Kiedy otworzysz oczy cz 6

— Musi być jakieś rozwiązanie, musi być ktoś inny jak ja — rzekła głośno. Gdzie jesteś Adamie? — rzekła cicho.
I wtedy przypomniała sobie. Ludzie mijali ją, wpadali na nią, a ona stała zauroczona. Sen, sny. To co ludzie zawsze mieli, a teraz, to znaczy od paru lat, już nie istniało. Ona miała sny. Realne, rzeczywiste. Budziła się zapłakana, ucieszona, podniecona lub zlana potem. Szczególnie jeden sen dręczył ją. Jakieś moczary, mazia. Problem w tym, że inne sny miała również, ale nie mogła sobie przypomnieć co śniła. I nagle walnęła się w czoło.  
— Sny, ja je mam. Mam, bo nie śpię, oni ich nie mają, bo śpią.  
Teraz miała dwa zadania. Znaleść Adama lub Ewę. Dowiedzieć się co śni. Wiedziała w jakiś sposób, że musi to zrobić bez pomocy ,,systemu”. No może niezupełnie. Miała pewne własności. Usiadła w mieszkaniu i zapadła w medytację. Znalazła tą technikę w starych zapisach. Po kilku godzinach zobaczyła w wizji miasto.
Tam jest Adam, pomyślała.  
Weszła w virtualny system. Pomyślała, że w końcu technika może się przydać.
— To Sydney — powiedziała po kilkunastu próbach.
W następnej godzinie była już w Australii.
Wzniosła się do góry kanałem pamnoramiczny, zbudowanym niegdyś dla miłośników podziwiania widoków z góry. Popatrzyła na miasto.
— Gdzie jesteś, mamy tylko trzy miesiące by pokonać ten nowoczesny matrix!
Usiadła przed fontanną.
— Kaj jesteś genialna — powiedziała głośno. Ty nie możesz go znaleść, ale on może znajdzie ciebie.
Kupiła, oczywiście bez karty, kilka tuzinów flar. Zaczęła puszczać je co pół godziny, potem co godzinę. Siedziała pod fontanną prawie pięć dni. I już chciała zrezygnować, kiedy zobaczyła go. Szczupły, zabiedzony w poszarpanym ubraniu, nieogolony.
— Hej, hej tu jestem — wrzeszczała podniecona.                                                                                    
Chłopak podszedł do niej powoli.
— Zauważyłem flary kilka dni temu, ale nie mogłem dotrzeć szybciej. Szedłem piechotą cztery dni.
Kaj objeła go i pocałowała w usta.
— Znalazłam cię, mój Adamie.  
— Mam na imię Kal — rzekł — a ty jesteś Ewa?
— Nie, mam na imię Kaj, Kaj Moor.
— Kal Tall, chociaż duży nie jestem — uśmiechnął się słabo.  
— OK, Kal, musisz coś zjeść, umyć się i ogolić. Jeśli chcesz.
Wzięła dla niego jedzenie i picie. Patrzyła jak je.
— To fajnie popatrzeć jak jesz.  
— Też system cię nie widzi?  
— Nie tylko system, ludzie również. Mam natomiast dostęp do wszystkiego, za darmo.
— Mnie też system nie widzi jak i ludzie, tyle że nie mam dostępu do niczego. Od kilku lat jem co pozostawią inni i muszę się spieszyć, zanim ,,system” mnie nie uprzedzi — rzekł smutno.
Popatrzyła na niego poważnie.  
— Mamy trzy miesiące, potem komputery przejmą całkowicie kontrolę nad ludzkością.  
— A tak naprawdę o co im chodzi?  
— Pewien neuron, nie mogą go wyprodukować. Ma go tylko człowiek w mózgu.
— A potem co?
— Sądzę, że ludzie będą dla ,,systemu” zbiornikiem zasobów naturalnych.
— Nie brzmi to zachęcająco.
Weszli do fryzjera.
Siadaj, ogolę cię i ostrzygę. Mam kursy — uśmiechnęła się.                                                                                                                    W trakcie, opowiadała mu swoje początkowe doświadczenia.
— Pójdziesz się umyć? — zapytała.  
— Gdzie?
— Wolisz do prywatnego domu, czy do hotelu?
— Do hotelu próbowałem, nie mogę otworzyć drzwi.
— Ja otwieram każde, jak na razie. Udało mi się zatrzymać ,,system” na 5 sekund. Potem się zmądrzył i nie dał się już zatrzymywać.
Weszli do pokoju. To znaczy Kaj weszła, a drzwi nie chciały wpuścić Kala.  
— Nie chcą po dobroci?  
Walnęła pięścią. Wyleciały z metalową futryną.
— Nieźle bijesz — rzekł Kal.
— Nauczyłam się kontrolować energię vitalną. Bez przechwałek, mam siłę dwóch tuzinów ludzi.
— Muszę znaleźć rozwiązanie, to znaczy myśle, że kluczem do rozwiazania są sny — rzekła. Masz sny, prawda?
— Tak, już wiem, pamiętam cię ze snu — powiedział lekko wzruszony.
Poszedł się myć.
— Jak skończysz to dam ci ręcznik — powiedziała głośno.
— Już skończyłem — krzyknął po paru minutach.
Kaj otworzyła drzwi. Stał nago i zaskoczony.
— Trochę prywatności — rzekł, zasłaniajac się machinalnie.
— Przepraszam, trochę zdziczałam przez te trzy lata.  
— Ok — rzekł w końcu — jesteś jedyną dziewczyną w okolicy, która może mnie zobaczyć i dotknąć.
— Powiedziałeś, że pamiętasz mnie ze snu?  
— Jak tylko to powiedziałaś, przypomniałem sobie, że walczę z jakimiś stworami.  
— Ja spadam ze skały, a ty? O kurcze, ty mi mówisz w tym śnie, że topisz się w bagnie. Mam bigos w głowie. Kochamy się, to znowu ginie ktoś bliski. Nie zawsze tak wygladam, jestem olbrzymi. Innym razem jestem rzymskim senatorem a ty...
Z oczu Kaj zaczęły płynąć łzy.  
— Kira — szepnęła.  
— Keneth — rzekł cicho.
— Nie zdołałam cię nawet pocałować bo Linda mnie zastrzeliła.  
— Chodź, póki żyjemy! Chociaż wiem, że to jest sen.
Kochali się długo.
— Tak jak bym miał pewność, że się znamy. Czuję, że to ostatni stopień. Pal sześć ten system.
— Pocałuj mnie jeszcze raz, zanim umrzemy, zaśniemy, albo otworzymy wreszcie oczy. Całowali się. I wszystko przestało istnieć... Wszystko.
                                                    *****
    Wiadomości były coraz bardziej niepomyślne. Zawsze wszyscy mówili, że to zacznie się przez konflikt w Izraelu lub Zatoce Perskiej. Były głosy, że Północna Korea albo USA kontra Chiny. Ale jak zwykle, ustalone scenariusze zawiodły. Stara miłość nie rdzewieje i stara nienawiść czeka żeby się odrodzić.
Francja miała zatarg o maleńki kawałek na kanale La Manche. Wyspy St Peter port. Po prostu absurd. Potem wybuchło kilka bomb w Paryżu. Znaleziono powiązanie z MI-5. W odwecie, kawałek wieży Tower został zniszczony przez Tomahawka z francuskiego ,,Mirage”. I kiedy sądzono, że wszystko idzie ku dobremu, mała głowica nuklearna o sile 0.5 kT wybuchła w Paryżu. Ogromne straty. Dopiero w drugim tygodniu wojny ustalono, że to nie Anglia tylko szaleniec z Tunezji. Ale wtedy było już za późno. Wszystkie niezagojone rany zaczęły na nowo krwawić. Gwałtowny zatarg dwóch mocarstw szybko się rozprzestrzenił na całą Europę. A potem już wszytko wymknęło sie z pod kontroli. Zniszczono Izrael. Cały Iran płonął. Północna Korea posłała jednen atom na Japonię. W odwecie Nippon wystrzelił wszystko co miał i po dwóch godzinach z Północnej Korei pozostała dziura. Nikt nie wiedział kto zaczął pierwszy. Pekin, Moskwa czy Waszyngton. Nikt już nie wiedział nic. Nastapiła całkowita wymiana. Pozbyto się całego arsenału nuklearnego.
     Zamknięci w podziemiach gór skalistych sądzili, że przeżyją. Ziemia to żywa istota. Zareagowała. Całe zachodnie wybrzeże zapadło się. W górach skalistych, od Alaski do Andów przeszło trzęsienie ziemi o sile 10.9 Richtera. Ze zbudowanego ogromnego schronu nie pozostało nic. Ktoś wreszcie zrozumiał. Zaprzestano. Tak naprawdę już nie było czym strzelać. Ale co z tego? Nie było prądu, wody, jedzenia. Biblia mówiła, że 2\3 ludzkości zginie. W miesiąc po zakończeniu wojny zostało 846 tys ludzi. A większość z nich była napromieniowana. O tak, ludzie zaczęli się szanować. Milioner dzielił się kanapką z żebrakiem. Muzułmanin modlił się z ortodoksyjnym żydem.                                            
W jednej ze stacji metra w Nowego Yorku skryła się resztka zniszczonego miasta, które nigdy nie spało.
                                                                              *
     Carolina dostrzegła, że coś rusza się w gruzie.
— Hej! — zawołała. Tam ktoś jest!
Miała na sobie ciepłą, porwaną kurtkę. Zanim inni podeszli, zaczęła odgarniać gruz. Miała 26 lata, ładne zielone, teraz zgasłe oczy. Nie potrzebowała licznika Geygera-Millera. Wiedziała, że umrze. Dwa, góra trzy tygodnie. Traciła włosy. Kiedyś były piękne, miedziane. Chłopak żył.
— Wody — szepnął.
— Zaraz ci przyniosę, poczekaj.  
— Potrzebuję wody, może się ruszycie, on żyje.
Prawie nie miała paznokci od odkopywania.
— Nie ma wody — rzekł czterdziestoletni, szczupły mężczyzna.
— Muszę dostać wodę — rzekła stanowczo Carolina.  
— Chcesz mu oddać swoją porcję?
Mieli tu małą grupę, zgodzili się dzielić.  
— Tak, dajcie mu moją porcje. Ja i tak umrę za dwa, góra trzy tygodnie.
— A on może umrze za godzine — rzekł ten sam, szpakowaty mężczyzna.
— Jeśli bym wierzyła w diabła, posłałabym cię tam. Ale jeśli byś umierał z pragnienia i tak dała bym ci wody — rzekła ze łzami w oczach.
Facet popatrzył na nią inaczej.
— Poczekaj, dam ci swoją porcję. Ja też jestem napromieniowany i dużo mi nie zostało — odrzekł łamiącym się głosem.
— Jestem Morgan, pracowałem w...
— Radiu w Portland — dokończyła Carolina.  
— Słyszałaś o mnie? — zapytał zdziwiony.
— Twoja kochanka Linda, mnie zabiła — powiedziała Carolina.  
— Co ty mówisz, Linda to moja żona. Pewnie nie żyje albo dogorywa jak ja.
— Coś mi się wczoraj śniło — rzekła Carolina.  
Wzięła butelkę wody i poszła do chłopaka. Odkopano go. Miał złamaną nogę w łydce. Carolina zdjęła kurtkę, przykryła go. Zdjęła koszulke z bawełny. Odeszła trochę dalej i nasiusiała na koszulkę.
Wiedziła, że mocz ma własności antyseptyczne. Nikt już nie miał bandaży ani niczego z pierwszej pomocy. Zaczęła mu przemywać ranę.
— Jak masz na imię?  
— Carolina, a ty?
— Kelvin.  
— Będzie dobrze — rzekła.  
— Wiesz, że nie. Dostałem dużą dawkę i jeszcze te złamanie. Macie wodę?  
— Tak, całe mnóstwo — odrzekła wesoło.
Zawinęła mu nogę.
— Za tydzień będziesz ze mna tańczył. Możesz wstać?  
— Mogę popróbować.
Wsparł się o jej ramię. Pokuśtykali do grupy.
— To jest Morgan, zrobiliśmy go szefem. Zamiast 12 jest nas 13 — powiedziała. Kelvin jest ranny, ma złamaną nogę. Jeśli zgadzacie się zmniejszyć ratę jedzenia  o 1\13 dobrze. Jeśli nie, ja mu dam swoja porcję.  
— Myślę, że Carolina powinna być naszym szefem — rzekł Morgan. Kto jest przeciw, nie widzę. Poza tym jeśli jest niebo, to ty tam będziesz. Wybacz za tą wodą.
— Nie macie wody? — zapytał Kelvin.
— Nie za wiele — odrzekł Frank.
— Ja byłem hydraulikiem — rzekł Kelvin. Tam gdzie mnie przysypało jest rura z wodą. Bardzo czysta. Niedaleko była oczyszczalnia. Warto popróbować. Macie jakieś narzędzia?  
— Ja tu pracowałem, zaraz za zakrętem jest magazyn. Są młoty, piły inne rzeczy — powiedział Frank.
Zebrał się z koca.  
— Tylko musimy uważać na metro.  
Zaczęli się śmiać. Mody chłopak podszedł do Caroliny.
— Fajna z ciebie dziewczyna. Mam licznik, jak znajdziemy wodę można ją sprawdzić. Tu jest trochę skażenia, tylko 30% powyżej normy.  
— Fajnie, że masz to urzadzenie, tylko mnie nie mierz — zażartowała.
Woda okazała się dobra, trochę pachniała żelazem. W nocy zmarło dwie osoby. To było zawsze emocjonalne, gdy ktoś odchodził. Odnosili zwłoki kilkaset metrów i zostawiali. Jeżeli mieli dość żwiru, zasypywali. Nie mogli palić ze wzgledu na powietrze. W metrze mieli lepsze powietrze. Nie miało takiego skażenia jak na górze.  
— Słuchajcie — powiedziała Carolina — czy wiecie gdzie jest jakaś pomoc?
— Ja wiem — rzekł Morgan. Nie tak daleko, około mili. Tylko jest mały kłopot.
— Jaki? — zapytała Carolina.
— Promieniowanie na górze jest 20 razy norma.
— Powiedz mi dokładnie gdzie to jest, ja pójdę.  
— Jeśli dojdziesz, napewno nie wrócisz — rzekł Morgan.
— Jeśli nie pójdę, za tydzień nikogo tu nie będzie.  
— Ja pójdę z tobą — rzekł Kelvin. Też trochę świecę, nie będę zwalniał, usztywnię tylko lepiej nogę.
— Wykluczone, musisz zostać.
— Nie znałem nikogo, nie zostało mi wiele dni. Pójdę z tobą, gdyby nie ty i tak bym już nie żył.
— To będzie nasza pierwsza i ostatnia randka — odrzekła, wymuszając uśmiech.
Morgan dał jej plan.
— Nie gwarantuję, że dalej jest, ale był tam punkt pierwszej pomocy.  
— Wrócimy dzisiaj — powiedziała.  
— Odważna i dobra dziewczyna — rzekł młody chłopak, który miał licznik. Ma małe szanse — dodał smutno.

     Carolina i Kelvin wyszli na powieszchnię.
— Żywego ducha — rzekła.
— Promieniowanie — odrzekł.  
— Oddychaj, ale niezbyt głeboko — powiedziała. Wesprzyj się na moim ramieniu — dodała.
Mimo złamanej nogi szedł dobrze. Czuł ból, ale i radość.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction, użył 2116 słów i 12597 znaków.

4 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    łapka w górę Katarzyna ma jak widać sny prorocze

  • AlexAthame

    @Margerita To wsxystko jest Karolina.Wszystko sie wyjasni w ostatniej.

  • Almach99

    Przejmujace.  
    Wizja unicestwienia ludzkodci przez sztuczna inteligencje jest przerazajaca

  • AlexAthame

    @Almach99 Oby się tak nie  stało.

  • Almach99

    @AlexAthame dokladnie

  • AlexAthame

    @Almach99 Zaraz wstawię. Jak to się mogło stać ze nie ma. Moze niechcacy skasowałem.

  • Almach99

    @AlexAthame zdarza sie. Nie przejmuj sie

  • AuRoRa

    Straszna wojna atomowa. Piszesz tak, że czuje się ten klimat grozy. Oby nigdy nas coś takiego nie spotkało, ani nikogo w przyszłości.

  • Somebody

    Coś się powoli wyjaśnia:)