Zlecenie na romans (1)

W kuchni jak zawsze był zaduch, nie wiem co za idiota wymyślił na takie małe pomieszczenie w którym i kawa i jedzenie i dużo ludzi naraz takie małe okienko, które powietrza ani światła i tak nie wpuszcza wystarczająco.  
   Nie przeszkadzało mi to jednak w siedzeniu w niej w jeansowej kurtce, tak już mam, że nawet jak mi jest za ciepło to nie chce mi się czegoś ściągać. A może jest to bardziej psychologiczne, może ja po prostu nie umiem zmieniać zdania i jak już postanowiłam coś ubrać to nie chce tego zdejmować?  

    - Nie jest ci za ciepło? - Spytał wchodząc do pomieszczenia.  
   - Jest. - odpowiedziałam poważnie i wiedziałam, że ta wymiana zdań była by bez sensu jakbym miała mu tłumaczyć czemu w gorącym pomieszczeniu siedzę w kurtce, nie miało też to większego znaczenia.  

   Akurat kończyłam mój obiad, obserwowałam go w lustrze, które rozciągało się nad blatem. Nie był typem faceta, którym normalnie byłabym zainteresowana. Był niewysoki, nawet dobrze zbudowany, miał ciemne włosy i bardzo ciekawy typ urody, ale przede wszystkim był starszy ode mnie o co najmniej 12 lat. Obrączkę nosił na lewej ręce co zawsze mnie intrygowało. Stał przy kuchennym blacie i czekał aż zagotuję się woda, zobaczył, że mu się przyglądam więc szybko odwróciłam wzrok i zaczęłam zbierać się do wyjścia. Wychodząc zauważyłam jak mierzy mnie wzrokiem, nie przeszkadzało mi to ale nie wywierało to na mnie w tym momencie też żadnego wrażenia.  
   Mogłam się mu podobać, byłam młoda i w miarę atrakcyjna, do biura zawsze starłam się ubierać elegancko tego dnia miałam na sobie czarną krótką przylegającą sukienkę, bardzo ją lubiłam, miała dekolt w serek i mimo, że była bardzo zwyczajna, bardzo dobrze w niej wyglądałam, do tego ta cholerna kurtka, w której faktycznie było mi za ciepło w kuchni ale za to w samym biurze było idealnie. Siadając do biurka zdjęłam moje kremowe szpilki i wsunęłam je pod biurko. Chwila relaksu dla stóp, głęboki wdech i czas zabierać się za maile. 145 maili do przeczytania, może ze 20 nieodebranych połączeń i masę niepozamykanych spraw które trzeba wyjaśnić ogarnąć i doprowadzić do końca.  
   Żadnej z nas w tym czasie nie było łatwo, był sezon co przekładało się na natłok pracy. Pracowałam w tym biurze stosunkowo od niedawna, miałam już własnych klientów i przydzielone zadania jednak czasami brakowało mi potrzebnej wiedzy.  
   Związałam dość krótkie blond włosy, założyłam okulary na nos i rzuciłam się w wir pracy. Było przyjemnie chłodno zupełnie inaczej niż na dworze gdzie temperatura sięgała 40 stopni, powietrze na zewnątrz było tak gorące, że można było obserwować jak się porusza tak jak to widać przy palącym się ognisku. Przez muzykę, która grała mi w słuchawkach przebijały się dźwięki nieodebranych telefonów i czasami głośny spontaniczny śmiech koleżanek, które albo śmiały się z opowiadanych zdarzeń, albo z przemęczenia i irytujących klientów.  
    Dochodziła 15, widziałam, że dzisiaj nie dokończę wszystkiego a bardzo chciałam wyjść do domu, pobyć sama w moim mieszkaniu, może pooglądać jakiś serial na netflixie odprężyć się byłam naprawdę zmęczona. A na dodatek miałam zepsuty samochód i do domu musiałam się tłuc autobusem co jeszcze bardziej sprawiało, że chciałam się urwać stąd jak najszybciej.  

   - Hej Maya, jak chcesz to mogę cię dzisiaj zgarnąć.- powiedziała Alex wyrywając mnie z rozmyślań, zupełnie jakby czytała mi w myślach. Ale nie chciałam się narzucać.
   - Dzięki kochana, ale dobrze wiem, że to absolutnie nie w twoim kierunku. Nie ma problemu pojadę miejskim diliżansem – uśmiechnęłam się do niej, rzadko się uśmiecham ale chociaż tak jej podziękowałam za pomoc. Nie lubię być stawiana w sytuacji w której czuję się jak ofiara, w miejscu gdzie ktoś musi mi pomóc. Chociaż czasami nienawidzę się za tą dumę bo naprawdę wolałabym być w domu szybciej i wygodniej.  
  - Jak chcesz, ale pamiętaj, że zawsze możesz liczyć i jak zmienisz zdanie do wal śmiało – odwzajemniła uśmiech i wróciła do pracy.  

   Minuty zaczęły jakoś wolniej płynąć, niby było tak blisko tej 16 godziny mimo to miałam wrażenie, że wskazówki zegara przestały się poruszać. W te upalne dni jakoś mało rozmawiamy, a raczej one, bo ja zwykle mało się odzywam, nie lubię odrywać się od pracy, ale jestem też bardzo skrytą osobą i nie lubię się wypowiadać. Zresztą nie miałam za dużo do powiedzenia kiedy tematy głównie skupiały się na dzieciach i mężach i domach i sprzątaniu i gotowaniu. Ja ani jednego ani drugiego nie miałam, nie dlatego, że nie mogłam tylko dlatego, że nie chciałam. Dlatego tak często milczałam kiedy one rozmawiały. Jedyne o czym potrafiłam z nimi rozmawiać to o przygodach które kiedyś one miały a ja mam obecnie, albo o jakiś bezczelnych i sprośnych fantazjach.  
   Znowu przez muzykę przebił się śmiech moich koleżanek tym razem jednak ściągnęłam słuchawki żeby chociaż podsłuchać o czym rozmawiają.  
    
     - A tutaj co tak wesoło? Za mało pracy macie? - nie oczekiwanie do biura wparował ten sam facet z którym miałam spotkanie w kuchni, miał na imię Blaine, lubił wpadać i przeszkadzać nam w pracy zarzucając strasznie zboczonymi tekstami. Człowiek genialny, umiał w każdym zdaniu w każdym prawie słowie znaleźć podtekst, czasami było to śmieszne czasami znośne a czasami żałosne, wszystko zależało od dnia i godziny. Przywykłam nie odpowiadać ani nie wcinać się w rozmowę byłam tą, która obserwuje wszystko z boku może dlatego wytworzyło się między nami takie napięcie może myślał że go oceniam?  
    
    -Jasne, że za mało, przecież nic tylko siedzimy i kawę pijemy nie widzisz? A ty co nic do roboty nie masz?- odpowiedziała nawet zbyt wesoło Alex  
   -Nie no mam coś mam, ale przyszedłem oczy nacieszyć, bo mi tam smutno samemu, nie ma Martina to nie ma nawet do kogo gęby otworzyć.  
   - Mówię ci Blaine, jestem taka zmęczona, że ledwo już żyje, czy ty widzisz co tutaj się odpierdala widziałeś jak wyglądają te skrzynki to jest chore, wiesz co ja bym się najchętniej walnęła tam na tą twoją sofę i kimnęła. - odpowiedziała. To prawda nigdy nie zdarzyło mi się być w biurze Blaine'a, jeśli coś od niego potrzebowałam to głównie kontaktowaliśmy się mailowo lub on przychodził do nas, ale nie wpadłabym na to że mają w pokoju sofę, czemu my nie mamy kanapy?  
  - A bardzo proszę zapraszam, jakiś się koc znajdzie, chyba, że potrzebujesz jakiegoś faceta do przytulenia to wtedy też się coś wymyśli- roześmiał się głośno jakby nie wiadomo jak śmieszna była ta wypowiedź, mówiąc to zdanie widziałam, że na mnie spogląda, ja przewróciłam tylko oczami bo ten żart był akurat bardziej z tych żałosnych. Ale Alex umiała z nim żartować, umiała się dopasować do jego poczucia humoru.  
   -A no wiesz co w sumie tak, ten mój stary to już nie to, trzeba by było sobie znaleźć jakiegoś kochanka do zaspokajania potrzeb. - odpowiedziała oczywiście żartobliwie bo kto jak kto ale ona mimo że nie znałam jej jeszcze aż tak dobrze to wiedziałam że nie zdradziła by swojego męża.  
  - A nie pitol, z kochankami to same problemy potem jeszcze się taki przyczepi i nie będzie chciał puścić i co potem zrobisz. Bez sensu. - mówiąc to znowu spojrzał na mnie jakby chciał mi coś tym przekazać, chociaż w tamtej chwili nie bardzo rozumiałam co może mieć na myśli. Przez moje 6 miesięcy pracy tam oprócz maili związanych z pracą zamieniliśmy ze sobą może całe 3 zdania. Nie był typem faceta, którym byłabym zainteresowana w jakimkolwiek stopniu. Chociaż muszę przyznać, że ta jego pewność siebie i to w jaki sposób łapał kontakt z dziewczynami było całkiem atrakcyjne, oczywiście w pewnym stopniu.  

  - A może byś Blaine wracał do pracy co? - odezwała się w końcu Kate, która była jeszcze większą pracoholiczką ode mnie i wiem jak bardzo irytowało ją trajkotanie tej dwójki. Blaine usunął się szybko z biura, jeszcze rzucił na szybko, że kanapa wolna i że wszystkie jesteśmy mile widziane po czym znowu zmierzył mnie wzrokiem i wyszedł.  

   - Eh niewyżyty jest ten facet – zaśmiała się Kate odrywając wzrok od monitora.  
   - Ja się w sumie nie dziwie, podobno ta jego żona to straszna baba jest – powiedziała z ciszonym głosem Alex. - A ty co myślisz o Blaineie, Maym?
   - Że jest babiarz, niezależnie od tego ile daje mu jego baba...- rzuciłam nonszalancko. To był właśnie ten typ faceta, który cię irytuje do granic możliwości jest jak nastolatek a jednocześnie sprawia to, że jest intrygujący i zaczyna ci się w pewnym sensie podobać.  
   - Gdybym ja nie miała męża a on nie byłby żonaty to bym się za niego wzięła- powiedziała znowu prawie szeptem Alex przybliżając się do nas.  
   - No co ty A – parsknęła śmiechem Kate – naprawdę?  
   - Naprawdę dziewczyny nie widzicie, on jest w sumie atrakcyjny, może nie całkiem z wyglądu, ale ta charyzma...
   - Tak i tutaj się mogę z tobą zgodzić, ma coś w sobie, ale nie przekonuje mnie to do bycia z nim w związku...
   - Bo to jest właśnie idealny materiał na kochanka – wtrąciłam w końcu. Dziewczyny zaśmiały się przyjmując moje zdanie jako żart i dobrze bo to w pewnym sensie był żart, chociaż może nie do końca?  

   Na szczęście wybiła 16, udałam się na przystanek, dalej było nieznośnie gorąco, było cicho, nasze biuro mieściło się poza miastem, ten biurowiec wyglądał wręcz śmiesznie ponieważ w okolicy nie było za wiele budynków handlowych czy biurowych. Jeden wysoki budynek pośrodku właściwie niczego. Stojąc na przystanku odpaliłam papierosa, nie miałam pojęcia o której przyjedzie autobus, rzędy aut mnie mijały, lubię wpatrywać się w ludzi, którzy nimi jadą. Głupie baby które malują oczy maskarą na światłach i tych wściekłych facetów, którzy rozmawiają na słuchawce ze swoimi żonami. Albo tych gówniarzy, którzy na maxa puszczają rapsy na głośnikach i myślą, że są tacy cool. Stałam tak może 10 minut wpatrując w te samochody gdy jeden z nich niebieska Skoda Karoq podjechała na przystanek.  

  - Wsiadaj – powiedział otwierając mi drzwi- podwiozę cię.  
  - Nie, dzięki – uśmiechnęłam się grzecznie, bo na pewno nie szczerze.
  - Nie wygłupiaj się tylko wsiadaj- powiedział ostro. Na pewno nie tonem jaki powinien ale nie chciało mi się z nim kłócić i bardzo chciałam być już w domu.  
Wsiadłam więc, zapięłam pasy i odjechaliśmy. Jego samochód pachniał nowością i był bardzo czysty więc albo jest nowy albo bardzo mu się nudzi po pracy. Rzadko bywaliśmy sam na sam oprócz tych kilku razy w kuchni. Więc nawet nie za bardzo widziałam jak mam się zachować.  

- Strasznie sterylnie masz tu w środku, nowe auto? - zapytałam bo nie bardzo widziałam co innego mam zrobić, a cisza na tym etapie znajomości była drażniąco krępująca.
- Nie, mam je od 3 lat, ale wole spędzać czas w nim niż w domu.  
- Czyli typowy maniak samochodów – odpowiedziałam, ale pamiętałam o tym co mówiły mi dziewczyny ale nie miałam zamiaru się wypytywać o jego życie prywatne.  
  - Można to o mnie powiedzieć, lubię dbać o rzeczy i nie tylko o rzeczy, na przykład o was w biurze, żebyście się nie nudziły i żeby nie było za smutno i za przyzwoicie.  
  - Oh jak my ci wielce za to dziękujemy, co my byśmy bez ciebie zrobiły?  
  - Zawsze taka sarkastyczna jesteś? - odpowiedział, staliśmy właśnie na światłach, przed nami było jakieś jeszcze 15 minut drogi, przynajmniej do tego miejsca gdzie mieszkałam.  
  - Sarkazm to moje drugie imię i tego powinieneś się ode mnie już dawno nauczyć  
  - Kiedy? Jak ty się praktycznie nigdy nie odzywasz.  
  - Masz mnie i to teraz? Jak ja z tego wybrnę, co ja teraz biedna zrobię?  
  - I znowu ten sarkazm, jednak jesteś zabawna chociaż nie wierzyłem dziewczyną. Wiesz co jest taka tradycja, że nowych pracowników zabiera się na drinka żeby się lepiej poznać a że nie było wcześniej okazji bo wszyscy się ciebie bali i nikt nie widział czy kiedykolwiek z kimkolwiek porozmawiasz to pojedziemy teraz, co ty na to?  
  - Okey, wiesz co niech ci będzie. Przynajmniej będziesz mógł powiedzieć kolegom, że nie gryzę jak nie chce i umiem mówić.  

Szczerze nie spodziewałam się takiego obrotu spraw ale bardzo dobrze mi się z nim rozmawiało o dziwo bardzo dobrze i coraz bardziej zaczynał mi się podobać.

Imaginaryartist

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2394 słów i 12671 znaków, zaktualizowała 18 cze 2019.

1 komentarz

 
  • Gghgg

    Wróciłaś z nowym opowiadaniem :) to mi się podoba