Reguła zabijania cz. 27

Nie wziąłem tego pod uwagę, że to nienormalne. Lecieliśmy ostro do góry ze stałym przyspieszeniem. W końcu osiągnęliśmy pułap dwudziestu pięciu kilometrów i lecieliśmy z prędkością 3,3 km na sekundę, czyli prawie dwunastu tysięcy kilometrów na godzinę.  
–  Tęsknisz? –  zapytałem, bo zdjąłem hełm.
–  Pewnie, że tak.
–  Nie jesteś zła, że jestem z Julią?
–  Robert ci nie mówił? Przecież cię kocham.
–  Wiesz, że była w ciąży ze mną, chociaż jej nie dotknąłem?
–  To Robert zrobił, ale on się zmienił. Był przeciwko nam, teraz jest za nami.
–  On tak, ale 776 co tam zostało, jest nadal przeciwko nam.
–  i dlatego jestem z tobą, bo mogą być kłopoty.
–  Skąd wiesz?
–  Bo jestem kobietą.
–  Masz trzynaście lat.
–  Bo Robert uznał, że tak będzie lepiej niż wstawić mnie w mojej dorosłej postaci.
–  Dlatego tak zalotnie patrzyłaś, aż się źle z tym czułem.
–  Nie mów nic Peterowi, chociaż on jest w pewnym sensie tobą. To jest wszystko bardzo dziwne, nie sądzisz?
–  Bardzo.
Chyba to ja pierwszy zobaczyłem te trzy statki. Wygadały jak mój Błysk, tylko były bardziej niebieskawe.
–  Co to może być? –  zapytałem, kierując głowę na zachód.
–  Kłopoty.
–  To nie mogą być istoty z Ziemi.
–  To Robert Russell w trzech postaciach.
–  Co mogą chcieć?
–  Nie wiesz? Co chciał Robert?
–  Zabić?
–  Ty kieruj, a ja będę strzelać –  usłyszłam jej zdecydowany głos.
Mój Błysk nie miał poprzednio tylu rakiet i systemów samoobrony. Nie zwróciłem wcześniej uwagi na kilka dodatkowych przycisków. Poczułem połączenie z moją maszyną. Trzy statki zbliżały się szybko w naszym kierunku. Musiałem wytrzymać do ostatniej chwili. Zobaczyłem, że strzelają z rakiet. Zamiast zbaczać, leciałem prosto na nich. Czułem dłoń Nell–  Clary na kolanie. Chwilkę, bo zaraz zajęła się swoją robotą. Czułem, że jesteśmy sprzężeni. Kiedy rakiety były może pięćdziesiąt metrów od nas, skręciłem gwałtownie w bok. Moja pomoc natychmiast wyrzuciła atrapy. Oddaliliśmy się ze sto metrów kiedy rakiet wybuchły. Rzuciło statkiem. Posłali następne. Nie zastanawiałem się nawet pół sekundy. Teraz było dwadzieścia G. Dobrze, że pudło, w którym siedziała reszta, miało osłonę antygrawitacyjną. Pociemniało mi w oczach, nie mogłem odkręcić głowy, bo teraz ważyła, pewnie za sto kilogramów.  Z powodu piekielnego przeciążenia nie wiedziałem, co jest z blondynką. Po chwili katorgi znaleźliśmy się na ich ogonach. i Nell nie zrobiła niczego. Gdyby wystrzeliła, nie mieli szans. i dobrze zrobiła. Robert Russell nie był głupcem ani jakimś mordercą. Zrozumiał, a dodatkowo pojawił się czwarty statek.
–  Ledwo przeżyłam –  szepnęła dziewczynka.
–  Rozumiemy się, dobrze, że nie strzeliłaś. Widzisz czwarty statek?
–  Tak i domyślam się, kto to jest.
–  Kto?
–  A kto może być, nasz Robert.
Faktycznie po chwili czwarty statek dołączył do trójki i po chwili odlecieli w bok. Odetchnąłem.  
–  To już po strachu –  powiedziała dziewczynka.
–  Ciekawe jak wrócisz w swój czas? Powiem Julii, powinienem..
–  Jasne. Wiesz, czego chcę, ale z dwóch powodów nie mogę.
Poczułem się dziwnie. Cała ta sytuacja... Patrzyłem na nią, wyglądała jak młoda Clara. i to była teraz ona. Mój Peter będzie pewnie podobny do mnie jak kropla wody. A kiedy skończy dwadzieścia sześć, będzie nas trzech, bo postanowiłem być jak Robert. Oczywiście planowałem porozmawiać z Julią i Clarą jak już będziemy razem. Sądziłem, że one też będą wolały tę opcję. To będzie bardziej naturalne niż być z dwoma kobietami. Tylko nie wiedziałem, jak się zacznę czuć, jako podwójny Scott. Miałem tyle czasu, a nie zapytałem o to Roberta, jak to jest być w kilku ciałach naraz.
–  Zmieścimy się w czasie –  odezwała się po chwili milczenia.
Myślałem, że nie będzie ciągnąć tematu.
–  Nie spytasz, czego pragnę? –  zapytała bardziej sugestywnie.
Z pewnością nastolatkę nie byłoby stać na to. To mogła być tylko Clara.
–  Wiem, czego pragniesz i wiem, dlaczego nie możemy.
–  Czy chociaż mogę cię pocałować?
–  Nie jest to dobry pomysł –  odrzekłem cicho –  jestes teraz w ciele Nell. Co będzie, jak wrócisz do swojej postaci w tym innym czasie? Nie wiesz jak odbierze to Nell. To nie byłoby fair w stosunku do Julii, ani w stosunku do Petera.
–  Masz racje, ale wiesz co? Tylko w stosunku do Julii, chociaż wiem, że by nie miałaby nic przeciwko. Nell to ja Peter to ty. Nie rozumiesz?
–  Myślenie o tym sprawia mi trudność. A mam być w dwóch osobach.
–  Wybacz, tęskniłam, to wszystko.
–  Nie mam co wybaczać. Przeżywamy doświadczenia, których nikt nie miał.
Popatrzyłem na lokalizator.
–  Za dziesięć minut będziemy. Ciekawe jak Otton to przyjmie. Samuel zrozumiał, Fred również, a Julia mnie wprost zaskoczyła.
–  Myślę, że ona inaczej to odebrała. Pewnie pokochała cię zaraz, jak tylko zobaczyła. Dziwne, prawda?
–  Naprawdę chciałem uratować jej męża, a mojego tatę. Nie wiedziałem, że nie był jej wart. Julia jest bardzo dobrą osobą, tylko jedna istota ludzka jej dorównuje.
–  Kto?
–  Ty, kochanie.
–  Dziękuję, kochanie. Zaraz cię będę musiała pożegnać. Pewnie będę miała piękny sen. Bo ja wiem, że to ja. Tamto ciało będzie wiedzieć, dopiero jak się przebudzi. –  dostrzegłem dwie łzy na jej policzkach.
–  Nie płacz, kochanie. Niedługo będziemy razem.
–  To nie będziesz ty –  rzekła.
–  Ależ oczywiście, że to będę ja.
–  Chciałabym mieć tego Scotta, który mnie zobaczył w Remixsie.
–  Zobaczysz, obiecuję –  powiedziałem to, ale jak mogłem wiedzieć, że to się stanie
Zacząłem zwalniać i schodzić w dół. Clara pogładziła mój policzek i chyba odeszła, bo w tej samej chwili odczułem minimalną różnicę i chyba Nell też to odczuła.
–  Przydałam się –  zapytała już całkiem normalnie i nawet patrzyła inaczej.
–  Byłaś dzielna.
– Czuję się nieco inaczej. Jak bym dorosła.
Popatrzyłem na nią dokładniej. Jej oczy się śmiały.
–  Nell, przestań się  zgrywać. Wszystko pamiętasz.
Klepnęła mnie w kolano
–  Tak. Miałeś okazje poznać trzynastoletnią Clarę. Sądzisz, że jako Clara byłam już tam w domu, prawda?
–  Chyba tak
–  Otóż nie. Ja zaczęłam sobie wszystko uświadamiać. Jesteś jak Peter albo on jest jak ty. Masz fenomenalną pamięć. On jest jak ty, a ja jak Clara. Doświadczenia zmieniają, mamy tu przykład Roberta Russela z Ziemi i tamtych. Ale w środku to jedna i ta sama osoba. Ja wiem, jaka jest Clara, a ona jak się obudzi, będzie wiedziała, jaka ja jestem, bo jesteśmy identyczne. Ale to Clara będzie z Robertem Russellem. Czuję jakieś nieodgadnione w środku. Jakbym coś wiedziała zawsze, a nie potrafię tego wyrazić nawet w najmniejszym stopniu.
W tej samej chwili kiedy o powiedziała, zacząłem czuć podobnie. i pomyślałem, że zapytam o to syna. Lądowaliśmy. Co było do przewidzenia młody Otton i jego zona wyszli zobaczyć, kto do nich przyleciał i czym.  
Kiedy wysiedliśmy, mój statek cały parował. Czy dlatego, że lecieliśmy, gdzie panowała temperatura pięćdziesiąt stopni poniżej zera? Niezupełnie, prawdopodobnie to następna sztuczka, Roberta, by ukryć fakt, że zmniejszeni ludzie odzyskują normalna wielkość, a siła realnych faktów wyłącza myślenie u najbardziej jasnych umysłów. Otton ani jego żona nie zadali pytania, jakim cudem tyle ludzi przyleciało tak niewielkim pojazdem. Pewnie sądzili, że skoro wyszli stamtąd, to znaczy, że tak się stało i jest realne.
–  Kim jesteście i co to za pojazd? –  zapytał zaskoczony Otton, a jednocześnie dał znak swojej ochronie by, schowali pistolety.
Nie zdołałem się zastanowić co by się mogło stać gdyby zaczęli strzelać. Czy to też widział w swoich stymulacjach Robert Russell?
–  Witaj Ottonie. Pojazd jak pojazd, dostaniesz taki wraz z instrukcją. Nazywam się Scott Siena, a to jest Nell. Ty nie wiesz, kim ja jestem, ja natomiast wiem, kim ty jesteś. Poznałem cię kiedy miałem sześć lat. To stało się w innym czasie, który jeszcze nie nastał.
–  Wyglądasz normalnie i przyleciałeś czymś, co widzę pierwszy raz na oczy, ale mówisz trochę bez sensu. Kim są ci ludzie –  pokazał wszystkich.
–  Chętnie ci ich przedstawię. Zatrzymamy się u ciebie na trochę.
Zaczął się śmiać.
–  Mam duży dom, co nie znaczy, że jest to jakiś darmowy hotel. Powiesz szybko, co cię sprowadza i następnie grzecznie się stąd zabierzesz.
–  Ottonie, czemu tak traktujesz gości? Proszę do środka. Coś do picia? Jesteście głodni? –  żona Baxtera umiała się znaleźć.
Cóż, pamiętałem, że zawsze mnie lubiła i widocznie to nadal funkcjonowało.
–  Dziękuję pani...
–  Jestem...
–  Miło mi, proszę nie mówić. Ma pani na imię Abby Baxter, a poprzedni miała pani nazwisko Mac Kay. Macie córkę Roan, prawda?
–  Taaak? My się znamy?
–  i tak i nie.
Widziałem, że Otton się mi przypatruje.
–  Otton jest mi jak ojciec. Zabrał mnie z ośrodka Arka i uczył tego, co sam robił, i może nadal robi. Chce przedstawić wszystkich, a potem wytłumaczę cel wizyty. Zacznę od mamusi. –  pokazałem na Julię.
–  Jest w twoim wieku, Scott. Masz poczucie humoru – skwitowała to uśmiechem Abby.
–  Teraz to moja zona, mamusią była w tamtym czasie, do którego zmierzamy. Niestety wówczas ją zabito, a mnie zabrano do ośrodka Arka. Całe moje poprzednie życie szukałem, kto kazał zlecić zabicie mamusi i w jakim celu, ale teraz już wiem. Ten chłopiec to mój syn, nazywa się Peter. Widać podobieństwo, prawda?
–  Uderzające –  rzekła Abby.
Dalej to rodzice i bardzo dobrej koleżanki mojego syna, Nell. A to jej rodzice, Paul i Sally. Ten uroczy młody człowiek to brat Nell, Michael. W moim świecie to mój przyjaciel z ośrodka Arka. Miał tam numer dwadzieścia sześć, potem nazwano go Thomas Bramhs.  
–  Dobrze, bardzo to pięknie, ale co ja mam do tego? –  zapytała Otton.
–  Masz wysokiej klasy ludzi do specjalnych interesów. Będziemy potrzebować ciebie i ich wszystkich. Dostaniesz latający pojazd, podobny jak mój. To podarunek od Roberta Russella.
–  Russela, powiadasz. Słyszałem to nazwisko. Dla mnie pracują profesjonaliści, a szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak to wiesz.
–  Miałem okazję być trenowany przez ciebie i twoich nauczycieli i uważałeś mnie za jednego z najlepszych. Jak już wspomniałem, traktowałem cię jak ojca, który też zginął.
–  Projekt Arka upadł. Mamy inny. Potrzebuję jakiś mocniejszych dowodów niż to, co mówisz.
–  Wiem wszystko o twoim domu. Poza tym lubiłem Roan. Nie mam innych dowodów. Musimy zabić wielu ludzi. Plan jest taki, że oni wzajemnie się wykończą, ale i tak pozostaje około pięciuset ludzi, których musimy zabić. inaczej będzie jak w moim czasie. Podobnie, bo identycznie nie może być. Poprzednio Robert pomógł kilku osobą i w stymulacji zgięła cała ludzkość i wszystkie większe zwierzęta, w końcu Ziemia została zniszczona Czarną dziurą.
–  Dość tych bredni. Moi ludzie was odprowadzą i odlecicie.
Powiedział to i dopiero zaczął się zastanawiać.
–  Co jest nieco dziwne, ale to fakt. Jak tam wszyscy się pomieściliście?
–  Zostaliśmy dziesięciokrotnie zmniejszeni –  odrzekł Paul.
Tym razem Otton się tylko uśmiechnął.
–  A szybko to lata?
–  Prawie trzynaście tysięcy kilometrów na godzinę.
Roześmiał się serdecznie.
–  Jeżeli to prawda, to zacznę was traktować poważnie i wszystko, o czym mówisz.
–  Dobrze. Zapraszam na przejażdżkę – odrzekłem.
–  A ja zapraszam na obiad –  rzkła miło Abby.
–  Muszę sprawdzić, czy nie jesteś uzbrojony. Potrafię się bronić, ale w tych czasach niczego nie można być pewnym.
–  Ottonie, bez obrazy. Nauczyłeś mnie wszystkiego i nie potrzebuję broni by cię pokonać.
–  O tym porozmawiamy później. Moje kamery nic nie wykazały, ale sprawdzę sam, jeżeli pozwolisz.
–  Oczywiście Ottonie.
Podszedł i przeszukał mnie dość niedokładnie.
–  Mówisz niestworzone historie, ale podobasz mi się chłopcze. Twój syn ma około piętnastu lat, a ty wyglądasz na dwadzieścia pięć, jak to możliwe, nie wiem. Chodźmy na próbę.
Posłałem uśmiech  do Abby i poszliśmy.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 2176 słów i 12518 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Almach99

    Ech te historie alternatywne. Wszystko tak samo, ale jednak inaczej