Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Trzy noce w dworze Marty - Rotmistrzowe urojenia

Trzy noce w dworze Marty - Rotmistrzowe urojeniaCZĘŚĆ I — PRZYJAZD

Gdy Marta po latach otworzyła zeszyt oprawiony w wypłowiałe płótno, z kartek uniósł się zapach kurzu, lawendy i czegoś jeszcze: dalekiego, wojennego sierpnia.

„Dwór mój przez trzy noce należał do ułanów” - napisała wtedy, a potem starannie przekreśliła zdanie, jakby było zbyt śmiałe nawet dla papieru.

Był koniec sierpnia 1920 roku. Zamość trzymał się jeszcze, Budionny krążył ze swoją konnicą, a drogi pełne były taborów, patroli, rannych i wieści, które raz dodawały odwagi, raz odbierały sen. Przed południem na podjazd Marty wjechał szwadron. Najpierw usłyszała kopyta: głuche, miarowe, coraz bliższe. Potem brzęk wędzideł, skrzyp skóry, czyjś krótki rozkaz, parsknięcie konia. Dopiero na końcu zobaczyła mężczyzn.

Byli zakurzeni, zmęczeni, piękni tą niebezpieczną urodą ludzi, którzy nie wiedzą, czy następnego dnia będą jeszcze żywi. Na rogatywkach mieli orły, przy bokach szable, przy siodłach karabinki. Lance z proporczykami kołysały się nad drogą jak wysokie trzciny. Dwór, dotąd pachnący politurą, różami i świeżo pieczonym chlebem, nagle nasiąkł owsem, końską sierścią, tytoniem, potem, mokrym suknem i prochem.

Marta przyjęła ich na ganku w jasnej sukni. Nie była już młodą panienką, ale miała w sobie tę pewność dojrzałej kobiety, która zna siłę spojrzenia spuszczonego o sekundę za późno. Włosy upięła gładko. Przy szyi miała małą broszę po matce, na dłoniach rękawiczki. Stała prosto, prawie chłodno.  

Rotmistrz przedstawił się pierwszy.

Był starszy od reszty, przyciężki, z twarzą pobrużdżoną i oczami, które dawniej mogły uchodzić za ułańsko błyszczące, a teraz były po prostu natarczywe. Oddychał głośno, wręcz sapał. Mundur nosił z honorem, lecz ciało już go zdradzało: drżała mu ręka, gdy zdejmował czapkę, a gdy pochylił się do dłoni Marty, trwało to niezręcznie długo.  

— Pani dobrodziejka ratuje dziś polską kawalerię — powiedział, muskając ustami jej rękawiczkę.

Marta uśmiechnęła się uprzejmie.

— Ratuję raczej moje stajnie przed nudą, panie rotmistrzu.

On roześmiał się zbyt mokro, zbyt chciwie.

— Dowcipna dama. A do tego piękna. To najgroźniejszy rodzaj artylerii.

Marta skinęła głową, lecz gdy odwróciła się do zarządcy, jej twarz stężała od ledwie uchwytnego obrzydzenia. Rotmistrz pachniał ciężką wodą kolońską, starym tytoniem i lekarstwem. Ten zapach jeszcze długo potem czuła na rękawiczce.

Za nim stał porucznik Jan Wolski, znacznie młodszy, ciemnowłosy, chudy od marszu i bezsennych nocy. Nie silił się na komplement. Tylko spojrzał na Martę tak, jakby w całym tym zamęcie zobaczył nagle rzecz niemożliwą: czysty ganek, białą suknię, kobietę pachnącą mydłem i lawendą.

Przy kolacji salon zamienił się w sztab. Na stole, obok pieczonego drobiu i dzbanka nalewki, leżała mapa okolic Zamościa, Komarowa, Tyszowiec i Cześnik. Mężczyźni mówili o 1 Dywizji Jazdy, o pułkach idących na Budionnego, o koniach, które padały ze zmęczenia, o szarżach, które czasem były prawdą, a czasem tylko legendą opowiadaną przy winie.

Marta słuchała uważnie. Lubiła historię, ale tej historii nie była w książkach. Siedziała z nią przy jej stole, jadła jej chleb, grzała ręce nad jej świecami.

Gdy pochyliła się nad mapą, dekolt sukni odsłonił jej pełne i piękne piersi. Rozmowa na moment przycichła.

— Tędy jest skrót przez sad i dalej groblą — powiedziała. — Ale po deszczu konie mogą się zapaść.

Porucznik Wolski spojrzał na nią z uznaniem.

— Pani zna teren lepiej niż nasze mapy.

— Mapy nie słyszą, gdzie nocą chlupie błoto.

Rotmistrz westchnął teatralnie.

— Ach, pani Marto, pani mówi o błocie tak, że człowiek chciałby w nim utonąć.

Marta odpowiedziała uśmiechem. Był to uśmiech dobrze wychowanej gospodyni, nie kobiety zainteresowanej. Rotmistrz oczywiście nie zauważył różnicy.

Późno wieczorem wyszła do stajni. Tak przynajmniej powiedziała pokojówce: że musi sprawdzić, czy konie dostały wody. W rzeczywistości potrzebowała oddechu. Salon był zbyt duszny od dymu, męskich głosów i spojrzeń.

W stajni było ciemno i ciepło. Konie poruszały się niespokojnie w boksach. Pachniało sianem, owsem, skórą rzemieni i ciężkim zwierzęcym snem. Latarnia wisząca na belce kołysała się lekko, rzucając złote plamy na grzbiety koni.

— Pani sama? — usłyszała za sobą.

To był Wolski.

— We własnym domu trudno być samej, panie poruczniku. Dziś szczególnie.

Stanął obok niej. Przez chwilę patrzyli na karego konia rotmistrza, który leniwie przeżuwał siano.

— On panią męczy — powiedział cicho.

Marta nie udawała, że nie rozumie.

— Pan rotmistrz męczy przede wszystkim sam siebie swoimi nadziejami.

Porucznik uśmiechnął się po raz pierwszy tego wieczoru. Ten uśmiech był młody, zmęczony i niebezpiecznie szczery. Między nimi iskrzyło.. Kiedy Marta oparła się o boks w którym stał ogier pułkownika poczuła na szyi oddech Jana. Przytulił się do jej pleców a ona poczuła sztywniejącą męskość. Kiedy próbowała się odwrócić ich usta zetknęły się na moment a Marta spłoszona uciekła.  

Nazajutrz w pamiętniku zapisała: „Ułan pachnie inaczej niż salonowy pan. Mniej perfumą, więcej wiatrem, koniem i niebezpieczeństwem”.

Potem długo patrzyła na to zdanie. W końcu przekreśliła tylko słowo „niebezpieczeństwem” i dopisała nad nim: „życiem”.

* * *

CZĘŚĆ II — WIECZÓR PO WIEŚCI

Drugi dzień przyniósł odległy huk dział. Szyby w bibliotece drżały lekko, jakby dwór miał gorączkę. Przez podjazd przewijali się ordynansi. Ktoś przyniósł meldunek. Ktoś inny żądał owsa. Kucharka klęła pod nosem, że całe wojsko polskie postanowiło umrzeć z głodu właśnie u niej.

Marta krążyła między kuchnią, salonem i werandą. Wydawała polecenia, uciszała służbę, pilnowała zapasów, a przy tym czuła na sobie wzrok ułanów. Nie był to wzrok salonowych gości. Ci mężczyźni patrzyli krótko, mocno, bez ozdobników. Jakby jutro miało nie istnieć.

Wieczorem wrócił patrol. Dwóch ułanów było lekko rannych, jeden stracił konia i siedział na schodach stajni z miną dziecka, któremu umarł brat. Porucznik Wolski miał rozcięty rękaw i smugę błota na policzku. Marta podała mu wodę.

— To nic — powiedział.

— Mężczyźni zawsze mówią „to nic”, gdy chcą, żeby kobieta spojrzała drugi raz.

Spojrzał więc, a ona rzeczywiście spojrzała drugi raz. Ich spojrzenia się spotkały. Wytrzymała spojrzenie.  

Na werandzie zebrało się kilku oficerów i podoficerów. Jeden z nich, wachmistrz Sokołowski, mężczyzna barczysty, wąsaty, rubaszny, ale nie prostacki, opowiadał o koniu, który miał więcej rozumu niż jego poprzedni dowódca. Marta śmiała się cicho, zasłaniając usta dłonią.

— Pani się śmieje, a to prawda — zapewniał wachmistrz. - Koń przynajmniej wie, kiedy nie iść w błoto.

— A ułan?

— Ułan idzie w błoto, jeśli po drugiej stronie stoi ładna kobieta.

— To bardzo nierozsądny rodzaj broni.

— Ale jaki oddany.

Wolski milczał. Siedział dalej, w cieniu, z papierosem niedopalonym między palcami. Marta czuła jego milczenie mocniej niż żarty Sokołowskiego. W ogrodzie pachniały lipy i mokra ziemia. Gdzieś za stajnią koń uderzał kopytem o deskę.

Gdy wachmistrz poszedł po tytoń, zrobiło się nagle zbyt cicho.

— Pani lubi, gdy oni tak mówią? — spytał Wolski.

— Lubię wiedzieć, co mężczyzna myśli, zanim zacznie udawać dżentelmena.

— A ja co myślę?

Marta oparła dłoń na poręczy werandy. Biała skóra rękawiczki odcinała się od ciemnego drewna.

— Pan myśli za dużo, poruczniku.

— Przy pani trudno inaczej.

Kroki rzeczywiście rozległy się za nimi. Ciężkie, nierówne.

Rotmistrz wyszedł na werandę z kieliszkiem koniaku. Twarz miał rozgrzaną alkoholem i własnym wyobrażeniem o sobie.

— Ach, tu pani jest. Wiedziałem, że pani lubi nocne powietrze.

Marta cofnęła dłoń z poręczy. Wolski wyprostował się.

— Panie poruczniku — powiedział rotmistrz z fałszywą łagodnością — konie same się nie obejrzą.

Wolski skłonił się Marcie i odszedł. Rotmistrz patrzył za nim z miną zwycięzcy.

— Młodzież bywa zuchwała — westchnął.

— A starość bywa zbyt pewna siebie — odparła Marta słodko.

Rotmistrz uznał to za flirt. Przysunął się bliżej.

— Pani ma cięty języczek. Niebezpieczny.

— Tylko dla tych, którzy podchodzą za blisko.

Roześmiał się, znowu zbyt wilgotno. Pochylił głowę, jakby chciał powiedzieć coś poufnego. Marta poczuła jego zapach: koniak, kamfora, tytoń, rozgrzane ciało. Cofnęła się niby przypadkiem i ujęła świecznik stojący na parapecie.

Płomień znalazł się między nimi.
Weranda pustoszała powoli. Najpierw zniknął wachmistrz Sokołowski, wezwany do stajni przez jakiegoś rozhukanego konia. Potem porucznik Wolski, posłuszny rozkazowi, choć z twarzą tak nieruchomą, że Marta od razu poznała w niej gniew. Został tylko rotmistrz.
Stał przy balustradzie z kieliszkiem koniaku, ciężki, rozgrzany, zbyt pewny siebie. Noc pachniała lipami, wilgotną ziemią i końmi stojącymi w stajni. Marta lubiła ten zapach. Był prawdziwy. Natomiast zapach rotmistrza drażnił ją od pierwszej chwili: słodka woda kolońska, tytoń, kamfora i stary pot ukryty pod mundurem.
Pani Marto - powiedział, pochylając się ku niej. - Mam wrażenie, że pani lubi drażnić biednych żołnierzy.
Uśmiechnęła się lekko.
Biedni żołnierze bywają zadziwiająco odporni, panie rotmistrzu.
Przyjął to jak pieszczotę. Oczy mu zabłysły, a w kąciku ust pojawiła się wilgotna iskra śliny. Marta odwróciła wzrok ku ogrodowi, jakby nagle zainteresował ją cień starej lipy.
Odporni, tak - mruknął. - Ale nie na panią.
Podszedł krok bliżej. Marta cofnęła się o pół kroku i ujęła świecznik stojący na małym stoliku. Nie zrobiła tego ostentacyjnie. Ot, gospodyni przenosi światło. Ale płomień znalazł się między nimi jak mała, złota granica.
Świece dogasają - powiedziała spokojnie. - A pan rotmistrz powinien odpocząć.

Odpoczynek? Przy pani? To okrucieństwo.

Wojna hartuje mężczyzn.

A kobiety? - spytał, zniżając głos.

Kobiety hartuje konieczność wysłuchiwania męskich komplementów po północy.

Roześmiał się, zachwycony.
Ostry języczek. Zawsze wiedziałem, że pod chłodną manierą kryje się temperament.
Marta pomyślała, że mężczyźni naprawdę słyszą czasem tylko własne pragnienie odbite od cudzych słów. Wystarczyło powiedzieć zdanie z uśmiechem, a oni robili z niego obietnicę.
Temperament, panie rotmistrzu, najlepiej trzymać na wodzy.

A jeśli ktoś umie prowadzić?

Tym razem wyciągnął rękę. Nie brutalnie. Gorzej: poufale, z poczuciem prawa, którego nikt mu nie dał. Chciał dotknąć jej dłoni.
Marta przesunęła świecznik na drugi stolik i przy okazji odsunęła rękę. Gest był tak płynny, że nie mógł go nazwać odmową, choć właśnie nią był.
Nie każdy, kto nosi ostrogi, umie prowadzić, panie rotmistrzu.
Znów uznał to za flirt. Aż spuchł od zadowolenia.
Pani mnie prowokuje.

Ja pana jedynie ostrzegam.

Przez chwilę patrzył na nią z uśmiechem, który miał być zwycięski, a był tylko lepki. Marta poczuła niechęć tak wyraźną, jak chłód kamiennej posadzki pod cienką podeszwą pantofla. Wiedziała jednak, że nie wolno jej okazać obrzydzenia wprost. Rotmistrz był stary, śmieszny, ale wciąż dowodził ludźmi stojącymi w jej stajniach.
Chodźmy do biblioteki - powiedziała. - Tam jest mniej wiatru.
Rozpromienił się natychmiast.
Biblioteka pachniała papierem, kurzem i woskiem. Marta weszła pierwsza, zostawiając drzwi szeroko uchylone. To był drobiazg, ale bardzo ważny. Potem stanęła za biurkiem ojca, jak za linią obrony.
Rotmistrz tego nie zauważył. Albo nie chciał zauważyć.
Pani umie stworzyć nastrój - powiedział.

To tylko biblioteka.

Nie. Przy pani nic nie jest „tylko”.

Marta zdjęła rękawiczkę z jednej dłoni, palec po palcu, powoli, bo wiedziała, że patrzy. Pozwoliła mu patrzeć. Słowem i gestem dawała mu tyle, ile było jej wygodne: błysk skóry, cień uśmiechu, pół tonu miękkości w głosie. Ciałem jednak nie dawała nic. Między nimi stało biurko, świeca, krzesło i jej własna spokojna wola.
Pan rotmistrz jest dziś bardzo poetycki.

To pani czyni ze mnie poetę.

Niech Bóg broni kawalerii przed poezją. Jeszcze ktoś zapomni, jak trzyma się szablę.

Przy pani można zapomnieć więcej.

Zrobił krok wokół biurka. Marta w tej samej chwili sięgnęła po leżący na blacie atlas i otworzyła go szeroko.
Skoro już pan tu jest, proszę mi pokazać, gdzie dokładnie stał wasz patrol.
Zatrzymał się, zbity z rytmu.
Teraz?

A czemu nie? Mówił pan, że wojna nie czeka.

Pochyliła się nad mapą tak, by nie mógł podejść bliżej bez jawnej niezręczności. Rotmistrz przestąpił z nogi na nogę. Przez moment walczyły w nim dwa pragnienia: wojskowa próżność i męska zachłanność. Wygrała próżność.
Nachylił się nad atlasem, sapiąc cicho.
Tu - powiedział, wskazując palcem. - A potem dalej, ku grobli.
Marta skinęła głową, choć prawie go nie słuchała. Patrzyła na jego dłoń: grubą, drżącą, z pożółkłymi paznokciami. Gdy przesunął ją z mapy w stronę jej palców, zamknęła atlas z lekkim trzaskiem.
Dziękuję. Bardzo pan pomocny.
Powiedziała to miękko. Zbyt miękko.
Rotmistrz westchnął, jakby właśnie otrzymał wyznanie.
Pani Marto, niech pani nie będzie taka okrutna. Ja widzę więcej, niż pani sądzi. Te spojrzenia, te słowa, ten taniec…

Pan widzi dużo - odparła - ale niekoniecznie trafnie.

Zmarszczył brwi. Na sekundę dotarło do niego coś nieprzyjemnego. Zaraz jednak przykrył to uśmiechem.
Dama musi zaprzeczać.

Dama musi czasem mówić wyraźnie.

Marta wyprostowała się. Już się nie uśmiechała. Nie była niegrzeczna, nie była wzburzona, nie podniosła głosu. Właśnie dlatego zabrzmiała twardo.
Panie rotmistrzu, jest pan gościem w moim domu i oficerem Wojska Polskiego. Proszę nie mylić mojej uprzejmości z obietnicą.
Zapadła cisza.
Za oknem koń parsknął w stajni. Z salonu dobiegł krótki śmiech któregoś z ułanów, daleki i nierzeczywisty.
Rotmistrz zaczerwienił się. Przez chwilę wyglądał staro i żałośnie. Marta prawie mu współczuła. Prawie.
Potem skłonił się przesadnie.
Naturalnie. Pani jest zbyt szlachetna, by mówić inaczej.
I znowu uciekł w swoje urojenie.
Marta pozwoliła mu odejść z resztką godności. Gdy zamknęły się za nim drzwi, zdjęła drugą rękawiczkę i przez chwilę pocierała palce chusteczką, choć właściwie jej nie dotknął.
Dopiero wtedy odetchnęła.
Na biurku leżał atlas, a na nim kropla wosku zastygła w kształcie małej tarczy. Marta patrzyła na nią długo. Potem otworzyła pamiętnik i zapisała:
„Pan rotmistrz uważa, że kobiecy uśmiech jest furtką. Nie wie, biedak, że czasem jest tylko zamkiem w drzwiach”.

Następnego dnia przyszła wieść: pod Komarowem polska jazda zatrzymała Budionnego. Mówiono o wielkim boju, o 1 Dywizji Jazdy, o pułkach, które szły raz po raz w ogień, o koniach padających na polach Wolicy Śniatyckiej, o szablach, kurzu i krzyku. Radość była gwałtowna, ale krótka. Zaraz potem zaczęto liczyć rannych, brakujące konie, ludzi, którzy nie wrócili.

Marta kazała wynieść do salonu dodatkowe świece. Nie był to bal. Raczej wojenny oddech między jednym strachem a drugim.

Na stole stanął chleb, mięso, ogórki, butelka nalewki, trochę koniaku. Ktoś nakręcił gramofon. Trzeszcząca muzyka zabrzmiała w salonie, w którym jeszcze rano leżały mapy.

Ułani tańczyli w zakurzonych butach. Ostrogi dzwoniły o parkiet. Służące zerkały zza drzwi. Wachmistrz Sokołowski śpiewał kuplety tak rubaszne, że Marta powinna była się oburzyć, ale zamiast tego uniosła brew i powiedziała:

— Panie wachmistrzu, jeśli to jest wersja przyzwoita, nie chcę znać koszarowej.

— Pani Marto, przy pani nawet koszarowa sama by zdjęła czapkę.

Śmiech poszedł po salonie. Rotmistrz natychmiast uznał, że powinien odzyskać uwagę.

Poprosił Martę do tańca.

Nie mogła odmówić bez afrontu. Podała mu rękę. Był ciężki, spocony, nazbyt przejęty. Prowadził ją sztywno, mylił krok, ściskał jej palce. Oddychał przy jej uchu, a ona uśmiechała się tym swoim uśmiechem damy, który mężczyźni brali za obietnicę, choć był tylko maską.

— Pani dziś promienieje — wyszeptał.

— To świece, panie rotmistrzu.

— Nie. To serce.

Marta pomyślała, że gdyby serce mogło przewracać oczami, jej właśnie by to uczyniło.

Gdy muzyka ucichła, rotmistrz zatrzymał jej dłoń odrobinę za długo. Wtedy Wolski podszedł i skłonił się bez słowa. Marta pozwoliła mu przejąć taniec.

Porucznik prowadził inaczej: lekko, precyzyjnie, jakby znał nie tylko kroki, ale i jej wahanie. Przez chwilę nie mówili nic. Gramofon trzeszczał. Za oknem noc była ciemna, wilgotna, pełna zapachu ogrodu i koni.

— Pani drży — powiedział.

— Po prostu jest chłodno.

— W salonie?

— Panie poruczniku, kobieta ma prawo do kłamstwa, jeśli mężczyzna zadaje zbyt trafne pytania.

Uśmiechnął się.

— Więc nie zapytam.

I właśnie dlatego Marta zapragnęła odpowiedzieć.

* * *

CZĘŚĆ III — TRZECIA NOC

Po północy dwór cichł stopniowo. Najpierw urwały się śpiewy, potem śmiechy, potem kroki na schodach. Służba posnęła gdzie się dało. W salonie dogasały świece. Na stole zostały okruchy chleba, kieliszki, popiół, mapa z tłustą plamą po sosie i jedna rękawiczka Marty.

Marta znalazła ją dopiero wtedy, gdy wróciła z oranżerii.

Rotmistrz siedział w fotelu przy kominku, półprzytomny od koniaku i zachwytu nad samym sobą. Gdy ją zobaczył, wyprostował się niezdarnie.

— Pani Marto… ja wszystko rozumiem.

— Doprawdy? — spytała łagodnie.

— Są uczucia, których nie trzeba wypowiadać.

— To bardzo wygodne dla uczuć.

— Pani taniec… pani spojrzenie…

Marta westchnęła. Był w tym westchnieniu cały wysiłek kobiety, która musi być uprzejma wobec cudzego urojenia.

— Panie rotmistrzu, mój taniec był tańcem, a spojrzenie spojrzeniem. Proszę nie robić z nich kampanii wojennej.

Ale on już słyszał tylko to, co chciał.

— Pani jest ostrożna. Rozumiem. Dama musi być ostrożna.

Marta skłoniła głowę i wycofała się, zanim zdążył podnieść się z fotela.

Na korytarzu czekał Wolski. Nie powiedział nic. I ona też nie powiedziała nic. Czasem milczenie jest bardziej nieprzyzwoite niż najbardziej rubaszny żart.

Poszła pierwsza.

O świcie obudziła się pierwsza.

Pokój był chłodny. Przez szparę w zasłonie wpadało blade światło. Na krześle wisiał mundur porucznika. Pas leżał na dywanie, jedna ostroga przy nodze łóżka, jak dowód rzeczowy w sprawie, której żaden sąd nie powinien rozpatrywać. W powietrzu mieszały się lawenda, dym świecy, skóra, proch i męskie ciepło.

Wolski spał mocno, twarzą odwrócony ku oknu. We śnie wyglądał młodziej. Prawie chłopięco. Marta patrzyła na niego długo i poczuła nagle coś, czego się nie spodziewała: nie triumf, nie wstyd, lecz czułość podszytą strachem.

Za kilka godzin mógł odjechać.

Za dzień mógł nie żyć.

Dotknęła lekko jego dłoni. Otworzył oczy natychmiast, jak żołnierz.

— Już? — zapytał.

— Jeszcze nie. Ale zaraz dom się obudzi.

— Żałuje pani?

Marta odwróciła wzrok ku oknu. Na podjeździe ktoś prowadził konia. Zwierzę parsknęło, a dźwięk ten przeszedł przez poranek jak znak.

— Żałować można rzeczy rozsądnych — powiedziała. - Ta do nich nie należała.

Uśmiechnął się, ale smutno.

Gdy Wolski wyszedł bocznymi schodami, Marta została sama. Usiadła przy biurku w szlafroku, z włosami rozsypanymi na ramionach, i otworzyła pamiętnik.

Nie zdążyła napisać ani słowa, gdy pod drzwiami zaszeleścił papier.

List.

Rozpoznała pismo rotmistrza: duże, napuszone, pełne zawijasów. Otworzyła kopertę.

„Pani Marto, po wczorajszym wieczorze nie mogę dłużej milczeć. Pani taniec, pani rumieniec, pani ucieczka przed własnym sercem…”

Marta parsknęła śmiechem tak gwałtownie, że aż zakryła usta dłonią.

Czytała dalej. Rotmistrz pisał o „wzajemnym płomieniu”, o „tajemnym porozumieniu dusz”, o „dyskrecji należnej damie”. Każde zdanie było bardziej pewne siebie od poprzedniego.

Na końcu obiecywał, że będzie czekał na „znak”.

Marta złożyła list bardzo starannie. Przez chwilę zastanawiała się, czy wrzucić go do kominka. Potem zmieniła zdanie i wsunęła go między rachunki za owies.

— Tam pańskie miejsce, panie rotmistrzu — powiedziała cicho.

Odjazd nastąpił krótko po śniadaniu.

Szwadron formował się na podjeździe. Konie parowały w chłodnym powietrzu. Ułani poprawiali popręgi, sprawdzali broń, żartowali zbyt głośno, jak zawsze wtedy, gdy trzeba było zagłuszyć lęk. Wachmistrz Sokołowski ukłonił się Marcie z przesadną galanterią.

— Gdyby wszystkie kwatery tak wyglądały, pani Marto, wojna miałaby większą frekwencję ochotników.

— To najgorszy komplement, jaki dziś słyszałam.

— Ale szczery.

Rotmistrz podjechał na swoim karym koniu. Wyglądał uroczyście i absurdalnie zarazem. Skłonił się głęboko.

— Będę pamiętał, pani Marto.

— Proszę pamiętać przede wszystkim o ostrożności.

— Ach, pani troska…

Marta nie sprostowała. Niech jechał z tą troską, skoro tak bardzo jej potrzebował.

Na końcu podjechał Wolski. Nie mógł powiedzieć nic przy wszystkich. Podał jej tylko rękawiczkę, tę zgubioną w salonie, a w niej mały proporczyk od lancy, złożony ciasno jak tajemnica.

— Znalazłem pani zgubę — powiedział.

— A ja pańską?

— Moją?

Marta spojrzała na niego spokojnie.

— Pański sen został w moim domu.

Przez sekundę był znowu nie żołnierzem, lecz młodym mężczyzną, który nie umie ukryć wzruszenia.

Potem padł rozkaz.

Konie ruszyły. Kopyta uderzyły o podjazd, lance zakołysały się nad drogą, kurz podniósł się lekko i zaraz opadł. Marta stała na ganku w narzuconym szalu, aż ostatni ułan zniknął za aleją.

W pamiętniku zapisała dopiero wieczorem:

„Przez trzy noce mój dwór pachniał wojną, owsem, świecami, męskim śmiechem i czymś tak żywym, że bałam się oddychać zbyt głęboko. Pan rotmistrz był przekonany, że skradł moje serce. Biedny człowiek. Nie wiedział, że serce tej nocy nie zostało skradzione. Ono samo poszło, dokąd chciało”.

* * *

Jakub

opublikowała opowiadanie w kategorii obyczajowe i miłosne, użyła 3947 słów i 23003 znaków, zaktualizowała 13 lip o 22:47.

4 komentarze

 
  • Użytkownik Historyczka

    Z niecierpliwością czekam na dalszy ciąg... Coś mi podpowiada, że będę znacznie śmielej adorowana przez panów oficyrejów...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka będziesz… śmielej i natarczywiej..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Tym bardziej oczekuję niecierpliwie...  

    Ciekawam tej śmiałości kawaleryjskiej... Tej natarczywości w adorowaniu zwłaszcza...  

    W jakiej sukni wówczas wystąpię? Czy w spódnicy?

    Iluż to ułanów zacznie mnie adorować?

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka pułk ułanów z fantazjami i lancami..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Ach! Cały pułk??? Z gotowością do szarży kawaleryjskiej... z niekwestionowaną ułańską fantazją... no i tymi lancami, zgotowanymi do szarży...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka tego nigdzie nie doświadczysz czego dziś przeżyjesz z nami... dzielnymi.. ułanami..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Ach... właśnie dziś... z takimi ułanami... z taką fantazją!

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    Oddaję tu wielki hołd dla twórczości Jakuba - dedukuję, że autor zgrabnie wcielił się tu w rolę szarmanckiego porucznika...

    Kto wie, czy nie skradnie serca wrażliwej i eleganckiej damie, którą jest niewątpliwie właścicielka dworu? Czy aby nie tylko serce jej skradnie?

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka zapewne czyha również na Twoją cnotę..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Tak zacny ów kawaler... ale pokojówki podsłuchały, jak ze swym kolegą namawiał się na to by mnie nawiedzić w sypialni... Używali oni między sobą wielce kawaleryjskiego języka na temat tego, jak zamierzają ze mną obcować... Aż razem z pokojówkami dygotałyśmy z przejęcia...

    Jedna z pokojówek, ale dopiero pociągnięta za język, wyjawia mi, jak nieprzystojne propozycje składał jej wachmistrz...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka jeden pułk ułanów a ile radości.. mogłem pod choinkę go Tobie ofiarować.. ale korzystaj.. możesz dzielić się z pokojówkami. Są Twoi..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Pokojówki przestrzegają mnie jak mogą przed wojakami... Opowiadają o pewnej guwernantce, która zbyt mocno była adorowana przez podoficerów jakiś czas temu... Teraz chodzi zawstydzona, z zaokrąglonym brzuszkiem...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    W jaki sposób zostanie tu wmontowana erotyka?

    Czy pewien siebie rotmistrz spróbuje posiąść mnie, nie zważając na me, zbyt wysublimowane protesty? Zapewne odczyta je jako przyzwolenie...

    A może zostanę dorwana przez kozaków? Rotmistrz mnie od nich uwolni - i naturalnie uzna, że z wdzięczności za mą uratowaną cześć niewieścią - winnam mu się oddać?
    Moje nadto zawoalowane wyrazy podziękowania uzna za wyznanie mu afektu? I skwapliwie wykorzysta to w tej samej stodole, w której kozacy zerwali ze mnie suknię?

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka brzmi świetnie..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka tylko pytanie do Ciebie kogo chcesz w roli kochanka..serce mówiło mi że na pewno rotmistrza, mimo pewnego obleśnego swądu, który się na nim ciągnie..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    I podstarzały, nachalny rotmistrz mnie adoruje... i zacny a kulturalny porucznik... A nawet butny wachmistrz patrzy na mnie wzrokiem wielce aroganckim, jakby chciał mnie rozodziać z sukni oczyma...

    Sny o nich nie dają mi spokoju... Są w nich nadto odważni w zalecaniu się do mnie... A ja w coraz bardziej zwiewnych sukniach występuję...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka i to w Panience podziwiam…

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Ale żem dystyngowana dama, wszystkich trzech rycerzy podczas kolacji sowicie obdarowuję... kobiecymi komplementami...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka tak? A jakież to komplementy Waćpanna wyłożysz na stół..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Należy się dzielnym wojakom pochwała ich śmiałości... i opowieść jak to przy nich, skromnej wiejskiej panience mocno bije serduszko... aż nie może spać po nocach...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka nie takie rzeczy Panienkę czekają.. Ułańska fantazja co rusza z kopyta i na oślep mknie..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Panienka przymyka oczy i marzy... o ułańskiej fantazji... o szablach co rąbią... lancach co kłują...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka była taka piosenka jak to mówią Żurawiejka.. lance do boju szable w dłoń i rotmistrza gon gon gon.. a teraz może szable do boku lance w sztorc Historyczkę będziem rżnąć..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Ojej... lance w sztorc! Co za waleczni ułani!
    Cóż że ja pocznę wobec takich twardych pik?

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka dasz się nadziać przenicowac..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Ach... to przenicowanie... brzmi tak groźnie dla wsiowej damulki...
    Ale cóż... mogę jedynie dać...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka daj a my weźmiemy..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Podczas tego wieczoru z tańcem idzie zbyt dużo wina... Panowie oficerowie nabierają coraz większej śmiałości... Coraz mocniej w tańcu mnie ściskają... coraz śmielsze komplementy szepczą mi do ucha...  
    Jak ja, wrażliwa białogłowa... to przetrzymam... do czego może dojść tego wieczora?

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka myślisz, że znali wówczas już seks grupowy.. albo trójkąty..? jak byli młodzieńcy wyedukowani? w końcu jesteś ciałem pedagogicznym w części to wiele wiesz o edukacji..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Tacy wojacy, co niejedno we wsi potrafili nawyczyniać, wiele znali... :)

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka chciałabyś poczuć w sobie pożądanie trzech ułanów.. ? poradziłabyś sobie...? znając Cie zapewne z klasą i spokojem..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Wyłącznie z klasą i wyłącznie ze spokojem... choć serduszko już mi bije jak szalone...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka serduszko silne musi być bo wiele przed nim odlotów orgazmicznych

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Bije coraz silniej... czując oddech aż trzech panów oficyryjerów... takich dziarskich... takich gotowych...  
    Ach... coś czuję, że nie będę mogła zasnąć...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka wybacz ale ja Ci rotmistrza nie dam..
    A raczej nie oddam Cię jemu. Nachalny, śliniący się, stary typ.. a może to tacy Cię kręcą, że odrzucasz obycie, inteligencję,
    bogactwo słownika, języka sprawność wszechstronnie szorstkiego mokrego i ciepłego..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Ach... jakie to piekne, że bronisz mnie jako rycerz na białym koniu... Oczywiście, że nie tylko nie odrzucam, ale nader cenię - obycie, inteligencję, bogactwo słownika, języka sprawność...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka dzięki Ci za słowa otuchy, bo postać Rotmistrza z wersa na werset ohydnieje..  

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Ależ chętnie poczytam ten opis postaci, charakteru... zachowań...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka co najmocniej Cię podnieca? Jakiej fantazji nie zrealizowałaś nadal w życiu..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    A no właśnie? :)
    Jak obstawiasz? - co najmocniej mnie podnieca? I jakiej fantazji nie zrealizowałam nadal? :)

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka oj ja nie wiem.. pytaniem na pytanie odpowiadasz...by uciec od odpowiedzi.. hmm

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka zgadywaniem mogę Cię jeydnie zasypać swoimi fantazjami a nie poznam Twoich i Ciebie..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Zasyp mnie fantazjami... a potem ja zasypię Ciebie... :)

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka widzisz, Martusiu... ja już wiele fantazji zrealizowałem... niewiele zostało.. chociaż wśród niezrealizowanych jest seks w trójkącie na przykład.. seks w samolocie, awionetce.. seks pod wodą.. hmm a Twoje?

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Dziękuję za te przykłady... Ale zależało mi byś wprzódy zasypał mnie fantazjami, których się po mnie spodziewasz :)

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka pytasz mnie co Ciebie kręci.. hmmm.. więc po kolei...: Fantazja o tym, że nie wybierasz ojca dziecka w romantyczny sposób, tylko przez sytuację, presję, szantaż albo przypadek. Różnica wieku jest często spięta właśnie z płodnością: starszy/młodszy mężczyzna i Ty jako dojrzała kobieta.. Ciąża jako „pamiątka” po upadku cnotliwej damulki... i wiele wiele więcej..  

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka  
    Jesteś jak zawsze elegancką damą, która wygląda porządnie, ale również budzi pożądanie.
    Udajesz cnotliwą i niedostępną, choć w środku czujesz napięcie i kto wie czego pragniesz.
    Kusisz mimochodem: pończochą, szpilką, spódnicą, gestem niby niewinnym.
    Czujesz na sobie męskie spojrzenia i wiesz, że działasz na wyobraźnię.
    Pragniesz długiej gry, w której opór miesza się z ciekawością.
    Podnieca cię sytuacja, w której tracisz kontrolę przez presję, szantaż albo podstęp.
    Mówisz sobie, że nie masz wyjścia, a jednak ta bezradność cię rozpala.
    Protestujesz na zewnątrz, ale w środku coś cię ciągnie ku zakazanemu.
    Kręci cię myśl, że może cię zdobyć mężczyzna dużo starszy albo dużo młodszy  i może zapłodni...?
    Fascynują cię mężczyźni skrajni: dziwni, nieśmiali, natarczywi, groźni albo społecznie niepasujący.
    Jesteś damą, którą upokarza ktoś niższy rangą, prostszy, nieoczywisty (tu problem bo nie łapę się;)
    Pociąga cię kontrast między twoją elegancją a brutalną prostotą rolnika, budowlańca, strażaka czy kierowcy.
    Pociąga cię też mężczyzna z władzą: urzędnik, dyrektor, wójt, biznesmen (tu już mi bliżej ale nie do śliniącego się burmistrza)
    Chcesz widzieć siebie w kostiumie historycznym: na dworze, wśród rycerzy, żołnierzy, dawnych obyczajów.
    Fantazjujesz, że stajesz się nagrodą, zakładniczką albo pionkiem w większej grze.
    Podnieca cię poświęcenie: oddajesz coś z siebie, bo sytuacja rzekomo tego wymaga.
    Wyobrażasz sobie, że twój wdzięk staje się narzędziem intrygi.
    Boisz się kompromitacji, ale właśnie to ryzyko czyni fantazję mocniejszą.
    Pociąga cię przypadkowe odsłonięcie: ktoś widzi więcej, niż powinien.
    Zamknięta przestrzeń, pociąg, auto albo podróż sprawiają, że napięcie narasta (tu moja awionetka pasuje)
    Udajesz randkę albo flirt, aż nagle gra wymyka się spod kontroli. A może wręcz byś mogłą kogoś wystawić..?
    Chcesz być adorowana w eleganckiej scenerii: na dancingu, kolacji, balu, wernisażu.
    Działa na ciebie mundur, formacja, siła i męska pewność.
    Kusi cię konflikt między grzechem, wstydem, religią i zakazem.
    Uciekasz w sny, bo tam możesz dopuścić fantazje, których na jawie się wypierasz.
    Przeraża i pociąga cię przemiana z porządnej kobiety w kobietę uznaną za nieprzyzwoitą.
    Czujesz ciężar wielu spojrzeń naraz i świadomość, że inni cię oceniają, pragną, zawłaszczają.
    Najmocniej wraca do ciebie fantazja o zbrzuchaceniu: o widzialnej, cielesnej konsekwencji upadku.
    Wyobrażasz sobie ciążę jako znak, którego nie da się ukryć przed światem.
    W głębi najbardziej interesuje cię to, że jako dama zostajesz zdobyta przez kogoś niestosownego, niewygodnego, niepasującego do twojej pozycji.
    To tak w mocnym skrócie... :)

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    W punkt!

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka następnym razem nie będę skracał..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Hmmm To wklej proszę tę wersję bez skrótów :)

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka nie wiem czy znajdziesz tyle czasu by przeczytać.. a ja nadal czekam na Twoje prawdziwie i niezrealizowane fantazje.. nie musisz zaznaczać mają pozostać fantazjami...  

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka wiesz ze nie da się tak długich komentarzy...?

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka na początek trochę..  
    Jesteś elegancką kobietą, która nawet w najspokojniejszym geście zostawia ślad pokusy.  
    Masz w sobie rodzaj damy, która umie wyglądać porządnie i niebezpiecznie jednocześnie.  
    Nosisz spódnicę tak, jakby była deklaracją klasy, ale i zaproszeniem do wyobraźni.  
    Twoje pończochy są szczegółem, który udaje przypadek, choć działa jak wyznanie.  
    Twoje szpilki mówią ciszej niż słowa, ale mężczyźni i tak słyszą je za głośno.  
    Masz w sobie cnotliwość, która nie gasi pragnienia, tylko je wyostrza.  
    Udajesz niedostępną z taką elegancją, że sama niedostępność staje się kuszeniem.  
    Potrafisz jednym spojrzeniem obiecać rozmowę, a jednym krokiem ją unieważnić.  
    Wyglądasz jak kobieta, której nie wypada pragnąć, dlatego pragnie się jej mocniej.
    Jesteś dowodem, że porządność może być najbardziej zmysłową maską.
    Kusisz mimochodem, poprawiając rękawiczkę, wygładzając spódnicę albo zsuwając spojrzenie.  
    Wiesz, że drobny ruch kolana potrafi powiedzieć więcej niż cała kokieteria.  
    Potrafisz zawstydzić mężczyznę tym, że niby nic nie robisz.  
    Masz talent do gestów tak niewinnych, że aż podejrzanych.  
    Twoja elegancja nie potrzebuje nachalności, bo sama buduje napięcie.  
    Jesteś kobietą, przy której zwykłe siedzenie w fotelu staje się sceną.  
    Gdy zakładasz nogę na nogę, nawet cisza zaczyna obserwować.  
    Gdy poprawiasz naszyjnik, ktoś natychmiast zastanawia się, czy zrobiłaś to dla niego.  
    Udajesz, że nie zauważasz spojrzeń, ale doskonale wiesz, gdzie padają.  
    Umiesz być niewinna tak starannie, że nikt nie wierzy w pełną niewinność.
    Czujesz na sobie męskie spojrzenia i karmisz się świadomością, że działasz na wyobraźnię.
    Pociąga Cię chwila, w której ktoś patrzy za długo i sam się tego wstydzi.  
    Lubisz, gdy mężczyzna traci pewność siebie, bo nie wie, czy go zachęcasz, czy karcisz.  
    Masz w sobie przewagę kobiety, która pozwala patrzeć, ale nie pozwala posiadać.  
    Działa na ciebie to, że pragnienie innych krąży wokół ciebie, nie mogąc znaleźć wejścia.  
    Lubisz, gdy sala pełna ludzi nagle staje się tłem dla twojej obecności.  
    Wiesz, że możesz wywołać zamieszanie samą zmianą tonu.  
    Umiesz zostawić po sobie wrażenie, jakby coś prawie się wydarzyło.  
    Najbardziej kusisz wtedy, gdy zachowujesz pozory pełnej przyzwoitości.  
    Twoja siła polega na tym, że nawet oceniana wyglądasz jak ktoś, kto ocenia innych.

    Pragniesz długiej gry, w której każde „nie wypada” brzmi jak dalszy ciąg rozmowy.  
    Kręci cię napięcie rozciągnięte w czasie, jeszcze zanim padnie jakiekolwiek odważniejsze słowo.  
    Lubisz flirt, który udaje salonową uprzejmość.  
    Pociąga Cię sytuacja, w której oboje wiecie, że rozmowa ma drugie dno.  
    Udajesz spokój, chociaż wewnętrznie liczysz każde zawieszenie głosu.  
    Masz słabość do mężczyzny, który za późno rozumie, że został wciągnięty w grę.
    Interesuje cię opór jako forma rytuału, a nie prostego odrzucenia.  
    Lubisz stawiać granicę tak elegancko, że wygląda jak kolejna prowokacja.  
    Fascynuje Cię dwuznaczność, bo daje pragnieniu alibi.  
    Jesteś mistrzynią sytuacji, w których nic nie zostało obiecane, a jednak wszystko już drży.
    Pociąga Cię umowna fantazja utraty kontroli, w której reguły znasz ty pierwsza.  
    Lubisz udawać, że sytuacja Cię przerasta, choć to ty nadajesz jej ton.  
    Kręci Cię teatralna bezradność, bo pozwala pragnieniu przemówić cudzym językiem.  
    Mówisz sobie, że nie wypada, a właśnie to „nie wypada” dodaje żaru.  
    Pociąga Cię presja jako motyw gry, jeśli pozostaje bezpieczna i wybrana.  
    Fascynuje Cię podstęp w wersji literackiej, gdy jest bardziej intrygą niż krzywdą.  
    Lubisz scenariusz, w którym możesz zrzucić winę na okoliczności.  
    Udajesz, że nie masz wyjścia, bo ta maska pozwala Ci przyznać się do ciekawości.  
    Twoja bezradność w fantazji jest elegancką dekoracją pragnienia.  
    Najmocniej działa na Ciebie chwila, gdy rozsądek jeszcze protestuje, ale wyobraźnia już dopisuje ciąg dalszy.
    Masz słabość do mężczyzn skrajnych, bo przy nich twoja elegancja błyszczy mocniej.  
    Pociąga Cię dorosły mężczyzna dużo starszy, który patrzy na Ciebie jak na ostatnią wielką pokusę.  
    Pociąga Cię dorosły mężczyzna dużo młodszy, który przy tobie traci zuchwałość albo nagle ją znajduje.  
    Fascynuje Cię nieśmiały adorator, bo jego zakłopotanie potrafi być bardziej natarczywe niż pewność siebie.  
    Ciekawi Cię mężczyzna natarczywy, jeśli jego śmiałość zostaje zamknięta w grze spojrzeń i słów.  
    Interesuje Cię outsider, ktoś niedopasowany, przez którego sama czujesz się mniej przewidywalna.  
    Masz słabość do mężczyzny prostego, bo przy nim Twoja wytworność robi się jeszcze bardziej widoczna.  

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka  

    Kręci Cię kontrast między Twoją klasą a jego szorstką pewnością.
    Pociąga Cię ktoś, kto nie zna wszystkich salonowych zasad i przez to zdradza pragnienie zbyt wyraźnie.
    Lubisz, gdy mężczyzna nie pasuje do Twojej pozycji, bo właśnie ta niestosowność budzi opowieść.
    Jesteś damą, która w fantazji może zejść z piedestału i nadal nie traci dumy.
    Pociąga Cię myśl, że ktoś niższy rangą patrzy na Ciebie bez nabożnego dystansu.
    Kręci Cię chwila, gdy prosty robotnik, kierowca, strażak albo rolnik widzi w Tobie kobietę, nie tylko panią.
    Lubisz kontrast czystych rękawiczek i spracowanych dłoni, jeśli zostaje w sferze napięcia.
    Fascynuje Cię mężczyzna, który nie umie pięknie mówić, ale umie patrzeć bez wahania.
    Pociąga Cię jego brak ogłady, bo przy Twojej elegancji wygląda jak siła natury.
    Lubisz, gdy Twoja poprawność zostaje wystawiona na próbę przez kogoś nieokrzesanego.
    Masz w sobie ciekawość, co zostaje z damy, gdy znikają widzowie i konwenanse.
    Czasem chcesz, by ktoś nie zauważył Twojej pozycji, tylko Twoje drżenie.
    W fantazji pociąga Cię upokorzenie pozoru, nie utrata godności.
    Pociąga Cię też mężczyzna z władzą, ale bardziej inteligentny niż śmiesznie lubieżny.
    Interesuje Cię urzędnik, który mówi chłodno, a jednak zbyt długo zatrzymuje wzrok.
    Ciekawi Cię dyrektor, który zna regulaminy, lecz sam zaczyna się od nich oddalać.
    Działa na Ciebie biznesmen, który potrafi stworzyć atmosferę kolacji, długu i obietnicy.
    Pociąga Cię wójt, sędzia albo mecenas, jeśli jego władza ma ciężar słowa, nie tylko funkcji.
    Lubisz, gdy oficjalność miesza się z prywatnym napięciem.
    Kręci Cię gabinet, pieczęć, dokument, zamknięte drzwi i zbyt uprzejmy ton.
    Fascynuje Cię mężczyzna, który udaje bezstronnego, choć zdradza go jedno spojrzenie.
    Masz słabość do propozycji tak grzecznej, że aż niemoralnej.
    Lubisz układ, w którym rozmowa o sprawach formalnych nagle zaczyna dotyczyć Ciebie.
    Chcesz widzieć siebie w kostiumie historycznym, bo dawne obyczaje dodają Twojej kokieterii majestatu.
    Pociąga Cię dwór, weranda, biblioteka, kareta i świeca paląca się za długo.
    Lubisz wyobrażać sobie, że Twoja suknia jest piękna, ale też niewygodna dla rozsądku.
    Fascynuje Cię bal, na którym każdy ukłon może być początkiem intrygi.
    Działa na Ciebie mundur, szabla, ostrogi i męska pewność wpisana w rytuał.
    Pociąga Cię rycerz, żołnierz albo oficer, jeśli ma w sobie i dyscyplinę, i pęknięcie.
    Lubisz dawne słowa, bo brzmią niewinnie, nawet gdy niosą niebezpieczne znaczenia.
    Chcesz być damą z portretu, która jednak ma puls i ukryte pragnienia.
    Kręci Cię epoka, w której reputacja waży tyle, co majątek.
    Fantazjujesz, że Twój uśmiech może zmienić bieg małej wojny, rodzinnej intrygi albo salonowego sporu.
    Fantazjujesz, że stajesz się nagrodą, ale taką, która wie, ile jest warta.
    Pociąga Cię rola pionka w większej grze, bo pionek czasem przewraca szachownicę.
    Lubisz myśl, że Twoja uroda może być argumentem politycznym, rodzinnym albo towarzyskim.
    Kręci Cię sytuacja, w której wszyscy mówią o zasadach, a naprawdę mówią o Tobie.
    Fascynuje Cię poświęcenie w wersji literackiej, gdy oddajesz coś z dumy, aby ocalić pozór.
    Pociąga Cię scena, w której Twoje „muszę” jest zarazem maską dla „chcę wiedzieć”.
    Lubisz, gdy Twój wdzięk staje się narzędziem negocjacji.
    Masz w sobie kobietę, która potrafi wygrać, udając przegraną.
    Interesuje Cię chwila, gdy mężczyźni są pewni, że rozdają karty, a Ty znasz ich słabość.
    Jesteś intrygą ubraną w dobrą suknię.
    Boisz się kompromitacji, ale właśnie dlatego tak mocno o niej myślisz.
    Pociąga Cię ryzyko plotki, która mogłaby zmienić Twój obraz w oczach świata.
    Lubisz granicę między reputacją a pragnieniem, bo jest cienka jak koronka.
    Fascynuje Cię przypadkowe odsłonięcie, gdy ktoś widzi więcej, niż powinien, ale mniej, niż chciałby.
    Kręci Cię chwila, gdy poprawiasz spódnicę odrobinę za późno.
    Masz słabość do sytuacji, w których zawstydzenie jest częścią uroku.
    Pociąga Cię świadomość, że możesz być oglądana i oceniana, a jednak nadal zachowujesz fason.
    Lubisz, gdy rumieniec zdradza więcej niż słowa.
    Ciekawi Cię kompromitacja kontrolowana, taka, którą można nazwać przypadkiem.
    Jesteś kobietą, której strach przed skandalem tylko nadaje bardziej wyrazisty blask.
    Zamknięta przestrzeń działa na Ciebie, bo skraca dystans i wydłuża spojrzenia.
    Pociąg sprawia, że obcy ludzie stają się zbyt bliscy.
    Auto tworzy napięcie, w którym droga jest długa, a rozmowa zbyt prywatna.
    Awionetka pasuje do Ciebie, bo wysokość odbiera zwyczajność każdemu gestowi.
    Przedział, kabina, motel albo mała poczekalnia robią z przypadku scenę.
    Lubisz, gdy podróż zaczyna się praktycznie, a kończy w wyobraźni.
    Fascynuje Cię mężczyzna spotkany po drodze, bo nie należy do Twojego codziennego porządku.
    Pociąga Cię anonimowość, która pozwala być trochę śmielszą.
    Kręci Cię sytuacja, w której nie ma dokąd uciec od rozmowy, choć granice nadal są Twoje.
    Masz talent do zmieniania zwykłej trasy w opowieść o napięciu.

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka  
    Udajesz randkę albo flirt tak długo, aż sama czujesz ciężar tej roli.
    Pociąga Cię fałszywy układ, który zaczyna działać prawdziwie.
    Lubisz, gdy mężczyzna nie wie, czy jesteś aktorką, damą, czy pokusą.
    Ciekawi Cię możliwość wystawienia kogoś na próbę, zwłaszcza jeśli sama też ryzykujesz.
    Kręci Cię gra pozorów, w której każdy uśmiech może zostać źle odczytany.
    Masz słabość do sytuacji, gdy dla świętego spokoju zgadzasz się na rolę, a potem odkrywasz jej siłę.
    Lubisz być adorowana w sposób elegancki, ale z cieniem niestosowności.
    Pociąga Cię dancing, kolacja, bal, wernisaż i każde miejsce, gdzie dobre maniery przykrywają głód.
    Fascynuje Cię komplement wypowiedziany publicznie tak, że tylko Ty słyszysz podtekst.
    Jesteś kobietą, przy której randka może być maskaradą, a maskarada randką.
    Działa na Ciebie mundur, bo niesie porządek, który aż prosi się o naruszenie.
    Pociąga Cię formacja, dyscyplina i wspólny męski rytm.
    Lubisz strażaka, żołnierza, policjanta albo lotnika jako figurę siły, niekoniecznie brutalności.
    Fascynuje Cię mężczyzna, który umie wydawać polecenia, a przy Tobie zaczyna prosić spojrzeniem.
    Kręci Cię kontrast między oficjalną funkcją a prywatnym drżeniem.
    Masz słabość do mężczyzny pewnego siebie, jeśli Twoja elegancja potrafi go zachwiać.
    Pociąga Cię ceremonialność, salut, ukłon, zaproszenie do tańca i ręka podana zbyt stanowczo.
    Lubisz, gdy mundur obiecuje kontrolę, ale rozmowa ujawnia pragnienie.
    Ciekawi Cię męska siła, która musi przejść przez Twoją zgodę, słowo i spojrzenie.
    Jesteś damą, przed którą nawet rozkaz powinien nauczyć się prosić.
    Kusi Cię konflikt między grzechem, wstydem, religią i zakazem.
    Pociąga Cię spowiedź bardziej jako napięcie sumienia niż dosłowna scena.
    Lubisz, gdy moralność staje obok pożądania i żadna strona nie umie wygrać od razu.
    Fascynuje Cię kobieta, która zna zasady, dlatego każde odstępstwo czuje mocniej.
    Kręci Cię zakaz, bo nadaje pragnieniu kształt.
    Masz słabość do słów „nie powinnam”, gdy brzmią jak początek wewnętrznej rozmowy.
    Pociąga Cię święto, obrzęd, wesele albo procesja, jeśli pod spodem tli się prywatna historia.
    Lubisz kontrast różańca, rękawiczek, koronki i spojrzeń zbyt ziemskich.
    Ciekawi Cię grzech wyobrażony, bo nie niszczy damy, tylko odsłania jej drugą naturę.
    Jesteś kobietą, w której sumienie i fantazja prowadzą długi, niebezpiecznie uprzejmy dialog.
    Uciekasz w sny, bo tam możesz dopuścić obrazy, którym za dnia odmawiasz miejsca.
    Pociąga Cię sen historyczny, ludowy, świąteczny albo wojenny, bo wszystko w nim wydaje się usprawiedliwione.
    Lubisz budzić się z poczuciem, że fantazja zna Cię lepiej niż rozsądek.
    Fascynuje Cię baśń, w której czerwony kapturek, dwór albo najazd mówią o Tobie więcej niż o historii.
    Kręci Cię symbolika: zamknięte drzwi, zerwana rękawiczka, rozchylona zasłona, niedopita herbata.
    Masz słabość do snów, w których jesteś jednocześnie damą i własnym sekretem.
    Pociąga Cię przemiana z porządnej kobiety w kobietę uznaną za nieprzyzwoitą, jeśli dzieje się w wyobraźni.
    Lubisz myśl, że druga natura nie niszczy pierwszej, tylko czeka pod elegancką tkaniną.
    Ciekawi Cię granica między snem a wspomnieniem, bo tam pragnienie ma najwięcej swobody.
    Jesteś kobietą, która nawet w fantazji chce zachować styl.
    Czujesz ciężar wielu spojrzeń naraz i umiesz zamienić go w scenę.
    Pociąga Cię bycie obserwowaną nie wprost, ale przez półsłówka, szepty i zawieszone rozmowy.
    Lubisz, gdy inni próbują odgadnąć, co naprawdę czujesz.
    Fascynuje Cię myśl, że ktoś tworzy o Tobie własną opowieść, choć zna tylko fragment.
    Kręci Cię ocena, która powinna zawstydzać, a jednak podbija napięcie.
    Masz w sobie kobietę, która rumieni się, ale nie ucieka z pamięci patrzących.
    Pociąga Cię chwila, gdy stajesz się tematem, nawet jeśli nikt nie wypowiada Twojego imienia.
    Lubisz, gdy Twoja obecność zakłóca porządek sali, klasy, urzędu albo dworku.
    Ciekawi Cię bycie zawłaszczaną przez cudzą wyobraźnię, ale tylko na odległość, którą sama kontrolujesz.
    Jesteś fantazją, która udaje, że przyszła tylko załatwić zwykłą sprawę.
    Najmocniej wraca do Ciebie motyw cielesnej konsekwencji, bo fantazja wtedy zostawia ślad.
    Pociąga Cię ciąża jako znak historii, której nie da się całkiem ukryć.
    Lubisz myśl o płodności nie jako dosłowności, lecz jako symbolu upadku, ryzyka i przemiany.
    Fascynuje Cię widzialny dowód tego, że elegancka dama miała drugą, tajną opowieść.
    Kręci Cię kontrast między gorsetem reputacji a ciałem, które zdradza prawdę.
    Masz słabość do motywu „po wszystkim świat się dowie”, bo on nadaje fantazji ciężar.
    Pociąga Cię myśl, że konsekwencja jest nie tylko karą, ale także potwierdzeniem siły przeżycia.
    Lubisz, gdy przyszłość wchodzi do opowieści pod postacią plotki, spojrzeń i sukni szytej inaczej.
    Ciekawi Cię skandal, którego nie da się schować w szufladzie.
    Jesteś kobietą, dla której największym napięciem jest to, że sekret może stać się widzialny.
    W głębi interesuje Cię niestosowność, bo ona najlepiej obnaża pragnienie.

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka  
    Pociąga Cię zdobycie nie jako przemoc, lecz jako literacka klęska pozorów.
    Lubisz, gdy dama zostaje wytrącona z roli przez kogoś, kto w ogóle nie powinien mieć takiej mocy.
    Fascynuje Cię mężczyzna niewygodny, bo przy nim nie możesz udawać, że wszystko jest rozsądne.
    Kręci Cię różnica klas, wieku, języka, obycia i odwagi, jeśli wszyscy pozostają dorośli i świadomi gry.
    Masz słabość do scen, w których elegancja spotyka brud drogi, dym papierosa, kurz budowy albo zapach stajni.
    Pociąga Cię to, że Twoja godność nie znika, nawet gdy fantazja próbuje ją naruszyć.
    Lubisz być damą wystawioną na próbę, bo wtedy najpełniej widać, ile masz w sobie ognia.
    Ciekawi Cię nie tyle sam upadek, ile chwila tuż przed nim, kiedy można jeszcze wszystko nazwać przypadkiem.
    Jesteś porządną kobietą z wyobraźnią tak nieporządną, że aż literacką.

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Chaosik

    Chyba przeoczyłem erotykę

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Chaosik dopiero wersja robocza, chodziło o nawiazanie do pewnych osób..  

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Kto wie, czy i nie do mnie... czy ja samotna na wsi... a nawiedza mnie cały pułk kawalerii...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka i czy rotmistrz z nimi się podzieli.. a może go wyślą w pierwszej lini frontu na śmierć..

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Takoż mi podpowiada niewieścia intuicja. Że tu intrygę, będzie popędzała intryga...  
    A wszystko to, bym została uwiedziona... a może i nie tylko uwiedziona...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka a cóż poza uwiedzeniem.. na co liczysz…

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    No ta opowieść pokojówek o guwernantce tak mocno mnie frapuje...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka :)

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    Poza uwiedzeniem... zresztą niemal pewnym... kto wie czy zacni i szarmanccy panowie kawalerzyści nie zostawią mi aby jakiejś wyjątkowo wartościowej pamiątki...

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Jakub

    @Historyczka zapewne. Pani myślisz o zbrzuchaceniu.. bywa… wiele dzieci wojna na świat przyniosła.. kto wie czy nie tylko co zgonów…

    2 tyg. temu

  • Użytkownik Historyczka

    @Jakub  

    No takie bezwzględne i okrutnie pisane prawo wojenne...
    Nie tylko zatem pokojówki, ale i ja sama wkrotce będziemy wstydliwie paradować z zaokrąglonymi brzuszkami... Cała okolica będzie zachodzić w głowę, w jakich okolicznościach zyskałam ten skarb... Oj będą snuć domysły... mocno zwizualizowane, jak to zacna i cnotliwa dama mogła doznać owego asumptu...

    2 tyg. temu