Reguła zabijania cz. 26

W pewnym momencie empatia i poczucie oceny czynów przestaje działać. Ci na dole wykonują rozkazy. Ci na górze mają układy. Wszystko się ze sobą wiąże. Scott żył w świecie, gdzie trzech ludzi zabiło cała ludzkość. Jeden z nich miał super – broń, drugi armie androidów a trzeci, najgorszy, miał pragnienie, by mózg super inteligentnego psychopaty stał się mózgiem tych wszystkich androidów. W rezultacie czego androidy zabiły wszystkich, łącznie z ich twórcami. Potem nie miały kogo zabijać i zostały tylko zwierzęta. Zabiły je również, głównie ssaki i większe gady. Potem zostały tylko one. W końcu unicestwiły siebie, a ostatnie uruchomiły zbudowaną czarną dziurę i zniknęła nawet Ziemia.
–  Nie mógł pan do tego nie dopuścić?  –  Sally spojrzała błagalnym wzrokiem na Roberta.
–  To była stymulacja. To ja obdarzyłem tę trójkę tym, czego pragnęli.
Nastąpiła grobowa cisza. Nella trzymała za rękę Petera. Julia patrzyła na mnie, a Paul i Sally na Roberta.
–  Co się z nimi stało, bo do tego nie doszło?  –  zapytała mądrze mama bliźniaków.
–  Scott zabił dwójkę a Clara trzeciego. Może to moja wina. Miałem pozbyć się ludzi z tej planety i pewnie bym to zrobił, ale poznałem Scotta.
Wówczas przyszła mi myśl. Nigdy o tym nie pomyślałem. Wszyscy wiedzieli już dostatecznie dużo, więc zdecydowałem się zapytać otwarcie.
–  Robert, a jaki mieliście plan potem. Chcieliście zostawić kobiety.
–  Nie. Chcieliśmy zrobić jak Bóg. Czyli zrobić żeńską wersje Roberta z Roberta.
–  To was jest więcej? Gdzie?
–  Kawałek stąd. Jest nas siedemset siedemdziesięciu siedmiu. To ja w pomnożonej wersji.
–  Robercie, dlaczego Scott ma pięć procent genów nie z Ziemi? Ty ich nie masz, prawda?  –  zapytała Julia.
–  Tego nie wiem. Wierzysz mi?
–  Muszę, myślałam, że wiesz.
–  To jak możemy pomóc? Nie mam pojęcia o  zabijaniu.  –  zapytała Sally.
–  Czy my też mozemy  –  usłyszałem cichy głos Nell.
–  Nie sądzę  –  odrzekł Robert.
–  Chcemy się przydać  –  usłyszałem głos Petera.
–  Mówisz tak, bo ci podpadł Ted, prawda?
–  Niezupełnie. Wystarczy, bym mu wtłukł, ale jest cztery lata starszy.
–  Księga o tytule Sztuka wojny mówi, że zwycięstwo osiągnięte najniższym kosztem jest najcenniejsze. Co jeżeli, zamiast zabijać będziemy ich wzajemnie napuszczać na siebie. Potrafisz to, prawda Robercie?
– Tak, to da się zrobić.
–  Do tego również trzeba mieć zdolnosci  –  rzekla realnie Sally.
–  Mogę was nauczyć.
–  Długo ten trening będzie trwał?  –  nie dawała za wygraną, mama dwójki.
–  Mogę to wstawić do waszych głów w kilka sekund.
–  Jak załatwimy dom w Brazylii czy będziemy tam bezpieczni?
–  Scott ma pewne zdolności, poza tym ma pieniądze. Nikt się nie zorientuje, że to wy. A o nadzwyczajne przypadki sam zadbam.
–  Czyli jesteśmy gotowi  –  zadecydowała Sally.  –  możemy wrócić do domu?
–  Nie. Musimy niezwłocznie się przenieść do Brazylii.
–  Jeżeli tam wrócimy, dom wyleci w powietrze? Dzieci też miały zginąć?
–  Planują to na jutro. Dzieci będą w szkole. Dostaniecie powiadomienia, że musicie być w domu z powodu awarii. Jak wrócicie, będzie miało być, bum.
–  A jak nie wrócimy?
–  Nie możecie nie wrócić. Przeniesiemy się. Wasze identyfikatory zostaną zmodyfikowane.
–  To, co się stanie, bo nie rozumiem?
–  Sally, wstawię w wasze miejsce dokładne wasze kopie.
–  A my?  –  zapytała Julia.
–  Dwa dni później mają spaść rakiety na wasz dom, myśl.
–  Wiesz kto?
–  Wiem, ale nie mogę fizycznie reagować. To domena Scotta.
–  Co mogę zrobić. Zajmuję się ogrodem. Nie mam dojść.
–  Znajdź Ottona Baxtera, on wie.
–  Mieszka gdzieś niedaleko?
–  Tam gdzie mieszkał.
–  Michael, pracowałeś nad modelem szybkiego pojazdu. Ma jeździć i latać, pływać pod wodą i być uzbrojony i bezpieczny na ataki z zewnątrz.
–  Mam już gotowy plan, ale do wykonania daleko. Materiał, rodzaj paliwa, rodzaj uzbrojenia.
–  To da się zrobić, ale mamy mało czasu. Ponieważ Scott musi porozmawiać z Ottonem, a ten go jeszcze nie zna, więc muszę znowu coś zrobić. Nabroiłem, to teraz muszę wam pomóc. Gdzie masz te plany, Michael?
–  W domu.
–  A dokładniej?
–  Chyba wiesz.
–  Wiem, ale ty mi musisz powiedzieć, rozumiesz?
–  Na moim czarnym komputerze. Jest siedem blokad, żeby nikt się nie włamał.
–  Teraz mogę działać. Za chwile wracam.
Zniknął.
–  Gdzie on się podział.? ile razy znika i się pojawia dziwnie się czuję  –  odrzekła Sally.
Zanim ktokolwiek odpowiedział, Robert już wrócił.
–  i co, nie znalazłeś?  –  zapytał syn Sally.
–  Lepiej zobaczcie w garażu.
Popatrzyli po sobie, a ja już wiedziałem. Po chwili weszliśmy do garażu.
–  To Błysk, jak ty...
–  Musiałem. Otton mieszka daleko a czas nagli.
–  Tam jest miejsce na dwie dorosłe osoby, a nas jest szóstka.
–  A mnie nie liczysz?  –  Robert pierwszy raz się uśmiechnął.
–  Potrzebujesz lecieć? Jak się pomieścimy?
–  Ty po pilotujesz, a resztę zmniejszę o dziesięć razy, tylko na czas podróży.
–  A nie można zwiększyć pojazdu?
–  Wszystko można, ale oryginalny kształt gwarantuje bezpieczeństwo podróży.
–  Szybko ci to poszło. Co z nimi?  –  zapytałem.
–  Wszystko dobrze, śpią jak niemowlaczki.
–  Nie zdołam pożegnać Lucy  –  posmutniała Nell.
–  Sprawy wagi światowej. Za parę dni do niej zadzwonisz.  –  odrzekł Russell.
–  To kiedy lecimy  –  Sally nabrała ochoty.
–  Za chwilę.
–  Otton się ucieszy?
–  Nie będzie miał nic przeciwko temu, ma spory dom. Poza tym dam mu podobny pojazd, więc będzie raczej zadowolony.
–  A to się porobiło  –  odezwał się Paul.  
–  Czy to szybko lata?  –  zapytała matka bliźniaków.
–  Dziesięć Machów.
–  Możesz mówić jaśniej?  –  zmarszczyła czoło.
–  W trzy sekundy robi dziesięć kilometrów.
–  To ile będziemy lecieć do Brazylii?
–  Mniej niż godzinę. Scott pamiętasz gdzie mieszka Otton?
–  Wszytko pamiętam, co mnie spotkało. Ostatnio mam przebłyski czegoś wcześniejszego niż bycie w łonie Julii i to jest dziwne. Czy można być gdzieś wcześniej?
–  To pytanie czysto duchowe. Czy istniejemy, zanim się urodzimy  –  odparł Robert.
Paul popatrzył na wszystkich.
–  To jest czysta fantazja. Pojawiają się faceci nie wiadomo skąd. Obaj nie są z tego czasu, jeden nawet nie jest Ziemi. Ma nas zmniejszyć do długości osiemnastu centymetrów i mamy lecieć czymś, co jeździ, a lata szybciej niż najszybszy odrzutowiec.
–  Wybacz Paul  –  odrzekł Robert – odkryłem, że pochodzimy z Ziemi. Pytanie jest skąd, jest Scott. Ma pięć procent genów z kosmosu.
–  Naprawdę nie pamiętam, ale jak sobie przypomnę, powiem wam  –  odrzekłem lekko zdenerwowany.
i wówczas Nell po raz drugi nas zaszokowała, to znaczy z pewnością mnie.
–  Czy mogę siedzieć obok ciebie podczas lotu, Scott, w mojej naturalnej postaci?
–  Przecież Julia jest jego żoną  –  wtrąciła się Sally.
–  Niech siedzi, widocznie ma powód – Julia zgodziła się gładko.
–  Co myślisz synu  –  zapytałem Petera.
–  Jest w porządku. Czuję, że Nell ma powody.
–  Skoro tak – odparłem.
Nie chciałem tego mówić, ale Nell była taka bliska Clarze. Do tego stopnia, że musiałem utrzymywać swoje jestestwo w alercie i przekonaniu, że nie jest to Clara. Faktycznie to wszystko był dziwne, jak ci ludzie to wytrzymywali. Robert przyprowadził ze sobą z innego czasu statek powietrzny ważący trzy tony. Na paliwo, którego nie było jeszcze na Ziemi. Przynajmniej tym nie wiedziałem. i nikt w moim czasie nie uważał tego za cos niezwykłego. Czy jednak komórki i komputery z dotykowymi ekranami też nie przyjęto w ten sposób?  
–  Nie mamy nic na zmianę do ubrania i Otton może nie mieć tyle jedzenia... –  Sally powiedziała coś na końcu, co powinna wyrazić na początku.
–  Wszystko wam przyniosę jak będziecie potrzebować  –  odezwał się Robert.
–  Przenosisz się gdzieś, potrzebuję cię  –  powiedziałem cicho.
–  Muszę zrobić alternatywną listę. Wiesz, zabijanie to poważna sprawa.
–  Tak, nie można przywyknąć, jak sądza inni – odpowiedziałem zgodnie z planem.
Perspektywa zabicia więcej niż pięciuset osób nie był miła. Czy rzeczywiście to był konieczność? Thomas Bramhs był pierwszym, którego nie zabiłem, bo nie powinienem. Nie zniósłbym myśli, że pozbawię życia kogoś dobrego, albo lepiej kogoś, kto miał szanse się poprawić.
–  Musimy się zbierać. Oni coś wykryli.
–  Co masz na myśli?  –  zapytał Paul.
–  Ci, co kazali założyć bombę u ciebie.
–  Czy to jest naprawdę Matrix – ojciec bliźniaków pokazał dłonią w koło.
–  Nie jak na filmie, ale coś w tym stylu.
–  Muszę zrobić dla was specjalny przedział. Mogą być drgania powietrza..
Russel miał zdolności. Zrobił, co chciał, w ułamku sekundy. Wyglądało to jak pudełko. W środku siedzenia i pasy bezpieczeństwa. Z boku wystawił kabel pasujący do specjalnego wejścia na pulpicie sterującym.  
–  Teraz was zmniejszę. Za dokładnie godzinę powrócicie do normalnej postaci.
–  A co jeżeli nie dolecimy za godzinę?  –  zapytała rozsądnie Sally.
–  Lepiej, żebyście dolecieli – Robert zrobił tajemniczą minę.
Nie wiedziałem jak to odebrać. Czy coś nam groziło?  
Znowu się to stało szybko. Siedzieli na siedzeniach i patrzyli po sobie, na mnie, Nell i Roberta.
–  Musimy ich wnieść?  – zapytała dziewczynka.
– Tak.  
Otworzyłem drzwi pojazdu i wziąłem skrzynką z Nell.
–  Delikatnie.
Podłączyłem kabel, a całe pudełko zapiałem pasem.
Lecimy  –  rzekłem.
–  To znikam. Do zobaczenia  –  Robert zniknął tak szybko, jak się pojawił
Musiałem się nachylić, bo Paul chyba coś mówił.
–  Nie mówcie tak głośno – szepnął.
Pewno krzyczał, ale ja to odebrałem jako szept.
Kiwnąłem głową, zamknąłem przezroczysty sufit i przełączyłem ich na słuchawki.  
–  Czemu chciałaś obok lecieć – zapytałem wprost koleżanki mojego syna.
–  Nie wiesz? Robert zrobił podmianę, jestem Clara. A chcę lecieć obok, bo będziesz mnie potrzebował. Mamy mieć kłopoty. Gorsze niż podczas ataku na NX. i mamy godzinę. inaczej nastąpi rozejście czasu i nawet nie wiesz, czym to grozi, a przecież nie będziesz chciał ich narażać na śmierć.
–  Nie żartuj, Nell.
–  Jestem Clara, nie czujesz?
Czułem jej zapach. To była Clara.  
–  Masz już ten trening w sobie?
Uśmiechnęła się ślicznie.  
–  Robert nie mówi całej prawdy. Jego inne wersje nie są tak miłe, jak opisywał. Miałam tego przebłysk. Ani Julia, ani ja nie będziemy zależne. Facet nigdy się nie zmieni, zawsze chce być panem.
–  Ja taki nie jestem  –  przyznałem szczerze.
–  Dlatego cię kocham – Scott.  
–  Dotknęła mojego kolana.
Poczułem dziwny prąd. Co tu się wyrabiało?
–  Oni mają sztuczną grawitację, ale my nie. Zaraz się przekonamy czy nie zmyślasz.  –  rzekłem i przygotowałem hełm.  
Wyjechałem spokojnie. Nie zastanawiałem się, czy ktoś nas widzi. Czułem, że nie. Może Błysk miał funkcje maskowania. Wzniosłem się na sto metrów i dopiero dałem czadu. Ruszyłam z przyspieszeniem trzynastu G. Włożyłem hełm, zanim ruszyliśmy. Młoda wersja blondynki poprawiła tylko włosy.
–  Uwielbiam taką jazdę.  –  usłyszałem jej głos.
Dziwne, bo nie powinienem, przecież miałem hełm, a ona nie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 1934 słów i 11577 znaków.

2 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AlexAthame

    @Almach99 Nie , dogadają się.Dostaną kobitki i będą zadowoleni. :yahoo: Co facetowi więcej potrzeba?

  • Almach99

    Czyzby sie szykowala wielka rozprawa z  pozostalymi Robercikami?

  • AlexAthame

    @Almach99 Nie , dogadają się.Dostaną kobitki i będą zadowoleni. :yahoo:

  • Almach99

    @AlexAthame 🤔