Reguła zabijania cz 15

— Jest bardzo smaczne, dobrze gotujesz. Twój mąż jest szczęściarzem.
Uśmiechnęła się, ale z miejsca jej buzię pokrył grymas i chyba mój komplement odniósł przeciwny efekt. Mogłem sobie darować tego ,,szczęściarza" skoro wiedziałem, że ma ją gdzieś, doprowadził jej posag do ruiny i w zasadzie zasługiwał na to, co go spotkało w tamtej rzeczywistości. Jakkolwiek nadal był moim ojcem i powinienem mieć więcej wyrozumienia. Cóż Otton Baxter nie był nigdy dla mnie zły, ale z racji tego, do czego mnie przygotowywał nie mógł być zbyt ciepły ani kochający.
— Scott, jeżeli możesz, nie mów nic o nim. Był inny, ale karty, ruletka i inne złe przyzwyczajenia go zmieniły. Sam zobacz, mam urodzić na dniach, a on nawet nie zadbał, żeby złożyć łóżeczko. Po wyjściu ze szpitala zostanę bez pieniędzy.
Teraz już zaczęła płakać bardzo mocno i nie wiedziałem, czy się do tego nie przyczyniłem. Nie miałem wyboru i musiałem uchylić jej rąbka tajemnicy. Odczułem, że tylko prawda ją przekona i da realną nadzieję.
— Julio, mam pewne zdolności i postaram się go znaleźć. Łóżeczko złożę i obiecuje ci, że jeżeli on zawiedzie, ja ci pomogę.
Popatrzyła na mnie jakbym był Świętym Mikołajemi i wierzy, że dostanie od niego oczekiwany prezent.
— Jak to? Odnajdziesz go? Pomożesz mi? Dlaczego to chcesz zrobić?
— Bo tak zrobiłby każdy uczciwy człowiek, który ma, chociaż minimalne możliwości.
— Przecież mnie zapełnienie znasz, Scott.
— Trochę cię znam — uniosłem nieznacznie kąciki ust.
— Dziwne, jesteś tu kilka minut a też mam wrażenie, że cię znam i to bardziej niż trochę — zamyśliła się i bezwiednie patrzyła na skromne meble w jej salonu.
— Było bardzo smaczne i naprawdę dziękuję za poczęstunek, a teraz, jeżeli pozwolisz, zajmę się łóżkiem. Usiądź wygodnie i staraj się nie myśleć o kłopotach.
  Zwykle w zestawach do skręcenia znajdowały się wszystkie potrzebne narzędzia i tak też się sprawa miała z łóęeczkiem dla Petera. Pierwszy raz pomyślałem o nim jako kimś innym niż o sobie. Bo w końcu nie mógł być mną skoro ja byłem mną. I w tym momencie uświadomiłem sobie gorzką prawdę. Nic co znałem już nie będę znał. Oczywiście pomyślałem o mojej ukochanej. Clara, którą znałem nie żyje, mimo, że dopiero umrze w 2046 roku, ale tam już to minęło. Clara która ma się urodzić za rok, będzie być może bardzo, ale to bardzo podobna do tamtej, ale jednak inna. Bo choćby jedno zdarzenie się zmieni, to już nie będzie ta sama osoba. Po pierwsze, kiedy dorośnie i obydwoje będziemy żyli, co jej powiem? Będę od niej dwadzieścia sześć lat starszy i nie będzie mnie znała. Czy mam spowodować lub przynajmniej się starać by poznała Petera? Prawdopodobnie Peter będzie podobny do mnie, kiedy dorastałem, lecz to też będzie inny człowiek. Bo nie tylko atomy pożywienia mają wpływ, ale wszystkie pojedyncze doświadczenia, słowa usłyszane i wypowiedziane mają znaczenie na całokształt osoby. Wszystko będzie miało wpływ. Czy jest jakaś możliwość bym ja, znalazł ponownie moją Clarę? Tylko taka, jeżeli mógłbym przenieść się z powrotem w przeszłość, chwilkę przed pierwszym wybuchem atomu, ale musiałbym znaleźć się ta, w tej samej kondycji, a wyglądało, że przenoszenie maszyną czasu nie zmienia samego obiektu, który jest przenoszony. Prawdopodobnie Thomas Brahms mógłby mi pomóc w rozwiązaniu tego dylematu. Ja byłem zabójcą, miałem dar pamiętania i fenomenalny zmysł zapachu, natomiast nic nie wiedziałem o fizyce, a w szczególności nie wiedziałem wiele o maszynach czasu.
Złożyłem łóżeczko. Musiałem zostawić Julię i postanowiłem odszukać jej męża, ojca Petera. Od jakiegoś czasu tak myślałem. Tak było właściwiej. Miałem pewną teorię odnośnie przywrócenia porządku, ale do tego potrzebowałem Thomasa Brahmsa. I musiałem znowu stanąć przed pytaniem. Czy jeżeli zmienię teraźniejszość, a zamierzałem, czy Thomas Brahms będzie uzdolnionym dzieckiem i rozwinie się w dziedzinie tworzenia sztucznych mózgów, a szczególnie interesowało mnie, czy będzie potrafił zbudować maszynę czasu. Gdzieś, między tymi myślami, przemknęła mi jedna. Czemu poszło mi tak łatwo z Robertem Russellem?
— Julio, łóżeczko złożone — z tymi słowami wróciłem do salonu.
Chciała wstać, ale powstrzymałem ją ruchem dłoni.
— Siedź wygodnie odpoczywaj. Idę szukać twojego męża. Nie zapomniałem gdzie mieszkasz, a ty nie zapomnij co powiedziałem. Będę miał o ciebie staranie jak dalece zdołam.
— Scott, ja nie rozumiem... Jak go znajdziesz. Wspominałeś coś o nadzwyczajnym darze, który posiadasz.
— Mam zdolności do odnajdywania ludzi, to wszystko. Czy możesz mi dać numer swojej komórki, zadzwonię, kiedy coś będę wiedział o twoim mężu.
— Może lepiej ty mi daj swój numer komórki — zgodziłą się łatwo.
— Właśnię muszę kupić nową, pewnie dopiero rano. Dlatego ja muszę zadzwonić do ciebie pierwszy.
— Dobrze.
Podała mi numer.
— Nie zapiszesz?
— Mam, dobrą pamięć.
— Dziękuję raz jeszcze — powiedziała, kiedy byłem przy jużprzy  drzwiach — dawno nikt nie okazał mi tyle dobroci. — dodała na koniec.
— Czasem trafiamy na niewłaściwych ludzi, takie życie.
Wyszedłem, mimo że nie bardzo chciałem. Po jej minie też wyglądało, że chyba wolałaby, abym został. Zaciągnąłem się powietrzem. Czułem go. Nawet nie powiedziała jak jej mąż ma na imię. W sumie co za różnica, ja miałem numer. Czy imię ma znaczenie? Szedłem czując zapach z północy. Była już późna noc. Miałem broń i pieniądze. Pistolety i noże zostawiłem przed domkiem, ukryte w krzakach. Chciałem zostawić je sto dolarów, ale zmieniłem zdanie. Sam wrócę tu jutro i pomogę. To się łączyło z jej mężem, a moim ojcem. Miałem jego trop, ale zapach mi się nie podobał. Przypuszczałem, że się spóźniłem. Kiedy zabiłem Russella też tak pachniał. Miałem prawie pewność, że znajdę ojca, tylko że już martwego. Zobaczyłem taksówkę i dałem ręka znać,  żeby się zatrzymała.
— Tym razem prowadził murzyn.
— Gdzie jedziemy proszę pana?
— Na północ – odrzekłem.
— Dokładniej nie może pan powiedzieć?
— Nie za bardzo. Proszę się nie martwić, to jakieś dziesięć mil, będę prowadził.
— Miałem już różnych gości, ale takiego jeszcze nie. Proszę pamiętać, że jest teraz podwójna taryfa nocna.
— O tak, nie wiedziałem.
— Niestety.
Otworzyłem okno i trzymałem trop.
— Teraz proszę w lewo — powiedziałem do kierowcy po dwóch minutach.
Zapach stawał się coraz bardziej intensywny. Po przejechaniu trzystu metrów poprosiłem o zatrzymanie pojazdu. Zapłaciłem i wyszedłem. Okolica nie wyglądała zachęcająco. Teraz już miałem pewność, że odnajdę zwłoki. Niestety. Po pięciu minutach silnym kopniakiem otworzyłem drzwi jakiejś rudery. Zaraz w salonie dostrzegam dwa trupy. Jedne był moim ojcem, a drugi kimś innym. Ojciec dostał kulę w brzuch i w szczękę. W moim odczuciu nie cierpiał zbyt długo, bo druga kula przeszyła jego głowę, rozwalając częściowo mózg i tył czaszki i została wystrzelona zaraz po strzale w brzuch. Pewnie Julia będzie płakać. Z uwagi na jej stan obawiałem się jej o tym powiedzieć. Termin porodu miała za dwa dni, ale to dotyczyło tamtego czasu. Musiałem mieć ją na oku. Mógłbym wrócić do jej domu, ale co jeżeli policja odkryje kim jest denat i zrobi jej wizytę? Ani Cox, ani Russel nie wspomnieli mi, gdy byłem mały, że przed śmiercią moja matka miała wizytę policji, ale znowu to się wydarzyło w tamtym czasie. Moje poszukiwania zabójcy mamy i taty, też nie wykazały takiego dowodu. Jednak nie mogłem na tym bazować, bo rzeczywistość w której żyłem teraz, sam zmieniłem swoją obecnością. Zabiłem Russella i jego goryli. Odwiedziłem mamę i odnalazłem zwłoki ojca. Ten taksówkarz nigdy nie wiózł takiego pasażera dwadzieścia sześć lat temu. I tak dalej. Jednak troska o nią przeważyła. Nie chciałem robić niepotrzebnie złych czynów, ale nie miałem wyboru. Postanowiłem ukraść samochód, bo powrotna jazda taksówką mogła naprowadzić kogoś na mój trop. Zacząłem iść. Jak już wspomniałem okolica nie wyglądała za ciekawie. Jakaś porzucona, biedna dzielnica LA. Znalazłem samochód. Miał z pewnością dwadzieścia lat, ale posiadał aktualną tablicę rejestracyjną. Starsze samochody miały tą przewagę, że rzadko uzbrojono je systemem alarmowym. To była Toyota Camry rocznik 2001, w dość niezłym stanie. W moim odczuciu od tego miejsca do domu Julii było około jedenaście mil.
Na pozór prosta czynność zajęła mi pół minuty. Chyba jednak miałem coś z nano technologi w sobie, bo przez chwile czułem jakby prąd. I te pięści. Nie pomyślałem, że mnie nic nie bolało po strzaskaniu kości Złotego sierpa. Nie miałem możliwości sprawdzić, bo jeszcze nie mieli takiej techniki. Naszły mnie lekkie wyrzuty sumienia, że kradnę samochód. Dziwne prawda? Zbiłem setki ludzi, bo liczyłem tylko jako kontrakty te siedemdziesiąt trzy, a tu kradzież samochodu tak na mnie wpłynęła. Na szczęście wóz miał więcej niż pół baku paliwa. Częściowo niedomknięte okno i drut w pobliżu, umożliwił mi otwarcie drzwi. Wyłamałem dłonią obudowę i zwarłem odpowiednie kable. Jechaem spokojnie po kilku minutach zatrzymałem samochód około trzystu metrów przed domem Julii. Przez kolejne kilka minut siedziałem w samochodzie. Była prawie pierwsza w nocy. Nie chciałem jej wystraszyć. Wyjąłem sto dolarów i wsunąłem pod wycieraczkę znajdującą się blisko pedału gazu. Może właściciel  je znajdzie. Policja? Jeżeli trafi na uczciwego, ten powinien zwrócić... Tyle z powodzeniem wystarczy na naprawę odłamanago plastiku. Wytarłem ślady, tak na wypadek, gdyby ktoś szukał dziury w całym. Ten wóz mógł być warty z dwa tysiące lub mniej. Spodziewałem się, że pierwszy patrol lub służby parkingowe zauważą, bo postawiłem w miejscu zarezerwowanym dla mieszkańców tej okolicy, a wówczas na przedniej szybie powinna być własciwa adnotacja.
W salonie ciągle paliło się światło, czyli Julia nie spała albo zostawiła światło dla innych celów. Podszedłem cichutko do okna. Siedziała w fotelu w saloni, patrzyła na złożone łóżeczko i płakała. Poczułem żal. Nie chciałem, żeby cierpiała dłużej. Zapukałem w okno. Po trzecim razie usłyszała. Odważna kobieta, nie brała noża czy młotka, zresztą nie wiedziałem, czy ma to pod ręką. Podeszła do okna.
— Julio to ja, Scott.
Podeszła bliżej.
— Co robisz tu tak późno? — wytarła szybko łzy.
— Wpuścisz mnie?
— Poczekaj już idę otworzyć.
Po chwili otworzyła drzwi.
— Przepraszam, że tak późno.
Zaprosiła mnie ruchem dłoni i patrzyła na mnie uważnie.
— Znalazłeś go, prawda? Miałam przeczucie, że się doigra.
W tej sytuacji mogłem powiedzieć.
— Nie żyje, prawdopodobnie od dzisiajszego rana. Nie cierpiał.
— Powinniśmy zawiadomić policję.
— Nie sadzę. Jesteś bliska porodu. Nie chcę, żeby Cię dodatkowo męczyli pytaniami.
Ujęła mnie za rękę.
— Scott, dlaczego to robisz? Nikt tak o mnie się nigdy nie troszczył, może rodzice jak byam mała. Czy my się znamy?
— Przyjdzie czas, że ci powiem. Nie dzisiaj. Musisz mi wybaczyć i zaufać.
— Zaufać? Czy nie widzisz, że ci zaufałam? Postępujesz jak dobry mąż, tylko że nim nie jesteś. Mogłabym powiedzieć, że jesteś obcy, ale to by cię zraniło. Nie rozumiem, dlaczego to robisz, to nie jest normalne. Powiedz!
— Nie mogę. Obiecuję, że powiem, ale jeszcze nie teraz. Musisz spokojnie urodzić. Potem, za jakiś czas ci powiem.
Przez chwile patrzyła mi prosto w oczy.
— Joel też miał dobro w oczach, kiedy go poznałam. Ale to trwało tylko trzy miesiące. Kochałam go, nawet kiedy wiedziałam, że kradnie pieniądze, które powinny być dla dziecka. Dobrze, że zostało na szpital, tylko co potem?
— Mówiłem ci, żebyś się nie martwiła. Mam pieniądze.
— Scott, dlaczego?
— Nie jest dla ciebie ważne, że chcę pomóc tylko chcesz wiedzieć dlaczego to robię?
— Bo to nie jest normalne.
— Zgoda, nie jest. Proszę cię, nie naciskaj teraz. Obiecałem, że ci i powiem. Musisz się uzbroić w cierpliwość.
— Dobrze, ja ci też obiecuję, że to ostatnie pytanie. Ale musisz mi odpowiedzieć. Mogę je zadać?
— Jeżeli nie będzie kolidować z tym co powiedziałem.
— Chyba nie powinno.
— Dobrze to zapytaj – poczułem lekki niepokój, bo chyba wiedziałem, o co zapyta.
— Czy my się znamy?
— Tak.
— Czy....
— Miało być jedno pytanie.
— Tak, masz rację. Od momentu jak jesteś czuję do ciebie dziwne nastawienie. Jesteś w moim wieku lub odrobinkę starszy.
—Ile masz lat, Julio.
— Dwadzieścia osiem.
— Ja mam dwadzieścia sześć i kilka dni.
— To jestem starsza.
— Myślę, że powinnaś pójść spać.
— Pewnie myślisz o mnie źle. Dowiedziałam się, że mąż zginął i nie rozpaczam.
— Rozumiem. Zostanę tu, a ty pójdziesz spać do swojej sypialni.
— Tak zrobię. Muszę tylko się umyć.
— Jestem w pobliżu, gdybyś mnie potrzebowała.
Stanęła blisko.
— Dziwnie się czuję przy tobie. Jesteś taki pomocny. Widzisz, ja jestem chyba naiwna. Tobie o nic nie chodzi, prawda? Wiem... może nie powinnam mówić.
— Powiedz, nie możesz mieć wątpliwości.
— To jest złe co chce powiedzieć.
— Powiedz, zrozumiem.
— Jak poszedłeś to myślałam o wszystkim. O Joelu, dziecku, mojej sytuacji i troszkę o tobie. Gdybyś chciał mnie skrzywdzić, mogłeś to zrobić wiele razy. Myślałam, że jestem teraz bardzo nieatrakcyjna. Nie mam pieniędzy, jak wiesz i bardzo się obawiam co będzie z nami. Mną i Peterem. Wierzę ci, że chcesz pomóc, ale rozumiesz, że to wykracza poza zwykłe, ludzkie pojęcie. Nikt tak nie robi. W końcu...
— Julio powiedz, bo inaczej to będzie w tobie.
Widziałem po jej oczach, że powie. Od początku tej wypowiedzi czułem co chce powiedzieć.
— Są mężczyźni, których podniecają kobiety w zaawansowanej ciąży. Czy ty...
— Nie Julio, nie o to chodzi. Jesteś bardzo piękną kobietą, ale nie robię niczego dla ciebie z powodów twojej fizyczności. Powiedziałem, że jestem, jeżeli być miała problem, bo jesteś bliska rozwiązania. Możesz zasłabnąć, stracić równowagę, cokolwiek. 
— Tak, wiedziałam, że to nie to. Pomagasz mi jak dobry mąż powinien.
— Proszę cię idź się myj i idź spać. Chcę, żebyś była wypoczęta. Masz problem ze spaniem?
— Czasami. Dobrze pójdę. Nie obawiam się ciebie i wierzę, że mi pomożesz, tylko nie rozumiem.
— W porządku. Powiem ci za kilka dni, co nie znaczy, że wówczas zrozumiesz.
Spojrzała na mnie, uśmiechnęła się i...pocałowała w policzek.
— Dziekuję — szepnęła.
Po trzech minutach usłyszałem szum wody w kabinie. Wyszedłem szybko z domu i wziąłem broń. Wróciłem, schowałem wszystko pod poduszkę i usiadłem w rogu kanapy. Wsłuchiwałem się w szum wody. Potem wszystko ucichło. Po trzech minutach Julia wyszła w szlafroku.
— Położę się do łóżka, ale zanim to zrobię przyniosę ci koce. Są teraz ciepłe noce, nie zmarzniesz.
— Jestem odporny, nie martw się.
Po chwili przyniosła dwa wełniane koce i położyła obok na kanapie.
— Dobranoc. Dziękuję za wszystko, Scott.
— Dobranoc Julio. Śpij spokojnie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i thrillery, użył 2769 słów i 15725 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto