Zlecenie na romans (3)

Szybko znaleźliśmy się w środku, trochę zdezorientowana szukałam ustronnego miejsca cały czas trzymając go za rękę i prowadząc za sobą. Zauważył moją konsternację, chwycił mnie za drugą rękę i teraz to on mnie prowadził. Odwrócił się do mnie spojrzał z błyskiem w oku i z pogardliwym uśmieszkiem.  

  - Łazienka to średni pomysł ale wiem gdzie iść – szepnął, po czym ścisnął moją rękę mocnej i pociągnął w głąb sali w kierunku zaplecza, a przynajmniej tak mi się wydawało. Przy barze kiwnął na kelnera, który spojrzał na nas, potem na niego po czym sięgnął po klucz wiszący na jednej belce przy barze i wręczył go Blaine'owi.
  - Co się tu odpierdala?- spytałam łapiąc go za ramię i trochę go hamując.  
  - Cii, to nie jest aż tak podejrzane jak ci się wydaję, mają tu po prostu prywatną sale na 'imprezy' a że mnie tu znają to mam do niej dostęp.  
  - Faktycznie, to mnie naprawdę kurwa uspokaja – warknęłam i w sumie chciałam się wyrwać z uścisku jego dłoni ale nie miałam na tyle sił im bardziej próbowałam tym bardziej mnie  
trzymał.  

  Ciągle trzymając moją rękę otworzył drzwi, które znajdowały się na końcu sali zaraz przy toaletach, które w tym momencie wydawały mi się o wiele bezpieczniejsze romantyczniejsze i lepsze niż cokolwiek było za tymi drzwiami. Wepchnął mnie do środka i zamknął za sobą drzwi na klucz.  
Moim oczom ukazał się faktycznie salon który wydawał się prywatną salą przygotowaną na imprezy różnego typu, gdzie nie gdzie wisiały ozdoby prawdopodobnie z wieczoru panieńskiego który się tam odbywał, po podłodze walały się sflaczałe już balony, na ramkach i oknach zwisały smutne serpentyny. Pokój okalało fioletowe przygaszone światło, duże arkadowe okna zakryte były czarnymi roletami, ściana powleczona była elegancką czarno złotą tapetą. Sprawiało to wrażenie kiczu ale było w tym coś urokliwego. Więc może faktycznie przesadzałam? To była normalna sala, normalna prywatna sala ale czemu ma do niej dostęp?  

  - Jakim cudem cię tu wpuszczają od tak? - zapytałam naprawdę zaciekawiona.
  - Zdecydowanie za dużo gadasz Maya – warknął na mnie po czym przyparł mnie do ściany przy drzwiach.

  Czułam ciężar jego ciała na sobie, mogłam zobaczyć każdą zmarszczkę na jego twarzy i każdą napiętą żyłkę z ekscytacji. Patrzyłam głęboko w jego ciemne zielone oczy, miał naprawdę piękne oczy. I tak pięknie pachniał.  
  Jedną ręką chwycił mnie w tali, drugą rękę oparł na mojej twarzy, zdążyłam jeszcze dostrzec ten zwierzęcy błysk w oku zanim nasze usta się złączyły w namiętnym długim pocałunku. Moje palce zagłębiły się w jego dość krótkich czarnych włosach. Cudownie całował, z jednej strony z doświadczeniem jakby robił to co noc, z drugiej strony jakby z takim oddaniem i wytęsknieniem jakby nie całował się od wieków.  
  Cały czas się całując zbliżyliśmy się do kanapy, która stała przy jednym z okien, Blaine odrywając swoje usta od moich, delikatnie usadził mnie na sofie po czym sam usiadł obok. Począł składać pocałunki na mojej szyi, zbliżając się powoli do dekoltu. Odrzuciłam głowę do tyłu, dając mu lepszy dostęp, rękami zaczął zsuwać kurtkę z moich ramion. W moich myślach krążyły rożne myśli, wiedziałam, że nie chciałam zrobić tego teraz tutaj ale z drugiej strony nie mogłam się oprzeć pokusie. Wyglądał w tym świetle naprawdę dobrze, wcześniej nie spotykałam się z tak dojrzałymi mężczyznami jednak ten uwiódł mnie całkiem, swoją bezczelnością, gówniarstwem i chyba byciem po prostu bardzo innym. Tknięta tymi przemyśleniami zagłębiłam ręce pod jego koszulkę dotykając gorącego i o dziwo umięśnionego brzucha. Tego się nie spodziewałam. Ale to jeszcze bardziej podkręciło moje żądze. Wykonałam ruch, który miał na celu zrzucenie z niego odzienia. Jednak w tej chwili on wycofał się jak wypłoszone zwierze. Nie wiedziałam co się stało, patrzyliśmy na siebie chwilę, ja na niego z konsternacją on na mnie... nawet nie wiem w czym w oczach. Nagle wstał podając rękę podniósł mnie z kanapy. Podał kurtkę.  

  - Przepraszam Mayam, nie mogę. - powiedział i słychać było w jego głosie nutkę rozczarowania i czegoś jeszcze czego nie mogłam określić.
Nie wiedziałam co mam powiedzieć, a tym bardziej co ze sobą zrobić, najlepszym pomysłem jaki przyszedł mi do głowy było zwiać stamtąd jak najszybciej jak najdalej i nawet nie chciałam myśleć o tym co będzie w pracy.  

  - Poczekaj, odwiozę cię i tak przegrałem tą głupią grę – rzucił za mną widząc, że udaję się do drzwi.
  - Zamówię taksówkę, i nie przegrałeś byliśmy po równo. - powiedziałam przełykając głośno ślinę i dławiąc uczucie rozczarowania i upokorzenia. Przekręcając klamkę otworzyłam drzwi i jak najszybciej tylko mogłam wyszłam z lokalu.  

Całą drogę powrotną zastanawiałam się nad tym czy jestem wściekła i chce go zabić czy jestem rozczarowana i chcę się schować do szafy i nigdy już z niej nie wychodzić.  
- Jak on mi mógł to zrobić, naprawdę ze wszystkich scenariuszy tego akurat się nie spodziewałam. Chodziło o mnie? Czy ja zrobiłam coś złego? Może ma jakiś problem z rozbieraniem się. O co mu kurwa mogło chodzić. Cholerny typ, przecież mogłam się spodziewać, że tacy kolesie tak postępują. Najpierw wszystko super ale ogólnie największą frajdą jest upokarzanie i satysfakcja z tego, że laska coś chciała i tego nie dostała. Zamorduje gnojka w robocie.  
Mówiłam to wszystko do siebie będąc już w domu i bez powodzenia szukając otwieracza do piwa, na które nabrałam okropną ochotę. Znajdując go w końcu na podłodze przy lodówce, rozsiadłam się na kanapie w salonie i coraz to różniejsze scenariusze układały mi się w głowie, co z nim zrobię jaką karę poniesie za to co zrobił, a może jeszcze lepiej pójdę do jego żony i powiem mu, że ją zdradza. Wypiłam klika łyków. Położyłam butelkę na szklanym stoliku, ręce położyłam na głowę i wzięłam głęboki oddech.  
- On nie jest tego wart – pomyślałam – Po prostu go olej, nikt tego nie widział nikt o tym nie wie i tak niech zostanie, po prostu nie daj po sobie poznać, że jakkolwiek cię to obeszło. Ignoruj go to będzie dla niego największa kara.

   Tak jak pomyślałam tak też zrobiłam następnego dnia w pracy. Dodatkowo stwierdziłam, że nie dam mu tak łatwo o sobie zapomnieć i o tym co stracił, ubrałam się wedle życzenia z zakładu. Krótka obcisła czarna spódniczka, do tego biała aksamitna bluzka na ramiączkach z głębokim dekoltem, czarne sandałki na wysokim obcasie. Nawet pokusiłam się o czerwoną szminkę, włosy dokładnie wyprostowałam, założyłam najlepsze złote kolczyki. Czułam się jak gwiazda filmowa, gdyby mi puścić do tego jakąś hollywoodzką muzykę w tle jak wchodziłam do biura to była by cudowna scena. Ruszyłam prosto do naszego pokoju, czułam na sobie wzrok każdego kto był akurat w sekretariacie, może trochę przesadziłam? Na pewno było mnie jeszcze długo czuć, bo wypsikałam się perfumami jak głupia. Tak właśnie wygląda nie przejmowanie się w dobrym stylu. Z jednej strony chciałam go spotkać i utrzeć mu nosa za to co mi zrobił, a z drugiej najlepiej byłoby jakbyśmy się dzisiaj nie widzieli. Zabrałam się do pracy jakby nigdy nic. Próbowałam zagłębić się w robocie, żeby nie myśleć o spotkaniu, ale jednak to 'zgłębianie się' nie trwało zbyt długo bo nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że ktoś cały czas na mnie spogląda. I tak faktycznie jeśli nie Alex to Kate co chwile na mnie spoglądały, uśmiechały się po czym wracały znowu do pracy nic nie mówiąc. W końcu nie wytrzymałam.  

- Co jest?- warknęłam.
- Oj, nic, po prostu... wyglądasz inaczej... - powiedziała z dzikim uśmieszkiem Alex
- Nie rozumiem.  
- No tak uwodzicielsko, jakaś randka się szykuje? - zaszczebiotała Kate  
- Oh dziewczyny nie macie lepszych rzeczy do roboty? Nie, nie szykuję się randka, ubrałam się tak pięknie dla was – odpowiedziałam sarkastycznie, też po to żeby zeszły z tematu i dały mi żyć.  
  - Widzisz Alex, czyli randka.- powiedziała stanowczo Kate.  
  - Z kim?- ciągnęła mnie za język Alex.  
  - Z nikim, nie idę na randkę. - odpowiedziałam starając się uciąć tą niedorzeczną rozmowę.  

Czyli jednak zbyt wyzywająco, tego nie przemyślałam, tego że ktoś się zainteresuje tym jak wyglądam, zwykle się ubieram ładnie i elegancko ale musiało być w tym wszystkim coś jeszcze co dziewczyny wyczuły i nie mając pojęcia co mnie wczoraj spotkało założyły najbardziej prawdopodobną opcje.  

- Nie chcesz mówić to nie – westchnęła Alex, po czym specjalnie szepnęła na ucho Kate patrząc się prosto na mnie.
- Wiesz A, że to na mnie w ogóle nie działa, nigdy. Nie powiem wam bo z nikim się nie widzę.
- Jak chcesz – parsknęła Kate i obie wróciły do pracy.  

Do godziny 13 miałam święty spokój, prawie niczym nie zmącona cisza, tylko muzyka kawa i praca, czyli to co właściwie lubiłam najbardziej. I było by tak pięknie pewnie do końca gdyby nie gwiazda, która bezkarnie przylazła zepsuć mi humor.  

- No dzień dobry jak się mają moje dziewczynki? - powiedział nadmiernie zadowolony Blaine.

  Rozejrzał się po pokoju, aby każdej chwilę się przyjrzeć, w tym mi i gdyby nie to, że nie chciał, żeby dziewczyny coś wyczuły to wiem, że patrzyłby się na mnie o wiele dużej. Mimo to zdążył zmierzyć mnie wzrokiem od góry do dołu. Najpierw się dziwnie skrzywił, ale zaraz kącik ust podniósł mu się w dziwnym uśmiechu. Podszedł do Alex, z którą oczywiście miał najlepszy kontakt oparł rękę na jej fotelu i czekał na odpowiedź.  

- Dobrze, jak zawsze B, zawsze przecież luz bez stresu i bez pośpiechu i bez pracy – powiedziała Alex nie odrywając się od pracy.
- Czyli mam rozumieć, że po staremu, to nie dobrze to nudy a ja tu przyszedłem po jakieś gorące ploteczki, może jakieś sex story z zacisza domowego albo jakieś newsy, a tak to nie wiem po co tu przyszedłem w sumie... a już wiem dobra jednak miałem sprawę do ciebie A.-
Nachylił się do Alex i zaczął pokazywać jej coś przy komputerze.  

Jak mnie irytowała ta jego nonszalancja, jakby wczorajszy wieczór w ogóle się nie wydarzył. Wzbierało coś we mnie i bardzo się powstrzymywałam żeby czegoś mu nie powiedzieć im czegoś nie powiedzieć.  

- No to już wiesz o co mi chodzi? Będzie zrobione? - spytał się Alex, po czym bezczelnie spojrzał na mnie i przysunął się do A – A ta co się dzisiaj tak wystroiła, co?  
  - Ma randkę, ale twierdzi że nie ma, w sensie nie chce nam po prostu powiedzieć kto to.  
Tego było już za wiele, jak on śmiał, tak bezczelnie, tak bez ogródek. Chcesz tak grać Blaine nie ma sprawy, tylko jeszcze nie wiem jak bardzo tego pożałujesz.  

- W sumie to okej powiem wam, wychodzę z kimś i będzie to koleś który sprosta moim oczekiwaniom i który nigdy ale to nigdy nie zrezygnowałby ze spotkania ze mną. A teraz wybaczcie ale idę jeść. - odparłam ze złośliwym uśmieszkiem nie odrywając wzroku od Blaine.

Szczerze mówiąc to nie wiem czy wiedział, że blefuję, miał minę jakby się trochę tym przejął, jakby nie do końca wiedział czy mówię prawdę czy nie. W sumie nie miało to dla mnie znaczenia, robił wszystko, żeby mnie upokorzyć, nie przed ludźmi bo nikt nie wiedział o tym co się stało ale jednak robił wszystko, żeby mnie to bardzo zabolało. Wzięłam obiad i ruszyłam do kuchni.  
Było tam cicho i spokojnie, mogłam pobyć chwilę sama, znowu było cholernie duszno, ale zjeść musiałam i bardzo nie chciałam wracać do biura puki on tam był. Jedzenie w mikrofali grzało się niemiłosiernie długo. Zastanawiałam się jak mu odpłacić za nadobne, bo olewanie teraz już nie wchodziło w grę po tym jak się zachował. Musiałam coś zrobić. Dalej rozmyślając nad zemstą, zaczęłam spożywać posiłek.  
Jakby tu gnojka załatwić – moja fantazja prowadziła mnie w bardzo mroczne miejsca. Zastanawiałam się nad tym dlaczego tak bardzo mi na tym zależy, bo skoro się aż tak chce zemścić to aż tak musi mi zależeć. Może to było spełnienie moich fantazji, pamiętam, że jako nastolatka miałam ogromnego crusha na punkcie Gordona Ramsaya i pasowało mi to do tej sytuacji. Sporo starszy dojrzały mężczyzna – przynajmniej wiekowo, z ostrym wyszczekanym charakterem. Może to był powód tego uczucia, a może to, że chciałam coś mieć a tego nie dostałam i to jeszcze w najgorszy możliwy sposób. Z rozmyślań wyrwało mnie dynamiczne otwarcie drzwi. Do kuchni wszedł nie kto inny jak tylko On, Pan 'chcę cię ale cię nie wezmę'. Przewróciłam oczami i westchnęłam głęboko, zaczęłam się zbierać do wyjścia. On zamykając drzwi stanął przy nich tak, że nie miałam drogi ucieczki. Wyrzuciłam resztki do kosza i bardzo przytłoczona zaistniałą sytuacją zbliżyłam się do wyjścia. Atmosfera momentalnie zrobiła się gęstsza, napięcie między nami wcale się nie zmniejszyło. Mimo to nie mogłam go mieć więc próbowałam wyjść i uciec przed tymi uczuciami.  

- Przepraszam – powiedziałam stanowczo mimo iż wiedziałam, że i tak mnie nie wypuści.
- Porozmawiajmy – powiedział potulnie.  
- Nie, zejdź mi z drogi – warknęłam ostrzegawczo.  
- Siadaj, porozmawiamy.  
- Nie mamy o czym rozmawiać. Nie ma tematu Blaine rozumiesz?  
- Naprawdę się z kimś widzisz dzisiaj? - zapytał z nutką irytacji w głosie.  
- Jezuuu Blaine – przewróciłam oczami – Naprawdę myślę, że to nie jest twoja sprawa jakie to ma w ogóle dla ciebie znaczenie?  
- Ma do cholery. Ty masz dla mnie znaczenie. - warknął  
- Ta, jakoś wczoraj ci coś nie pykło z okazaniem tego ani dzisiaj w biurze. Zresztą Blaine ja nic od ciebie nie chce.
- Wczoraj chciałaś i wiem nawet co.  
- Ale ty nie chciałeś, więc naprawdę nie mamy o czym rozmawiać. - odszczekałam i teraz już zaczęłam się przez niego wręcz przedzierać do tych cholernych drzwi.  
- Chciałem. - odparł takim głosem, że przez całe moje ciało przeszły ciary.  
Chwycił mnie za ramiona i odsunął od drzwi, sam też od nich odszedł kilka kroków. Staliśmy mniej więcej na środku kuchni. Patrzył mi głęboko w oczy, był bardzo blisko, znowu czułam jego zapach, jego oddech.  

- To dlaczego tego nie zrobiłeś – wyszczałam przez zaciśnięte zęby.
- Bo przez chwilę próbowałam się opamiętać i spróbować nie zdradzać znowu kobiety z którą mam dzieci i z którą mieszkam.  
- No i znowu to robisz Blaine... - powiedziałam szorstko.  
- Pozwól mi skończyć kobieto. - powiedział po czym oparł się o jeden z blatów – Ale wcale to nie okazało się dobrą decyzją bo i tak jedyne co robiłem w drodze powrotnej do domu, w samym domu w pracy od samego rana to fantazjowanie o tobie. O niczym innym nie myślę i aż mnie piecze w środku ze złości, że mogłem cię mieć i zrezygnowałem.  
- I dobrze, powinna cię jeszcze piec dupa od kopa ode mnie i od żony – powiedziałam naburmuszona, ale podobały mi się słowa, które usłyszałam. Zrozumiał chyba, że powiedziałam to pół żartem pół serio, bo uśmiechnął się znowu jak nastolatek zadziornie i ekscytacją w oczach.  
- Wolę klapsy – zaśmiał się łagodnie – Wiem, że masz dużo na głowie tyle pracy i mało czasu ale mam dla ciebie bardzo ważne zlecenie. - powiedział poważnie, na tyle poważnie, że miałam wątpliwości czy dalej jesteśmy w temacie tego co jest między nami czy przypadkiem nie zeszliśmy na temat faktycznej pracy.  
- Jakie? - zapytałam z konsternacją w głosie i w oczach.  
- Wyślę ci maila – znowu uśmiechnął się złośliwie, chwycił za ramiona i pocałował delikatnie. - Chodź  

Wyszliśmy z kuchni jak gdyby nigdy nic, każde rozeszło się w swoją stronę. Ja wróciłam do pracy. Za parę minut faktycznie dostałam maila.  

Nadawca: Blaine Hansen  
Adresat: Maya Maron  

Temat; Zlecenie na romans.

Imaginaryartist

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 3061 słów i 16252 znaków, zaktualizowała 14 sie 2018.

1 komentarz

 
  • blondeme99

    Intrygujące  :eek:  ;)