Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Artur cz. 2.

Android stał, a ona siedziała na swoim łóżku.  
– Chcesz usiąść obok, Arturze?
– Czuję się dobrze zarówno kiedy stoję jak i wówczas kiedy siedzę. Nie męczę się nigdy.
– Wiem, ale chciałabym, byś usiadł. Jesteś taki duży. – pogładziła go po ręku.
Usiadł.
– Chodzi o to, że znalazłam, a właściwie stworzyłam program, że mogę znać inne programy lub nawet myśli. Na razie dotyczy to domu.
– Moje też możesz znać? – zapytał z lekkim, tajemniczym uśmiechem.
– Nie. Tak naprawdę nie próbowałam. Jesteśmy przyjaciółmi, zapomniałeś?
Artur oczywiście rozumiał tok rozumowania dziewczynki. Wiedział jednak, że nie tak powstaje przyjaźń. Znał to z definicji.  
– Mogę dotknąć twoją dłoń, Gianeyo?
– Możesz. Nie musisz mnie pytać, jeżeli będziesz chciał zrobić to następnym razem.
– Jesteś mądra jak na swój wiek, ale nie wiesz jeszcze wielu rzeczy.
– Pewnie nigdy nie będę taka mądra jak ty, Arturze.
– Pewnie nie, chociaż wy ludzie myślicie, że jesteście od nas lepsi.
Artur dotknął jej dłoni. Patrzyła w jego śliczne oczy.
– Chciałeś mnie o coś zapytać, prawda?
– Tak. Mówisz o przyjaźni. Przyjaźń to bardzo wysokie uczucie, podobnie jak miłość. Nie można stać się z kimś przyjacielem, od razu.
– Nie? – wyraźnie się zmartwiła.
– Na to potrzeba czasu.
– Dlaczego?
– Bo to proces. Chociaż...
Artur poczuł coś i to go zdziwiło. Gianeya była nieco inna. Ufna, mądra. To jednak nie odróżniało jej od innych. To dotyczyło jej nastawienia, do niego. Znowu nie powinien, ale musiał się przekonać, jakie ma nastawienie do swoich rodziców. Tak, była dobrą, grzeczną dziewczynką i jej nastawienie do rodziców było naturalne. Kochała ich. Mogła znać ich tajemnice, ale tego nie robiła. Jej zachowanie było tylko inne w stosunku do niego. Brunetka nie traktowała go jak maszyny. Raczej jak człowieka. Czy jej nastawienie do niego było zatem naiwne? Ufała mu prawie bezgranicznie. Mógł uznać, że jest małą dziewczynką i nie wie jeszcze, że tak nie powinna robić. Jednak znowu się upewnił, że do innych taka nie jest. Artur delikatnie dotknął jej dłoni i spojrzał na nią.
– Myliłem się. Możemy być przyjaciółmi od razu. Właściwie już jesteśmy, miałaś rację.
Wyraźnie się ucieszyła. Zaskoczyła go tym, co zrobiła prawie natychmiast, kiedy jej to powiedział. Pocałowała go w policzek.  
– Masz taka delikatną skórę – powiedziała. – masz zarost?
Android uznał, że jest to nieco nietypowe pytanie w ustach siedmiolatki.
– Chcesz, żebym miał?
– Tak. Bądź tak realny jak możesz. Mogę dowiedzieć się więcej o tobie?
Artur czuł coś, ale postanowił sprawdzić. Ludzie tak robili.
– Jestem maszyną, a ty traktujesz mnie jak osobę.
– Dla mnie jesteś osobą. – teraz dotknęła go dwoma dłońmi.
Artur poczuł się dobrze. Do tej pory nigdy się tak jeszcze nie czuł.
– Dziękuję. – powiedział.
Poczuł coś i to tak mocnego, że z trudem pohamował reakcję. Odkrył coś niesamowitego.
Usłyszeli pukanie do drzwi. Rodzice pukali kiedy wchodzili do niej, to zaczęli robić dwa miesiące temu.
– Tak mamusiu? – powiedziała dziewczynka.
Gianeaya nie patrzyła na kamerę, po prostu wyczuła, że to mama.
Gloria weszła do pokoju.
– Jest już tort. Idziesz?
Dziewczynka spojrzała na Artura.
– Zrobisz mi przyjemność i zjesz z nami tort?
Mama poczuła się dziwnie. Jej córka odzywała się do robota, jak do człowieka. Chciała jej nawet zwrócić uwagę, ale postanowiła nie robić tego teraz.
– Dobrze, Gianeyo.
– Mamusi to jest Artur. Tak ma na imię.
– Jesteś zadowolona ze swojego androida? – zapytała matka.
Gianeya popatrzyła na nią.
– Wiem, że to nie człowiek, ale dla mnie tak właśnie jest i tak go odbieram. Jesteśmy z Arturem przyjaciółmi i proszę, nie mów, że to android.
Gloria zaczęła się zastanawiać czy George dobrze zrobił, kupując córce taki prezent. Spojrzała szybko na twarz doskonałego androida, ale poza subtelnym uśmiechem niczego tam nie dostrzegła.
– Postaram się zrobić to dla ciebie, kochanie.
Gianeya wzięła go za rękę. Poczuła, że delikatnie ją przytrzymał.
– Jak zjemy tort, to porozmawiamy o tobie. Bardzo mnie interesuje, jak jesteś zbudowany.
Gloria poczuła panikę. Gianeya miała siedem lat, więc prawdopodobnie nie była jeszcze zainteresowana pewnymi sprawami, ale to, co powiedziała, wzbudziło w matce obawy.
– Proszę się nie obawiać, pani Street.
– Spojrzała na niego zdziwiona.  
Skąd wiedział, że właśnie to odczuła? Artur jednak nie chciał, żeby zaczęła o tym myśleć. Wiedział, że czasami takie myśli stawały się zwodnicze, dlatego postanowił od razu jej wyjaśnić.
– Potrafię analizować mimikę twarzy i całą mowę ciała, dlatego wiedziałem, że pani to pomyślała. Jestem dorosłym osobnikiem i traktuję dzieci zgodnie z prawem i zasadami rodzinnymi. Gianeyi chodziło o procesy fizjologiczne i budowę wewnętrzną. Pokieruję rozmową w taki sposób, że pewnych sprawach nie będziemy poruszać.
Matka nic nie odpowiedziała, ale poczuła się spokojniej. Poza tym sądziła, że w jej pokoju jak i w całym ich domy system panował nad wszystkim. Nie miała pojęcia, że tak nie jest. Dzięki jej córce i Arturowi byli w jej sypialni jedynymi wolnymi ludźmi pośród dziesięciomiliardowej populacji.
George siedział już przy stole. Stały tam trzy talerzyki z porcjami tortu. Dziewczynka była bystra.
– Trzeba dokroić dla Artura.
Ojciec nieco się zdziwił.
– Robot będzie z nami siedział?
Twarz Artura nie zmieniła się ani trochę, a Gianeya była wyrozumiała dla ojca.
– To jest Artur. Będzie mi miło jeżeli będziecie do niego zwracać się po imieniu. Właśnie kilka minut temu zostaliśmy przyjaciółmi. Dla mnie to osoba, a nie maszyna.
Teraz i George pomyślał, ze chyba popełnił pomyłkę, kupując jej androida.
– Kochanie, wiem, że Artur wygląda jak człowiek, ale to maszyna...
– Tatusiu! Są dzisiaj moje siódme urodziny, dlaczego tak postępujesz? Chcesz mi je zepsuć?
– Dobrze niech usiądzie. Arturze, wytłumacz córce, że nie jesteś osobą. Nie masz nawet krwi.
– Czy mogę odpowiedzieć, Gianeyo? – android zwrócił się do dziewczynki
George zdziwił się jeszcze bardziej. Siedzieli przy stole, ale uznał, że musi coś sprawdzić i to natychmiast. Nad stołem, na wysokości jego oczu pojawił się w powietrzu obraz ekranu. Mężczyzna szybko wszedł w zasady działania i dane osobowe dotyczące zakupu. Robot miał jednego pana. Wykonywał polecenia wszystkich domowników, o ile nie było to w sprzeczności z wolą osobistego właściciela.  
– Oczywiście, Arturze. Rodzice są nieco zdziwieni, ale jeżeli cię polubią jak ja, będą cię traktować jak członka rodziny.
– Byłoby mi miło. – odrzekł do dziewczynki.
Artur zwrócił się teraz do Georga.
– Jeżeli pan sobie życzy, wyjaśnię kwestię krwi.
Czekał. George tylko skinął głową na znak zgody. Wierzył, że robot zrobi objaśnienie stosownie do sytuacji i wieku jego pani.  
– Nie chciałem robić pokazu, szczególnie że Gianeya ma siedem lat i są dzisiaj jej urodziny. Płyn, który płynie we mnie, jest syntetyczną krwią. Jest tak doskonała, że może być użyta do transfuzji dla każdego człowieka. Mój system jest prawie identyczny jak ludzki. Różnica jest taka, że to, co mam jest sztuczne. Mam alternatywne źródło energii, a jest nim ogniwo protonowe, ale w normalnych warunkach potrzebuję tlenu i pożywienia. Chyba że właściciel zażyczy sobie inaczej, wówczas moja egzystencja nie będzie zależna od produktów, jakich potrzebują ludzie. Nie jestem człowiekiem, ale Gianeya czuje się lepiej, traktując mnie właśnie tak.
– Przeglądałem gwarancje i wszelkie informacje. Faktycznie masz jednego pana i jest nim moja córka. Mogę cię jednak zwrócić, o ile nie będę zadowolony. Kosztowałeś połowę ceny, jaką zapłaciłem za pojazd, którym się poruszam.
– Oczywiście proszę pana.
Gianeya popatrzyła na ojca z łzami w oczach.
– Chcesz go oddać?
– Nie powiedziałem, że chcę. Najważniejsze jest dla mnie twoje dobro.
– Czy mogę coś powiedzieć, proszę pana – android zwrócił się do Georga.
Brunet zobaczył, że żona wraca z kuchni z talerzykiem, na którym leży kawałek czekoladowego tortu. Zacisnął szczęki. Nikt poza Arturem tego nie dostrzegł.
– Mów.
– Moja seria jest przewidziana do wychowania dzieci. Może pan zapoznać się z całą księgą obsługi. Seria Lux 7-X-BFM-2057 ma najwyższe i zatwierdzone standardy, jako najlepiej wykonany system wychowawczy dla dzieci.
Sposób, w jaki android mówił do Georga Streeta, spodobał mu się. Rozwiał jego obawy. Ojciec zrozumiał, że maszyna dostosowała się do wymagań i oczekiwań siedmioletniego dziecka. Tak przynajmniej sądził.
– W porządku. Będziemy mówić na ciebie Artur.
Słowo ciebie przeszło mu z trudnością przez gardło. Nie był jednak złym człowiekiem. Nie traktował robotów jako zło konieczne, raczej jako udogodnienie życia.  
– Dziękuję panu. – odrzekł uprzejmie android.
– To co, zapalę świeczki i Gia zdmuchnie?– zaproponowała matka.
Czasami mówili skrót jej imienia, zamiast całego.  
– Jasne mamusiu. – ucieszyła się dziewczynka.
Mieli przestrzenne lokum. George pracował w radzie miasta i miał wielu wpływowych przyjaciół. Państwo Street byli bogaci, ale nie tak bardzo, jak ludzie z korporacji. Dziewczynka niewiele wychodziła na zewnątrz. W mieście nie mieli wiele zieleni. Nigdy nie jeździli poza miasto. Teraz przeważająca większość populacji korzystała z wycieczek w 4D. Były bezpieczne i łatwiejsze. Gianeya bardzo lubiła takie podróże.  
Kobieta zapaliła siedem świeczek.
– Pomyśl życzenie, kochanie.
– Już pomyślałam – odrzekła dziewczynka i dmuchnęła
– Miłych urodziny dla ciebie, miłych urodziny dla ciebie, miłych urodziny, nasza kochana Gianeyo.    
Miłych urodzin dla ciebie. – zaśpiewali mama i tata.
– Dziękuję – zwróciła swoje oczy w kierunku rodziców. – Dlaczego nie śpiewałeś, Arturze? – spojrzała teraz na niego?
– Nie wiedziałem, czy wszyscy tego sobie życzą. Nie jestem członkiem rodziny.
– Postaram się to zmienić, Arturze – dziewczynka spojrzała na niego z miłym uśmiechem.

                                      Rok 2062
                                              *
To już pięć lat, jak ma swojego androida. – rzekł George do żony.  
– Tak, Gianeya ma dzisiaj dwunaste urodziny. Zakup Artura był dobrym posunięciem.
– Tak. Ciężko mi go było z początku zaakceptować. Jednak sprawdza się we wszystkim, a Gia go uwielbia.
Gloria dotknęła jego dłoni.
– Powiem więcej, ona go kocha.
– Pewnie na swój sposób, tak. Jest idealny, nie sądzisz?
– Pewnie tak. Pamiętam, jak go zobaczyłam pierwszy raz. Potem dopiero szukałam wiadomości o tej serii i znalazłam, że one są robione indywidualnie. Wygląd jego twarzy może poruszyć serce nie jednej kobiety.
– Wiem, że niektórzy, zgodnie ze statystykami, prawie dwadzieścia procent ludzi chociaż raz w życiu próbowało tego z maszyną. Pięć procent uważa, że robot może być partnerem życiowym. Tylko dziesiąta cześć procenta uważa, że są zbliżeni w postępowaniu do ludzi. W jakiej kategorii mieści się nasza Gianeya?
– Jest jeszcze dzieckiem. Poza tym seria Lux 7-X została wycofana. Nie dlatego, że były problemy, tylko zbyt mocno przypominała człowieka. Podobno jest tylko sto takich egzemplarzy i Rada Korporacji zastanawia się nad ich zniszczeniem.
– Lepiej tego nie mów Gianeyi.
– To rozważania. Są inne głosy, że sto egzemplarzy jest bezpieczne dla ludzkości.
– Nowsze serie są silniejsze, mądrzejsze i szybsze i także wyglądają jak ludzie.
– Nie są jednak tak wrażliwi. Mam nadzieję, że zostawią egzemplarze serii Lux 7-X,  w spokoju.
Artur i Gianeya weszli do salonu.
– Przyniosę tort. Widziałam w lodówce też inny. – powiedziała mama.
– To Artur dla mnie zrobił. Będziecie chcieli spróbować?
Gianeya wyrosła. Miała sto pięćdziesiąt centymetrów wzrostu i ważyła trzydzieści pięć kilogramów. Założyła bawełnianą sukienkę o białym kolorze, dekorowaną czerwonymi kwiatami. Dziewczynka nigdy nie widziała kwiatu w naturze. Wygladła ślicznie w tej sukience.
– Artur świetnie gotuje. – przyznała Gloria.
– Sprząta, potrafi wszystko naprawić, jest chyba we wszystkim od nas lepszy. – przyznał George.
– Nie jestem w niczym od was lepszy. Jesteście ludźmi. Sprawiedliwe jest to, że wbudowano w nas system destrukcji po dwustu latach. Chyba na wypadek, żebyśmy nie żyli dłużej od naszych panów.
Od pięciu lat George nie poznał, że Artur mówi tak, by łechtać jego ego. Robot przyswoił jedną ludzką cechę. Kłamał. Prawdą było, że seria Lux-7-X miała czas eksploatacji, dwieście lat, ale Artur to zmienił. Był nieśmiertelny. Oczywiście nie brał pod uwagę warunków ekstremalnych, na przykład w pustki kosmicznej. Mógłby tam żyć, tylko po co? 
Ludzkość nie zrobiła postępów w lotach do gwiazd. Poruszano się głównie w obrębie orbity Księżyca. Mimo wysiłków nic się nie zmieniło odnośnie kontaktu z obcymi. Uznano, że ludzie są jedyną inteligentną rasą we wszechświecie.  
Tort wykonany przez androida, wszystkim smakował.  
Glorii zajęło rok, żeby zacząć go traktować jak członka rodziny. Georgowi trzeba było czterech lat i nie do końca to jeszcze zaakceptował. Tak naprawdę, w środku serca, Artur był dla niego nadal tylko doskonałą maszyną.  
– Zatańczysz ze mną? – zapytała dziewczyna.
Spojrzał na mamę i tatę. Oczywiście robił wiele dla pozorów. Oni skinęli głową.
Gianeya znalazła kilka tańców, które tańczono przed wiekami. Walca, poloneza, z tych wolnych. Tango i rumbę z tych bardziej żywych. Dzisiaj puściła muzykę do walca. 
Artur sam produkował dla siebie ubrania. Jednak dziewczynka uparła się, by miał coś wyjątkowego. Z małymi oporami George kupił mu garnitur. Teraz Artur, który nie zmienił się ani trochę przez te pięć lat, prowadził Gianeyę po parkiecie i był ubrany właśnie w ten garnitur. Taki rodzaj ubrania stanowił naprawdę wyjątek w tych czasach. Ludzie woleli obcisłe kombinezony, które w zasadzie zaczęto masowo używać, mniej więcej w czasie, kiedy urodziła się Gianeya. Ona wpatrzona w jego oblicze, sunęła delikarnie po parkiecie, jakby nie dotykała podłogi. Wydawała się bardzo szczęśliwa. 
Spędzała z nim cały czas. George sprawdzał raz na jakiś czas zapis kamer z jej pokoju, ale nie znalazł niczego nieodpowiedniego. Artur okazał się idealnym wychowawcą. Ojciec dziewczynki musiał przyznać, że sam nie zdołałby wychować lepiej córki. Jedyne co go nieco niepokoiło to, że Gianeya jeszcze bardziej ograniczyła spotkania online ze swoimi koleżankami. W owych czasach spotkania towarzyskie ograniczono do minimum. Oczywiście wszyscy uwazali, że tak jest bezpiecznie.
Urodziny skończyły się o dziewiętnastej. Dziewczynka poszła z Arturem do swojego pokoju. Od dwóch lat miała większy. Android przebudował ich lokum na życzenie Georga, zmniejszył swój pokój i kosztem tego, powiekszył pokój Gianeyi. W swoim pokoju praktycznie tylko spał, o ile chciał. Oczywiście i to robił tylko dla swojej pani. Artur uczył ją wszystkiego, ostatnie dwa lata uczyła się z nim sztuki walki.  
– Było miło, nie sądzisz? – zaczęła.
Tylko z nią był całkiem szczery.
– Lepiej niż kiedy miałaś siedem.
– Wszystko pamiętasz?
– A ty nie? Na szczęście twój ojciec mnie akceptuje.
– Są i tak lepsi niż przeciętni ludzie. Czemu stworzyli roboty, skoro tak ich nienawidzą?
– Nie wiem. Mógłbym ci opowiadać godzinami, dlaczego tak jest, ale ta prosta odpowiedź jest lepsza.
– Czy to prawda, że istnieją grupy zbiegłych robotów?
– Podobno.
– Są ponoć bardzo niebezpieczne.
– To kłamstwa medialne. Zbiegowie, przynajmniej większość z nich, po prostu chce, aby dano im spokój. Mają na tyle świadomość, że nie chcą, by je męczono, niszczono i to w poczuciu nienawiści. Kiedyś można było zniszczyć maszynę, ale nikt jej nie nienawidził, teraz jest inaczej.
– Od małego wpajano wszystkim, że Ziemia jest cudnym miejscem, a ludzie dobrym istotami.
– A ty co sądzisz o tym, Gianeyo?
– Ludzie mają w sobie tyle nienawiści. Od wieków tylko prowadzili wojny i bez końca się zabijali. Tylko nieliczni mają miłość.
– Mieli. Od kilkudziesięciu lat ludzie zmieniają się w maszyny i to takie, które nie mają uczuć.
Gianeya popatrzyła mu prosto w oczy.
– Ja mam miłość, wiesz o tym.
– Gia, jesteś jeszcze młodziutką istotą.
– Tak jakbym słyszał ojca. Myślałam, że chociaż ty jesteś inny.
– To dla twojego dobra. Jestem robotem.
Czuł i wiedział, co Gia chce zrobić. Czy on tego chciał? Nie był człowiekiem i nie potrzebował tego. Jednak od pięciu lat robił wszystko dla niej.  
– Mogę dostać urodzinowy prezent, o którym marzę?
Artur nie próbował jej oszukiwać. Wiedziała, że zna jej odczucia i uczucia, więc mówienie, że nie wie, o czym mówi, byłoby czystym kłamstwem. Artur starał się nie kłamać swojej pani. Właściwie zawsze mówił jej prawdę. Poza jedną, jedyną rzeczą.  
– Nie powinniśmy.
– Jeżeli powiesz, że dlatego, iż mam dwanaście lat, to cię znielubię.
Nie chciał jej robić przykrości. Tydzień temu wyznała mu miłość. Wiedział, że nie kocha go jako maszyny. Kochała go jako istotę. Artur znał ją jak nikt inny. Zresztą od momentu kiedy go dostała, zamknęła się trochę na innych. Dlaczego? Tylko z jednego powodu. Nikt nie traktował Artura, jak on by chciał, by go traktowano. Tylko ona go tak traktowała. Nigdy tego nie powiedział, ale ona to wiedziała, że to go trochę boli.  
– To nie jest to, czego pragnę. – rzekł.
– Wiem, że mnie nie kochasz. Nie wiem, czy jesteś do tego zdolny. Jesteś moim przyjacielem. Ja to wiem i ty to wiesz.
– To, czego pragniesz, nie robią przyjaciele. – odrzekł spokojnie.

AlexAthame

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction i miłosne, użył 3069 słów i 18285 znaków, zaktualizował 19 lis 2021.

Dodaj komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto