To tylko wakacje cz.3

Właśnie siedzę w wielkim pokoju, w apartamentowcu, który opłacił nam tata Emmy. Niby są trzy pokoje, dla każdej z nas osobny, ale są na tyle duże, ze postanowiłyśmy spać wszystkie w jednym.
     Kiedy wchodzi się do apartamentu wszystko wygląda jak z filmu hollywoodzkiego. Kuchnia jest połączona z salonem, a naprzeciw wejścia są piękne szklane schody, a podłoga była obłożona kafelkami. Okna są na całej ścianie w salonie, dzięki nim mieszkanie wydaje się znacznie większe. Kuchnia została wyposażona w najnowsze urządzenia, od ekspresu do kawy po maszynę do lodów. Cały parter był utrzymany w bieli i błękicie. Kiedy wchodziło się na górę barwy zaczęły się zmieniać, ściany korytarza zostały obłożone kamieniarką, a podłoga jasnymi panelami. Na pietrze było pięć drzwi. Trzy prowadziły do naszych pokoi, które były równie nowoczesne co cały dom. Okna także były na całą ścianę, z ta różnicą, że tu wiszą aksamitne zasłony. Meble zostały wykonane z jasnego drewna, a na środku pokoju stało wielkie łóżko małżeńskie. W pokoju dominowało złoto. Wszystkie pokoje wyglądały tak samo, jednak my wybrałyśmy ten, bo były ładne widoki na miasto. Następne drzwi prowadziły do łazienki, szczerze powiem, po takim apartamencie spodziewałam się jeszcze jacuzzi, jednak się zawiodłam. No cóż... nie można mieć wszystkiego. Ostatnie drzwi to mała sala kinowa wyposażona w wielki telewizor i poduchy, które swoją drogą są wygodne. Chyba tata Emmy po opłaceniu takiego mieszkania musi oszczędzać przez najbliższe trzy lata.  
     Dojechałyśmy o szóstej rano i postanowiłyśmy się zdrzemnąć. Ja już wstałam, ale dziewczyny śpią w najlepsze. Dochodzi czternasta, może by tak obudzić je? Jesteśmy na wakacjach, szkoda czasu na spanie!
     Wstałam z łóżka i skierowałam się w stronę kuchni, skąd wyjęłam duża miskę. Napełniłam ją zimną woda i zaniosłam do pokoju, w którym dziewczyny spały. Z trudem uniosłam go na tyle wysoko żeby ochlapać dziewczyny, ale się udało. Sarah pisnęła, a Emma tylko gwałtownie się podniosła. Niby oklepany sposób budzenia, ale za to jaki skuteczny. Uśmiechnęłam się do siebie i spojrzałam na rozgniewane przyjaciółki oraz mokre łóżko. Hmm... nie przewidziałam jednego.
     -Alex, nie jest ci za gorąco?-spytała Emma z diabelskim uśmieszkiem.
     -Eeee... Nie-uśmiechnąłem się i wybiegłam z pokoju. Dziewczyny zaczęły mnie gonić. Zbiegłam ze schodów szukając schronienia za kanapą. Tak, bardzo mądre. Zaczęłyśmy ganiać się wokół kanapy, aż za drugim kółkiem poślizgnęłam się na wodzie, którą zostawiła któraś z dziewczyn. Śmiejąc się położyły się na mnie i nie dość że jestem teraz cała mokra, to i nie mogę złapać oddechu. Chyba komuś tu przyda się wizyta na siłowni. I tą osobą nie jestem ja.
****
     Dochodziła siódma wieczorem, a ja i Emma siedziałyśmy w salonie, przed telewizorem obżerając się zamówioną wcześniej pizzą.
     -Mike się odzywał?-spytała przyjaciółka.
     -Nie, nie dał znaku życia od dwóch dni, zaczynam się martwić-lekko skłamałam. Tak naprawdę zapomniałam o tym, że wyjechałam bez pożegnania i to jeszcze skłócona.
     -E tam. Daje mu jeszcze dzień, zobaczysz jak jutro będzie Cię przepraszał.
     -Nie Emma, nie będę czekała, idę teraz do niego zadzwonić-powiedziałam i chciałam wstać z kanapy, ale zobaczyłam Sarah wchodzącą do salonu w stroju do biegania. To dziwne, bo ciągle powtarza, że jeśli będzie chciała się spocić to pójdzie do sauny. Wygodne i pożyteczne w jednym.
     -Po co ci to?-spytałam patrząc na jej strój.
     -To?-wskazała na słuchawki zawieszone na szyi.-Żeby słuchać muzyki podczas biegania.
     -Podczas czego?-spytała zdziwiona Emma.
     -Podczas biegania.  Ja wiem, że ty blondynką jesteś, ale bez przesady-odgryzła się Sarah.
     -Emmo, ja wiem, że to nieznane ci zjawisko, ale niektórzy ludzie to robią-zażartowałam z przyjaciółki. Obie się zaśmiały, a Emma wytknęła infantylnie język.- A tak serio to czemu idziesz biegać? Znów przechodzisz na dietę?
     -O tej godzinie najwięcej przystojniaków biega na plaży.  
     -Świetny pomysł! Na pewno padnie jak zobaczy cię spoconą i z twarzą przybliżoną kolorem do pomidora-zaśmiałam się.
     -Padnie jak poczuje jej oddech-dogryzła jej Emma. Uwielbiam je, nieważne jak bardzo sobie dokuczamy nigdy się na siebie nie obrażamy.
     -Ale zabawne-zaśmiała się sztucznie.-Mogę się z wami założyć, dajcie mi dwa dni i przyprowadzę młodego Orlando Blooma.
     -Uuuu, wysoko mierzysz, powodzenia-odpowiedziałam. Sarah zgarnęła butelkę wody z lodówki i wybiegła z domu. Spojrzałyśmy się na siebie z Emmą i wybuchnęłyśmy śmiechem.
****
     Siedzę w pokoju już dobre dziesięć minut z telefonem w dłoni i zastanawiam się czy zadzwonić do Mike'a. Nie wiem czego się boję. Może tego, że się wkurzy? To prawdopodobne, jednak jestem do tego przyzwyczajona. Nim się obejrzałam trzymałam telefon przy uchu i liczyłam ile sygnałów już minęło. Odebrał po piątym.
     -Alex?-o dziwo miał spokojny głos.
     -Hej, Mike.
     -Przepraszam, że się nie odzywałem. Chciałem pobyć trochę sam-chciał pobyć sam, więc po jakie licho zakazywał mi wyjeżdżać.
     -Rozumiem, znam cię i wiem, że czasem tego potrzebujesz
     -Słuchaj... Może wpadnę do ciebie za godzinę? Obejrzymy coś zanim wyjedziesz?-czyli on jeszcze o niczym nie wie... I jak mam mu to powiedzieć, na pewno się wkurzy i kolejne dwa dni nie będzie się odzywał.
     -Jest jeden mały problem...
     -Wiem, że jesteś na mnie wkurzona, że się nie odzywałem, ale chce się tobą nacieszyć-przerwał mi.
     -Nie Mike, chodzi o to, że nie ma mnie w Portland.
     -A gdzie jesteś? Pewnie u Emmy, nie ma sprawy przyjadę tam i pooglądamy coś  we trójkę-z każdym zdaniem coraz bardziej wiem, że na mnie nakrzyczy.
     -Nie, nie jestem u Emmy, jestem w Los Angeles-Mike zaczął się śmiać.
     -Nie nabierzesz mnie, więc jak będzie? Mogę wpaść?
     -Misiu, ja naprawdę już wyjechałam-to zdrobnienie to tylko po to, żeby złagodzić jego gniew. Ale chyba mi się nie udało. Mike rozłączył się bez pożegnania.
     Zaczęłam do niego dzwonić, kiedy nie odebrał za piątym razem dałam sobie z tym spokój i zeszłam do Emmy. Ona widząc moją minę odpuściła przesłuchanie i dała w spokoju oglądać mi Doktora House'a.

Cassela

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1173 słów i 6451 znaków.

1 komentarz

 
  • andkor

    Nieźle się rozwija,gratuluje wyobraźni