Kryształ cz. 3

Dojechali.  
– Zupełnie zapomniałam o tej plamie, muszę wytrzeć siedzenie – powiedziała Sandy.
Zrobiła to starannie, potem prysnęła sprayem, który kupił Scott. Wyszli z samochodu  
– Zostaw spray w wozie, mam drugi w domu – odrzekł .                                                                                  Weszli na górę.
– Ładnie mieszkasz – powiedziała Sandy.
– Dziękuję.
Dał psiakowi wody i jedzenie. Umył ręce.
– Usiądź wygodnie i zdejmij buciki.  
Ona zrobiła  jak powiedział. Wiedziała, że znowu jej zrobi masaż stóp i już się czuła lepiej na samą myśl o tym.  
Popatrzył na nią, czuł jej uczucie. Zaczął masować jej stopy. Leżała zrelaksowana, odczuwała błogą rozkosz.
– Już czuję się zupełnie dobrze.
Chciała wstać, by wreszcie wtulić się w jego ramiona. Dzwonek z dołu...
– Food delivery – usłyszeli młody głos w domofonie.  
Młody chłopiec postawił paczkę z produktami na podłodze. Scott podziękował, zapłacił i dał chłopcu dziesięć dolarów napiwku.
– Dziękuję – powiedział chłopak i już go nie było.
– Masz jakiś pomysł na obiad?
– Co myślisz o sałace greckiej.  
– Świetny pomysł.
– Obiecuję, że będzie lepsza niż wczoraj.
– To będziesz musiała się postarać, bo ta wczoraj smakowała wyśmienicie.
– Mam domowy przepis, na pewno będziesz zadowolony.
Kroiła małe pomidorki na pół. Podszedł do niej, ujął ją za ramiona. Ona odłożyła nóż. Zaczęła go całować mocno i namiętnie. Czuł, że jego ciało reaguje prawidłowo.
– A więc to tak – rzekł cicho do siebie.
–  Co powiedziałeś kochanie?
–  Cudownie. Dokończymy robić sałatkę?
– Tak..
– Mów co robić, pomogę ci.
– Rób to co ja, krój wszystko o takiej wielkości – pokazała pomidory.
– Dobrze ci idzie – powiedziała po chwii.
On kroił i dodawał przyprawy, o których mówiła. Ona smażyła małe kawałki kurczaka. Scott pokroił chrupiącą bagietkę. Wyjął z lodówki musujące wino.
– Niedrogie, ale dobre, australijskie.
Postawił butelkę na stole. Wyjął dwa kieliszki, a potem zapalił świece. Włączył relaksującą muzykę.
– Co myślisz o tym?  
Położył pomiędzy świece kawałek tybetańskiego kwarcu. Kupił go w sklepie z kamieniami.
– Mają ciepłą, mocną energię – szepnęła – są urocze – dodała cicho.  
Scott  przekonał się, że naprawdę czuła ich moc. Zaczęli jeść.  
– Znakomita ta twoja sałatka.
– Cieszę się, że ci smakuje. Wczorajsza miała ocet, a ta ma sok z cytryny.
– Zatańczymy?  
Ona wyraziła zgodę, bo naprawdę chciała wtulić się w jego ciało. Nie tańczyli długo, bo sama zaczęła go całować w usta i szyję. Rozpięła mu koszulę i całowała tors. Scott odbierał wszystko. Pozwolił sobie na te wibracje z drugiej czakry. Dekorował je subtelnie z czwartej i siódmej. Rozebrała go całkowicie i całowała wszędzie. On zdjął z niej sukienkę, a potem małe majteczki. Wyglądała idealnie.  
– Ten John to dupek – szepnął. Jesteś cudowna zarówno wewnątrz jak i cieleśnie.
Pochłonęła ich namiętność. Fale orgazmu targały jej ciałem kilkakrotnie.
– Och już nie mogę – szepnęła. To było cudowne. Jeszcze nigdy nie miałam tak super.
Bawiła się jego włosami.
– Miałaś wielu mężczyzn, przed Johnem?
– Tylko jednego, może dwa tygodnie, ale tylko się całowałam i to raz. Chciałabym aby z tobą było długo, długo...
Umyli się, a potem ubrali.
– Chcesz gdzieś pójść?  
– Pójść nie, ale pojechałabym na Bahama – roześmiała się.
– Masz rację, dziś jest piątek. Pracujesz jutro?
– Tak, sobota to dobry dzień, czasem mam ponad setkę z napiwków. A czemu pytasz?
– Tak tylko.
Poszedł do drugiego pokoju. Po chwili wrócił.
– Zadzwoń do pracy, że jutro nie możesz przyjść.
– Och, coś ty?  Zwolnią mnie – powiedziała śmiejąc się.
– Mówię poważnie. Za trzy godziny mamy samolot na Bahama.
– Co powiedziałeś? – Sandy otworzyła szeroko oczy.                                                                                                                         Czyste, zielone... piękne.  
– Masz paszport?  
– Ty mówisz poważnie?  
–  A ty żartowałaś z tym Bahama?  
– Nie, to moje marzenie, odłożyłam już osiem setek.  
– No to wydasz na coś innego, tym razem ja stawiam.    
                                                                                                                                                                  – Chyba mi się śni – szepnęła Sandy, kiedy po trzech i pół godzinie lecieli w kierunku Bahama.
Patrzyła na ocean. Scott zabrał małą torbę i laptop. Ona tylko torebkę.  
– Mam tylko tę sukienkę, a Starr właśnie się posiusiał – dodała zmartwiona.  
– Wszystko będzie dobrze.
Otworzył torbę i wyjął z niej plastikową torebkę.
– Och! – szepnęła – majtki też mam mokre.
– Pomyślałem o tym, nosiszmały rozmiar, prawda? Daj mi Starra, a sama idź do łazienki się przebrać.
Wstała i poszła, zasłaniając przód torebką. W toalecie zobaczyła co Scott jej przygotował. Sukienka zrobiona z bawełny miała żywy, żółty kolor. Na dnie torby zobaczyła białe majteczki. Przebrała się szybko, a zalaną sukienkę i majtki schowała do torby. Wróciła na miejsce. Starr spał na kolanach Scotta.
– Położyłem plastikową torebkę i coś co łatwo wchłania wodę. Wybacz, zapomniałem cię zabezpieczyć.  
– Och Scott, to drobiazg. Jesteś wspaniały, a sukienka jest super. Nie mogę uwierzyć w to wszystko.

Dolatywali. W końcu nie było tak daleko, mniej niż trzy godziny lotu. Samolot usiadł miękko. Z lotniska wzięli taksówkę i pojechali do hotelu. Po godzinie wyszli na plażę.
– Gorąco, ale nie tak bardzo – szepnęła Sandy.
Wreszcie odczuła ocean.
– Bosko. Mam nadzieję, że Starr nie płacze.
Scott nie wspomniał, że użył trochę „czarów”, by piesek spał dobrze.
– Jestem nadal trochę w szoku, to wszystko stało się tak nagle – zaczęła Sandy. Zawiadomiłam pracę, ale i tak nie wiem czy mnie nie zwolnią.  
Scott nic nie powiedział. Wiedział, że ją zwolnią. Poszli się kąpać. Woda pachniała świeżością. Posiedzieli trochę nad oceanem. Świeża bryza pachniała jak bukiet świeżych kwiatów.
– Czas się zbierać, Starr się niedługo obudzi.  
Ona ubrała się w sukienkę.
– Ładnie ci w niej, chociaż ładnie ci we wszystkim.
Sandy popatrzyła na niego uważnie. Scott odczuł, że  jest gotowa do pytań i odpowiedzi.  
– Dlaczego ja? – zapytała, patrząc mu w oczy.
Siedzieli w restauracji i jedli obiad.  
– Mam pewien dar – zaczął Scott – czuję co inni czują. Kiedy zobaczyłem cię pierwszy raz wiedziałem, że cierpisz. Ale nie to zdecydowało. Jesteś czysta.
Spojrzała na niego z uwagą.
– Mówiłeś to już kilka razy.
– Twoje wnętrze, twoja aura.
– Och – westchnęła tylko.  
– Popracujesz ze mną?  
– Tak, a co mam robić?
– Widzisz, mówisz ,,tak”, zanim wiesz o co chodzi.
– Tak, to prawda. Jeśli mnie oszukasz, chyba umrę – łzy zakręciły jej się w oczach.  
– Dużo ci nakłamałem, ale nie w tym. Nie zostawię cię, ani nie zdradzę – rzekł dobitnie.
Ona spoważniała, odczuł wibracje jej serca.  
– W czym mnie okłamałeś?  
– W tym, że nie umiem gotować – odrzekł bez namysłu.  
– A w czym mówiłeś prawdę?  
     Czy już czas, kalkulował w swoim umyśle? Prędkość jego umysłu przekraczała najszybszy komputer na ziemi.
– Zaryzykuje, co jest mi obce. Jest jeden procent mniej, niż dwie trzecia za, pomyśłał. Ale ja też ci ufam. Nie jestem człowiekiem i nie pochodzę z Ziemi.
Co powiedział nie mieściło się jej w głowie. Wiedziała jednak, że to prawda. Miała zbyt wiele małych „za” aby w to nie wierzyć.
– A skąd jesteś?  
– Nie wiem – odrzekł natychmiast.  
Uśmiechnęła się.
– Wierzę ci, ale zdajesz sobie sprawę, że nie rozumiem.
– Tak, w zupełności. Sam zbudowałem to ciało, lubię je i szanuję.
– Ja też je lubię – rzekła z uśmiechem Sandy.  
– Scott O'Conor naprawdę nie istnieje. Ja sam wprowadziłem wszystkie dane. Nikt poza tobą i ludźmi z pracy, mnie nie zna. Oni znali mnie jeden dzień, ale w ich umysłach mają świadomość, że znają mnie tygodniami. W systemie danych jestem bez zarzutu, więc nikt nie będzie sprawdzał. A gdyby nawet chciał, cały system komputerowy na całej Ziemi byłby obciążony na długie tygodnie.
Podeszła kelnerka.
– Czy coś jeszcze podać?  
– Nie, będziemy płacić.  
– Jest tylko mały kłopot – rzekły do Sand, kiedy kelnerka odeszła.
– Tylko jeden?  
– Twój sarkazm mnie rani.
– Przepraszam – wtuliła się w niego mocniej – już nie będę.
– Ten kłopot to Starr.
– O, zdziwiła się Sandy, myślałam, że coś innego.
Scott rozważał coś poważnego. Szli do swojego pokoju.
– Powiedz Scott, czy wtedy w mieszkaniu ten kryształ zajaśniał?
– Tak, rozmawiałem z nim, a dlaczego pytasz?
– Nad twoją głową jest różowo-fioletowa poświata.
– Muszę cię o coś zapytać, Sandy.
Wrócili do pokoju w samą porę.
– Cokolwiek by to było, zrobię to, jeśli będzie w mojej mocy – szepnęła. Jestem cała twoja, duszą i ciałem.
Starr obudził się i zaczął kwilić. Sandy dała mu jeść i pić.
– Śliczny jest. To najpiękniejszy prezent jaki dostałam.  
Scott obserwował Sandy.
– Dasz mi dziecko?
– Oczywiście – rzekła bez namysłu.
– To będzie chłopiec czy dziewczynka?  
– Nie wiem tego, a nie chcę decydować.
Posmutniał.
– Będę go potrzebować.  
– Będziemy – poprawiła go.
– Tak masz rację. Będziemy.
– Posmutniałeś, czy mogę widzieć dlaczego?  
– Tak, powiem ci, ale jeśli będzie cię to mocno trapić, usunę to z twojej pamięci.  
Ona kiwnęła głową na znak zgody.
– Potrzebuję go. Ja, ty i Ziemia. Bo ma być wojna. On ma bronić Ziemi. Ale posmutniałem z innego powodunie.
Odczekał chwilę.
– On nie umrze ani ja, ty tak.
Spodziewał się silnej reakcji, ale nic nie nastąpiło.
– To normalne, każdy kiedyś umiera. To mnie nie trapi...
Przerwała, bo czuła, że Scott chce jeszcze jej coś powiedzieć.
– Z tego co wiem, mamy go wzmocnić. Trzy punkty tworzą płaszczyznę, będziemy tworzyć jakąś konfigurację. Muszę ich odnaleźć, ale to później.
– Nie musisz nic usuwać z mojej pamięci. To ostatnie co powiedziałeś, zupełnie tego nie rozumiem, ale to bez znaczenia.
– Tak masz rację, myliłem się. Zdarza mi się to co raz częściej, to przez ciebie.
Zaśmiał się, porwał ją na ręce i zaczął całować.
– Możemy odłożyć wielkie sprawy na później?  
– Tak.
Zaczęli się kochać. Trwało to dłużej niż pierwszym razem. Poszła się umyć.
– Jest szansa, że mogę zajść w ciążę, dobry czas – powiedziała, kiedy wróciła z łazienki.
– Jesteś – rzekł – a właściwie będziesz za chwilę.  
Wskoczyła do niego na łóżko i przylgnęła do niego swoim pięknym ciałem. Zaczęła gładzić go po włosach.
– Muszę cię zostawić na porę dni – rzekł cicho.
– Obiecaj, że to będzie parę dni, ale i tak będę płakać.
– Zrobię to najszybciej jak będę mógł. Muszę jechać do Nepalu, do groty w której spędziłem parę milionów lat. Przywiozę coś dla ciebie.
– Proszę też o sweter z wełny jaka – szepnęła.
– Postaram się przywieść o co prosisz.
Scott pracował trochę z komputerem, wysłał informacje do pracy, załatwił też bilet.
– Muszę się zbierać, rzekł.
Zadzwonił po taksówkę. Na lotnisku Sandy trochę się popłakała, a Starr kwilił jakby wiedział, że Scott wyjeżdża.
– Postaram się wrócić za pięć dni – szepnął do Sandy. Opiekuj się pieskiem – rzekł przed samym wejściem do sali odlotów.
Sandy wzięła taksówkę i wróciła do hotelu. Siedziała do zachodu słońca na tarasie. Starr siedział obok, a potem wgramolił się jej na kolana.
– Postaraj się nie zmoczyć mnie – szepnęła.  
Gładziła go czule i po chwili zasnął. Gdy słońce schowało się za taflą wody, wstała delikatnie by nie budzić szczeniaka i poszła do pokoju. Dała psu wody i sama napiła się także. Usiadła na łóżku.
Nie ma go przy mnie dopiero kilka godzin, a ja już tęsknie, pomyślała. Czuła się bardzo zakochana. Zaczęło jej się robić smutno i nagle poczuła się senna. Nawet nie pamiętała kiedy usnęła. Kiedy się obudziła poczuła coś wilgotnego na twarzy. No tak, Starr lizał ją po twarzy. Słońce stało wysoko na horyzoncie, czyli dzień zaczął się już dawno.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i miłosne, użył 2131 słów i 12333 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto