Trzy sny które najbardziej zapamiętałem

1.Jako dziecko panicznie bałem się ciemności (jak to dziecięca wyobraźnia dawała mi się we znaki) ten sen śnił mi sìę trzy razy i wszystko to samo się działo. Mianowicie to był sen w którym poprosiłem swoją babcie żeby poszła zapalić mi światło w kuchni żebym mógł pójść do łazienki, ale moja babcia weszła w cień/mrok/ciemność i ani nie wróciła, ani nie zapaliła światła, więc ztwierdziłem że pójdę do dzwi do kuchni zobaczyć co robi, ale zamiast niej zobaczyłem że w kuchni były dzwi otwarte na korytarz (jako dzicko myślałem że to normalne, bo moja babcia miała w korytarzu szafy, a w nich rzeczy typu nie rozpakowane kubki, szklanki, pościeł. Itp) więc widząc że na korytarzu się świeci światło przebiegłem z kuchni na korytarz i nagle światło zgasło i nagle uśłyszałem głos mojej babci, ale tak jak by nie jej powiedziała wtedy że mnie udusi, a ja się bałem no w końcu "dziecko" podbiegłem do niej i krzyknąłem że ją kocham i światła w całym domu się zapaliły i usłyszałem odpowiedź "ja ciebie też" i taki sen mi się śnił trzy razy. (Ten sen śnił mi się na przestrzeni roku gdy miałem 5/6 lat).

2. Koszmar z dzieciństwa, który zapadł mi w pamięci. W tym snię znajduję przejrzystą kulę na której pojawiała się czaszka, nagle znalazłem się na takiej staromodnej arenie i w tłumie ludzi dostrzegłem dużą postać w czarnym płaszczu i kosą w ręku (pamiętam że się bałem w tym śnie i że musiałem uciekać) wiec uciekałem przeskakując przez płoty i zabijałem duże psy pod koniec stała kamienica i na przeciwko niej stała moja starsza siostra, wiec kule położyłem na parapecie w kamienicy i pobiegłem do siostry, ona się nic nie odzywała, ani ruszała, jak się można domyślć kostucha mnie złapała, pod koniec zadała pytanie "ile zabiłeś psów?" ( we śnie nie chciałem nic mówić ) ale jakaś osoba stojąca za mną ( myślę że to była moja siostra ) powiedziała "trzy" no i ta kostucha wbiła mi w plecy kose i obudziłem się z bólem pleców (miałem wtedy 8/9 lat).

3. Zacznę opowiadać od momentu którego pamiętam. Wiem że we śnie była nas trójka ja, chłopak (nic się nie odzywał we śnie) i dziewczyna której nie kojarze (nigdy nie spotkałem jej w realu) i że ten sen trwał w tak jak by sredniowieczu, ale i teraźniejszości (chodzi o to że ludzie byli normalnie ubrani, ale jeżdzili konno i mieli miecze). Na początku tego snu byłem w tak jak by kanionie i nie wiem czego, ale pamiętam że czułem jak byśmy czegoś szukaliśmy we trójkę. W tym kanionie wszyscy ludzie byli odwróceni w przeciwnym kierunku od nas, następnie tak jakby po tym spotkamy się ten chłopak siedzi obok mnie i ta dziewczyna przyjeżdża konno z jakimiś ludźmi, ona mnie zaatakowała, potem zasugerowałem że możemy się zabić i tylko ten chłopak przeżyję więc wiąłem sztylet/nóż (przypominający śrubę), a ona wzięła kŕódki sztylet/nóż i mnie dźgneła w okolice brzucha (to pamiętam bo, nie wiem w jaki sposób, ale prawa strona brzucja mnie bolała) w jakiś sposób przeżyłem to dźgnięcie i mimo że tego nie chciałem to ją zabiłem, a ci co z nią przyjechali to odjechali/uciekli. Po tym wszystkim tak jak by upadałem i wróciłem do początku snu tylko że tym razem poszedłem w górę kanionu i za mną biegła jakaś dziewczynka, którą usiłowałem zgubić na wszelkie sposoby typu chodzenie w drugą strone lub rzucanie (chyba piłką) żeby ta dziewczynka po nią pobiegła, ale jak się tylko oddaliłem ta dziewczynka była za mną. No i się obudziłem z bólem po prawej stronie brzucha. (Obecnie mam 16 lat i to mi się śniło jakoś dwa/trzy dni temu).

780 czyt.
92%7801
Wixar2000928

opublikował opowiadanie w kategorii sen, użył 761 słów i 3796 znaków, zaktualizował 13 wrz 2017

Komentarze (1)

 
  • Wiktor2000928

    Wiktor2000928 22 paź 2017 ip:212450

    4. Dzisiejszy sen zaczynał się tak że dużo ludzi wygladających na uczniów w mundurkach siedziało ze mną w wielkiej sali jakby sala na apel lub lub wykładów, w pewnym momencie ludzie zaczeli szukać dziewczyne z białymi włosami ale były tam dwie takie i z jakiegoś powodu zaczeli uciekać, a ochrona łapać jedną z dziewczyn, ochroniarz wyją broń no i ja podszedłem, ochroniarz stwierdził że nie zastrzeli jej,ale dostanie kare, ja odszedłem na dłuższy dystans i pamietam że jego kara dla niej zesłościla mnie więc zaatakowałem go(tak doslownie to moje obie nogi trafiły go w twarz) po czym zmieniłem się w tak jak by giganta w śnie to miała być moja kara za niby zabicie tego ochroniarza, odnieniłem się wziąłem tą dziewczyne w ramiona (w sensie zeby ją podnieść) podeszliśmy pod okna a ona wzięła bronie(karabiny)  i przez czas króry ją na rękach wyprowadzałem ze szkoły ładowała we mnie amonicje, przy wyjściu, ja powiedziałem że mnie się nie da zabić, że niby sam próbowałem (a w realu nigdy bym nie popełnił samobójstwa, bo dla mnie to oznaka słabości) po czym zaniosłem ją do jakiegoś domu gdzie drzwi mogłen otworzyć tylko ja, ale dużo ludzi ubranych na czarno z bronią zaczęli strzelać(i wiem że to najgorszy moment, ale się obudziłem)