Trójka ocalałych cz.1

Pojawili się na horyzoncie zmierzając w kierunku wioski, którą widzieli już od paru minut. Było ich 3. Tylko tylu pozostało z 12-osobowej grupy, która podjęła się tej samobójczej misji. Niestety, mimo wielu wyrzeczeń i kilku dni ciężkiej wędrówki, nie udało im się wypełnić zadania.  
A wszystko zaczęło się parę dni temu w niewielkiej karczmie. George, który dopiero co przybył do miasteczka Avrilwood postanowił udać się do karczmy i dać odpocząć swoim kościom. Podczas spożywania posiłku usłyszał jak drzwi otwierają się z hukiem i staje w nich paru muskularnych gości.  
- Piwo dla moich chłopców – powiedział jeden z nich, który najwidoczniej był przywódcą.  
Miał krótkie, czarne włosy, równie ciemnie oczy oraz bliznę, która przechodziła przez całą jego twarz. Jego towarzysze także nie należeli do najprzystojniejszych osób. George stwierdził, że przybyli do miasteczka w tym samym celu co on. W okolicy pojawiła się banda bezwzględnych rzezimieszków, którzy napadali na wozy z żywnością, zabijali każdego kto wszedł im w drogę, a podobno nawet zgwałcili córki młynarza. Miały nie więcej niż 15 lat, ich ojciec próbował im pomóc i przypłacił to życiem. Wielu dzielnych wojowników próbowało ich powstrzymać, ale każdy kończył tak samo – z odciętą głową. Pojawiły się plotki, że bandzie przewodzi niejaki Orton. Ci, którym udało się przeżyć spotkanie z nim twierdzili, że nie jest on zwykłym człowiekiem. Żywi się on ludzkim mięsem, jest mistrzem w walce na gołe pięści, a poza tym świetnie walczy mieczem. Sława, którą powoli zaczęła zdobywać jego banda sprawiła, że do miasteczka zaczęli zjeżdżać najlepsi wojownicy z kraju. George także do nich należał – był niedościgniony w walce na noże, a poza tym potrafił nimi rzucać jak mało kto.  
- Nazywam się Igor – odezwał się wreszcie wojownik z blizną – Przybyłem tutaj z moimi ludźmi, żeby dorwać Ortona i oderwać mu ten pusty łeb.
Jego słowa nie zrobiły zbyt wielkiego wrażenia na ludziach siedzących w karczmie. Słyszeli oni już nie jedne tego typu przechwałki, a jak dotąd nic z tego nie wynikło. Mieszkańcy Avrilwood byli niepewni swojej przyszłości, codziennie opuszczali domostwa nie wiedząc czy dożyją wieczora. George podejrzewał, że wiele by dali, żeby ktoś zapewnił im bezpieczeństwo i odprawił z tego świata Ortona i jego ludzi. Po cichu liczył nawet, że po wyeliminowaniu tych gości dostanie całkiem niezłą nagrodę. Nie zamierzał walczyć za darmo, w końcu czasy były ciężkie, a parę groszy zawsze się przyda.
- Zamknij się Igor, nie będziesz dla Ortona żadnym przeciwnikiem – odezwał się wojownik, który siedział w kącie i popijał cicho piwo. Był to Tornig, blondyn o przenikliwym spojrzeniu i muskulaturze, która musiała zrobić wrażenie nawet na Igorze.
-Tornig? I Ty tutaj jesteś? – zapytał ze zdziwieniem Igor – Nie sądziłem, że się tutaj pofatygujesz. Zresztą nie przydasz się mi, doskonale wiem jak załatwić tą sprawę.
-Z pewnością – zażartował Tornig – jaki masz pomysł? Poślesz do walki swoich ludzi, a Ty schowasz się w krzakach?
-Jak śmiesz? Nas jest 7, a Ty jesteś sam – zauważył, ze złością Igor wyjmując miecz z pochwy.
-Nie jest sam – George postanowił w końcu przerwać to marne widowisko – Zresztą to nie on jest Twoim problemem tylko Orton. Powinniśmy połączyć siły, bo tylko wtedy możemy zmierzyć się z jego bandą.
Igor zawahał się chwilę, jakby zastanawiał się co powinien zrobić. Po chwili schował miecz i zrobił dobrą minę do złej gry.
-Możecie pójść ze mną i podziwiać jak walczy mistrz. Zamierzam sam załatwić Otrona, ale jego ludzie mogą być odpowiednimi przeciwnikami dla średniaków, takich jak Wy dwaj – jego kompani zanieśli się śmiechem.
-Niech będzie, chętnie zobaczę jak Orton daje Ci nauczkę więc dołączę się do Ciebie – powiedział Tornig, po czym wyszedł z karczmy.
Wtedy wydawało się to takie proste, pomyślał George ledwo idąc. Wspominanie tego co było, nic już mu nie pomoże. Poszło ich 12 – on, Tornig, Igor, jego 6 ludzi, oraz 3 mieszkańców miasteczka. Wpadli w zasadzkę jakieś 3 kilometry w głąb lasu – napadło na nich 8 ludzi. Tylko 8, a mimo to nie potrafili się im przeciwstawić. I ta twarz – pokryta bliznami, z opaską na jednym oku – bez wątpienia był to Orton. Był szybszy niż jakikolwiek wojownik, którego George znał. Posługiwał się dwoma mieczami i był bezlitosny. Igor dostał to czego chciał – zawalczył z tym potworem i padł martwy po paru sekundach. Tornig walczył bardzo dzielnie i udało mu się zabić 3 ludzi Ortona. Niestety szala zwycięstwa była po stronie bandytów – George, Tornig i James – jeden z mieszkańców miasteczka – postanowili się wycofać. Napastnicy pozwolili im odejść, ale Orton ostrzegł ich, ze mają tylko 3 dni. Po upływie tego czasu, zbierze swoich ludzi i zaatakuje każdą wioskę i miasto w okolicy zabijając każdego.  
Od czasu ataku minęła już doba. Trójka ocalałych dotarła w końcu do wioski, która mogła być dla nich ratunkiem. Była to Pollycorn, niewielka wioska, którą otaczały rzeki, a dostać do niej można się było tylko przez most. Ale nie to było jej największym atutem. Mieszkał tutaj Jamie – jedyny wojownik, który nigdy nie zaznał porażki.

CDN

mathias136

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 957 słów i 5483 znaków.

9 komentarzy

 
  • agusia16248

    Fajne :) dalej :)

  • czekoladamalinowa

    super :) czekam na następną część :3

  • JohnCale

    No dość dobre. Fajny pomysł na opowiadanie. Oby tak dalej. Zobaczymy po drugiej części :D

  • Gabi14

    Opisy, tak to całkiem, całkiem

  • Shruikan

    Całkiem fajne, tylko jak wcześniej napisali inni, przydałby się opis walki

  • Blake

    Mi również nawet się podoba. Jest dobrze. Napisz kolejną część. Jeśli można prosić to chciałbym zobaczyć dłuższy opis jakieś walki, ale tak to nie mam zastrzeżeń. Gratulacje.

  • ziomek

    Ciekawy pomysł. Będę czytał i czekał na kolejne części. ;d

  • Coori

    No, no fajnie się zaczyna. Czekam na dalsze części ;)

  • mathias136

    Proszę o komentarze czy Wam się spodobało, żebym wiedział czy pisać kolejną część :)