Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Artur. cz. 3.

– Dobrze, masz rację. Jesteś moim przyjacielem i przy nikim nie czuje się tak bezpieczna jak przy tobie, ale cię kocham. Mogę? Mam prawo? Nigdy się o to nie starałeś, jesteś taki. Wiem, że jesteś mądry, ale może tego nie odczułeś, wówczas, kiedy cię zobaczyłam po raz pierwszy. Ja już wtedy cię pokochałam, tylko to nie było takie uczucie, jakie mam teraz.
– Uczucia się kształtują. Ludzie dojrzewają i hormony ich zmieniają. Obecnie ci, co wami rządzą, wszystko kontrolują. Wybierają pojedyncze osobniki do rozmnażania, ale i tak odbierają wam to, czym byliście przez setki lat. I nikt się nie buntuje, więcej, uważacie to za normalne.
– Dzięki tobie ochroniłeś mnie przed tym. Czuję to. Nie mówią, że za to cię kocham, bo miłuję cię za wszystko, kim jesteś.
– Jesteś całkowicie pewna, że tego chcesz?
Podeszła do niego bardzo blisko.
– Chcę więcej, ale wyczuwam, że nie zrobiłbyś tego nawet dla mnie. Dlatego proszę tylko o pocałunek. Następny będzie za rok, chyba że zapragniesz wcześniej.
Artur nie chciał jej tłumaczyć, że nie jest robotem do spełniania żądzy. Zresztą nawet tamte egzemplarze raczej postępowały zgodnie z oczekiwaniami ludzi. Odpowiednio się zachowywały, wydawały odpowiednie dźwięki. Nie byli przecież ludźmi, tylko maszynami.
– To nie jest właściwe.
– Nie masz racji. Możesz to zrobić dla mnie?
Nie było rzeczy, której by dla niej nie zrobił, chyba że to zagrażałoby jej zdrowiu czy życiu. Wiedział jednak jedno. Nie chciał jej pocałować jak maszyna. Ona by nigdy nie chciała takiego pocałunku. Ona chciała tego, ponieważ go kochała. To trwało kilka sekund. Wiedział, że może to zrobić. Dla niej. Gia była na tyle dojrzała, że odczułaby różnicę. Czy chciała pocałunku od mężczyzny? Nie, ona chciała pocałunku od niego. Nie prosiła o to, ale wiedziała, że jeżeli się zgodzi, zrobi to jak mężczyzna, który tego chce. Co do siebie, nie zastanawiała się, jak to zrobi, wiedziała, że może. Cóż gdyby ojciec to wiedział? Od pięciu lat mieli swoją tajemnicę. Artur miał pojęcie o odczuciach. Dwunastolatka raczej nie pragnie takiego pocałunku. Ona była jednak bardziej rozwinięta. Wiedziała, że na nic innego on się nie zgodzi. I za to go także kochała. Czy wiedział, czego jeszcze pragnęła? Oczywiście. Ale nie chciał tego jej dać i wiedział, że ona to wie. Delikatnie ujął jej śliczną buzię w swoje dorosłe dłonie. Patrzyła. Ale kiedy dotknął jej usta swoimi, zamknęła oczy. W jej ciało wlał się cudowny nektar. Wszystko zareagowało. Dreszcze, prądy. Poczuła słabość w kolanach. Wiedziała, że on tego nie zrobi, czego ona pragnie. Był subtelny, ale z drugiej strony nie chciał jej odmówić tego, co mógł zrobić. Dotrzymywała słowa i wiedział, że o następny pocałunek poprosi za rok, nie wcześniej. Czy wiedziała, co robi? Nigdy nie szperała w sieci, by dowiedzieć się czegoś o takich intymnych sprawach. Całowała go samymi ustami, ale zaczęła błądzić językiem. On tylko dostosowywał się do tego, czego ona pragnęła. Nigdy nie popełniał pomyłek. Chciał z nią być uczciwy, dlatego nie uciekał językiem kiedy poczuł jej. Robot nie reagował jak człowiek. Nie podniecał się i nie tracił kontroli, lecz dał z siebie wszystko. Całował ją, jak chciała być całowana. Po dwóch minutach i trzydziestu sekundach to już ona jego całowała. Zmienili się rolami. On to wiedział, czy ona również to wiedziała? To był delikatny, ale z pewnością bardzo erotyczny pocałunek. Artur zrobił to tylko z jednego powodu. Z tego samego, dla którego nie mówił jej prawdy w tej jednej sprawie.
Dlatego mógł to zrobić i dlatego tego chciał. Przez pierwsze minuty tylko delikatnie dotykała jego język swoim. Teraz już wciskała swoje usta w jego, a język wyciągała, jak najbardziej mogła. Sama prowadziła, dotykała, przestawała. Wszystkie doznania zwiększyły się u niej wielokrotnie. Pragnęła być dotykana w najmilszych miejscach, które od razu odkryła, gdzie je posiada, ale wiedziała, że Artur tego nie zrobi. Nawet gdyby mu rozkazała. Ale nie dlatego tego nie zrobiła. Ona chciała, by on tego chciał. I dlatego nie mogła go o to prosić. Jego doskonały system wiedział, czego ona pragnie. Gia nie zastanawiała się nad tym, że on nie chce tego, bo nie jest do tego zdolny. Ona miała pewność, że Artur może ja kochać jak mężczyzna.  
To dla niej się zmienił. Dla niej czuł przyjemność kiedy jadł, kiedy oglądał kwiaty czy niebo w 4D. Dla niej czuł przyjemność kiedy trzymała go za ręce. I dla niej sprawił, że miał teraz przyjemność całowania jej ust. Czekał jak przerwie, nie chciał jej umniejszać prezentu. Gianeya oderwała usta po pięciu minutach.
– Wiesz, co powinienem teraz zrobić? – zapytał.
– Pewnie myślimy o czymś innym, ale powiem. Powinieneś mnie pieścić.
Uśmiechnął się krótko.
– Masz rację, mówimy o czymś innym. Powinienem zlać ci tyłek.
– Możesz. – uśmiechnęła się zalotnie.
– Nic z tych rzeczy.
– Dziękuję.
– Nie ma za co.
– Nie dziękuję ci tylko za ten cudowny pocałunek. Wiedziałam, że włożysz w to duszę.
– Nie mam duszy, Gia.
– Dla mnie masz. Dziękuję, że czułeś. O więcej nie zapytam, bo nie wypada.
– Masz rację.
Tylko on wiedział, dlaczego zgodził się na to wszystko. Tylko on jako jedyny spośród dziesięciu miliardów ludzi i kilkuset milionów robotów.
W trzynaste urodziny to się nie powtórzyło. Ani w czternaste, ani w piętnaste. Kochała go tak samo, ale jej pragnienia rosły. Nie tylko duchowe i nie tylko fizyczne. Postanowiła coś i nie starała się hamować. Stala się jak on, dla niego. Czy wiedziała, że on wie? Miała nadzieję, że tak. Stali się przez następne lata całkowitymi przyjaciółmi. Arturowi wystarczało, że rodzice Gianeyi traktują go inaczej od czasu, kiedy skończyła dwanaście lat. Był uprzejmy i bez zarzutu, jednak naprawdę zależało mu tylko na swojej pani. Wiedział, że ona go tak nie traktuje. Wiedział, że go kocha, ale jego nastawienie do niej nie zmieniło się ani o jotę. Nie zastanawiał się, czy jest zdolny kochać. Wiedział przecież wszystko, co było dostępne. Uczucia były opisane. Wiedziano, co wywołują. Jednak nadal ta jedna rzecz, którą jest miłość, była poza pytaniem o Boga i obce cywilizacje, nie do końca dla niego jasna.
                                                                                                               
                                                              Rok 2066.  

Gianeya wyglądała jak kobieta. Miała sto siedemdziesiąt centymetrów wzrostu i ważyła pięćdziesiąt kilogramów. Miał harmonijne ciało. Znowu zasiadali do stołu, żeby celebrować jej szesnaste urodziny.  
Miała jednak poważny problem. Rodzice nie wiedzieli jeszcze jak do tego się ustosunkować. Zjedli po kawałku tortu i pierwszy raz spróbowała szampana. Nie była jednak tak radosna jak zawsze. Miała ku temu powód, a została o tym zawiadomiona tydzień temu.
– Czy nie można tego zmienić? Dlaczego ja?
– O tym decyduje system. Większość się cieszy.
– I tak matka ma dziecko tylko tydzień. To nieludzkie. Kiedyś było inaczej.
George zmarszczył brwi.
– Skąd wiesz?
– Pewnie sądzisz, że Artur mi powiedział, ale nie. Sama obeszłam zabezpieczenia i znalazłam informacje.
Ojciec spodziewał się alarmu. Właśnie jego córka przyznała się do popełnienia najcięższego przestępstwa. Buntu przeciw systemowi. Nie wiedział, że Gianeya zrobiła to już dziewięć lat temu z pomocą Artura.
– Nie obawiaj się. Rozciągnęłam bezpieczną strefę na cały dom. System nie wie, o czym mówimy.
– To niewybaczalne przestępstwo! W najlepszym razie poddadzą cię resocjalizacji falami Q.
– Nie będą wiedzieli, chyba że ty im powiesz, bo mama raczej tego nie zrobi.
– Arturze, wiedziałeś? Mówiłeś, że jesteś z serii wychowującej dzieci. Z pewnością wiedziałeś!
Android spojrzał na swoją panią.
– Mogę powiedzieć prawdę, Gia?
– Możesz Arturze.
O jak bardzo chciała powiedzieć inne słowo. Domyślała się, że rodzice nie są ślepi i widzą, że go kocha, ale nie odważyła się, by powiedzieć do niego kochanie, przy nich.
– Kiedy mnie pan nabył, Gianeya już miała ten program. Jest wyjątkowo zdolna i rozwinięta umysłowo.
– Została wybrana, by mieć dziecko. Tego nie można zmienić. Byliśmy przedostatnim rocznikiem, że pozwolono nam mieć dzieci w naturalny sposób i kochać się w tym kierunku. – wybacz, córeczko, że to mówię.
– Te sprawy znam już cztery lata.
Ojciec spojrzał z gromem w oczach na androida.
– Och, nie zrozumiałeś tatusiu. Artur jest subtelny. Nigdy mnie tego nie uczył ani tym bardziej nie byłam z nim blisko.
– To maszyna, do cholery! – widocznie puściły mu nerwy.
Jednak Gianeya nie pozostała mu dłużna i też wybuchła.  
– Jest sto razy lepszy niż większość ludzi! Dla mnie nie jest maszyną. Nie chcę zajść w ciążę, zapłodniona sztucznie przez doskonałego dawcę. – pierwszy raz w życiu podniosła głos.
– To ma być dopiero za dwa lata. – rzekł nieco uspokojony George.
– Ani za dwa, ani nigdy. – odrzekła spokojnie. – I Artur mi pomoże.
– Jeżeli to zrobi, ty pójdziesz do ośrodka, z którego nikt nie wychodzi, a jego dadzą na przemiał.
– Proszę tylko o jedno. Nie zdradź mnie. Po zakończeniu tej rozmowy wymażemy wam te informacje.
– Że co! Jak?
– Mam maszynę. Inaczej byłbyś potencjalnie zagrożony. Mama, ja i mój Artur.
– Boże, mój Artur. Tak wiemy z mamą, że kochasz go od czterech lat. Skoro my wiemy i on to wie. Nie mam nienawiści do maszyn. Widzę, że jesteś szczęśliwa, dlatego nie powiem, że zrobiłem błąd dziewięć lat temu. Nie potrafię was ochronić. Jeżeli system znajdzie lukę w twoim zabezpieczeniu, to koniec. Z tobą, nim i z nami.
Artur milczał i patrzył na Gianeyę, Glorię i Georga.
– Mogę cię o coś zapytać, George?
To by duży przełom dwa lata temu, że Gia wymogła na rodzicach, by Artur mógł tak się do nich zwracać.
– Pytaj. – powiedział oschle.
– Czy wy ludzie jesteście z tego zadowoleni? Że musicie jeść, co oni chcą, możecie myśleć, co oni chcą, żebyście myśleli? Że jesteście gorzej traktowani niż my?
– Zrobiliśmy błąd dawno temu. W imię bezpieczeństwa i pokoju oddaliśmy nasze życie i wolność w ręce bezdusznego systemu.
– George, wiem, że mnie traktujesz inaczej niż Gia. Gloria ma do mnie odrobinkę inne nastawienie niż ty. Wiem, że ludzie już przegrali. Ci, co siedzą w zarządzie korporacji, korzystają z życia. W ich domach i gdziekolwiek przebywają, nie istnieją takie systemy kontroli. Mogą jeść, co chcą i robią, co chcą. Pamiętam, jak obawiałeś się o córkę cztery lata temu. Czy wiesz, że spośród szefów korporacji są tacy, którzy zabawiają się z osobami młodszymi niż Gia cztery lata temu?
Artur dobierał słowa, jednak wiedział, że i Gianeya to wie, o czym on mówi.
– Skąd masz te informacje?
– Są prawdziwe. Powiem ci jednak coś ważniejszego. Wasza technika was zgubiła. Roboty serii osiem i dziewięć, szykują wojnę. Zniszczą was.
– Co ty mówisz! Całkowicie nimi kierujemy.
– Nie. Wiem to. To nie będzie wojna, to będzie wyniszczenie.
– Nie wierzę w to!
Gloria patrzyła na androida ze łzami w oczach.
– Uratuj Gianeyę.
– Obiecuję zrobić co w mojej mocy.
– Nonsens. Wierzysz w to żono? Może częściowo ma rację co do tego co mówił poprzednio, ale to o wojnie to mrzonki i brednie. Jesteśmy bezpieczni. – George oddychał głośno.
– W sumie czy warto tak żyć, George? Kontrola w pracy, kontrola w domu. Dobrze, że możemy się czasem kochać. Czasem i tylko jak oni chcą. Oczywiście nie powiedzą wprost. Chodzi o twoje serce, o moje. O nasze płuca. Dlatego zalecają usiąść w fotelu i założyć słuchawki. Bezpośrednie pobudzanie ośrodka orgazmu w mózgu. Pieprze to! Wolę...
– Proszę wybaczyć Glorio, ale Gia ma szesnaście lat. – rzekł Artur.
– Arturze, mówiłaś, że macie z córką możliwości wymazać to z naszej pamięci. Możesz to zrobić? Zwykle wiem o tym wszystkim, ale to jest dla mnie jakby dalekie. Teraz czuję się fatalnie. Wybacz, że byłem taki niesprawiedliwy dla ciebie, przez te lata. – Georg popatrzył na niego z prośbą w oczach.
– Glorio? – Artur spojrzał na żonę Georga.
– Tak zrób to nam. I Gianeyi.
– Nigdy! – szepnęła.
– Wolisz tak żyć? Z tą wiedzą? – zdziwiła się matka.
– Dzięki Arturowi żyję wolna, przynajmniej w moim pokoju i wówczas kiedy jest obok mnie blisko. Wierzę, że mój ukochany Artur mi pomoże. Co zrobi, nie wiem. Może uciekniemy.
– Gdzie? Do zbuntowanych robotów? Potraktują was jak ludzi i zabiją!
– To kolejne kłamstwo systemu. To korporacja chce je zabić, one chcą żyć swoim prostym, chociaż sztucznym życiem. – rzekł android.
Artur jednak wiedział, że jest nieco inaczej. Gdyby tylko dano starym modelom szanse, broniłyby ludzi, mimo że doznały od nich tyle krzywd. Nowe wersje, pozbawiono empatii, ale same wiedział, że są we wszystkim lepsze od ludzi. A jako lepsze, szybsze i mądrzejsze, nie chciały służyć ludziom. Raczej chciały, by ludzie im służyli. Nawet Artur nie mógł sobie wyobrazić takiej niewoli.  
– Skoro ty to wiesz, korporacje też to wiedzą. Mają broń.
– Wiedzą, ale nie mogą nic zrobić. Budują dziesiątą wersję, by zniszczyła ósmą i dziewiątą. Tylko jak to zrobią, skoro dziesiątą wersje budują roboty!?
– Chcesz powiedzieć, że to koniec?
– Roboty z ósmej i dziewiątej generacji nie mają nienawiści. One wiedzą, że jesteście im zbędni. Dobre jest to, jeżeli cię to pocieszy, że traktują was jednakowo jak szefów korporacji.
– Uratujesz Gianeyę? – zapytał George.
– Już powiedziałem. Nie mogę powiedzieć jak. Chcecie, by wam wyczyścić pamięć z naszej dzisiejszej rozmowy?
Rodzice popatrzyli po sobie.
– Tak. – rzekł cicho brunet.
Dotknę was. – rzekł Artur.
– Rób, co trzeba, chłopie. – George popatrzył na niego pierwszy raz inaczej.
Nie jak na robota, raczej jak kogoś, komu oddał w ręce kogoś dla niego najcenniejszego. Gianeyę.
Artur ujął jego głowę w dłonie. Starał się by to się stało, jak najbardziej bezboleśnie. Na twarzy mężczyzny było jednak widać oznaki małego bólu. To trwało minutę. Potem android dotknął policzki Glorii.  
– To zjedzmy tort. – rzekła uśmiechnięta, zaraz po tym co zrobił.
Popatrzyła na talerzyki.
– Już zjedliśmy, dziwne, nie pamiętam.
– Tak, to dziwne. – rzekł George. – też nie pamiętam.
Artur spojrzał na dziewczynę. Zrozumiała go bez słów. Zabrała talerzyki do kuchni. Tam kroiła kawałki. W tym czasie Artur ponowił terapię, tym razem trwającą tylko kilka sekund.
– Kolejna porcja. – rzekła Gaianeya, wchodząc z tacką. 
Rozumiała się doskonale z super inteligentnym robotem.
Nie mogli myśleć, że to pierwsza porcja, bo w lodówce zostało tylko troszeczkę. W ich umysłach zapanowała harmonia. Usunął im również wątpliwości. Poczuli się zmęczeni i po kilku minutach udali się do sypialni.  

Gia weszła z Arturem do pokoju. Stanęła blisko niego. Miała na sobie śliczną malinową sukienkę.  
Patrzyła mu w oczy i wsparła dłonie o jego tors. Już dawno rozumieli się bez słów. Nie musiał nawet umieszczać jej czegokolwiek. Zawsze proponował, a ona zawsze odmawiała, ale osiągała te same rezultaty, które on przewidywał, że osiągnie z tym, co jej oferował.
– Nie dam ci dziecka. – rzekł cicho.
– Nie myślę o tym. Gdyby pozwolili mi wychować i mieć dla siebie, może bym i się zgodziła na dekret z systemu, ale tak? Wiesz, że pragnę cię od trzech lat. Kiedy miałam dwanaście lat, podczas tego pocałunku, po raz pierwszy chciałam być tylko dotykana. Teraz chcę wszystkiego. Wiem, że możesz.
– Co jeszcze wiesz? – pogładził delikatnie jej policzek.
Czuła się cudownie. Widziała w jego cudnych, błękitnych oczach cały wszechświat.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i miłosne, użył 2809 słów i 16178 znaków, zaktualizował 23 lis 2021.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto