, lecz od razu wyhamował. Obwąchał mnie i zobaczyłem, że jego krótki ogonek porusza się szybko. Rex zachowywał się,  jakby mnie znał. Martin bez słowa podszedł do klatki z kanarkiem, która stała w pokoju.  
– To Sonny. Razem pracujemy.
– Michel mówił, że macie tylko psa.
– Nawet geniusze się mylą.
Ptaszek był bardzo mądry.
– Chodź Sonny.
Ptak wyleciał z otwartej klatki i usiadł mu na dłoni. Mężczyzna przesunął dłoń i ptaszek zeskoczył z dłoni na srebrną tackę. Naukowiec nastawił dziesięć procent i włączył przycisk. Sonny zmniejszyła się do wielkości młodej pszczoły.
– Czy maszyna tylko zmniejsza?
Spojrzał na mnie i zmienił liczbę na tysiąc procent. Teraz Sonny zwiększył się do wielkości gawrona.  
– Imponujące, tylko jak zmniejszysz was.k
– Zwiększę dziesięć razy tę tackę, odsuń się, proszę.
Po chwili srebrna tacka powiększyła się do wielkości sporej tacy o długości półtora metra i szerokości metra.
Kiwnąłem głową.
– To super, tylko... Chyba pudełko do podróży jest w Błysku.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 1779 słów i 10333 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto