Reguła zabijania cz. 28

Weszliśmy do Błyska.
– Skąd to masz – zdziwił się Otton.
– Ten pojazd pochodzi z alternatywnej rzeczywistości, w której mnie wychowywałeś.
– Baxter spojrzał na mnie inaczej.
– Leć.
– Zapnij pasy i włóż hełm – poprosiłem.
Sam zrobiłem to również.
Poszliśmy do góry pionowo jakieś dziesięć metrów, a potem czterdzieści pięć stopni do góry z przyspieszeniem 2 G.
– Mogę przyspieszyć – zapytałem przez słuchawki.
– Trochę, nie czuję się komfortowo.
Doszedłem do 3G i obserwowałem jego bicie serca i inne odczyty skanów ciała. Wiedziałem, że się nauczy, a jeżeli nie, będzie używał system antygrawitacjny. Zajęło nam trochę, zanim doszliśmy do pełnej prędkości. Leciałem na dwudziestu ośmiu kilometrach.
– Te odczyty nie kłamią?
– Nie.
– Czyli lecimy dziesięć Machów?
– Możemy dwanaście, ale zwykle latałem z taką prędkością.
– Możemy wracać?
– Jasne. Włączę ci wspomaganie antygrawitacyjne, bo chcę sobie polatać, jak lubię.
– To znaczy?
– Dziesięć G w dół.  
– Nie będę czuł?
– Nic.
Zwolniłem do jednego Macha i rzuciłem Błyska w dół. Mogłem to robić kilka sekund. Wyrównałem i zrobiłem zakręt w lewo, potem w prawo i dopiero usiadłem na jego parkingu. Odłączyłem  wspomaganie i zatrzymałem pojazd.
– Powiem ci coś Scott. W połowie lotu poczułem do ciebie sympatię, a to mi się nigdy nie zdarza. Nie mogę w to uwierzyć, co mówisz, ale mam kilka dowodów i nie mam pojęcia jak je wytłumaczyć. Wierzę ci.
– Dziękuję. Po obiedzie porozmawiamy o sprawach zawodowych.
– Faktycznie czujesz się jak u siebie w domu. O co tu naprawdę chodzi?
– O planetę i ludzi.
– Znasz trzech ludzi, którzy w moim czasie chcieli zniszczyć życie? Jak się nazywają? 
– ito Osinoko, Michael Jonas i Xsi– Ming Pao.
– Słyszałem. Pierwszy zajmuje się robotami i pracuje nad człekopodobnymi androidami, drugi ma największą fabrykę broni na świecie, a trzeci to neurochirurg.
– Dokładnie to robili w moim czasie. Tylko koś im pozwolił spełnić marzenia. Nie za bardzo wiem jakimi kategoriami mam operować w wyborze ofiary. Nie mogę ich zabić tylko dlatego, że w innym czasie oni chcieli zabić miliardy.
– Czasem trzeba uprzedzić przeznaczenie.
– Każdy człowiek potencjalnie może zrobić coś złego, o ile ma szanse i możliwości.
– W mojej branży zabijamy ludzi, bo nam płacą. Nie zabijam dzieci do lat piętnastu i kobiet w ciąży. Każda ofiara musiała mieć kilka osób na sumieniu i planować bardzo złe rzeczy. Nikogo nie zabiłem, bo miał dopiero coś zrobić złego.
– Tej samej zasady mnie uczyłeś. Ale to do niczego dobrego to nie doprowadziło. Dopiero zabijanie tych, którzy mogą coś zrobić złego, a jeszcze nie zrobiło, ma sens.
– Tylko że to nie jest moralne.
– Natomiast jest skuteczne. Nazwę to Regułą zabijania. Robert dostarczy nam listę z przyszłości. Ludzi, co zrobili i gdzie pracowali lub z kim współpracowali. On się specjalizuje w opracowywaniu stymulacji. Twierdzi, że jeżeli dobrze namieszamy, większość sama się wzajemnie wykończy. Jednak dla nas zostanie koło pięć setek ludzi. Nie zawsze najgorszych.
– Porozmawiamy o tym po obiedzie.
Weszliśmy do garażu, a potem do salonu. Co dziwne wszyscy na nas czekali. Przyszła Roan i wyglądało, że zarówno Abby jak i jej córka polubili się z resztą towarzystwa.  
– i co mój drogi? – żona Ottona nie miała troski na twarzy.
– Mówił prawdę. Nie mogę się doczekać kiedy dostanę to cacko.
– Dostaniesz pewnie jutro. – odrzekłem.
– Jak on to robi? Przecież nikt tego nie wykonuje. i czym to jest napędzane.
–  Jednego litr starcza na 10 milionów kilometrów.
– Czy można tym lecieć w kosmos? – zapytał Otton.
– Nigdy nie latałem i prawdę mówiąc, nie wiem.
– Pewnie troszkę tak, jak inaczej tamtych dwóch Robertów by nie przyleciało. Pewnie ich statek stoi gdzieś niedaleko Ziemi i stamtąd przylecieli. – odezwała się Nell.
– Bardzo możliwe.
– To może zjedzmy – Abby na nas popatrzyła.
Zastanawiałem się, jak to zdołała przygotować. ich była trójka, a przybyło sześć nowych osób. Dopiero potem się okazało, że miała kilka gotowych zamrożonych potraw. Obserwowałem Nell czy je mięso, ale nie jadła. Ja pokusiłem się spróbować rybę, która było bardzo smaczna, a jeszcze takiej nie jadłem. Okazała się, że to nasz kuzyn po fachu. Barrakuda. Zarówno rekin jak i inne drapieżniki mają smaczne mięso tylko ze względu na to, że, jedzą to co ich ofiary jedzą czasem są bardzo niebezpieczne. Rekin ze względu na rtęć a barrakuda z powodu trucizny zwanej ciguatoksyna. Ale ta ryba, którą jedliśmy, była czysta. 
Po obiedzie reszta została w salonie i rozmawiali o rzeczach zwykłych, a ja z Ottonem udałem się do jego biura. Wyglądało całkiem inaczej niż z innego czasu.  
– Musisz mi opowiedzieć o twoim czasie, gdzie byłem dla ciebie jak ojciec.
– To będzie długa historia, biorąc pod uwagę, że wszystko pamiętam.
– To opowiedz w skrócie. Rozwijamy się, ale to, co mówisz i choćby ten statek...
– Niestety Robert Russell się przysłużył. To brzmi fantastycznie, ale on pochodzi z jakiejś planety, gdzie jest 777 identycznych osobników. Sądzili, że są jakąś rasą kosmiczną, ale okazało się, że są z Ziemi. Tysiące lat wcześniej wylecieli w kosmos z Ziemi i szukali innych cywilizacji. W jednej z takich ekspedycji brał udział Robert. Wszyscy zginęli, bo mieli wypadek i został tylko on. i tu zaczyna się czysta fantazja. Zamiast umrzeć, stał się nie tylko nieśmiertelny, przynajmniej na razie, to jeszcze prawie nieograniczenie mądry. Co dziwne nie mieli kobiet i wszystkie sprawy związane z rozmnażaniem zanikły. Nie mieli nic na planecie, a żyli. Nie jedzą, nie pija, nie muszą oddychać i robią, cokolwiek chcą. Maszyny, broń. Odkryli Ziemię i wysłali jednego pośród siebie, tu by doprowadził cywilizacje do upadku i on to zrobił. W ośrodku Arka poznał mnie i to go zmieniło. Potem poznał Clarę i to go również zmieniło. Pomógł mi przenieść się w moją przeszłość, bym mógł uratować mamusię. Chodzi o to, że ja pamiętam wszystko do czasu poczęcia. Poza tym obdarzono mnie doskonałym zmysłem zapachu. W rezultacie pokochałem moją mamusię do tego stopnia, że zapragnąłem ją uratować. Zabiłem kilka osób i w końcu i Roberta, bo nie wiedziałem, że nie mogę go zabić. Widzisz, jest tak, że w moim czasie kiedy byłem w ośrodku Arka, moja mama zginęła naprawdę. Kiedy wróciłem w przeszłość, ona była już w ciąży. Ponieważ zmieniła się rzeczywistość, mimo że jest moją mamą, wcale mnie nie urodziła. Robert spowodował, że była zapłodniona moim nasieniem in vitro. Peter jest prawie identyczny jak ja. Ale chodzi o to, że prawdziwa moja mama naprawdę zginęła. Nie wiem, jak to jest, że jego podróże w czasie w jedną stronę i z powrotem nie zmieniają rzeczywistości, natomiast moja podróż, zmieniła. Pragnę doczekać czasu kiedy miałem wówczas dwadzieścia sześć lat i wtedy nasze rzeczywistości się połączą. Ja mam cały czas tyle samo lat. Podobnie jak Julia. Natomiast Paul, Sally, Nell i Michael żyją jak wszyscy i czas dla nich płynie. Z jednej strony mamy doprowadzić do tego, żeby nie powstał taki system, w jakim się wychowałem w twoim domu, z drugiej jeżeli nie powstanie to rzeczywistości, obie będą się bardzo różnić. Plan jest taki, że chcemy uratować ludzi, by mogli żyć normalnie w miastach, miasteczkach, wszędzie. Natomiast Robert Russell spowoduje, że powstanie wiele identycznych Julii i Clar. Ma ich być po 388, ale którejś ma być więcej o jedną. Maja przenieść się na planetę Robert Russell i tam założyć bliźniaczą Ziemię. Potem ich dzieci się wymierzają. Ja natomiast mam być w dwóch osobach. W jednej będę z Julią w drugiej z Clarą.
– A kim w tym wszystkim są Nell i Michael.
– To bliźniaki z innej rzeczywistości Clary i Thomasa Bramhsa. Nie wiem, jaka będzie ich wzajemna relacja, bo oni są prawie identyczni.
– Warunki życia są nieco inne, wiec są inni.
– Też tak sadziłem, ale podobno nie jest tak. Być może warunki są inne, ale kiedy się spotkają, staną się identyczni. Nie chodzi o Ciało. Oni będą identyczni, chociaż inaczej niż ja. Zupełnie nie wiem jak to być w dwóch ciałach. Robert jest w 777 i nie zapytałem go, jak to jest.
– W moim odczuciu musicie się starać, by stworzyć identyczny czas jak w twoim i moim. Nikogo nie możemy zabijać, bo to tylko zaszkodzi.
Poczułem się dziwnie. Miał rację. Jedyną osobą, która nie pasowała do wszystkiego, był Robert Russell, to on wystrzelił najmocniejszą rakietę. On ją również zdezaktywował. Musimy zacząć działać dopiero potem, od tamtego momentu. Z Robertem będziemy mieli nieograniczone możliwości. Zniszczymy system albo raczej go zmienimy. Będziemy współpracować z tymi, którzy chcą tym rządzić. Nie pozwolimy im. Dopiero jeżeli inne środki zawiodą, będziemy zabijać. Podzieliłem się tym przemyśleniem z Ottonem.Uśmiechnął się.
– Ludzie się nie zmieniają. Prawdopodobnie będziemy musieli zabijać.
– Może nie. Będę z każdym rozmawiał indywidualnie.
– To ci życia nie starczy.
– Czas nie jest problemem. Ludzie staja się źli, bo mogą. Niektórzy staja się takimi, bo sądzą, że muszą tacy być. Gorsi są ci, co mogą od tych, co muszą.
– Ludzie potrzebują niewiele. Jeść, mieć miejsce do życia, czuć się bezpiecznie, muszą spać. Chcą się rozmnażać. Jeżeli zrobicie coś zbyt mocno, pochłonie to więcej ofiar, a tego nie chcesz.
– Chyba wiem, co zrobię.
– Co masz na myśli?
– Dlaczego to robisz, co robisz, Ottonie?
– Zacząłem jako zwykły zabójca, bo uczono mnie tego w pewnym miejscu. Zostałem sierotą w wieku lat dwóch. Ktoś mnie zabrał i tam pracowałem i uczyłem się zabijać. Ale nie chciałem zabijać wszystkich i powoli szedłem swoim torem. Nadal zabijam, ale tylko naprawdę złych ludzi.
– Zabijanie jest złe – rzekłem.
– i ty to mówisz? Całe życie zabijałeś złych ludzi. Gdybyś tego nie zrobił, oni zabiliby więcej. Ty masz skrupuły inni nie.
– Jak poznałem Clarę coś się zmieniło. Zabiłem jeszcze kilkanaście osób, ale jeszcze tego nie rozumiałem. Będę bronił siebie i swojej rodziny, ale nie będę już zabijał tak jak dawniej. Wiem, co zrobię. Każdy dostanie miejsce do życia, wszystko, co potrzebuje. Damy każdemu świadomość tego co jest.
Otton patrzył na mnie długo.
– Ludzie się nie zmienią. Będą kraść, kłamać, zabijać. Będą dobrzy i źli. Od tysięcy lat tak jest. Dlaczego sądzisz, że życie w megamiastach jest złe? Dlaczego sądzisz, że danie każdemu, jego miejsca w społeczeństwie, jest złe? Co ty chcesz zmienić?
– Chcę, by ludzie mieli wybór. Jeżeli nie mają wyboru, nie są już ludźmi.
– Nawet jeśli wybór jest zły?
– Tak. Rozmawiałem z Robertem o Bogu. On twierdzi, że to Bóg go uratował, ale również uważa, że Bóg się ukrywa. On jest prawie jak Bóg, a pragnie go poznać. Wie, że jeżeli będzie miał dzieci, musi umrzeć albo wszyscy będą musieli żyć wiecznie. Nikt nie chce być stary. Jednak jeżeli ma nie umierać i mieć dzieci to w końcu planeta będzie za mała. W tym wszystkim musi być jakiś wyższy sens. Sensem życia jest życie, ale musi mieć jakiś wyższy sens. Ludzie nie widzą najwyższego sensu i żyją. Robert Russell żył wiele tysięcy lat. Nie jadł, nie pił, nie miał pragnień, a jednak coś się zmieniło. Pozornie złego, bo zapragnął Ziemi. Miejsca skąd powstali jego przodkowie. Ale doszedł do tego samego co ja. Że nie wolno zabijać. Życie jest sensem, śmierć nie. Tylko ci, którzy umrą, spotkają Boga. Ale może jest szansa, aby go spotkać, żyjąc. Może On nam dał wybór i myśmy zapomnieli co mamy wybrać. Nie chce nas kontrolować, bo nie dając nam wyboru, zaprzeczyłby sam sobie. On czeka, aż dokonamy właściwego. Pewnie prawda została zmieniona. Trzeba ją tylko odkryć.  
– Czyli co proponujesz, Scott?
– Reguła zabijania okazała się regułą życia. Nie możemy wchodzić w wolę Boga. Musimy pozwolić, by wszystko szło, jak miało miejsce. Uratowałem mamusię i teraz jest moją żoną. Poczekam jeszcze dwanaście lat i o ile one obie nie powiedzą inaczej, stanie się nas dwóch. Jeden będzie z Julią, a drugi z Clarą. A co dalej, to będzie zależało od nich, nie ode mnie. Fakt jest taki, że nie wiem, jak się będę czuł, w dwóch osobach. Moja  wyobraźnia tego nie obejmuje.
– Dobrze, Scott. Gdybyś zmienił zdanie, wiesz gdzie mnie szukać. Znajdę miejsce dla ciebie, Julii i twoich przyjaciół.
Wróciliśmy do salonu, a panowała tam naprawdę rodzinna atmosfera. Julia posiedziała przy mnie chwilkę i poszła rozmawiać z Sally. Podszedł Michael.
– Mogę o coś zapytać?
– Jasne, Mike.
– Chodzi mi o dziewczynę ze snu. Masz ten dar...
Popatrzyłem na niego. Czy miałem mu powiedzieć, że jak się ma spełnić, to się spełni?
– Co masz na myśli. – zapytałem, ale przecież dokładnie wiedziałem, o co mu chodzi.
– Gdzie ona jest?
Pamiętałem, jak pachnie Corsa. A jej bliźniacze odwzorowanie musiało być gdzieś tu, na tej planecie
– Chcesz, bym pomógł ci ją znaleźć?
– Właśnie.
– Ona jest jeszcze młodą dziewczynką. O ile jest tak jak w moim świecie, gdzie Corsa jest młodsza od Thomasa cztery lata, wobec tego ma teraz dziesięć lat. Czułem ją w północnym końcu zachodniego wybrzeża.
– Scott, poleć tam ze mną, proszę.
– Możemy jutro. Muszę zapytać twoich rodziców.
– Wiem, że to głupie, ale nie mogę czekać. Musimy dzisiaj, teraz.
– Musimy? Dlaczego ci się tak spieszy?
– Miałem sen, jak mówiłem. Do momentu jak powiedziałeś, nie wiedziałem co o tym myśleć, teraz wiem.
– Co wiesz?
– Z tego jak rozumiem ostatni sen, ona może zginąć. – spojrzał na zegarek.
– Czy aż tak się musimy spieszyć?
– Za dwie godziny będzie miała wypadek. On i jej rodzice. W śnie widzę, jak biorę ją na ręce i zanoszę do pojazdu wyglądającego na twój Błysk, to niesamowite. Proszę.
– Dobrze, ale muszę powiedzieć twoim rodzicom.
– Dziękuję – twarz Mike’a rozluźniła się nieco.
Czyżby miał sny, czy to tylko stanowiło pojedynczy wypadek? Nie chciałem przeciągać. Nie wiedziałem gdzie mam lecieć, musiałem postępować identycznie jak w przypadku poszukiwań Julii czy jej męża. Pomyślałem, że jego rodzice się zgodzą, a ja zatrzymam się w kilku miejscach i znajdę ją. Podszedłem do jego rodziców i reszty towarzystwa, by ich zapytać.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 2613 słów i 14901 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto