Zlecenie na romans (4)

Czytałam maila bardzo uważnie, co chwilę zerkając mimo wszystko to za ramię to na koleżanki aby przypadkiem nikt nie podejrzał co kryje się w na monitorze, ani tego od kogo tego maila dostałam.  
Treść wiadomości była bardzo skrupulatna, wszystko o czym pisał było dobrze zaprojektowaną umową. Wszystkie warunki wydawały się odpowiednie, nawet lekko zajeżdżało mi to Grayem  
   ''Żadnych zobowiązań, żadnych uczuć, zero zazdrości'' czytałam poszczególne podpunkty i myślę, że gdybym sama ustalała warunki to też bym takie podała. ''Tylko bezprecedensowy, wulgarny no i oczywiście bezpieczny seks'' Wspomniał też o tym, że sama powinnam coś dodać od siebie i ustalić to na czym mi zależy i czego oczekuje od niego oprócz oczywistego i oczywiście w granicach zdrowego rozsądku i pacz punkt pierwszy. Tak właściwie wszystko co napisał mi odpowiadało ale oczywiście musiałam sobie załatwić podwózkę do domu do puki nie mam własnego auta, więc to i jeszcze parę drobnych uwag takich jak powinniśmy się zachowywać w pracy zawarłam w mailu zwrotnym.  
Po pracy ruszyłam prosto na przystanek, tak jak ustaliliśmy żeby się nie wydało będzie mnie odbierał z neutralnego miejsca.  

  -  To gdzie jedziemy? - zapytałam wsiadając do samochodu Blaine'a
  -  Opcji nie ma za dużo, mój dom odpada z wiadomych powodów, możemy jechać do ciebie albo do  hotelu, albooo zostaniemy tutaj – rzucił po czym ruchem głowy wskazał na tylne siedzenie.  
  -  Samochód odpada, do mnie ostatecznie może być, ale chyba na początek wolałabym ziemię niczyją.  
  -  Jak sobie pani życzy – odpowiedział, po czym ruszyliśmy drogą która kierowała nas do miasta.  
  -  Mogę o coś zapytać?  
  -  Pytaj – odpowiedział zerkając przelotnie w moją stronę  
  -  Czy ta kobieta z którą się spotykałeś to był ktoś z pracy?  
  -  Nie – odpowiedział po chwili milczenia – Jesteś pierwsza, chociaż zdarzało mi się kogoś z biura pocałować na imprezach firmowych, ale było to po pijaku i bez zobowiązań.  
  -  TO też jest bez zobowiązań – upomniałam go.  
  -  Wiesz co miałem na myśli – spojrzał na mnie na chwilę odrywając wzrok od jezdni, chwycił mnie za udo jak na mój gust trochę za wysoko i trzymał tak chwilę.  

  Resztę drogi spędziliśmy w milczeniu, tym razem nie była to już krępująca cisza. Jakie to dziwne jak człowiek szybko może się przyzwyczaić do towarzystwa innej osoby, jak szybko tworzy się chemia między nimi, jak łatwo można się poddać emocją i żądzą jak często brak nam przy tym rozumu.  
Była cudowna pogoda, w końcu jeden z dni gdzie żar nie lał się z nieba, było przyjemnie ciepło ale nie gorąco, wiatr przez uchylone okno delikatnie rozwiewał mi włosy. Co chwilę zerkałam na Blaine'a wydawał mi się jakiś inny, inny niż kiedy go poznałam. Jednak nie jest takim dupkiem i dzieckiem za jakiego go wszyscy uważają. No może trochę jest skoro zdradza żonę, ale mimo wszystko siedząc obok mnie wydawał się taki opanowany niewinny i lekko zamyślony takiego go jeszcze nie widziałam. A ta jego kobieta bardzo mnie zastanawiała, zastanawiałam się nad tym jak bardzo musi być źle w jego domu, że woli czas spędzać w aucie, jaka ta kobieta jest i co się między nimi stało, że po raz kolejny ją zdradza.  
Z rozmyślań wyrwał mnie fakt, że dojechaliśmy na miejsce. Znałam ten hotel, czasem jak przyjeżdżali do mnie rodzice to przychodziliśmy tu na obiad. Jednak nigdy nie zostałam tu na noc. Ani nie byłam w pokoju hotelowym.  
Szarmancko otworzył mi drzwi gdy wchodziliśmy do środka. Ładna brunetka uśmiechnęła się do nas szeroko i profesjonalnie bo na pewno nie szczerze i zaprosiła do lady. Blaine przejął inicjatywę i już po chwili trzymał klucz do naszego pokoju. Windą pokonaliśmy trasę 8 pięter i po przejściu długiego prostego korytarza znaleźliśmy nasze lokum.  
Nie powiem apartament robił wrażenie, przed moimi oczami rozciągał się duży salon z przeszkloną ścianą, przez szyby rozciągał się piękny widok miasta, słońce było jeszcze całkiem wysoko i przepięknie odbijało się od pobliskich szklanych wieżowców. Po prawej stronie znajdywała się główna sypialnia połączona z łazienką po prawej stronie znajdował się duży bar. Ja natomiast stałam jak wryta przy oknie i obserwując panoramę miasta. Blaine podszedł do mnie i delikatnie oplótł rękami w pasie, czułam jak wdycha mój zapach. Ustami musnął moje ramie. Westchnęłam cicho.  

  -  Jak ci się podoba? - Szepnął, buszując nosem w moich włosach.
Przez chwilę nie wiedziałam o co pyta, czy ma namyśli pokój czy to co robi w chwili obecnej, ale tak naprawdę i jedno i drugie podobało mi się bardzo więc nie miało to największego znaczenia.  

  -  Ujdzie – odpowiedziałam złośliwie i wyrwałam się z jego objęć – Powiedz mi Blaine – zaczęłam podchodząc do barku i nalewając nam po szklance rumu.
  -  Tak?  
  -  Co ty mówisz swojej żonie jak znikasz z domu na noc? - spytałam, po czym podałam mu szklankę z trunkiem  
  -  Nic, absolutnie nic, ona nie zadaje pytań. - rzucił po czym upił bardzo spory łyk. Wykrzywił się trochę.  
  -  Może boi się odpowiedzi – powiedziałam zbliżając się znacznie w jego kierunku  
  -  Pewnie tak i się jej nie dziwie. - odpowiedział praktycznie szepcąc mi to zdanie w usta.  - Ty byś się nie bała?  
  -  Widzisz Blaine, ja nie mam takiego problemu, na mnie nikt w domu nie czeka i jakkolwiek to smutno nie brzmi jest to też niezmiernie wygodne – powiedziałam przygryzając lekko dolną wargę.  

B wziął moją szklankę i odłożył obie na szklany stolik stojący przy kanapie. Chwycił mnie w pasie i przyciągnął mocno do siebie, tak, że dokładnie go czułam. Całego jego. Akcja potoczyła się szybciej niż myślałam, zanim zdążyłam się dobrze zastanowić nad tym co się właściwie dzieje już w dzikim amoku ściągaliśmy z siebie ubrania. Cały czas oddając się namiętnym pocałunkom przeszliśmy w kierunku sypialni gubiąc po drodze resztę odzienia. Stając przy łóżku byliśmy już w samej bieliźnie. Blaine siadł na skraju łóżka i zaczął mnie obserwować. Miałam na sobie czarną koronkową bieliznę, delikatnie prześwitującą co zdecydowanie przypadło mu do gustu. Miałam dość mocno opaloną skórę, starałam się żeby była gładka i miałam obsesje na punkcie zapachu mydła i świeżości więc zawsze robiłam wszystko, żeby ten zapach utrzymywał się na mnie jak najdłużej.  
Ja też skorzystałam z okazji i zaczęłam się mu przyglądać. Naprawdę zdziwiło mnie to że jest tak dobrze zbudowany, nie był stary ale bliżej już mu było do 40 niż do 30, miał lekko śniadą skórę, o dziwo nie miał włosów na klacie, w tym momencie wyglądał naprawdę pięknie, tak dojrzale i inaczej.  

  -  Jesteś oszałamiająca – powiedział w końcu przyciągając mnie do siebie. - Uwielbiam na ciebie patrzeć, zawsze lubiłem ale teraz... - urwał  
  -  Wiem. - opowiedziałam krótko po czym pocałowałam go namiętnie – Ja też lubię na ciebie patrzeć.    Jesteś dla mnie czymś nowym. Nowym doświadczeniem. - dokończyłam.  
  -  To znaczy? - Zapytał pomiędzy pocałunkami składanymi na moim podbrzuszu.  
  -  Nigdy nie spotykałam się z mężczyzną o tyle starszym ode mnie a przede wszystkim z takim który ma żonę – odpowiedziałam siadając koło niego.  
  -  Więc zaraz zobaczysz jak to jest – powiedział z dzikim błyskiem o oczach.  

Jego ręce powędrowały w kierunku mojego stanika, z którym poradził sobie bardzo sprawnie, spojrzał na mnie z miną mówiącą 'robiłem to milion razy' po czym zatracił się znowu w moich ustach. A ja w jego, chłonęłam jego zapach, pachniał tak pięknie, nie wiem czy to kwestia perfum które używał czy to był jego naturalny zapach ale był odurzający. Nie dał mi jednak możliwości dłużej nacieszyć się tą chwilą, chwycił mnie mocno za ramiona i usadowił tak że siedziałam na nim okrakiem, czułam jego męskość, widziałam w jego oczach czyste bezczelne pożądanie. Moje włosy delikatnie smyrały jego twarz. Kładąc się w pościeli zatracaliśmy się w sobie coraz bardziej i bardziej. Aż w końcu zatraciliśmy się całkiem ja w nim on we mnie i nie mogę nawet opisać jak bardzo mnie uzupełniał. To doznanie nie równało się z niczym innym, żaden mężczyzna z którym byłam nie był tak doświadczony jak on. Żaden też nie był tak agresywny i brutalny. Ale żaden nie był też jednocześnie tak namiętny i czuły.  

  -  Wszy... stko … okey? - wysapał w końcu kiedy oboje opadliśmy bez sił.
  -  Tak – opowiedziałam po czym delikatnie go pocałowałam i wtuliłam się w jego pierś. Objął mnie ramieniem i mocnej do siebie przyciągnął.  
  -  A jak ci się podobało? - zapytał mimo iż wiedział, że mi się podobało bo na pewno było to słychać.  
Myślę, że czułeś jak mi się podobało a już na pewno wszyscy słyszeli jak mi się podobało, a tobie jak się podobało? - odpowiedziałam jakby od niechcenia  
  -  Seks z 20? Bardzo mi się podobał – puścił mi oko po czym pocałował mnie znowu w usta.  
  -  O jak ja bym chciała mieć znowu 20 lat. - odpowiedziałam po czym ułożyłam się na brzuchu, ręce podłożyłam pod brodę i patrzyłam w jego kierunku. On też zmienił pozycję, położył się bokiem i ręką podparł głowę i wpatrywał się we mnie wytrwale.  
  -  Blaine – powiedziałam słodko i przeciągle.  
  -  Tak?  
  -  Skocz do salony po fajki.  
  -  Ehhh – tylko tyle mi odpowiedział na moją prośbę po czym wstał i poszedł do salonu.  
  -  Nice ass – rzuciłam za nim, obserwując jak schyla się do kieszeni spodni, które leżały na podłodze po paczkę fajek i zapalniczkę.  
  -  Proszę – powiedział podając mi opakowanie. - Jesteś nieznośna wiesz?  
  -  Oj musisz się na to przygotować, bywam nieokrzesana, uparta i bardzo apodyktyczna. Ale na szczęście tylko uprawiasz ze mną seks. - odpowiedziałam zapalając papierosa.  
  -  Myślisz, że któreś z nas się zakocha? - zapytał, odbierając ode mnie paczkę i wyjmując jedną fajkę.  
  -  W kim? - zapytałam zdziwiona i trochę specjalnie udając, że nie wiem co ma na myśli.  
  -  W sobie nawzajem.
  -  Myślę, że jeśli będziemy trzymać się zasad to nie będzie takiego problemu.  
  -  Ale załóżmy... - spytał odwracając się znowu w moim kierunku.  
  -  Okey – westchnęłam- Jeśli bym się w tobie zakochała o ile jestem do tego zdolna to najprawdopodobniej ucięłabym nasz kontakt i znowu zostalibyśmy tylko kolegami z pracy.  
  -  Naprawdę, nie walczyłabyś o mnie?  
  -  Blaine, to że ty wybierasz niszczyć swój związek nie znaczy, że ja chce to zrobić. Nigdy nie chciałabym żebyś zostawił swoją żonę dla mnie. A nawet jeśli byś to zrobił to szczególnie wtedy nie zgodziłabym się na związek.  
  -  Hymm – mruknął – To tak naprawdę jesteś idealnym materiałem na kochankę – odpowiedział.  
  -  Ha – parsknęłam – To samo powiedziałam o tobie dziewczyną.  
  -  Obgadujecie mnie?  
  -  Oczywiście, ciebie się nie da nie obgadywać. - odpowiedziałam, po czym pogładziłam ręką jego włosy. - A ty co byś zrobił jakbyś się we mnie zakochał?  
  -  Sam nie wiem.... Znając twoją odpowiedź to plan zostawienia żony byłby średni więc nie wiem co bym zrobił.  
  -  Więc najlepiej tego nie róbmy. Lepiej dla wszystkich jak będziemy tylko ze sobą spali – odpowiedziałam po czym zwlekłam się z łóżka i ruszyłam do łazienki.  

Woda delikatnie otulała moje ciało, zmywałam z siebie resztki uniesień, było mi tak przyjemnie, mogłabym stąd nie wychodzić. Cudowna była wizja weekendu, wiedziałam już co będę robić a przynajmniej tak myślałam. Kilka do załatwienia spraw na mieście, może jedno albo 2 spotkania ze znajomymi, jakieś zakupy... No ale teraz jest Blaine i nie wiem czy on nie będzie miał jakiś planów albo coś mu się nie przypomni.  

  -  Kąpiesz się? - z pokoju dobiegł zachrypnięty głos.
  -  Nie. Sprawdzam tylko czy im prysznic działa.  
  -  Bardzo śmieszne, mogę wejść? - zawołał. Ale nie czekał na odpowiedź bo zaraz znalazł się w środku i dołączył się do mnie. Lubiłam jego bliskość nawet pod prysznicem. Objął mnie od tyłu i składał pocałunki na moim karku i plecach. Coraz bardziej się rozkręcał.  
  -  Blaine … - powiedziałam cicho i przeciągle – Niezwykle mi się to podoba ale na seks pod prysznicem trochę za wcześnie.  
  -  W ogólnie nie rozumiem o czym mówisz – powiedział kontynuując błądzenie rękoma po moim ciele.  
  -  To, że wszystko ma swój czas i nie zaliczysz każdego miejsca w jedną noc. - powiedziałam stanowczo, odwracając się do niego. Patrzyłam mu głęboko w oczy, dałam buziaka w nos i uciekłam spod prysznica.  
  -  Mayam, nie rób mi tego.  

Nie zwróciłam uwagi na to zawołanie, chwyciłam ręcznik hotelowy owinęłam się nim i ruszyłam w kierunku baru i mini lodówki hotelowej. Mieli niewielki wręcz marny wybór przekąsek, a o czymś normalnym do jedzenia to mogłam sobie tylko pomarzyć.  

  -  Room service czy wychodzimy na miasto? - krzyknęłam niepotrzebnie bo B właśnie wchodził do salonu.
  -  Mam ochotę na maka, ale bezpieczniej będzie zamówić coś tutaj  
  -  Słusznie – przytaknęłam.  

Za 20 min przyszedł lokaj z naszą kolacją. Też nie było w czym przebierać ale lepsze to niż nic, bo aż skręcało mnie z głodu. Szybko zabrałam się do jedzenia. Blaine patrzył się na mnie po czym zaśmiał się pod nosem.  

  -  Co? - spytałam odrywając się od jedzenia
  -  Musisz być bardzo głodna  
  -  Jestem, spaliłam dużo kalorii – puściłam do niego oko.  

Przez chwilę spożywaliśmy posiłek w milczeniu, w tle leciała muzyka, którą załączyliśmy na bezprzewodowych głośnikach. Ciszę zmąciły wibrację telefonu. Oboje w tym samym czasie zerwaliśmy się zobaczyć kogo to telefon i kto dzwoni. To był telefon Blaine'a. B wziął telefon do ręki po czym z powrotem odłożył na stolik i jadł dalej. Zerknęłam na ekran, to była Veronica. Nie zdziwiło mnie, że dzwoni, zdziwiło mnie, że nie chce odebrać.  

  -  Nie odbierzesz?
  -  Nie. - powiedział krótko i stanowczo  
  -  Chyba będziesz miał mniejsze kłopoty jak odbierzesz.  
  -  Jakie kurwa kłopoty? Nic jej nie będzie i mnie też – warknął  
  -  A może coś się stało? - nie dawałam za wygraną.  
  -  Nie wierzę, że moja kochanka namawia mnie do odebrania telefonu od żony. - powiedział po czym chwycił za telefon.  
  - Tak? - zapytał do słuchawki – Ale poczekaj, powoli, co się stało? I gdzie jesteście? Ale co się stało? - zadawał pytania dość mocno zdenerwowany i nie siedział już spokojnie na kanapie tylko zaczął chodzić wkurzony po pokoju. Obserwowałam go i próbowałam odczytać o co chodzi.  
  - Dobra,uspokój się,  już jadę.... Veronica nie ważne gdzie jestem ważne, że zaraz będę. - powiedział po czym się rozłączył.  
  - Co się stało? - zapytałam zaciekawiona i trochę też zdenerwowana  
- Sam nie wiem do końca, Drew miał jakiś wypadek, nie wiem o co chodzi, bo ona jest panikarą więc nic nie zrozumiałem z tej paplaniny.  

Spojrzałam na niego wymownie bo nie miałam pojęcia o kim mówi.  

  -  Drew to mój starszy syn. Przepraszam cię ale naprawdę muszę jechać. Wiem wyszło kijowo, ale wynagrodzę ci to jakoś.
  -  Nie przejmuj się, ja akurat rozumiem, że masz obowiązki poza mną. Leć poradzę sobie.  
  - Dziękuję ci, jesteś cudowna – uklęk przy mnie na kanapie po czym mocno i namiętnie mnie pocałował.  
  - Bądź grzeczna – rzucił zalotnie na pożegnanie z szyderczym uśmiechem, po czym wyszedł szybkim krokiem z pokoju.

Imaginaryartist

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2926 słów i 15737 znaków.

3 komentarze

 
  • Iga

    Pisz dalej 😊

  • andzius16

    Kiedy kolejna część?  😊😊

  • szaramyszka

    👍