Kryształ cz. 2

Wyszli z restauracji.  
– Odwieść cię do domu, czy dasz się zaprosić do mnie?  
– Sama nie wiem, u siebie czuję się dobrze, tylko czy ty...
– Dobrze odwiozę cię do domu.
Szli obok siebie. Ona miała wysokie obcasy, dobrze w nich wyglądała, ale nie przywykła w nich chodzić, potknęła się. Scott złapał ją.
– Weź mnie pod rękę.  
Doszli do samochodu.
– A co będzie, jak nas policja zatrzyma?
– Nie zatrzymują takich samochodów bez powodu, a poza tym ja nic nie piłem. Uśmiechnęła się tylko. Dojechali w pół godzinie. On odprowadził ja do furtki. Spojrzała na niego.
– Wejdziesz?
– Chętnie.  
Wynajmowała pokój na piętrze w niezbyt drogiej dzielnicy.  
Weszli na górę. Otworzyła drzwi i zaprosiła go do środka. Usiadł w fotelu.  
– To moje skromne mieszkanko – zaczęła nieśmiało. Nie wiedziała, co ma zrobić z rękami. Scott czuł, że jest lekko skrępowana i trochę zdenerwowana.
– Hej, widziałeś, mój kryształ zaświecił.
– O naprawdę, może ci się wydawało. To pewnie refleksja światła jak je zapaliłaś.  
– Może masz racje – przyznała Sandy. Zrobię kawę.  
– Dobry pomysł.  
Wstał i przytulił ją. Dobrze się czuła w jego ramionach. Czekała, że ją pocałuje, ale nie zrobił tego. Poszła zrobić kawę.
– Tak, ja też was lubię – powiedział do kryształów cicho, kiedy dziewczyna poszła do kuchni.  
Któregoś dnia powiem ci prawdę Sandy, ale jeszcze nie teraz. Nie zrozumiałabyś, pomyślał. Przyniosła dwie kawy. Zaczęła mu opowiadać o kryształach. Miała dużą znajomość tematu. Jej monolog przerwał hałas otwieranego zamka. Do pokoju wszedł John z kwiatami, a brunetka na chwilę straciła mowę.  
– Co tu robisz, mówiłam ci, że wszystko skończone!
– Szybko się uwinęłaś – rzekł John, patrząc na Scotta.
– Oddaj mi klucze, a kwiaty zabierz.  
– Co to za fagas, spałaś z nim, dziwko?
Czuć było od niego wódkę.
– Wynoś się! – krzyknęła.  
Wyrwała mu klucze i zaczęła go odpychać.
– Pizza, którą jadłeś do marnego alkoholu, zaszkodziła ci – rzekł Scott.
John zrobił krok w kierunku Scotta, uniósł rękę, ale zaraz złapał się za brzuch.
– Mogę do łazienki – rzekł z niewyraźną miną.
– Wynoś się! – dziewczyna wypchnęła go za drzwi.
– Przepraszam cię – rzekła do Scotta.
– To nic, to się wam czasem przytrafia.
Sandy była zbyt wzburzona, żeby załapać, co właśnie powiedział.
– Jak wiedziałeś, że jadł pizze? – zapytała. Wyglądał, jakby dostał nagle rozwolnienia, widziałam po minie.  
– Miał koszulę poplamioną sosem, nie widziałaś? – odrzekł spokojnie mężczyzna.
– Nie zauważyłam, spostrzegawczy jesteś.
– Tak, czasami też tak myślę – rzekł Scott. Zaczęłaś o tych kamieniach, to było interesujące.  
– Ach tak – uspokoiła się.
– Wiesz co, ty mi opowiadaj o tych kamieniach, a ja ci pomasuję stopy, trochę się na tym znam.
Usiadła na sofie i jak położyła nogi na pufie. On zdjął jej szpilki i zaczął masować stopy.  
– Och jaka ulga – rzekła.  
Brunetka czuła się błogo i przez minutę nic nie mówiła.  
– Każdy kamień jest podobno odpowiednikiem właściwej czakry. Słyszałeś o czakrach, skoro uczyłeś się masażu?
Scott uśmiechnął się tylko.
– Tak, trochę słyszałem – rzekł miło.
– Wiesz – przerwała na chwilę, wywód o kamieniach – nigdy nie miałam profesjonalnego masażu, ale jesteś chyba dobry, bo czuję się zupełnie rozluźniona. Poza tym to niesamowite, bo momentalnie przeszło mi zdenerwowanie związane z Johnem...
Scott trochę się zdziwił, aczkolwiek miło, ponieważ nawet nie „używał” swoich umiejętności. Kiedy przekazała mu swoją wiedzę o czakrach, zaczął jej mówić o silnikach lotniczych. Nie bardzo się na tym znała, ale słuchała. Czuła się świetnie, co do tego miała pewność.  
Zbierał się do wyjścia.
Nawet mnie nie pocałuje, pomyślała.
– Zobaczymy się, bardziej stwierdził, niż zapytał.
– Chętnie, jutro mam wolne.
– W takim razie przyjadę po ciebie o piątej, co ty na to?
– Dobrze – odrzekła tylko.
– Pojedziemy gdzieś, a potem zrobimy kawę. Tym razem u mnie. Co ty na to?
– OK – rzekła, lekko smutna.  
Podał jej rękę na pożegnanie i pocałował w policzek. Ona przytrzymała go chwilę i popatrzyła mu prosto w oczy. Chciała, by ją pocałował.
– Oczy to bramy duszy – rzekł miękko. Nie martw się, jutro ci będzie bardziej smakowało.  
Wyszedł. Stała chwilę zaszokowana.
Czyta moje myśli, czy co, pomyślała. Patrzyła przez okno, jak odjeżdża.
Chyba się zakochałam, trzepotało jej w głowie i sercu. Jak wiedział, że chciałabym, żeby mnie pocałował.
Kiedy sprzątała filiżanki, zobaczyła małą kartkę.
Nic się nie martw, John już cię nigdy nie zobaczy.  
– Och – szepnęła cicho – właśnie przed chwilą o tym myślałam. Usiadła na krzesło. Zbyt wiele wrażeń jak na jeden dzień, pomyślała.
Scott dojechał do domu.  
Urządził się szybko, miał te zdolności. W jeden dzień dostał pracę, wynajął i urządził mieszkanie, kupił ubrania i całe wyposażenie. Wszystko w 14 godzin.  
Muszą spać, ja nie. Jakkolwiek, interesujące stworzenia, pomyślał. Jutro będziesz zadowolona, pomyślał o dziewczynie.  
Do tej pory nie bardzo jej się wiodło, ale Scott wiedział, że to się zmieni.
– Zobaczymy, jak to odbiorę, chociaż teoretycznie wiem – powiedział do siebie.
Duży stojący zegar wskazywał 12:15.
Pojadę trochę popracować, pomyślał. Wyszedł z domu, odpalił Mercedesa i ruszył szybko.
Przyjechał do biura po piętnastu minutach.
Usprawnię siłę ciągu i przyspieszenie, niech będzie 10 Mach, pomyślał, wchodząc po schodach do drzwi.
– Dobry wieczór, Mr O'Conor – odezwał się miło pracownik ochrony.
– Dobry wieczór James, mów mi Scott, prosiłem cię już tyle razy.
– Dziękuję Scott – odrzekł James.
– Nie mogłem spać, popracuję trochę.
Pojechał na szóste piętro windą, otworzył kartą drzwi swojego pokoju.  
Podsunę kilka pomysłów Markowi, to zdolny człowiek, pomyślał chwilkę.
Scott pracował, a najszybsza dostępna na rynku drukarka, nie mogła nadążyć za nim. Po godzinie i pół wszystko zakończył.
Powinien się domyśleć, a jak nie da rady, pomogę mu, pomyślał. Zjechał w dół. James siedział i patrzył w ekran monitora. Walczył z sennością. Drugi strażnik patrolował piętra, sprawdzając, czy wszystko gra.  
– Dobranoc James – rzekł Scott, pukając palcem w szybę dyżurki.
– Dobranoc Scott – rzekł James.
Fajny facet, pomyślał James, powracając wzrokiem na ekran.
Scott dojechał do domu.
Jutro kupię psa dla niej, pomyślał Scott. Bardzo lubię psy, są takie przyjacielskie i niczego nie oczekują. Zaryzykuję po ludzku, kontynuował myśl. Czarny Lab, powinna go polubić, podjął decyzję.  
Postanowił sobie, że nie będzie używać swoich zdolności w stosunku do młodej kobiety. Przynajmniej jak nie będzie musiał.  
Mógł usunąć brud i pot na swój sposób, ale wziął po prostu prysznic. Sen. Uczynił wszystkie czynności w swoim ciele, żeby zasnąć. Zasnął. Obudził się o 6 rano. Analizował sen. Pamiętał wszystko. Wielka Matka, planeta, z której pochodził. Usiłował sobie przypomnieć kim lub czym JEST. Widział swoją planetę jak w filmie. Kolorowe fluidy, najsilniejsze w odcieniach różu i fioletu. Widział wielkie, Statki-matki. Wszechświat, ogromna przestrzeń... Potem znalazł się w jaskini. Kryształy coś szeptały, nie mógł tego przeanalizować.
Ubrał się i pojechał do biura. Jednak go zatrzymali. Radiowóz migotał niebiesko- czerwonymi światłami. Policjant poprosił o dokumenty.
– Jechał pan za szybko. Tym razem tylko upomnienie, bo jest pan wzorowym kierowcą. Żadnego mandatu, nawet za parking – rzekł oficer. Proszą jechać ostrożnie.  
Policyjny wóz odjechał.
– Właściwie jestem nowym kierowcą – powiedział do siebie Scott.
Dojechał do biura godzinę przed wszystkimi. Podczas przerwy na kawę wszedł Mark.
– Cześć Scott. Pracowałeś w nocy, widziałem wydruki.
– Tak, nie mogłem spać.
– Mam pewien pomysł – zaczął Mark, Można zwiększyć siłę ciągu i szybkość nawet do 9 M.
– Och tak, nie myślałem o tym?
– Jak się uda, podzielimy się po połowie, co myślisz?  
– Ech, najwyżej trzecia część dla mnie. Ja miałem tylko mały pomysł.
– Och, nie bądź taki skromny, 50/50, nie biorę więcej – odrzekł Mark.  
Scott pracował dopiero drugi raz w instytucie, ale w systemie danych i w pamięci kolegów istniał od paru miesięcy. Po przerwie obiadowej poprosił o rozmowę z szefem wydziału.
– Wejdź, proszę – rzekł Stanley – Co mogę dla ciebie zrobić?
– Czy mógłbym wyjść dwie godziny wcześniej?
– Jasne, pracujesz indywidualnie, zapomniałeś? Poza tym pracowałeś w nocy. Jestem bardzo z ciebie zadowolony, twoje referencje wcale nie przesadzają.
– Mam pytanie, gdzie najlepiej kupić psa?  
– Najlepiej z ogłoszenia. Tylko upewnij się, że rasa jest czysta. Znajomy kupił rasowego wilka, a potem się okazało, że kiedy szczeniaka trochę podrósł, miał skręcony ogon i oklapnięte uszy.
– Zrobię, jak mi pan radzi.
– Stanley, tak jest łatwiej – rzekł szef.
Scott zamknął drzwi jego gabinetu.  
Miły gość, tylko dlaczego oni wszyscy są niewierni swoim żonom, pomyślał Scott.
Po dwudziestu minutach jechał już po szczeniaka. Wysłał tekst do Sandy  
,,Jeśli chcesz, przyjadę o czwartej”. Odpisała szybko. ,,OK, cieszę się, czekam”.
Kiedy przyjechał pod dom brunetki, zegarek wskazywał za pięć czwarta.  
– Poczekaj – szepnął do psa. Trochę mi przykro, że cię tak wcześnie zabrałem od matki.
Nacisnął domofon.
– Tak, usłyszał jej głos.
– To ja, Scott.
– Zaraz zejdę, rzekła.
Zeszła na dół. Miała na sobie krótką, białą sukienkę w maki. Scott zobaczył jej zgrabne, opalone nogi.
– Miło cię widzieć, Sandy – rzekł, całując ją w policzek. Mam dla ciebie prezent. Jest na tylnym siedzeniu.
Brunetka dostrzegła pieska.
– Och, nie mam słów.  
Objęła serdecznie Scotta.
– Śliczny, to dla mnie? – zapytała – jak ma na imię?
– Jest twój, ty mu daj imię.
– Kochany jesteś – pocałowała go w usta.
– Gdzie chcesz jechać? – Może do parku. – Nie jesteś głodna?
– Pojedzmy po jedzenie do sklepu i zrobimy coś u ciebie.
– Dobra myśl, tylko mamy jeden poważny kłopot. Nie znam się na przyrządzaniu jedzenia. Dasz sobie rade sama?
Zadał to pytanie, ale przecież wiedział, co odpowie. 
– Na pewno, w końcu pracuję w restauracji. 
– Lubisz New York? 
– Od wczoraj tak – odrzekła szczerze.
Dojechali do parku. Spacerowało trochę ludzi z dziećmi i psami. Usiedli na ławce, maluch nie odchodził daleko. Po kilku minutach podszedł do nich młody mężczyzna, około dwudziestoletni.
– Nie ruszaj się – szepnął Scott.
Wiedział o jego niecnych zamiarach, ale wyczuł też coś dobrego, dlatego zmienił pierwotny plan.  
– Czy mogę prosić drobne? – zapytał chłopak. – Nie mam drobnych, same setki i karty kredytowe – odrzekł Scott.
Wyczuł strach u niej, dlatego przycisnął jej lewą dłoń swoją prawą. Chłopak rozejrzał się na boki. W promieniu 50 metrów nie było nikogo. Powoli wyciągnął pistolet, kaliber 0,22.
– Dawaj forsę, gogusiu – syknął przez zęby.
Scott nawet nie zmienił pozycji. Spojrzał tylko napastnikowi prosto w oczy. Jego noga wyskoczyła z niesamowitą szybkością i czubek buta uderzył nadgarstek bandyty. Pistolet poleciał wysoko w górę. Czubek drugiego buta ugodził niegodziwca w samo krocze, tylko o ułamek sekundy później. Scott wstał spokojnie i stanął nad zgiętym z bólu chłopakiem.
– Masz tu sto dolarów – rzekł spokojnie. Będę miał na ciebie oko, zacznij dobrą drogę. Nie dotkniesz więcej broni, a teraz odejdź.
Poszedł na trawę, podniósł pistolet i schował go do kieszeni. Napastnik odszedł z grymasem cierpienia na twarzy.  
Wstali z ławki. Scott wziął brunetkę za rękę. Piesek szedł pół kroku za nimi.
– Jedziemy do mnie – rzekł. New York jest czasem taki, ale ze mną jesteś bezpieczna.
Dziewczyna odzyskała mowę.
– Nie zawiadomisz policji?
– Nie – odrzekł zupełnie spokojnie. On już nigdy nie dotknie broni.
Doszli do samochodu. Po chwili ruszyli. Scott podał jej komórkę. Wyrecytował powoli numer.  
– Zamów jedzenie, jakie chcesz i powiedz, żeby przywieźli na ten adres, za czterdzieści pięć minut.
Podał jej swoją wizytówkę.
– Och, Starr chyba zrobił siusiu, jest plama na siedzeniu.
– Ładne imię mu dałaś. Co do plamy to nic, w przegródce przed tobą jest spray oraz serwetki, możesz wytrzeć?
Ona popatrzyła na niego swoimi pięknymi oczami.
– Czy ty w ogóle nigdy nie jesteś zły?
– Na razie nie miałem powodu – uśmiechnął się
– Jesteś dobry, mądry, masz same dobre cechy, czy to możliwe by człowiek taki był?
– Ja nie jestem człowiekiem, poza tym ciągle kłamię, no prawie – poprawił się.
Zaczęła się śmiać. Potem spojrzała na niego inaczej.
– Bardzo chcę cię pocałować. Od wczoraj – szepnęła.
– Ja też – odrzekł.  
Otworzył okno. Jechali przez most. Mocnym ruchem rzucił pistolet do wody.
– Nikt go tam nie znajdzie.
– Zupełnie zapomniałam – szepnęła.
Staram się, pomyślał Scott.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i miłosne, użył 2206 słów i 13524 znaków.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto