Reguła zabijania cz. 24

− Ja ją wystrzeliłem. Muszę i wam wytłumaczyć, że coś się wtedy zmieniło.
Do salonu wszedł Scott.
− Julia karmi − rzekł spokojnie, wpatrując się w Roberta.
− Wybacz, Scott. − rzekł Robert.
− Wybaczam, a ty?
− Cóż, zrobiłeś, co powinieneś. To moja wina. Wpoiłem ci, że trzeba zabijać.
− Nie ty, Otton.
− No tak, ale trochę miałem w tym udział. Dojdziemy do czasu kiedy Peter skończy dwadzieścia sześć lat.
Scott pociągnął nosem.
− Czuję Clarę i moich przyjaciół. Żyją?
−Tak, kiedy zniknąłeś w czasie, udaremniłem wybuch. Już im nic nie grozi.
− Czy ten świat nie zbuduje mega−miast?
Musi, inaczej te dwie rzeczywistości się tak rozejdą, że nie poznasz ani Clary, ani jej brata i numeru Trzy, czyli przyszłej Corsy.
− Mogę zadać pytanie? − zapytała Samuel.
− Odpowiem ci. To ja dawałem im pomysły. Wszystkim, co chcieli. Jones chciał mieć broń. Osinoko chciał zemsty, a Xsi−Ming to wcielony diabeł. Już od młodości chciał tego. Ale już teraz będzie inaczej.
− Mogę zobaczyć Clarę?
− Ona zobaczy was za rok.
− Chodzi ci o Julię?
− Wiesz, kobiety są inne. Gdzie kupiłaś tę bluzkę, och, jaki masz cudny tusz do rzęs.
− One się nie malują.
− Tak, ale sam wiesz, że Julia uważa, że nie jest atrakcyjna, bo urodziła.
− Ja uważam odwrotnie.
− Bo nie jesteś kobietą. Mogę wam to wszystko przekazać bezpośrednio, zamiast mówić?
− Jasne. Ale czuję, że Peter już zasypia i Julia zaraz przyjdzie.
− Dobrze, poczekam. Aha, miałeś rację. Można robić, co się chce. W tym drugim nie miałeś. Nie można być ponad Bogiem.
Weszła Julia.
− Kim pan jest? − zapytała.
− Chyba wiesz.
− Tak, teraz już tak. Tamta Julia musiała zginąć?
− Niestety. Inaczej nigdy byś nie pokochała Scotta.
− Jesteś w błędzie.
Robert popatrzył na nią inaczej.
− Teraz zrozumiałem. Wybacz, pewnie będzie żyć w tym lepszym miejscu. Widzisz, ja nie kontrolowałem wszystkiego, inaczej byście byli robotami. Jak już powiedziałem, zmieniłemsię kiedy poznałem Scotta, a powinienem wcześniej. Rozmawiałem z Clarą, co myślicie?
Robert zapytał, ponieważ przesłał im wszystko, o czym rozmawiał z blondynką.
− Jestem za, ale chciałabym ją zobaczyć za rok.
− A co odnośnie Scotta?
− Dla mnie może być jeden lub dwóch. Ale chcę mieć pewność, że jeżeli będzie dwóch, chcę mieć zawsze tego samego. To samo jeżeli chodzi o Roberta Russella.
− Oczywiście. A co ty myślisz o tym, Scott?
− To samo co Julia. Ostateczną decyzję podejmiemy razem. Jest jeszcze jedna ważna sprawa. Sądzę, że zarówno Julia jak i Clara się ze mną zgodzą. Jeżeli mamy mieć dzieci, to musimy umierać. Czyli ty jako ty w identycznych wersjach, również.  
Fred i Samuel popatrzyli na Scotta zdziwieni.
− Nieśmiertelność jest marzeniem ludzi. Dostajesz ją i odrzucasz? I twierdzisz, że Julia i twoja blondynka z drugiego czasu, się na to zgodzą?
− Oczywiście, że tak, pomyślcie o tym dobrze. − rzekła Julia.
− Chciałbym jednak doprowadzić świat do poprzedniego porządku.
− Czyli zabójstw, kłamstwa, kradzieży i wszystkich tych złych rzeczy?
− Robercie, możesz im przekazać wiedzę odnośnie tego czasu, w którym ja żyłem? To co ja wiedziałem, a nie to, czego nie wiedziała ludzkość mega−miast?
− Oczywiście.  
Kiedy człowiek o białych włosach im to przekazał, długo siedzieli w milczeniu.
− Czy ktoś ich motywował. Chodzi mi o właścicieli korporacji. Odczuwam, że poza pragnieniem całkowitej kontroli wszystkiego musiało być coś ponad.
− Kiedy jesteś bogiem, a nie dorosłeś do tego w swoim sercu i duszy do tego, takie są tego rezultaty. To społeczeństwo by i tak upadło. Prawdopodobnie stworzono by hybrydy androidalno-ludzkie, a potem tylko zostałyby roboty. Jako mądrzejsze wyeliminowałyby swoich twórców. Ponieważ robot nie ma sensu istnienia kiedy już nie ma komu służyć skończyłoby się to wielką katastrofą. Ze zniszczeniem Ziemi włącznie.
− Powiedziałeś, że mega−miasta muszą powstać. Czy zatem sytuacja się nie powtórzy?
− Niezupełnie. Nie potrafię przewidzieć przyszłości z dokładnością. Będziecie wy, będę ja. Nawet jeżeli powstaną tacy osobnicy jak Osinoko i Xsi− Ming, a już się dawno urodzili, nie dostaną takich środków jak tamci.
− Może ich zabić? − zapytał Scott.
− Pomyśl. Każdy ma szanse wyboru. Oni jeszcze nic złego nie zrobili.
− Możecie nie robić nic? − zapytała Julia.
− Co masz na myśli, kochanie? − zapytał Scott.
− To, że skoro my ingerujemy, to wchodzimy w zakres Boga. On niczego nie zmienia, tylko czeka.  
− Nie jest zupełnie tak − rzekł Robert.
− Chcesz powiedzieć, że ingeruje? Czemu zatem dopuszczał i dopuszcza zło?
− Nie wiem czemu, ale wiem, że ingeruje. To się łączy dokładnie ze mną. Ludzie wylecieli w kierunku gwiazd. Należałem do jednej ekspedycji. Mieliśmy awarię i wszyscy zginęli, poza mną. Straciłem kogoś bliskiego. Gdyby nie On, umarłbym. Prosiłem, żebym mógł wrócić do źródła i wszystko naprawić.
− I co wówczas się stało? Jak przeżyłeś − zapytał Samuel.
− Nie umarłem. Nie miałem jedzenia, wody ani tlenu. Na tej planecie nic nie ma. Pustynia. Po jakimś czasie zapragnąłem wiedzieć. I wówczas stało się coś dziwnego. Stałem się 777. Każdy z nas był identyczny. I każdy wniósł jedną maleńką myśl. Nie mieliśmy maszyn, ale mieliśmy wiedzę i po jakimś czasie odkryliśmy was. Ziemię. Wysłano mnie, żebym doprowadził do unicestwienia gatunku ludzi. Nie przez bomby tylko przez technikę i nieograniczone możliwości rozwoju. Podsuwałem czasem pomysły i pomagałem realizować marzenia. Do czasu poznania Scotta, wszyscy pragnęli tego co możliwe. Scott zapragnął tego co niemożliwe. I o to jesteśmy.
− Robercie, potrafisz kochać? − zapytała Julia.
− Teraz już tak. Właśnie przed chwilą przypomniałem sobie, że kochałem.
− To pierwsza rzecz co potrzebuje kobieta, dużo więcej niż kwiatka, potrzebuje miłości.
− Wiem. Teraz już potrafię.
Zniknął.
− Gdzie on się podział – zapytał zdziwiony Fred.
− Moja kobieca intuicja mówi, że wrócił na swoją planetę. Zasadzi ogrody, zrobi oceany. Zrobi Ziemię. Dla mnie, dla Clary, dla nas.
Minął rok. W jedenastym miesiącu Peter wstał i zaczął chodzić, prawie w tej samej chwili powiedział ,,mama”.  
Julia wypiękniała. Scott zrozumiał. Czuł, że już wkrótce zobaczy Clarę. Mieszkali na pustyni. Dostarczano im wszystkie potrzebne produkty. Scott poza wszystkim, co robił poprzednio, uprawiał ogródek wraz z Julią.  
Clara pojawiła się w tym samym czasie, kiedy gdzieś setki kilometrów na północny wschód urodziła się inna Clara i inny Thomas. Rodzice dali im imiona Nella i Michael.
Blondynka nie myślała, jak się to stało, wiedziała, że pomógł jej Robert.
− Hej − powiedziała.
Stało się to koło zachodu. Scott właśnie skończył podlewać winogrona. Pnące się przy domu.
Julia siedziała na drewnianej ławce przy domu i obserwowała Petera, który teraz patrzył na pszczołę.
Scott zaniemówił z wrażenia. Clara się nie zmieniła. Miała na sobie sukienkę z bawełny. Biała w czerwone kwiatki.
− Ty jesteś Clara − rzekła Julia.
− Tak.
− Claro − szepnął Scott.
− Mogę? − blondynka zapytała Julię.
− Oczywiście.
Blondynka podeszła do swojej miłości i po chwili objęli się czule. Blondynka ponownie zwróciła oczy w kierunku brunetki. Ta skinęła głową na znak zgody i wzięła syna na ręce. Ten wsunął głowę blisko jej głowy. Clara pocałowała Scotta, a on oddał jej pocałunek. Julia patrzyła. Kiedy skończyli − szepnęła.
− Wolałabym mieć swojego Scotta.
Siostra Thomasa z innego czasu wysunęła się z ramion swojego umiłowanego i podeszła do niej.
− Możesz mnie przytulić?
Julia zrobiła to bezzwłocznie.
− Nie chodzi o to, że jestem zazdrosna − szepnęła jej w ucho.
− I ja czuję to teraz.
− O co chodzi? − zapytał.
− Typowy chłop, nic nie rozumie.
− To do zobaczenia za dwadzieścia pięć lat − Clara delikatnie musnęła usta brunetki.
Zniknęła.
− Myślałem, że pobędzie z nami kilka dni.
− Wiem, co czujesz. To nie byłaby dobra decyzja. Idę myć malucha, a ty możesz robić kolację.
− Jasne skarbie.
Zanim wszedł do domu, poczuł Clarę, a chwilę potem Thomasa. Tych nowych.
Czasami wpadał do nich Fred sam lub z Samuelem. Kiedy Peter skończył trzy lata Scott i Julia mogli już wrócić. Jego dwaj przyjaciele mieli niezłe wpływy. Policja natrafiła na ślad tego kogoś, kto kazał zabić Julię. Ślad się urwał, ale mieli niezbite dowody, że człowiek, który zabił dwóch niedoszłych zabójców, jest niewinny. Śledztwo umorzono, a w mediach podano fałszywa wiadomości o aresztowaniu strzelca ze szpitala centralnego trzy lata temu. W kilka miesięcy potem Scott poznał Ottona i ten nie wiadomo dlaczego bardzo go polubił. Scott poprosił go, by namierzył trzech wpływowych ludzi. Oczywiście mieli te same imiona i nazwiska. 
Płynęły lata a Scott i Julia wcale się nie starzeli. Z tego powodu musieli co jakiś czas zmieniać miejsce zamieszkania. Nie tylko ulice, ale i miasta. Kiedy Peter skończył dwanaście lat, przeprowadzili z nim poważną rozmowę. To stało się po kolacji.
− Musimy porozmawiać, synu. − rzekł Scott.
− Chyba wiem, o co chodzi. W nie podlegacie czasowi, odkryłem to kilka lat temu. Dlaczego?
− Twój tata podróżował w czasie. − zaczęła Julia.
Opowiedzieli synowi wszystko, pomijając sprawy, o których dwunastolatek nie powinien jeszcze wiedzieć. Kiedy skończyli, patrzył na nich długo.
− Rozumiem i zachowam w tajemnicy to, co usłyszałem. Jest tylko jedna sprawa. Jeżeli za dwa lata znowu się przeprowadzimy, stracę kontakt z Nellą.
Były zabójca, spojrzą na żonę.  
− Czy to ona? − zapytała.
− Pachnie bardzo podobnie, prawie identycznie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 1687 słów i 10104 znaków, zaktualizował 21 gru 2020.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto