Reguła zabijania cz. 25

Nie mieliśmy kontaktu z Robertem i nie widziałem mojej miłości z tamtego czasu. Nie przestałem jej kochać ani trochę mniej. Spała i czekała aż Nell i jej brat dorosną do wieku, w którym poznałem Clarę i Thomasa jako dorosłych. Czy pragnąłem moją blondynkę z tamtego czasu? Pewnie tak, ale nie odczuwałem. W ten sposób mój związek z Julią pozostał czysty. Starałem się zachować dobrą formę. Nie miałem pojęcia czy gdybym wszystko zaniedbał, zacząłby mi rosnąć brzuch. Czasem się zdarza to nawet ludziom w młodym wieku. Nasz syn zrozumiał i przywykł, że rodzice wyglądają identycznie, a my z Julią cieszyliśmy się, że on rośnie. Zostaliśmy w tym miejscu dwa lata. Jego znajomość z młodą blondynką o błękitnych oczach stawała się coraz bliższa. Oczywiście, jak się można było spodziewać, coraz bardziej przypominała moją pierwszą miłość i kochankę z wyglądu i z zachowania, natomiast Peter robił się podobny do mnie jak kropla wody. Po rozmowie z Julią zdecydowałem się na rozmowę z rodzicami dziewczynki. Mieliśmy z nimi  do tej pory jedynie kontakt telefoniczny. Technika poszła znacznie do przodu. Zaczęto budować ogromne miasta i elektronika szła do przodu jak burza. Ja i Julia mieliśmy prawdopodobnie najbardziej prymitywne narzędzia elektroniczne w całej i to dalszej okolicy. Umówiłem spotkanie i zaprosiliśmy całą rodzinę Stuartów do nas. Już w drzwiach Sally Stuart uśmiechnęła się szeroko.
− Och, jest pan tak podobny do Petera − na chwilę zamilkła − raczej on jest podobny do pana − poprawiła się.
Nell już mnie widziała kilka razy. Próbowałem tego nie brać do siebie, ale jej nastawienie do mnie było co najmniej zastanawiające. Rzuciłem okiem na Michaela, wiedziałem od razu, że wygląda jak Thomas.  
− Zaraz będzie obiad − poinformowała nas Julia.
− Wygląda pani super jak na swój wiek − rzekł mąż Sally, Paul.
Ona tylko spojrzała na niego i chyba chciała się delikatnie odgryźć.
− Scott jej dorównuje. Gdybyś poświęcił trochę więcej czasu na trening...
Paul pominął jej uwagę i zapytał wprost.
− Faktycznie to trening i dieta czy może coś innego? Słyszałem o jakiś super preparatach. Nie jestem przekonany, podobno mają w sobie nano− technologię. To pewnie plotki.
− Wszytko wam opowiem, ale najpierw zjedzmy. Julia się napracowała.
Obiad smakował wyśmienicie i kobiety zaczęły wymieniać przepisy kulinarne.
− Julio, to było wspaniałe − Paul znowu chyba podpadł żonie.
− Jestem pewna, że Sally również dobrze gotuje, lub nawet lepiej ode mnie.
Słuchałem wszystko i czułem cały czas wzrok Nell.
− Kochanie, nie możesz tak się panu przyglądać  − szepnęła jej matka.
− Przepraszam mamusiu, ale Scott jest tak podobny do Petera.
− Od kiedy to jesteście na ty? − teraz głos jej mamy przyjął nieco ostrzejszy ton.
− Przepraszam, ale chcę wam coś powiedzieć − musiałem zacząć.
− Proszę wybaczyć mojej córce, rzeczywiście podobieństwo jest uderzające. − Sally chyba poczuła się w obowiazku, by wytłumaczyć nietypowe zachowanie córki.
− To jest bardzo ważna rozmowa − zaakcentowałem.
Julia spojrzała na mnie krótko. Wczorajszego wieczoru dyskutowaliśmy jak tę rozmowę poprowadzić. Julia obawiała się, że kiedy usłyszą prawdę, mogą wywiązać się kłopoty.
− Wybaczcie, że zapytam coś Nell – rzekłem.
− Bardzo chętnie − ucieszyła się nastolatka.
Paul zachował się odpowiednio i jego mina przyjęła nieco ostry wyraz, ale nic nie powiedział.
− Proszę się nie obawiać − zwróciłam się do niego − wczoraj zastanawialiśmy się z żoną jak wam to powiedzieć. Chce zapytać waszą córkę, co czuje do naszego syna.
Teraz i twarz Sally spoważniała.
− Może to za wcześnie, chociaż od dwóch lat są prawie nierozłączni.
− To jest tak niewiarygodne, że nie będziecie w stanie uwierzyć, ale muszę to powiedzieć. Byłoby lepiej gdyby Peter znalazł ją za dwanaście lat, ale chcę im oszczędzić rozstania. Sam jestem w podobnej sytuacji.
− To dzieci, na miłość Boską − nie wytrzymała Sally.
Wiedziałem, że będzie bardzo trudno. Na szczęście ktoś chyba o tym wiedział. Pojawił się jak zawsze, tak nagle.
Sally upuściła widelczyk do tortu, a Paul wylał wino na obrus.
− Jak... ? Skąd pan? Kim pan jest?
− Hej Robert − ucieszyła się dziewczynka.
Rzuciłem okiem na syna, nie robił wrażenia zaskoczonego. Pomachał mu ręką. Czyli oboje musieli go znać.
− Nie dałbyś rady − odrzekł przepraszająco, Russell.
− Pewnie to prawda, Robercie. − przyznałem mu rację.
− To jakieś czary – rzekła matka Nell.
− Pewnie holografia. Zaskoczyłeś nas Scott.
Robert podszedł do Paula i dotknął jego ręki.
− Może jakaś nowa forma holografi − ojciec bliźniaków zmieszał się nieco.
− Lepiej będzie jak ja powiem − Robert popatrzył na mnie.
Skinąłem głową na znak zgody.
− Skąd znasz tego pana – usłyszałem szept Sally.
− Był parę razy u mnie.
Twarz jej mamy nie wyrażała niczego dobrego.
− Coś wam powiem − zaczął Robert. W innym czasie, tu na Ziemi, zaczęto budować mega−miasta.
− Już są projekty − Paul wyczuł, że nie powinien przerywać.
− Pytania będą później, chociaż znam już odpowiedzi.
− Czy jest pan Chrystusem? − wypaliła Sally.
− Raczej nie. Jestem Robert Russell. Proszę mi dać powiedzieć. To nie będzie trwało długo.
− Przepraszam − Sally się lekko zarumieniła.
Przypominała nieco, ale tylko nieco Clarę. Za to wyglądała identycznie jak jej mama, pamiętałem jej zdjęcie kiedy byłem u mojej pierwszej miłości..
− Miasta rosły i w końcu nie było nic, tylko te miasta. Pozostały jednostki, a te czasem zostawiano samym sobie, lecz w większości wypadków eliminowano. Powstały ogromne korporacje. Zaczęto budować super broń, sztuczne narządy. Kontrola była całkowita, ale nikt tego nie wiedział, poza jednostkami. Tymi jednostkami byli super wyszkoleni zabójcy i oczywiście właściciele korporacji Pewnego razu jeden z nich dostał kontrakt na zabicie super zdolnego naukowca, o nazwisku Thomas Brahms. Oto on na zdjęciu.
Robert podał zdjęcie rodzicom bliźniaków.
− To jakieś żart, prawda? − Sally uśmiechnęła się niepewnie.
− Niestety nie. A to człowiek, który miał go zabić.
Nie sądziłem, że to zrobi. Skąd miał moje zdjęcie? W sumie mógł je mieć w super łatwy sposób.
− To Scott.
− Masz również zdjęcie Clary? − zapytałem bez gniewu.
− Oczywiście.
Po chwili w dłoni rodziców bliźniaków znalazło się zdjęcie mojej pierwszej miłości.
− Chyba idziemy − rzekł Paul i wstał.
− Proszę zostać. Coś panu pokażę. − Robert wiedział, co robi.
Nagle na ścianie zaczęliśmy widzieć film. Robert pokazywał dom w środku. Domyśliłem się, że to dom państwa Stuartów. Facet wyglądający na pracownika służb specjalnych otworzył drzwi wejściowe i po trzech minutach zainstalował ładunek wybuchowy w pomieszczeniu mocy.
− To nasz dom − Sally zrobiła się blada.
− Zamontowano to dwa dni temu. Jeżeli wrócicie do domu, to wybuchnie.
− Boże! − szepnęła bielsza od ściany, mama bliźniaków.
− O co tu chodzi? − zapytał przytomnie Paul
− Właśnie próbuję skończyć − Robert nawet nie zmienił swojej miny.
− Kim pan jest − tym razem Sally odzyskała mowę i rozsądek.
− Już mówiłem, Robert Russel.
− Mogę? − zdecydowałem się zakończyć tę zabawę.
− Jasne, Scott.
− Pochodzę z alternatywnej przyszłości. Dzięki Robertowi nie starzejemy się wcale. Ja i Julia. Ta blondynka na zdjęciu to Clara, moja miłość w tej przyszłości. Jest prawie identyczna jak wasza Nell. Julia, jest moją mamą. W tamtej rzeczywistości została zabita zaraz po moim porodzie. Trafiłem do ośrodka Arka. Nie miałem imienia, tylko numer. Siedemdziesiąt trzy. Tam maiłem dwójkę przyjaciół. Numer trzy i numer dwadzieścia sześć, czyli Thomasa Brahmsa, brata Clary. Znalazłem się w tej rzeczywistości, bo musiałem uratować moją mamę z tamtej rzeczywistości. Zostaliśmy tu, bo nasz syn będzie i już jest z Nell. Wasz Michael wkrótce pozna swoją przyszłą żonę, która wygląda tak. Masz zdjęcie Corsy, Robercie?
− Oczywiście – pokazał zdjęcie Corsy najpierw Michaelowi.
− Moja dziewczyna ze snu – twarz chłopaka okrył wyraz całkowitego szczęścia − gdzie ona jest?
− W tym pomoże Scott. Ma idealną pamięć i idealny zmysł zapachu.
− Ta dziewczyna nie pachnie jak Corsa, ale bardzo podobnie. Jest w środkowych Stanach. Wkrótce pojedzie z rodzicami do Brazylii i tam ja spotkamy.
− Nie wybieramy się do Brazylii – rzekł zdecydowanie Paul.
− Rodzice Clary zginęli w wybuchu. Nell kocha Petera a on ją. Nikt i nic im nie przeszkodzi, by być razem. My zmieniamy miejsce zamieszkania co dwa lata, bo nie chcemy, żeby ludzie wiedzieli, że nie podlegamy procesowi starzenia.
− Czemu się nie podzielicie tym ze światem? − zapytała Sally.
− Nieśmiertelność skończyłaby posiadanie dzieci. To nie jest plan Boga. Musicie z nami jechać, chyba że chcecie zginąć. Jak już mówiłem, Nell i tak będzie z Peterem.
− Zawiadomimy policję − rzekł twardo Paul.
− Wie pan, kto założył ten ładunek? Agent służb specjalnych. Nie wiem, jak to działa i nawet Robert nie wie.
− Kim jest Robert − Sally chyba spasowała.
− Nie jestem stąd.
− Wygląda pan jak człowiek.
− I pewnie nim jestem, ale trochę zmieniony. Widziała pani, jak wszedłem?
− To jakieś sztuczki.
− Niestety nie. Robię to dla szczęścia waszych dzieci.
− Czy poznam Clarę? − zapytała Nell.
− Za dwanaście lat. Ona teraz śpi wraz ze swoim bratem i jego żoną na Antarktydzie.
− I co potem? Mówił pan, że oni są w alternatywnej rzeczywistości. Rozumiem, że pan... Mamusiu czy mogę nazywać tego pana, Robert?
− Dobrze – odrzekła zrezygnowana matka.
− To jak ja poznam, Robercie?
− Przeniosę ich tu, na chwilkę a przeniesiemy się tam. Wówczas te rzeczywistości się połączą.
− Wspominałeś mi o tym, rozumiem. Czy my polecimy na nową Ziemię?
− To ustalimy wspólnie. Nie chciałbyś zostawiać rodziców, prawda?
− Nie − dziewczynka spojrzała na mamę i tatę.
− Czyli będziemy czekać dwanaście lat. Nie można szybciej?
− Technicznie można. Ale chyba fajnie jest żyć z dnia na dzień. Poza tym mamy coś do zrobienia.
− Tak, ale mówił pan, Robercie, że służby specjalne chcą nas zabić.
− Jeżeli się zgodzicie na współpracę z Scottem i Julią, będziemy ich powstrzymywać.
− Zabijać − wtraciłem się może niepotrzebnie
− Nie chce nikogo zabijać − odrzekła natychmiast Sally.
− Zabijanie jest koniecznością. Od początku świata jedni zabijają drugich. Nie mówię o zwierzętach. Co jeżeli nie ma innego wyjścia?
− Zawsze jest jakieś wyjście, jestem chrześcijanką.
− Proszę, zatem wrócić do domu. Mam listę więcej niż siedemnastu tysięcy osób, które trzeba wykończyć. Jeżeli tego nie zrobimy, dwanaście miliardów ludzi umrze, a potem reszta. Nie chciałem tego, ale podam wam ich plan.
− Kogo?
− Bogatych ludzi, którzy nie cofną się przed niczym, by się stać bardziej bogatymi.
− Przecież tego nie można zabrać do grobu − żachnęła się Sally.
− Ty tak myślisz, oni nie. − odparłem.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 1921 słów i 11542 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Almach99

    Idealizm. I za to lubie bohaterow

  • AlexAthame

    @Almach99 Dzięki. Nie bardzo wiem jak to skończyć. Mam kilka pomysłów, a nie wiem, który z nich jest najbardziej odpowiedni.