Reguła zabijania cz. 23

On myśli o tym również. Wie, że jak dojdzie do tego czasu, to będzie dwadzieścia sześć lat starszy od ciebie. To jeszcze do przyjęcia, ale …
− Co możesz zrobić?
− Wiele. Mogę go zatrzymać w czasie, ale mogę też wszystko przyspieszyć.
− To znaczy?
− Widzisz, on rozmyślał o tym. On by się nie starzał a Julia tak. On tego by nie chciał.
− Rozumiem, ma rację.
− Mógłbym zatrzymać czas starzenia i u Julii, ale mogę jeszcze inaczej.
− Tak?
− Przyspieszę czas porcjami z zachowaniem pamięci rzeczy, które się nie odbyły.
− Wykluczone, żadnych oszustw.
− To mogę inaczej. Julia i Scott nie będą się starzeć, a ty i Thomas i Corsa poczekacie dwadzieścia sześć lat w jednym dniu.
To ich dziecko dorośnie i będzie w wieku rodziców. Czy Peter będzie podobny do Scotta?
− Bardzo.
− Czyli tamta nowa Corsa i Thomas i ja również?
− Dokładnie.
− A jak ja i Julia się zgodzimy być z Robertem Russellem, to będziemy identyczne?
− Na początku. Dobrze, że zwróciłaś uwagę na subtelną sprawę. Będą wiedzieć wszystko, poza tymi sprawami.
− W porządku. Zgadzam się, o ile Julia się zgodzi i oczywiście Scott.
− Oczywiście. Wiesz co on,  zrobił, jak mnie znalazł?
− Nie wiem, ale się domyślam.
− Dobrze się domyślasz. Zabił mnie.
− No tak, ma swoje zasady. A co będzie dalej, jak dojdą do teraz?
− Zaczniecie zmieniać świat. Dla pewności uczynię was nie do zabicia. Nawet wszystkimi atomówkami i wodorówkami.
− Wspominał cos o czarnej dziurze.
− Tak, to trzeba zniszczyć i wybić to z głowy każdemu. Scott ma rację, maszyna czasu to zły pomysł.
− Wisz co Robercie, porozmawiam z Corsą i Thomasem. Będzie nam się strasznie nudzić dwadzieścia sześc. lat we trójkę. Bo wiesz, bez Scotta i Julii nie chce zaczynać operacji Robert Russel. Dacie nam trochę po modelować naszą planetę?
− Skopiuję Ziemię, inaczej jak byś się tam czuła?
− Wiesz, że kobieta rządzi?
− Zauważyłem przez dwadzieścia tysięcy lat. Tylko ja jestem trochę lepszy niż przeciętny...
− Samiec?
− Ty to teraz powiedziałaś.
− Zostawię cię i pogadam z nimi.
− Dobrze Claro.
Blondynka poszła do swoich przyjaciół. Opowiadała im dłużej niż Robert jej. Thomas łapał lepiej sprawy techniczne, a Corsa te bardziej duchowe, babskie. Ale w jednym się zgodzili.
− Kto wie, co by nam strzeliło do głowy czekać tyle czasu. Nawet jakbyśmy byli w dawnej Afryce, czy na jakiejś dziewiczej wyspie. Wiecie, jak jest.
− To twój brat.
− Tak, ale ty nie jesteś moją siostrą. Wolałabym spać.
− To chyba najlepsze rozwiązanie. Teraz się bardzo lubimy, a co byłoby potem, to nawet Robert Russell nie wie.
− Pewnie masz rację. Czyli śpimy dwadzieścia sześć lat. Co z włosami, okresem i wszystkim innym sprawami?
− Zapytaj Russella, siostro? − wtrącił się Thomas.
− Dobrze, zapytam.
Robert sam się zjawił.
− Podsłuchiwałeś? − zapytała Clara
− Skąd! Wyczułem, że już ustaliliście. To, jaką decyzję podjęliście?
− Tak na przyszłość. W momencie jak się zdecydujemy, nasz rozwój idzie indywidualnie. Żadnych odczuć, darów, super słyszenia i innych spraw.
− Nie zabiorę ci zmysłów, ani Scottowi pamięci.
− Wiesz, co mam na myśli. Przychodzeniu na obiad, bo ja pomyślą, że fajnie by było zaprosić mnie na obiad. Takie sprawy.
− Postaram się.
− To się lepiej postaraj, ma być miło. Mamy być rodzina, ale bez przesady. Ludzie lubią mieć trochę wad.
− Och, może lepiej zostawić tam, jak jest?
    Podeszła do niego blisko.
− Co powiedziałeś!
− Nic takiego. Dobra to sobie pośpicie jak jedną noc. A ja lecę zobaczyć Scotta.
− Nie mogłabym z tobą − blondynka zrobiła słodką minkę.
− Za rok. Julia jest po porodzie. Wiesz, co mam na myśli?
− Przecież jesteś facetem, skąd wiesz o tym?
− Nie jestem typowym facetem. Zobaczysz Julię za rok. Scott nie przestanie cię kochać nawet w jednej części promila. Na pewno nie będziesz zła, że będą blisko?
− Nie. Kocham go i kocham ją, ponieważ ona kocha jego.
Robert pokiwał głową.
− Nie pomyliłem się. Zgodnie z obliczeniami najbliższe takie osoby by się zdarzyły za dwieście sześćdziesiąt tysięcy lat, a biorąc pod uwagę was, jako rasę, to bym się nie doczekał. Do zobaczenia za rok i miłego spanka.
− Poczekaj. To znaczy, wyrwiesz mnie ze snu, zobaczę Scotta i Julię, wrócę i będę dalej spać?
− Dokładnie, ale pomyśl, jak słodkie sny będziesz miała.
− Będą, mogła zostać, chociaż kilka dni?
− Zobaczmy.
− Ostanie pytanie. Czy Robert Russel na planecie Robert Russel jest taki jak ty?
− Teraz troszkę inny, ale jak dostanie Ewę, będzie uroczy jak ja.
− Chwalipięta.
− Zobaczysz.
− Ja jeszcze nie powiedziałam tak, Julia musi to zatwierdzić.
− Oczywiście. To do zobaczenia.
Zniknął.
− Na pewno dobrze robimy? − zapytała Corsa.
− Zaraz po Scotcie najlepiej pachnie, nawet Thomas tak nie pachnie.
− Masz mi coś do zarzucenia?
− Ależ nie braciszku. Musisz zrozumieć, że jesteś moim bratem.
− Nie rozumiem.
− Nie przejmuj się dziewczyno, ja mu to wytłumaczę, przed spaniem.
− Czy ściany mają dobą izolację?
− Znakomitą tu jest minus osiemdziesiąt w nocy.
− Nie o to mi chodziło.
− Wytłumaczę, wiesz, że chłopy to nie łapią, nawet takie geniusze jak Thomas. − Coras podeszła i przytuliła siostrę Thomasa.
− Mamy jeszcze pół dnia. Pomogę przy obiedzie.
− Jasne, a ty Thomas co będziesz robił.
− Pomyślę jak zmienić świat. Trzeba zlikwidować mega−miasta i cały system.
− Tym się zajmie Robert.
− Razem się tym zajmiemy. Wy też.
Blondynka i Corsa popatrzyły po sobie.
− Widzisz kochana, dobry z niego chłop. Ten świat stanie się lepsze.
− To mój brat, może dlatego, a co do świata, z pewnością.
− Zapomniałam go zapytać, czy będziemy mogły tu wpadać na naszą Ziemię.
− Z pewnością, będziecie mogły. Tylko wy będziecie żyć kiedy ja i Thomas umrzemy – posmutniała Corsa.
− Nie. Ty, Thomas, Scott Julia i druga Clara i druga Corsa i Drugi Thomas, nie.
− To ustalimy. Bo oni i my będziemy chcieli mieć dzieci. Rozumiesz, co mam na myśli?
− Tak, musimy koniecznie wszystko ustalić, żeby było sprawiedliwie.
− Jasne. To, co robimy na obiad, Claro?
− Popatrzmy do lodówki. Macie zwykłą lodówkę i największą zamrażarkę – pokazała swoje równe ząbki.
                                                                                                             *
Robert znalazł się w salonie. Samuel i Fred sięgnęli do po pistolety, które nosili za paskiem spodni, z tyłu. 
− Przeprasza, że tak bez uprzedzenia.
− Skoro tak wszedłeś, to znaczy, że jesteś Bogiem lub Robertem Russellem − rzekła spokojnie Samuel.
− Wiesz, że gdybym był Bogiem, już byście nie żyli.
− Czyli ten werset jest prawdziwy?
− To wasza książka. Pewnie tak, lub i nie. Mojżesz miał takie doświadczenie, Abram i Adam. i jeszcze parę innych osób.
− Kain, na przykład − dodał Fred.
− Tak, ale przybyłem do Scotta.
− Zajmują się Peterem – odparł Sam.
− Wiem i dlatego tu wpadłem.
− Chcesz coś zjeść?
− Dziękuję. Na razie nie.
Obaj mężczyźni patrzyli na niego.
− Scott cię zabił, prawda?
− Gdybym był jak wy, to bym nie żył.
− ile masz procent genów pozaziemskich? − zapytał Fred.
− Zero.
− To skąd Scott ma pięć?
− To dłuższa historia. Wiem, co wiecie i chciałem porozmawiać z Julią i Scottem.
− Jesteś dość tajemniczy. Masz następną maszynę czasu? − Fred nie dawał za wygraną.
− Niezupełnie. Powiedzmy, że sam jestem maszyną czasu.
− W takim razie możesz ożywić Clarę, Corsę i Thomasa?
− Nie mam takich możliwości, by kogoś ożywić.
− Czyli oni nie żyją?
− Bomba nie wybuchła, to mogłem zrobić.
− A kto ją wystrzelił, przecież tamtych zabili Scott i Clara?
− Też korzystam z reguły zabijania. Ja to zrobiłem.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 1323 słów i 7981 znaków.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Almach99

    Umowa z panem Russell to jak cyrograf... Choc w slusznym celu

  • AlexAthame

    @Almach99 Chodzi o życie na dwóch planetach