Kiedy otworzysz oczy cz 1

Następne opowiadanie, które przedstawiam jest nieco o charakterze s-f. Mógłbym je również przedstawić w gatunku miłosnym. Wobec tego będę je umieszczał pod tymi dwoma kategoriami na przemian.
    
                                    ,,Kiedy otworzysz oczy"
      
     Promień światła przedarł się przez zasłony i zaczął tańczyć na kryształkach wiszących na  żyrandolu. Barwy w kolorach tęczy wirowały na ścianie. Kira otworzyła oczy. Zajęło jej kilka sekund by dotrzeć do całkowitego rozbudzenia. Sen miała ciężki. Walczyła z czymś lepkim i zniewalającym. Uświadomiła sobie, że ma ten sam sen co noc. Ale trwało to kilka chwil, potem zapomniała. Spojrzała na zegar stojący na małym biurku.
Za dwadzieścia dziesiąta, pomyślała.
Zaczynała w południe, kończyła o w pół do dziewiątej wieczorem. Co zacząć robić o dziewiątej wieczorem?  
Kiedyś się to zmieni, przemknęło jej przez głowę.
Miała 26 lata. Ani brzydka, ani ładna. Ani super mądra, ani zupełnie głupia. Ukończyła college.(cos jak ogólniak w Polsce)
Sądziła, że pójdzie na studia. Zabrakło paru tysięcy. Rodzicom się nie wiodło tak dobrze, by mogli jej pomóc, a raty pożyczki rządowej nie wyglądały zachęcająco. A po studiach nie łatwo znaleźć pracę. Dobrą na tyle by spłacać i egzystować. Zawsze chcą doświadczenia. A jak je zdobyć jeśli nie można pracować w takiej pracy bez studiów!
     Kira siedziała osiem godzin wraz z czteroma tuzinami podobnych jej osób, w wielkiej sali. Agencja, w której pracowała współpracowała z rządem. Dzwoniono z tego miejsca do ludzi i ,,zmuszano” ich by płacili zaległe płatności. Kira starała się wykonywać swoja pracę dobrze. Próbowała nie mieć nastawienia uczuciowego do tego co robiła, ale nie zawsze jej się to udawało.
Miała ładny, wyraźny głos i wypowiadała czysto słowa. Z powodzeniem mogła by pracować w telewizji lub radiu z taką dykcją. Może w radiu, bo do telewizji trzeba mieć urodę, której jak sądziła, nie posiadała.                                                                                                        Wstała z łóżka, poszła do łazienki. Przemknęło jej przez myśl, że jest fajnie mieszkać samemu i nie czekać na łazienkę, gdy ciśnienie na pęcherz jest nie do zniesienia. Umyła zęby i wskoczyła pod prysznic. Dopiero wczoraj znalazła na internecie, kto opatentował to miłe urządzenie. Vincent Priessnitz twórca wodolecznictwa ulepszył jedynie urządzenia znane już w starożytnym Egipcie i Grecji. Kira nie myślała o tym w tej chwili. Wiedziała tylko, że jest jej dobrze, kiedy ciepłe strugi wody uderzają delikatnie w jej skórę. Wytarła włosy i wysuszyła je suszarką. Mimo słońca termometr wskazywał 12 stopni poniżej zera. Ubrała się w strój roboczy. Czarne spodnie, biała koszula i ciemnobłękitna bluza.
— Gdzie jesteś Kropka? — zawołała. Nie jesteś głodna?
Odsłoniła zasłony w sypialni. Kropka wygrzewała się na szerokim parapecie. Z jednej strony słońce, a z dołu grzejnik, nagrzewał powietrze, które unosiło się do góry. Kropka zeskoczyła z parapetu i obtarła się o jej łydkę.
— Chodź, dam ci puszkę, a chrupki zjesz później — powiedziała do kotki.
Znalazła ją z połamaną nogą, nieopodal domu. Nie wyglądało, że to zrobił samochód. Kotka miała białą sierść, nie licząc czarnej plamki na środku głowy. Kira zerkała jak Kropka je. Sama zrobiła sobie kanapkę z pastą z orzeszków ziemnych. Do pracy wzięła jabłko i banana. Nie jadła wiele. Od jakiegoś czasu przestała jeść mięso, chociaż nigdy za nim nie przepadała.
Miała jeszcze trochę czasu. Otworzyła komputer. W wiadomościach było coś o zamachu bombowym w Kairze. Miało być jeszcze zimniej za trzy dni. Włączyła muzykę. Nie lubiła rocka ani klasyki. Pasowało jej delikatne brzmienie fletu i instrumentu przypominającego wysokie dźwięki sopranu, wschodniego instrument o nazwie ,,Bo”. Zbierała się do wyjścia. Autobus i metro zabierał sporo czasu. Ale jak mówili jej znajomi z pracy, samochodem trzeba było jechać dłużej, nawet jeśli nie było wypadku lub robót drogowych. Szczególnie w czasie lunchu.  
Kropka obtarła się o jej nogi jakby chciała powiedzieć ,,cześć” i wskoczyła na parapet.
Na dole w skrzynce znalazła rachunek za telefon, kilka reklamówek i znowu straszenie piekłem jeśli się nie nawróci. Rodzice byli religijni, ale nie zmuszali jej na siłę.
Kira myślała o tym co jest ,,potem”. Niebo, piekło, inne wcielenie, a może nic. Widziała tyle zła, że czasami wątpiła, że istnieje Bóg. Z drugiej strony, wszystko wskazywało na to, że życie nie jest wynikiem przypadku.
Na przystanku stał niemy żebrak. Dała mu 2$, bo więcej nie miała. Dawała mu czasem kanapkę lub drobne, lecz nie zawsze. Podjechał autobus. Kiedy wsiadała usłyszała za sobą.  
— Dziękuję.
Trochę się zdziwiła, zawsze sądziła że jest niemową. Zagadywała do niego czasem, lecz nigdy jeszcze nic jej nie odpowiedział. Nie miała potem pewności czy na pewno to on powiedział, ponieważ nigdy go już więcej nie widziała.  
Nawet nie zauważyła, że już jest na miejscu. Wjechała windą na siódme piętro. Wszystko bez zmian. Te same twarze. Wszystko tak jak zostawiła wczoraj. Przetarła stół, założyła słuchawki.              
Monitor pokazywał początek listy. Usiadła. Na liście znalazła Robert Mc Gower.  
Złamał nogę, a nie miał ubezpieczenia. Wziął pożyczkę, a w tym czasie zmarła matka i większość pożyczki poszła na spłaty pogrzebu. Noga się źle zrosła. Nie mógł pracować, więc nie mógł nawet spłacać odsetek. Kira znała regulamin, ale nie mogła po prostu go zbyć. Po rozmowie z Robertem położyła słuchawki i poszła do kierownika zmiany.
— Co tam Kira? — zapytała Linda Large.
Linda pracowała, chociaż  nie musiała. Była bowiem właścicielem agencji.
Kira w kilku słowach objaśniła. Linda popatrzyła na nią dziwnie, inaczej.
— Ile lat tu pracujesz? — zapytała.  
— Prawie pięć lat, pani Large.
— My nie jesteśmy organizacją pomocy. Myślałam, że to rozumiesz — rzekła lekko podirytowana.
— Może by można było coś pomóc w tej...
— Wracaj do pracy Kira. Jeśli chcesz dalej tu pracować, nie zwracaj się do mnie z podobnymi sprawami.
Kira wróciła do biurka. Nie pomyślała nic złego o pani Large. Miała tylko pewność, że coś jest nie tak.
Cały tydzień nic specjalnego się nie działo. W środę znalazła na liście znowu R. Mc Gower.
Zaczęła ustalony, rutynowy monolog. Głos Roberta wskazywał, że traci lub stracił nadzieję.                                                                        
— Mam jeszcze na jedzenie i rent, ale naprawdę nie mam więcej.
Zaczął płakać. Miał do zapłacenia 6537.35$ o minimalnej racie 230 dolarów na miesiąc. Kira podziękowała. Powiedziała tylko, że nie może pomóc. Zadzwoniła jeszcze do kilku osób. W godzinę po lunchu wróciła na jego konto. Wystukała kilka cyfr i wprowadziła kilka kodów. Mc Gower spłacił dług.
Wszystko było dobrze przez dwa tygodnie. Gdyby Robert nie wysłał podziękowania i gdyby podziękowanie nie przeszło przez ręce pani Large, nikt pewnie nie doszedłby prawdy w zawiłym świecie biurokracji.
Kira straciła pracę. Jak się dowiedziała z gazety, Robert Mc Gower skoczył z ósmego piętra, kiedy ponownie zaczęto do niego dzwonić w sprawie uregulowania długu. Kira długo płakała. Wiedziała, że popełniła przestępstwo, ale nie dlatego czuła smutek. Czuła, że to przez nią zginął ten człowiek. Na szczęście nikt nie rozpoczął postepowania karnego w tej sprawie. Ponieważ została zwolniona dyscyplinarnie, nie mogła ubiegać się o ubezpieczenie. Nie piła, nie paliła, nie lubiła głośnej muzyki. Z tego powodu nie miała wielu przyjaciół. To może dlatego, mama mówiła, że pewnie zostanie starą panną, bo ma za wysokie wymagania. Ojciec sądził, że znajdzie swojego księcia, który się na niej pozna. Przez kilka dni nigdzie nie wychodziła. W końcu powiedziała rodzicom o tym co zaszło.
— Przyjedź na obiad, coś zaradzimy — powiedział ojciec.
Obiad był dobry. Ze względu na nią, zrobili bez mięsa.
— Powinnaś spróbować w radiu, nigdy ci nie powiedzieli ,,nie” — rzekł ojciec.  
— John, to nie ma sensu, nie zna nikogo, kto ją poprze — rzekła matka.  
— Heleno, ty zawsze myślisz negatywnie.  
— Ja jestem realistką, a ty bujasz w obłokach, John. Wiesz Kira, że cię kocham i chciałabym jak najlepiej.  
— Dobrze, że to powiedziałaś, bo myślałam czasem, że tylko tata mnie kocha — rzekła Kira i zaraz pożałowała tego co powiedziała.  
W oczach Heleny pokazały się łzy.  
— Przepraszam cię mamo, nie myślę tak!
Teraz i ona płakała. Poczuła, że chyba pierwszy raz w życiu, zraniła komuś serce. Milczeli przez  następną godzinę.  
— Pójdę jutro do tej stacji radiowej.
Pocałowała ojca. Podeszła do matki.  
— Nie pamiętaj mi tego, bo pęknie mi serce — wyszeptała.  
— Postaram się, kochanie — szepnęła matka i przytuliła ją mocno. Płakały. Następnego ranka Kira spędziła pół godziny na doprowadzeniu twarzy do normalnego wyglądu. Płakała jeszcze trochę poprzedniego wieczoru i miała spuchnięte powieki.
Założyła grube rajstopy, spódnice za kolana. Nie było już tak zimno, ale do wiosny zostało jeszcze prawie dwa miesiące.
Nie myślała ani ,,tak” ani ,,nie”. Weszła do budynku stacji radiowej. Wypełniła formularz, zamieniła kilka słów z panią zajmującą się przyjmowaniem wniosków o zatrudnienie. Pani w okienku odprawiła ją bardzo grzecznie. Kira podziękowała i zaczęła iść w kierunku wyjścia.  
— Proszę zaczekać — usłyszała.
Odwróciła się. Mężczyzna trochę po czterdziestce, patrzył na nią.
— Tak, proszę pana?
— O jaką pozycję pani się ubiega?
— Prezenterki, mogę czytać...
— Ma pani piękny, wyraźny głos. Jestem Morgan Statford, szef Radia 3.  
— Kira Price — przedstawiła się.  
— Proszę do mojego gabinetu.  
Przez chwilę Kira nie bardzo wiedziała co się stało. W końcu uświadomiła sobie, że szef najbardziej popularnej stacji radiowej w Portland, podaje jej kawę.  
— Bardzo dziękuję, panie Statford.  
— Mów mi Morgan — odrzekł miło. Jestem trochę zajęty, ale mam kilka minut. Przeczytaj to — podał jej pierwszy z leżących na biurku papierów.
Kira rzuciła okiem. Była to odpowiedź na list do jednej z firm reklamowych. Przeczytała tekst w najbardziej naturalny sposób.  
— Nie jesteś w konflikcie z prawem? — zapytał Morgan.  
— Nie, panie Statford.  
— Będziesz, jeśli nie zaczniesz nazywać mnie Morgan — roześmiał się.  
— Masz piękny, wyraźny głos i świetną dykcję, uczyłaś się gdzieś wymowy?
— Nie panie Sta... Morgan — odrzekła.  
— Przyjdź jutro o jedenastej, pani Rosa Hilman zaopiekuje się tobą. Witam w trójce.  
Odprowadził ją do drzwi.  
— Mam znajomości w kilku stacjach telewizyjnych, z takim głosem i prezencją możesz naprawdę zabłysnąć.  
Znalazła się na dworze. Nie czuła chłodu.  
— Ja chyba śnię — powiedziała do siebie.
Po kilku dniach wiedziała na pewno, że to nie sen.  
Miała szkolenie z panią Rosą, dwutygodniowe. Dano jej trzykrotnie więcej niż zarabiała w firmie   komorniczej, a po szkoleniu zaproponowano... Nie, nie mogła uwierzyć! 52.5$ za godzinę, plus premia. Nie myślała nawet, że ma naturalne predyspozycje. Nikt ze stacji nie mógł uwierzyć, że dopiero zaczęła. Poza Morganem oczywiście, bo on miał prawdziwego ,,nosa” do nowych talentów. Po trzech tygodniach zaczęła być popularna. Słuchacze podziwiali jej głos. Oczywiście miała i bardziej osobiste propozycje, które trochę ją raziły. Morgan Statford dowiedział się w końcu, dlaczego straciła poprzednią pracę. Wezwał ją do siebie. Kira nie bała się. Wiedziała, że to może być koniec. Lecz tym razem się pomyliła.
Morgan nie owijał w bawełnę. Powiedział na wstępie, że ma tylko pięć minut dla niej.
— Śmierć tego człowieka nie plami twoich rąk, raczej Lindy Large. Jedno twoje słowo i zniszczę ją.  
— Proszę tego nie robić, panie Morgan — szepnęła.  
— Jesteś nie tylko piękna, ale i dobra — rzekł patrząc jej w oczy. Dziękuję — podał jej rękę.  
Wyszła trochę oszołomiona. Piękna, dobra. Ona?  
Nie wiedziała tylko jednego, że nie tylko Morgan Statford tak sądził.
Większość ,,3” lubiła ją. Nie zmieniła się, kariera nie uderzyła jej do głowy. Odmawiała najdelikatniej jak mogła propozycję spotkań. I nie tylko mężczyzn. Szybko odkryła, że podoba się i kobietom. Pracowały tu trzy, które wolały płeć piękną. I tylko jedna z nich wyglądała trochę męsko. Dwie pozostałe były piękne, zgrabne i młode. Kira nie była głupia i umiała obserwować. W trzecim miesiącu pracy dostrzegła brązowe oczy, Kenetha. Zajmował się akustyką i był prawdziwym geniuszem. Miał 28 lat, świetną sylwetkę i połowa damskiego personelu ,,3” dałaby wszystko, żeby spędzić z nim dziesięć minut prywatnie. Dziewczyna dostrzegła również inne oczy. Śliczne, zielone. Susan Rush. Prezenterka. Gwiazda trójki. Jej blask zaczął blednąć w chwili, kiedy pojawiła się Kira. Susan z początku hamowała  swoją zazdrość. Z początku. Jej pozycja ustalona od lat była niewzruszona. Piękna, 32 letnia. Podobno miała krótki romans z Statfordem. Morgan nie mieszał związków osobistych z zawodowymi. Susan była dobra w tym co robiła i miała talent. Nikt by jej nie zagroził, nawet Kira. Szczególnie Kira. Mimo to Susan czuła zazdrość, ale starała się być miła.
     Była godzina po lunchu, chociaż nie przestrzegano tu tego. Radio jest gorące nawet w zimie. A szczególnie kiedy się coś dzieje. Czterech zamaskowanych przestępców wdarło się do banku TD. Napady na bank z bronią, miały miejsce dawno i... w filmach. A jednak...                                                              
Statford chciał mieć tam kogoś na miejscu.
— Kira jedziesz, chyba że się boisz.
Dziewczyna zobaczyła oczy Susan. Piękne, zielone. Gdyby mogły zabijać, już by nie żyła.
— Nie boję się, ale niech Susan jedzie, ona jest najlepsza i bardzo odważna — rzekła bez namysłu.
— Dobra. Susan szykuj się, jedziecie za pięć minut — rzekł Morgan.
Susan spojrzała na nią. Kira zobaczyła łzy w jej pięknych szmaragdach.
— Wybacz, że cię nienawidziłam — szepnęła i zanim Kira zrobiła cokolwiek poczuła pocałunek na ustach. Wiedziała na pewno, że Susan lubi mężczyzn i tylko mężczyzn. Po chwili uświadomiła sobie coś. To nie był zwykły pocałunek. Ktoś już kiedyś pocałował ją tak. Tylko kiedy? W tym życiu, nikt jeszcze nie dotknął ustami jej warg!
Złoczyńców obezwładniono po czterech godzinach negocjacji. Na szczęście nikt nie zginął.                
Gwiazda Susan zaczęła palić się jeszcze jaśniejszym blaskiem. Lecz prawdziwa bomba wybuchła dwa dni później. Przeprowadzono wywiad z panią Rush w telewizji. Na kanale drugim. Najbardziej popularnym kanale Portland. Puszczono go ,,na żywo” w wieczornych wiadomościach.
— Rozmawiamy z Susan Rush, prezenterką Radia 3, która była na miejscu, w czasie napadu na Bank TD w środę...
— Pani Susan czy bała się pani? Początkowo bandyci oddali kilka strzałów w powietrze — zapytał sprawozdawca ,,2”.
— Trochę, mimo że miałam koszulkę kuloodporną, a szanse trafienia były minimalne. Obawiałam się bardziej o ludzi na zewnątrz, a głównie zakładników w środku — dodała  jeszcze Susan.
— Pani wypowiedzi wielu odbiorców odebrało prawie bohatersko — rzekł prezenter ,,2”.
— Prawdziwymi bohaterami była nasza policja, a głównie negocjator. Jemu zawdzięczamy, że nikt nie zginął — dodała po chwili Susan.  
— Mimo to, był to wspaniały dzień dla pani — powiedział prowadzący wywiad.
— Nie byłoby mnie tam, gdyby nie nasza nowa koleżanka ze stacji, Kira Price. Jest piękna, ma wspaniały głos i to ją wybrano, żeby pojechała na akcję. Ale sama poprosiła, abym to ja pojechała. A ja byłam zazdrosna, że robi karierę i nienawidziłam jej. Lecz teraz...
Susan popatrzyła prosto w kamerę.  
— Kocham cię Kira.  
— Dla ,,2” mówił Stanley Word.
Transmisja było na żywo. Wszyscy w Portland i nie tylko chcieli usłyszeć, ale i zobaczyć Kirę Price.    
Za trzy dni przeprowadzono z nią wywiad w ,,2” znowu w wiadomościach wieczornych. Tym razem nie na żywo. Kira stała się gwiazdą. W wywiadzie podkreśliła zasługi całego personelu, szczególnie Morgana Statforda. Była naturalna. Droga do telewizji była otwarta i usłana różami. W dzień przed  wywiadem, Keneth zaproponował kawę.
— Nie dlatego, że jesteś gwiazdą. Wyglądam na playboya, ale jestem nieśmiały, tak jak ty. Wiem, że połowa trójki już wcześniej chciała cię bliżej poznać, a połowa tej połowy, bardzo blisko.  
— Ale nie ty, prawda?                                                                                                                            
— Chciałem, ale najpierw pragnąłem przekonać się jaka jesteś — powiedział cicho.                                                                                                                — Ja też chciałam cię poznać, ale dziewczynie nie wypada pierwszej — zarumieniła się. Nie byłam jeszcze z nikim na randce — dodała.  
— Wiem, że nie uwierzysz, ale ja również nie — powiedział Keneth.
— Jestem w stanie w to uwierzyć.  
Mieli dobry czas. Spotkali się... u niej w domu. To był jego pomysł. Obawiał się reporterów. I miał rację. Kira jeszcze nie musiała ukrywać twarzy. Po wywiadzie w ,,2”, nie miała wyboru. Na trzecim spotkaniu Keneth powiedział.
— Nigdy nie widziałem takiego wyrazu twarzy u ciebie, jak wówczas, kiedy Susan cię pocałowała. Ona nie jest lesbijką, była z Morganem, wiesz o tym?  
— Tak, wiem — odrzekła. Powiem ci, że to był mój pierwszy pocałunek — rzekła lekko zawstydzona.
— To może ten będzie drugi. Pocałował ją niezwykle subtelnie.  
— Nie gniewaj się.  
— Nie gniewam się. Nie zrozum tego źle — dodała — chcę jeszcze raz, ale jeśli to się stanie, nie skończy się na tym. A chciałabym aby nasza relacja najpierw się ugruntowała.
— Rozumiem — rzekł Keneth. To chyba dobra decyzja, chociaż trudna zarówno dla mnie jak i dla ciebie.  
Długo trzymali się w objęciach.
— Jest coś, czego nikomu nie mówiłam. Jesteś pierwszym, komu mogę to powiedzieć.
— Co to takiego?  
— Co noc mam ten sam sen. Zapadam się w moczarach, nie wiem co jest przedtem...  
— Ja śnię, że spadam ze skały. Walczę z jakimiś stworami, spadam, ale budzę się w chwilę wcześniej.
— Och, wzdrygnęła się Kira.  
— Co się stało? — zapytał Keneth.
— Chyba pamiętam jeszcze coś. Twoje oczy i rodzaj pocałunku. Tak... to ze snu. Jesteś tam i całujesz mnie jak... Susan.
— Nie mogę sobie przypomnieć.
Resztę wieczoru milczeli, trzymając się za ręce.
Od tego wieczoru Kira wiedziała jedno. Zakochała się w Kenecie. I była pewna, że on w niej także.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction, użył 3328 słów i 18879 znaków.

3 komentarze

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • Margerita

    Łapka w górę Kina miała prawdziwy koszmar

  • AlexAthame

    @Margerita To nie koszmar.Jest gorzej niz myslisz.

  • Almach99

    Podoba mi sie spokoj w jaki kreujesz opowiadanie. To chyba juz 3 twego autorstwa, ktore czytam. I w kazdym jest widoczna ta lekkosc piora, latwosc ubierania mysli w slowa.

  • AlexAthame

    @Almach99 Dziekuje.Nie uważam się za zbyt dobrego pisarza. Wciąż robie błędy .Ale miło słyszeć. Nie wszystkim się podoba.Dziekuje ze komentujesz. :)

  • AuRoRa

    Ciekawa historia bohaterki. Poruszające.