Dawno temu publikowałem, przed zarazą. Napisane w 2012. Raczej tylko wierzący zrozumieją, ale zapraszam każdego do czytania.
Historia Jasmin Smith jest oparta na faktach.
Dzień 11 września 2001 roku pozostanie w pamięci wielu ludzi. Był to jeden z bardzo bolesnych dni w historii Stanów Zjednoczonych. Wielu ludzi nie przyszło tego dnia do pracy, do budynków World Trade Centre, dlatego liczba ofiar była dużo mniejsza, niż początkowo sądzono. Jedną z tych osób, która uniknęła śmierci, była Jasmin Smith, 26-letnia sekretarka pracująca w budynku nr 1 World Centre. A oto jej historia.
Nieważne czy pada deszcz, czy też świeci słońce. To zawsze było i zawsze będzie. Z tego powodu nie jest to tak ważne ani specjalnie interesujące. Nasuwa się pytanie, co jest ważne? Nie powiem tego teraz.
Dlaczego? Bo to nie będzie zrozumiałe i nie do uwierzenia dla wielu. Mimo to każda żywa komórka wie o tym. Wie to również coś, co jest nieporównywalnie ważniejsze od materii. Dusza. Nie każdy w nią wierzy, ale każdy ją ma. Jeśli nazywasz się chrześcijaninem, powiesz: Tak, człowiek ma duszę.
Czy tylko człowiek? W wiekach średnich wierzono, że kobieta jej nie ma. W czasach nowożytnego
niewolnictwa twierdzono, że czarnoskórzy ludzie jej nie posiadają. Teraz większość wyznawców Jezusa twierdzi, że zwierzęta jej nie mają. Nie trzeba głęboko szukać, by wiedzieć dlaczego. Czy Jezus w czasie Ostatniej wieczerzy spożywał mięso baranka? A przecież tego wieczoru, większość jego braci i sióstr spożywała to, co nakazał im Mojżesz.
Wszystko zaczęło się dla każdego z nas nie tak dawno. Chociaż trwa od niepamiętnych czasów, zasłonięte grubą kotarą snów. Czemu? By było łatwiej. Dlaczego rzekomy wybuch Super Nowej jest tak interesujący? Ponieważ zdarza się gdzieś bardzo daleko i nieczęsto. Och, tacy jesteście. Bo jeśli takie sprawy działyby się często, a raczej cały czas i to blisko, albo tuż obok, nikogo by nie ciekawiły.
A tak naprawdę, to jest. Właśnie teraz. Tutaj, w waszym środku. Trwa, ciągle trwa. A nikt tego nie
zauważa. Nie czuje. Nawet nie wierzy, że to jest możliwe.
Winda poruszała się szybko. Dla większości start i hamowanie szybkich wind jest nieprzyjemne.
Sprężystym krokiem wyszedł na dwudziestym piętrze. Na korytarzu minęła go kobieta w szpilkach.
Lekko po trzydziestce. Zatrzymał się przed biurem o numerze 235. Tak, jedynka była zajęta. Kolejne
liczby pierwsze, niepodzielne. Nieznacznie się uśmiechnął. Czy ma udać zdziwienie lub zainteresowanie, jeśli wie, jak wygląda pokój, sekretarka i szef?
Wszedł bez pukania. Podniosła oczy znad kartek. Miała dwadzieścia sześć lat i trzy miesiące. Wyglądała jednak dużo młodziej. Jasmin Smith. Znalazła się tu dzięki pracowitości i innym dobrym wartościom, jakie powinna mieć sekretarka.
Uśmiechnęła się subtelnie. Tylko on wiedział, że za tym uśmiechem kryje się smutek. Delikatne dźwięki nokturnu Chopina nie mąciły ciszy.
– Czym mogę służyć, panie Northon? – zapytała delikatnie.
– Powiedz Jackowi, że jestem – powiedział sucho z prawie niedostrzegalnym ciepłym zabarwieniem.
Jasmin nacisnęła przycisk i połączyła się z Jackiem Sandersem.
– Panie dyrektorze, przyszedł pan Northon.
Drzwi gabinetu otworzyły się szeroko. Sanders miał pięćdziesiąt lat, ale wyglądał dużo młodziej.
Opalony, przystojny. Nienagannie skrojona marynarka leżała świetnie na jego harmonijnym ciele.
Wyraziste oczy świadczyły, że wie, czego chce i przeważnie to osiąga. Silne brwi mówiły o mocnym
charakterze. Znany był jednak z powodu jednej cechy. Nigdy nie pozwolił, żeby emocje nad nim
zapanowały. A przy zarządzaniu majątkiem ponad dwóch miliardów dolarów nie stanowiło to łatwego
zadania. Leslie Northon wiedział, że to dzisiaj zawiedzie. A nawet teraz.
– Co mogę dla pana zrobić, panie Northon? Wiem, że miał pan przybyć, ale zarząd, którego jestem
szefem, nie powiadomił mnie o naturze wizyty.
– Zarząd wyraził zgodę, bym osobiście powiadomił cię o zmianie.
Jack nie dał poznać po sobie zdziwienia.
– O jakiej zmianie?
– Zostajesz przeniesiony – odrzekł Leslie.
Przez moment na twarzy Jacka pojawił się grymas, ale zniknął po chwili.
– Co to ma znaczyć? – zapytał Sanders, ukrywając emocję.
– Nie popisałeś się ostatnio. Korporacja straciła ponad dwa miliony, to niewybaczalne.
– Proszę wyjść! – prawie krzyknął Jack. Albo wezwę ochronę.
Jasmin poruszyła się nerwowo na swoim fotelu. Cała rozmowa odbywała się w pokoju, a ona była
niemym świadkiem. Sekretarka nie rozumiała, czemu nie rozmawiają w gabinecie Jacka.
– Jack, od jutra ja jestem tym, kogo zarząd słucha. Właśnie dostałeś elektroniczny list. Wiem, że lubisz pieniądze.
Przewidziałem dla ciebie dobre miejsce. Zamiast 625 tysięcy, dostaniesz 425 na rok.
Jack prawie pobiegł do swojego biurka. Telex potwierdzał prawdziwość słów. Nowym szefem korporacji zostanie Leslie Northon.
– Wynoś się do diabła! – wrzasnął Sanders.
Agresywne zachowanie Jacka nie spowodowało zmiany w tonie gościa.
– Ukryłeś to przed wszystkimi, ale ja wiem. Powiedziałem ci to przed chwilą, ale nie usłuchałeś.
Uwierzyłeś, lecz nie zmieniłeś niczego – dokończył zimno Leslie.
Jack zachwiał się i aby nie upaść, uchwycił biurko Jasmin.
– Wezwij karetkę, Jack ma lekki zawał.
Sanders chwytał powietrze ustami, jak ryba wyciągnięta nagle z głębiny i patrzył szeroko otwartymi
oczami na Northona.
– Tym razem ci wybaczam, ale uważaj następnym razem na słowa – rzekł spokojnie Leslie.
Przybyli sanitariusze. Northon spoglądał ukradkiem na Jasmin. Bała się. Leslie spojrzał na nią
błękitnymi, najpiękniejszymi oczami, jakie widziała i powiedział.
– Nie bój się już – prawie szepnął. – Nie będziesz już nigdy wycierać ukradkiem łez z powodu Jacka.
Jasmin pozwoliła sobie popatrzeć dłużej niż sekundę na piękną twarz Leslie. Nikt na świecie nie wiedział o jej łzach. Spuściła wzrok na blat biurka. W głowie przelatywały jej myśli. Miała wrażenie, że przelatują przez serce. A te, biło mocno. Ze zdenerwowania i strachu, ale nie tylko. A właściwie z jednego powodu. Młoda kobieta nie chciała dopuścić do świadomości faktu, że powód jest zgoła inny.
– Przepraszam panie Northon, muszę iść do toalety – wyszeptała.
– Oczywiście, jesteś dobrą sekretarką i nie musisz mówić mi o takich sprawach. I mów mi Leslie –
dodał, kiedy zamknął drzwi swojego pokoju.
Jasmin prawie pobiegła do łazienki. Na szczęście nikogo nie spotkała. Chciała być sama, chociaż chwilkę. Nie chciała pokazać przed swoim nowym szefem, jak bardzo poruszyły ją, jego słowa. Najważniejsze jednak to, co poczuła. Do niego! Nie mogła pozostawać w toalecie zbyt długo. Postanowiła na spokojnie rozważyć w domu to, co stało się przed chwilą. Wracała do pokoju 235. Nie mogła uwierzyć, że to zdarzyło się właśnie jej. I kiedy ze wszystkich sił próbowała to schować w sobie, opanował ją błogi spokój. Usiadła za biurkiem i zaczęła segregować pocztę. Na chwilę wróciły myśli związane z panem Northonem. Nie miał nawet trzydziestu lat. Może miał tylko kilka lat więcej od niej. I piastował tak odpowiedzialne stanowisko. A przy tym wszystkim, stanowił całkowite przeciwieństwo Sandersa. Jack uchodził za prawdziwego ,,rekina finansowego”. Twardziel z zasadami. A Leslie? W jej pierwszym odczuciu odebrała jedno. Uosobienie dobra i ciepła. Chociaż czuła moc. I to taką, która przewyższała wielokrotnie siłę Jacka. Rzuciła okiem na uliczny ruch. Nie za bardzo lubiła Nowy Jork. Widziała za oknem bliźniaczy budynek numer 2. Czasami drapacze World Centre napełniały ją strachem. Spojrzała na ekran komputera. Wskazywał 3:45 pm. Normalnie kończyła o wpół do piątej. Popatrzyła w prawy dolny róg ekranu. Szósty września 2001. Godzina przemknęła jak minuta. Zapukała do gabinetu.
– Przepraszam – zaczęła nieśmiało – wykonałam już swoją pracę, czy mogę iść do domu, jeśli nie ma pan dla mnie innych zajęć?
Leslie dał znak ręką, by zaczekała. Rozmawiał.
– Dobrze, że mi o tym powiedziałaś, postąpiłeś słusznie Tom. – Zakończył rozmowę i skierował wzrok na młodą kobietę.
– Tak, możesz iść, ale zanim pójdziesz mam dla ciebie propozycję. Wszyscy, w tym budynku, zaczynają około ósmej. Chcesz przychodzić o dziewiątej?
– Och, sama nie wiem, co powiedzieć. Będę przychodzić o tej porze, aby dla pana było najlepiej.
– Dobrze, przyjdź jutro o dziewiątej i zobaczysz czy ci lepiej niż o ósmej. Do jutro panienko Smith, miłego
wieczoru. A, wiem, że ci trudno, ale spróbuj mówić mi Leslie.
– Postaram się, Leslie – rzekła cicho.
,,Boże, jaki on miły i naprawdę jak wiedział, że Sanders doprowadzał mnie czasem do płaczu" – pomyślała.
Zjechała windą w dół. Doszła do metra. Zmieszała się z tłumem. Ciężko jej było skupić myśli. Dojazd do domu zajmował jej przeważnie, około półtorej godziny. Dotarła.
Sadza zebrał się z fotela i poszedł sprawdzić miskę. Obtarł się o jej nogi i zaczął charakterystycznie
mruczeć. Wsypała mu trochę chrupek i otworzyła puszkę. Kot usłyszał charakterystyczny dźwięk, zostawił suche jedzenie i zaczął miauczeć, jakby nie jadł od tygodnia. Popatrzyła chwilkę na niego i poszła do łazienki, aby wziąć kąpiel. Zdjęła ubranie i weszła pod prysznic. Umyła się szybko. Wyszła z wanny i wytarła swoje piękne ciało ręcznikiem. Założyła różowy szlafrok. Weszła do kuchni. Wyjęła z lodówki jarzynowy rap i włożyła go do opiekacza. Włączyła wodę na herbatę. Dopiero kiedy zjadła, zaczęła sobie wszystko układać w głowie. Popijała owocową herbatę. Już na samym początku skarciła się w duchu.
,,Och, jestem głupia. Zarabia ponad 600 tysięcy, czyli 22 razy tyle, co ja i dlaczego miałby mi poświęcić więcej niż minutę. Jest bardzo miły, to wszystko. Tylko jak wiedział o tych łzach" – pomyślała.
Kot wskoczył jej na kolana i zaczął się łasić.
– Jesteś jedynym facetem, który poświęca mi trochę uwagi – powiedziała cicho, ale to pewnie moja wina. Większość moich koleżanek szkolnych straciła dziewictwo dziesięć lat temu, a ja się jeszcze nawet nie całowałam. Co myślisz Sadza, nic mi nie brakuję, a wygląda, że zostanę starą panną, co?
Sadza nie był rozmowny. Miauknął tylko, co miało znaczyć, że rozumie.
Następne dni minęły normalnie. To znaczy nie. Jasmin nie mogła pojąć, czemu jej nowy szef jest tak
bardzo miły. Z pojedynczych zdań wyglądało, że dużo o niej wie. A ona wiedziała o nim, nic. Jack czuł się lepiej. Na szczęście miał lekki zawał. Kiedy zadzwoniła, rozmawiał z nią miło. Sądził, że za miesiąc będzie gotowy do pracy. Podziękował jej, co ją mocno zdziwiło. Przeprosił, że czasem był niemiły.
Jasmin nadal przychodziła na ósmą. Tego dnia wyszła jak zwykle o wpół do siódmej. Rano dojazd
zajmował jej tylko godzinę i kwadrans. Do przystanku miała dystans dwustu metrów. Jedenasty września zapowiadał się bardzo ładnie. Zobaczyła białego Bentley. Wóz zwolnił i zatrzymał się tuż obok niej. Przyciemniana szyba uchyliła się i zobaczyła piękną twarz Leslie.
– Hej, Jasmin. Wsiadaj – zawołał.
– Och, co za spotkanie, czy pan dyrektor mieszka w okolicy?
– Nie, Jasmin, przybyłem po ciebie.
Chciała już powiedzieć, że pojedzie autobusem. Uznała jednak, że to byłoby nawet niegrzeczne odmówić.
Wsiadła. Nigdy jeszcze nie jechała takim samochodem. Cichy, bardzo wygodny. Leslie nic nie mówił, więc i ona nic się nie odzywała. Dostrzegła tylko, że jest trochę smutny. Po dwudziestu minutach zorientowała się, że jadą w przeciwnym kierunku.
– Przepraszam panie dyrektorze, jedziemy w przeciwnym kierunku.
– Tak, wiem – odrzekł tylko.
Nie wiedziała, co powiedzieć. Głupia myśl przyszła jej do głowy. On tylko popatrzył na nią. Miała
pewność, że wie, co pomyślała.
– Przepraszam – rzekła cicho.
W tej samej chwili poczuła coś. Najpierw, jakby ogromne wrota ciemności, otworzyły się przed nią, ale zanim zaczęła się bać, zobaczyła światło. Nie mogła pojąć, ale poczuła ogromną, zniewalającą miłość. Przez chwilę upajała się tym, nieziemsko cudownym uczuciem. A potem zapragnęła poznać źródło tej rozkoszy.
Jej umysł nie chciał przyjąć odpowiedzi, ale serce przemogło.
– Kim jesteś, Leslie? – zapytała cicho.
– Musisz sama to pojąć. I nie możesz mieć wątpliwości.
Zdobyła się na odwagę i zapytała.
– Wiedziałeś, że sprawia mi czasem cierpienie. Tego dnia powiedział coś i dostał ataku serca. Ja się ciebie nie boją, bo powiedziałeś, bym się nie bała. – Zaczęła płakać. – Przepraszam – szepnęła po chwili i otarła łzy.
– Odpowiedź jest w sercu, nie w umyśle – odparł.
– Dlaczego przyjechałeś po mnie?
– Dowiesz się za kilka godzin.
– Nie gniewasz się, że mówię ci na ty?
– Nie, przecież sam cię o to prosiłem.
– Mogę coś zapytać?
– Pytaj.
– Co złego zrobił Jack?
– Miał ponad pół miliona na drobne cele. Mógł dać tysiąc dolarów na sierociniec, zamiast tego dał
dziesięć tysięcy na nowe kino.
– Mówiłeś, że go uprzedziłeś, jak to możliwe.
– To łatwiejsze niż myślisz, ale użyj serca zamiast głowy.
– Nie umiem myśleć sercem.
– Zapewniam cię, że potrafisz. – Minęli granicę miasta.
– Daleko jedziemy?
– Jakieś 150 kilometrów, jest tam mały motel.
– Najpierw pomyślałam... i przeprosiłam, a ty wiedziałeś, co pomyślałam. Leslie wiesz, że uważam, że masz najpiękniejsze oczy na świecie. Ja nawet nigdy się nie całowałam – dodała.
– Jesteś tu z innych powodów, ale ten ma też znaczenie. – Jasmin siedziała cicho, bo nie wiedziała, co ma odpowiedzieć.
– Trzy lata temu miałaś naprawdę ciężki dzień. Tom okazał się draniem, a Jack przesadził. Postanowiłaś kupić wino za czterdzieści dolarów i się upić. I wówczas zobaczyłaś żebraka. Pojechałaś do restauracji, kupiłaś mu obiad i dałaś dwadzieścia dolarów. Poprosiłaś również, by nie kupował alkoholu, pamiętasz?
– Tak, ale, jak ty to możesz wiedzieć?
– Chcesz poprowadzić?
– Jestem bardzo zaszokowana, nie potrafiłabym się skupić.
– Sama widzisz, jak jest – odrzekł.
Jasmin nie wiedziała, co blondyn na myśli. Poczuła się ogromnie senna.
– Przepraszam panie dyrektorze, muszę się zdrzemnąć. – Wtuliła się w miękką skórę i zasnęła. Leslie pogładził ją po włosach.
Tego ranka, kobieta w szpilkach, którą spotkał pierwszego dnia, miała wypadek. Lekka stłuczka, ale nie mogła dojechać do pracy.
Dojechali do motelu trochę po wpół do dziewiątej. Leslie zapłacił za dwa pokoje. Ponieważ mocno spała wziął ja na ręce i zaniósł do jej pokoju i usiadł przy łóżku. Kiedy się obudziła, było już po wszystkim.
Kiedy spała, jeszcze w czasie jazdy, wysłał SMS-a do jej rodziców, że nie poszła do pracy. Dowiedziała się o tym dużo później, kiedy miała już pewność.
– Długo spałam?
– Jest prawie południe.
– Och, musiałeś mnie przenieść! – popatrzyła na boki.
,,Szef jednej z największych korporacji w Nowym Jorku przeniósł mnie na rękach do pokoju" – pomyślała tylko.
Leslie popatrzył na nią ciepło.
– To nie ważne co się robi, ważne, jakim się jest – rzekł.
– Wiesz, co myślę? – zapytała zdziwiona.
– Tylko jeśli myślisz o mnie, ale nie kłopocz się tym. Pójdę kupić ci coś do jedzenia.
Kiedy wyszedł Jasmin popatrzyła przez okno. Nie wiedziała, co o tym myśleć. Włączyła telewizor. Teraz już wiedziała dlaczego... Wszedł z kanapkami. Patrzyła na niego przez łzy.
– Dlaczego ja? Czy jesteś aniołem? – Podbiegła do niego i przytuliła się jak dziecko do matki. Czekał cierpliwie, aż się wypłacze.
– Dziękuję... Chociaż nie wiem, czym sobie zasłużyłam. I tak kiedyś umrę – szepnęła.
– Nie – odrzekł, ale uszło to jej uwadze.
Miała tyle pytań, ale milczała. Posiedzieli koło godziny w milczeniu.
– Odwiozę cię do domu.
Kiedy samochód zatrzymał się przed jej domem, wysiadła i podziękowała mu jeszcze raz.
Nastąpiły trudne dni ala Ameryki. Wielu domyślało się, wielu spekulowało. Jasmin nie zajmowała się
polityką. Znaleziono dla niej nowe miejsce pracy. Nie zwróciła uwagi, że mieszka tylko dwadzieścia minut drogi od nowego miejsca. W wirze wydarzeń wiele spraw umknęło uwadze. Duża liczba osób nie przyszła tego dnia do pracy, dlatego początkową liczbę ofiar szacowano na ponad pięć tysięcy. Mijały dni i tygodnie.
Przyszedł grudzień i święta. Nie spotkała przez ten okres nikogo. O nie, Jasmin nie była pustelnikiem.
Po prostu nie czuła się dobrze w grupie, gdzie palono, pito i przeklinano. Nie lubiła rocka. A teraz doszło coś nowego, bardzo miłego. Zakochała się. Co do tego nie miała wątpliwości. Wykonywała swoją pracę, wolny czas spędzała w domu i czasem odwiedzała rodziców. Zawsze na Boże Narodzenie. Jej rodzice mieszkali w północnej części tego ogromnego miasta. Jasmin nie lubiła świąt. Sadza również za nimi nie przepadał. Wówczas pani wkładała go do klatki i jechali długo do innego miejsca. Tam była inna pani i pan, na którego jego pani mówiła ,,Tata” albo ,,Stan”. Sadza wolał panią, chociaż Stan nie zrobił mu nigdy nic złego. Mieli tu spędzić kilka dni.
– Widzę, że jesteś szczęśliwa – rzekła matka.
– Tak, to prawda – odparła młoda kobieta.
–Ten twój nowy szef jest milszy niż ten poprzedni? Jak mu tam było...?
– Jack – odrzekła Jasmin. Tak, Leslie jest przemiły. – Uśmiechnęła się tak, że, matka domyśliła się od razu.
– Czy ty nie jesteś przypadkiem zakochana?
– Tak, jestem. Czy to widać?
– Na to wygląda – rzekł ojciec.
– Kto to, jeśli można wiedzieć? – zapytała matka.
– Właśnie on – odrzekła.
– Kto, on? – zapytał Stan.
– Leslie – powiedziała cicho.
– Szef jednej z największych korporacji w Jorku, czy ja dobrze rozumiem? – zapytał ojciec.
– To dlatego jaki jest, a nie co robi – odrzekła.
– A on czuje coś do ciebie? – zapytała Cyntia.
– Chyba tak, ale jest inaczej.
– Co jest inaczej? – zapytał ojciec.
– Jest inaczej, tylko tyle mogę powiedzieć.
Więcej o tym nie rozmawiali...
– Ona zawsze była dziwna – rzekł Stan do Cynti, kiedy chowali resztki z kolacji do lodówki.
– Nie wiem, o co ci chodzi? Ma dobrą pracę, jest szczęśliwa. Czego chcesz więcej? – rzekła Cyntia.
– Wiesz co kochanie, może namów ją, by zaprosiła go na kolację przed Nowym Rokiem – rzekł Stan. – Podobno mieszka daleko, ale jest blisko, to słowa Jasmin.
– Porozmawiamy z nią jutro przy śniadaniu, teraz pewnie już śpi – odrzekła matka.
Rzeczywiście Jasmin już spała. Miała uśmiechniętą twarz. Śniła, że leży pod wielkim drzewem i patrzy na cudne, błękitne niebo. Opiera głowę o uda Leslie, a on pieści jej włosy...
Wstała wypoczęta. Słyszała, że rodzice już wstali i chyba przygotowują śniadanie. Sadza zebrał się z kocyka, który leżał w nogach Jasmin. Nie zszedł na dół. Wolał się wygrzewać przy grzejniku. Brunetka umyła się i ubrała. Zeszła na dół. Przy śniadaniu nie rozmawiali wiele. Stan dopił kawę, wytarł usta serwetką i chrząknął. Dla córki był to sygnał, że chce powiedzieć coś ważnego.
– Wczoraj wieczorem rozmawialiśmy z Cyntią... może zaprosiłabyś tego Leslie na kolacje przed
Nowym Rokiem?
Spojrzał na żonę. Chciał się upewnić czy dobrze wypadło. Znali się dwadzieścia siedem lat. Stanowili udane małżeństwo. Młoda kobieta poruszyła się nerwowo na krześle.
– Dobrze, zapytam, kiedy go zobaczę w pracy. Pewnie ma inne plany – dodała trochę smutno.
– Chyba to dobra myśl? – powiedziała Cynia.– Mówiłaś, że nie jest zły.
– Zły? – zdziwiła się Jasmin. – On jest uosobieniem dobra. Na początku myślałam, że mi się wydaję, ale on jest cały czas taki dla mnie...
– A jaki jest dla innych? – zapytał Stan.
Jasmin popatrzyła na ojca.
– Tego nie wiem. Nigdy nie widziałam nikogo ani w World Centre, ani teraz w nowym miejscu. Chociaż
i Jacka odwiedziło może trzy osoby w ciągu lat. Oni cały czas rozmawiają przez telefon, a po pracy mają spotkania i właściwie taka ,,szara myszka” nie jest im potrzebna.
Na słowo ,,myszka”, Sadza poruszył delikatnie uszami, ale nikt tego nie dostrzegł. Ponieważ rodzice
wyczuli coś, nie poruszali dalej tego tematu. Wieczorem Jasmin wyjęła klatkę. Sadza wiedział, co to
oznacza. Wracają do domu!
Następnego dnia rano dotarła do biura kilka minut przed ósmą. Wiele biur i sklepów było zamkniętych, a ulice wyglądały trochę opustoszałe. Zazwyczaj, kiedy przychodziła do pracy, Leslie już pracował.
Tego dnia przyszedł dopiero piętnaście po ósmej. Nienagannie ubrany.
– Jak spędziłaś święta? – zapytał miło.
– Normalnie, spędziłam u rodziców, miałam dobry czas, tylko mi brakowało...
Popatrzył na nią, oczywiście domyślił się, co miała na myśli.
– Miałem ważne sprawy. Dzień jak każdy.
– Mogę o coś zapytać? – szukała właściwych słów.
– Pytaj śmiało.– Powiedział to w taki sposób, że nabrała odwagi.
– Nie przyszedłbyś do moich rodziców, ze mną, przed Nowym Rokiem?
Po jego twarzy poznała, że nic z tego nie będzie.
– Przykro mi, ale nie będę mógł tego zrobić.
Wszedł do swego gabinetu. Normalnie powinno być jej przykro, ale nic nie odczuła. Tego dnia nie
widziała go wcale. Połączyła kilka rozmów, to wszystko. O 4:45 zapukała. Nikogo.
,,To dziwne, nie widziałam, jak wychodzi" – pomyślała.
Może to stało się w czasie przerwy na obiad. Na biurku leżała kartka. ,,Możesz iść do domu, Jasmin. Leslie”. Schowała kartkę do kurtki. W metrze myślała o nim. Może powinna powiedzieć mu o swoim uczuciu. Przypomniała sobie ten straszny dzień.
Zawdzięczała mu życie. Nikomu o tym nie powiedziała. Rodzice wiedzieli, że pojechała tego dnia za
miasto. Uznali to za cud. Powiedziała im trochę, ale najważniejsze, pominęła. Dojechała do domu. Kiedy weszła, od razu poczuła, że coś jest nie tak. Miska Sadzy była nietknięta.
– Sadza, nie byłeś głodny? Gdzie jesteś, kotku?
Zobaczyła go przed swoją sypialnią, leżał bez ruchu.
– Sadza, co z tobą?
Dotknęła go. Był ciepły, ale nie dawał znaku życia. Miał dopiero sześć lat, nigdy nie chorował. Powinna jechać z nim do szpitala. Zamiast tego usiadła na dywanie i wzięła go na ręce.
– Co ci kotku? – zapytała cicho.
Zdecydowała się jechać do kliniki, kiedy zadzwoniła jej komórka. Nie wiedziała, kto dzwoni.
– Halo?
– Hej, miałem ważne spotkanie. – Poznała ciepły głos Leslie. – Skończyłaś normalnie?
– Tak, zrobiłam wszystko i zakończyłam o 4:45, widziałam kartkę – odrzekła.
– Co się stało? – zapytał.
– Sadza, mój kot, chyba umiera – powiedziała, prawie płacząc.
– Poczekaj na mnie, zaraz przyjadę.
Siedziała bez ruchu. Nie miała pojęcia, ile czasu minęło. Godzina, dwie. Sadza nie oddychał. Podniosła jego sztywne ciało i przyłożyła ucho do miejsca, gdzie kot ma serce. Serce nie biło. Nie mogła zebrać myśli. To tylko kot, ale znał jej sekrety jak nikt. Nagle zobaczyła Leslie.
– Nie zamknęłaś drzwi – rzekł jak zwykle miło.
– On już nie żyje, ale dziękuję, że przyjechałeś.
– Kochałaś go – więcej stwierdził, niż zapytał.
– Tak, to prawda. Może to zabrzmi źle, ale kochałam go więcej niż rodziców. Tylko jedną osobę kocham bardziej – powiedziała cicho. – Popatrzyła na niego.
– Wiem. – Odrzekł, a ona poczuła ciepło przechodzące przez ciało.
– Ale on chyba mnie nie – powiedziała jeszcze ciszej.
Popatrzył na nią swoimi dobrymi oczami.
– Mylisz się, on kocha wszystkich, ale ciebie szczególnie. – Wziął od niej ciało kota i położył na stole.
– Nie martw się, wszystko jest dobrze. – Podszedł do niej i tym razem on objął ją swym silnym ramieniem. Pocałował w czoło. – Muszę już iść.
– Nie odchodź, kocham cię – szepnęła.
– Wiem, powiedziałaś mi to kiedy miałaś jedenaście lat. Cyntia cię bardzo kocha i Stan również, chociaż nie jest twoim biologicznym ojcem. Podziękuj im za zaproszenie.
Zanim dotarło do niej, co powiedział, już go nie było. Powoli zaczęła sobie wszystko układać. Tym razem miała pewność, że w sercu.
Wie, że go kocha. Powiedział, że też ją kocha. I w tym momencie otworzyły się u niej wrota
pamięci. Miała jedenaście lat. Ciepły dzień. Wakacje. Na koniec roku dostała od Stana i Cynti rower. Bardzo się ucieszyła. Uważała. Tam, gdzie mieszkali rodzice, kierowcy uważali. To stało się tak szybko. Widziała ten samochód i miała pewność, że kierowca też ją widzi. Usłyszała tylko pisk opon. Leżała obok trawnika. Miała tylko obtarte kolano. Rower miał wgniecenie, którego nikt nie dostrzegł. Nikt nie widział wypadku. Kierowca Chevroleta miał około pięćdziesiątki. Dostrzegła jego wystraszone oczy.
– Nic ci się nie stało? – zapytał.
– Nic mi nie jest – odrzekła Jasmin.
– Przepraszam, musiałem się zagapić, nie widziałem cię. Kiedy zobaczyłem... byłaś tuż przed maską. Boże, to cud! Muszę zawiadomić policję – dodał po chwili.
– Proszę tego nie robić, mama będzie wyrzucać tacie, że kupił mi ten rower.
– Ja powinienem...
– Nic się nie stało. To Bóg. On mnie kocha, pana też. Proszę jechać.
Kiedy mężczyzna odjechał, powiedziała cicho.
– Przepraszam Boże, wiem, że jesteś. Wczoraj zwątpiłam. Tak bardzo chciałabym cię poznać i być z tobą.
Do tej chwili łączyła wszystkie fakty i myślała o tym, kim jest Leslie. Aż dotąd. Już nie miała
wątpliwości. Umysł się poddał. Popatrzyła na stół. Nie, żeby się przekonać. Weszła do kuchni. Sadza jadł chrupki. Wzięła komórkę.
– Tak, kochanie? – usłyszała głos Cynti.
– Mamo możesz przyjechać. Proszę, jedź ostrożnie.
– Co się stało, córeczko?
– Przyjedź, nie mogę przez telefon. – Usiadła na stołku i patrzyła w dal. Po jakimś czasie wstawiła wodę.
Jasmin nalewała wody do drugiej filiżanki, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi. Zrobiła malinową herbatę, którą Cyntia bardzo lubiła.
– Szybko przyjechałaś – pomogła jej zdjąć futro.
– Droga czysta, mało samochodów. Stan chciał jechać ze mną, ale czułam, że chcesz, bym przyjechała sama.
– Tak, to prawda – położyła pierniczki na talerzyk, a matka patrzyła na nią.
– Cała promieniejesz – rzekła Cyntia.
– Był Leslie, dziękuje za zaproszenie, ale nie będzie mógł przybyć.
– Tak, ale nie to chciałaś mi powiedzieć.
– Nie – powiedziała Jasmin. – Nigdy mi nie powiedziałaś, że Stan nie jest moim ojcem.
Cyntia otworzyła usta i równocześnie oczy. Stała dłuższą chwilę bez ruchu.
– Nawet on tego nie wie. Ani ten, czyja jesteś. Wiem to ja i Bóg, ale jak ty to wiesz? – Cyntia ukryła twarz w dłoniach. Cicho płakała.
– Byłam taka głupia. Party, alkohol, seks – płakała. Miałam dopiero niespełna 18 lat. Byłam taka
zdesperowana, myślałam nawet, by usunąć... I pojawił się Stan. Jest dobrym ojcem. Może powinnam mu powiedzieć.
– Nie mów mu tego, nie teraz. Jest najukochańszym ojcem. Powinnam was więcej kochać – teraz i Jasmin płakała.
– No ale, jak ty to wiesz? – zapytała jeszcze raz Cyntia.
– Przyszłam do pracy. Zapytałam Leslie. Byłam trochę smutna, bo odmówił, a potem nie widziałam go cały dzień. Przyjechałam do domu...
– I co, mów proszę.
– Sadza leżał prawie bez życia, tutaj – pokazała na dywanik, przed sypialnią. Miałam jechać do szpitala, ale zadzwonił Leslie. Kiedy przyjechał, kot już nie żył.
– Co ty mówisz, Sadza wygląda na najzdrowszego kota.
– Tak, Leslie położył go na stole, a potem powiedział mi, że Stan nie jest moim biologicznym ojcem.
– Kim on jest, że to wiedział? – zastanawiała się Cyntia.
– Sama powiedziałaś, że ty to wiesz ty i Bóg.
– Nie chcesz powiedzieć, że on...
– Tak, właśnie chcę to powiedzieć, on jest Bogiem – powiedziała dobitnie Jasmin. – W dniu ataku na WTC przyjechał po mnie i wywiózł za miasto. Myślałem, że jest aniołem, ale on powiedział mi, że kocha wszystkich.
Cynia nic nie powiedziała. Siedziały tak ponad godzinę, trzymając się za ręce. Bez słów.
– Pojadę już kochanie, Stan będzie się niepokoić.
Cyntia prowadziła spokojnie. Serce mówiło, że to prawda. Umysł, że to niemożliwe.
Następnego dnia Jasmin wstała jak zwykle rano o zwykłej porze. Na dworze szumiał wiatr. Otulona
szalem czekała na autobus. Samochodem jeździła tylko czasami na zakupy, przeważnie w weekendy. Zimne podmuchy smagały jej policzki. Dotarła do pracy za pięć ósma. Dopiero około wpół do dziewiątej uświadomiła sobie, że Leslie jeszcze nie przyszedł. Czy nadal wiedziała, kim On jest? Z całą pewnością.
Ona nie uwierzyła. Wiara kończy się, kiedy przychodzi pewność. Mimo pełnej świadomości cudu nadal wykonywała swoje obowiązki!
W końcu drzwi się otworzyły, lecz zamiast Northona, zobaczyła trzy osoby. Dwoje z nich znała.
Członkowie zarządu korporacji, pan Clark i Malcolm Green. Trzeciego mężczyzny nigdy jeszcze nie
widziała. Brunet, lekko przed czterdziestką.
– Witaj, Jasmin – powiedział Clark. Jesteśmy niezwykle zadowoleni, że od czasu nieobecności Sandersa doskonale sobie radzisz. Przedstawiam ci naszego i twojego szefa, wskazał na opalonego bruneta. Leslie Northon.
Jasmin popatrzyła na nich mocno zdziwiona.
– To jakieś nieporozumienie, pan Northon wygląda całkiem inaczej.
– Nie wiem, o czym mówisz Jasmin – rzekł Clark. – To jest Leslie Northon.
Ponieważ Jasmin miała nadal zdziwioną minę, Clark zapytał.
– A jak wyglądał tamten Leslie Northon?
– Ma trochę ponad sześć stóp, ma błękitne oczy i złote włosy... Aha i jeździ białym Bentleyem.
– Przykro mi Jasmin, nie wiem, o czym mówisz – ciągnął Clark.
– Zapytajcie Jacka... kiedy miał atak...
– Tak wiemy, zachowałaś się dzielnie, zawiadomiłaś pogotowie – powiedział Clark.– Jack zrobił
pomyłkę, przenieśliśmy go na inne stanowisko.
– Tak, wiem. Leslie mówił mu, że dostanie tylko 425 tysięcy na rok.
Cała trójka popatrzyła po sobie.
– To informacja poufna, skąd o tym wiesz?
– Nie mówiłam o tym z nikim, słyszałam, że Leslie mówił to panu Sandersowi.
– Zaszło jakieś nieporozumienie – włączył się Leslie. – Według zdania zarządu, Jasmin Smith jest doskonałym pracownikiem. Ja to widzę inaczej. Może zaproponuję by Jasmin wzięła dzień wolny.
– Czy mogę zadzwonić do dyrektora Sandersa, on potwierdzi, o czym mówię – powiedziała lekko
zdenerwowana Jasmin.
Clark podał jej wizytówkę.
– Jeśli potwierdzi, o czym mówisz, przyjdź jutro na ósmą – rzekł sucho Clark.
Jasmin wyszła bardzo zdenerwowana.
– Słuchajcie, coś tu nie gra – powiedział Green. Jasmin jest bardzo młoda. Przez wszystkie lata nie miała jednego spóźnienia i nie zrobiła pomyłki. Poza tym żadna sekretarka nie wytrzymała tak długo z Sandersem, wszyscy wiemy, jaki to człowiek.
– Ale to jakieś urojenia z tym innym Northonem – rzekł Clark.
– Wiesz o tym Clark, bo słyszałeś nagranie. Sanders na kogoś krzyczał w chwilę przed zawałem. I to nie była Jasmin.
– Może poza zawałem miał jakieś problemy mentalne w tamtej chwili, medycyna zna różne przypadki – powiedział Clark z dziwnym grymasem na twarzy.
Jasmin nie słyszała, o czym mówili. Stała na dworze i nie czuła zimna. Wręcz przeciwnie. Gorąco zalało ją od stóp do głów.
– Przecież nie zwariowałam? Gdzie jesteś Leslie? – szepnęła.
Uspokoiła się nieco. Spojrzała na wizytówkę i wystukała numer.
– Biuro pana Sandersa, tu Laura Moss, w czym mogę pomóc?
– Nazywam się Jasmin Smith, byłam sekretarka pana Sandersa, jeszcze w World Centre, muszę z nim pomówić. To bardzo ważne.
– Proszą poczekać. – Powiedziała Laura, a po chwili Jasmin usłyszała głos swojego byłego szefa.
– W czym ci mogę pomóc, Jasmin?
– Chodzi o Leslie Northon i ten dzień, kiedy miał pan zawał. Tylko pan może potwierdzić, że on istnieje, nikt mi nie wierzy.
– Przyjedź do mojego biura, nie mogę rozmawiać o tym przez telefon.
Jasmin wzięła taksówkę. Zajęło jej prawie godzinę, by dojechać na miejsce. Weszła do nowego budynku, odnalazła biuro Jacka. Pracował na szesnastym piętrze. Laura Moss miała pewnie tyle lat co Jasmin.
– Proszę poczekać panno Smith – rzekła Laura – zaraz zawiadomię szefa, że pani przyszła.
Jack wyszedł z gabinetu. Wyglądał dobrze jak poprzednio.
– Miło cię widzieć, Jasmin. Proszę nie łączyć mnie z nikim do czasu, aż panna Smith wyjdzie – powiedział do Laury.
Weszli razem do jego pokoju. Jack zamknął drzwi. Jasmin wyraźnie czuła, że coś nie jest w porządku. Poczuła odwagę i zdecydowanie jak nigdy.
– Widziałeś go Jack – rzekła bez ogródek.
Minęła dobra minuta, zanim Sanders otworzył usta.
– Tak, on istnieje, ale to nie człowiek.
– Wiem – powiedziała Jasmin, drżącym głosem, On jest Bogiem!
– Tak i ja to wiem, dlatego nigdy nie potwierdzę, że go widziałem.
Jasmin nie mogła uwierzyć w to, co słyszy.
– Objawił ci tajemnicę o sierocińcu, dlatego?
– Potwierdzę, jeśli on mi powie, bym to zrobił – rzekł Jack i ukrył twarz dłoniach.– Boję się, nie
rozumiesz?
– Czego się boisz, on jest dobry. Dzięki niemu nie zginęłam 11 września i ty także. Objawił mi tajemnicę sprzed piętnastu lat i sekret mojej matki, czego się lękasz?
– Stracę wiarygodność, wezmą mnie za wariata, jak ciebie – odrzekł wyraźnie złamany.
Jasmin poczuła spokój.
– Pamiętaj Jack, nie ma wiecznego piekła, tylko droga do Niego jest dłuższa i bardziej wyboista.
Jasmin wyszła. Zadzwoniła do Clarka.
– Nie mam potwierdzenia od Jacka – rzekła krótko.
– Posłuchaj Jasmin, zapomnij o ,,tamtym” Leslie i przyjdź normalnie jutro na ósmą, wszystko
uzgodniliśmy z panem Northonem.
– Nie mogę i nie pragnę zapomnieć, Clark. Czuję, że właśnie do ciebie mówi – rzekła Jasmin.
– Jak chcesz Jasmin, chciałem ci pomóc.
Rozłączyła się. Clark jeszcze słyszał w swoim wnętrzu.
,, Dlaczego jej nie wierzysz, Ja nie pozwolę jej ukrzywdzić”.
– Wszystko dobrze panie Clark? – zapytał Northon, bo nadal stali we trójkę w biurze.
– Tak, wszystko dobrze, mam straszną migrenę.
Jasmin wracała do domu kilkoma autobusami. Wysiadła przystanek wcześniej. Zimny wiatr smagał jej policzki, ale ona nadal nie czuła zimna. Przy piecyku grzał się żebrak.
– Zimno dzisiaj – zagadnął.
– Tak, trochę – rzekła.– Ja mam ciepły dom, a ty marzniesz.
– Nie martw się o mnie. Pamiętam cię, dałaś mi obiad i dwadzieścia dolarów.
– Dzisiaj straciłam pracę. – Wyjęła portfel. Wzięła wszystkie papierowe banknoty, jakie miała i dała mu. Zaczęła iść bardzo wolno do domu.
– Tam nie ma zimy – usłyszała głos żebraka.
Weszła do mieszkania. Kot dojadał ostatnie chrupki.
– Leslie, tylko powiedz dlaczego? – szepnęła.
Zadzwoniła jej komórka. To była Cyntia.
– Tak mamusiu? – zapytała.
Ale to nie był głos matki. Był to głos jej ukochanego, Pana Wszechświatów.
– Weź trochę jedzenia i jedź samochodem do Wielkiego Kanionu, tam cię znajdę.
– Nie wierzą, że istniejesz, albo przedkładają to, co ulotne ponad tym, co trwałe, ale ja wiedziałam, że mnie nie zostawisz.
– Co się dzieje córeczko, miałam jakieś zakłócenia na linii – usłyszała głos matki.
– Zaraz do was przyjadę – rzekła Jasmin.
Zaczęła szykować klatkę.
– Nie mogę cię zabrać, ale jak On zechce, będziesz ze mną – powiedziała do kota.
,,Znowu święta, pomyślał po kociemu Sadza".
Dojechała po jakimś czasie pod dom rodziców.
– Nie pracujesz dzisiaj córko? – zapytał Stan, kiedy ją uścisnął.
– Nie, właśnie mnie zwolnili. – Głos Jasmin brzmiał spokojnie, a Stan i Cyntia popatrzyli po sobie.
– To nic, kochanie, jesteś zdolna i pracowita, znajdziesz coś lepszego.
– Nie. Przyjechałam was pożegnać.
Znowu popatrzyli po sobie.
– Gdzie jedziesz? – zapytał ojciec.
– Jadę do Wielkiego Kanionu, Leslie tam na mnie czeka.
Serce matki poczuło wszystko.
– Nie płacz mamusiu, mogłam zginąć 11 września. Kiedyś się wszyscy spotykamy – dodała – Zaopiekujcie się Sadzą i nie martwcie się, jeśli zniknie. To będzie znaczyło, że On go wyzwolił.
– Nic nie rozumiem, co mówisz, kochanie – rzekł Stan.
– Wszystko ci wytłumaczę... później – rzekła Cyntia.
Zaczęła jej robić kanapki i herbatę do termosu, dała jej też dużo gotówki.
– Dlaczego nie lecisz samolotem? – zapytał ojciec.
– Wiem, że mam jechać samochodem – rzekła. – Poczekajcie chwilkę.
Zeszła do garażu. Był trochę zakurzony. Stał w rogu. Wróciła na górę.
– Tatusiu, mam prośbę. Weź mój rower. Pojedźcie do domu opieki i dajcie go dziewczynce, około
jedenastoletniej. Będzie miała warkocze i brązowe oczy. Jeśli będzie chciała z wami być, kochajcie ją jak mnie.
Teraz i Stan poczuł. W jego oczach pojawiły się łzy.
– To już się nie zobaczymy? – zapytał.
– Trochę później – przytuliła go mocno. Dziękuję.
Widziała w tylnym lusterku, jak stoją w drzwiach...
Epilog.
Zajęło jej kilkanaście dni, by dojechać do Kolorado. W czasie jazdy powracały krótkie rozmowy z Leslie. Ani przez chwilę nie żałowała, że nie poznała ciała mężczyzny. Wiedziała, że dla niego nie miała w ustach papierosa, czy alkoholu. Miała też pewność, że On stał za jej decyzją przejścia na dietę owocowo-warzywną. Umknęło jej tylko jedno, bo nie miała o tym wiedzieć.
Zastanowiła się nad tym, że nie chodziła do kościoła. Nie przyjęła też Chrystusa na swojego zbawiciela. A jednak każda komórka jej ciała i dusza wiedziała, że Leslie Northon jest tym, którego szuka cała ludzkość od wieków. A jednak on wybrał ją. Tak myślała i nie wiedziała, że się myli. Kanion był ogromny, ale nie martwiła się tym. Wiedziała, że On ją odnajdzie.
Teren zaczął się zmieniać. Dojechała. W sezonie letnim odwiedzało to miejsce setki ludzi, ale teraz nie widziała nikogo. Otuliła się kocem i zasnęła. Obudziła się. Wiedziała, że coś się zmieniło. Sadza spadł na czwarte miejsce. Czuła, że nie będzie miał jej tego za złe. Spojrzała na Słońce. Miała pewność, że widzi je po raz ostatni. Poczuła zapach konwalii. Tak mocny, jak by znajdowała się na polu kwiatów. A przecież w promieniu kilometrów otaczały ją czerwone skały. Ktoś dotknął jej ramienia. Wtuliła się w atletyczną pierś Leslie. Miał na sobie piękną szatę z jedwabiu wyszywaną drogimi kamieniami.
– Nie zwątpiłaś ani na chwilę.
– Dlaczego ja?
– Zapragnęłaś mnie najprawdziwszą miłością. Postanowiłem, że dostaniesz
mnie, kiedy miałaś jedenaście lat w tym życiu. Jadąc tu, wszystko zrozumiałaś. Nie pytasz, dokąd cię zabieram?
– Nie ma znaczenia, ważne, że będziesz ze mną.
– Ja zawsze jestem z tobą, tak jak i z każdą duszą, tylko niewielu chce to zobaczyć. A spośród tych
niewielu, tylko mała garstka mnie miłuje.
– Ale czemu ja? – zapytała ponownie.
– Bo z tej małej garstki, ty mnie umiłowałaś najbardziej. Zapomniałaś o czyś, moja umiłowana.
– O czym, mój Panie?
– Wszyscy po tamtej stronie, musieli umrzeć. Przypominasz już sobie?
– Tak. Wówczas, w ten straszny dzień powiedziałam, że i tak kiedyś umrę, a ty powiedziałeś, że nie.
– Tak, wprawdzie nikt nie umiera, to tylko ciało, ale dla ciebie, zrobiłem wyjątek.
– Czy to daleko?
Do miejsca, gdzie kończy się materia, światło musiałoby biec miliardy lat, ale my idziemy dalej. To
będzie chwilka. Czy chcesz widzieć?
– Przeniosłeś mnie wówczas do motelu, kiedy spałam, pewnie i tak cię nikt nie widział. Możesz mnie tak przenieść? Chociaż już nie śpię, bo obudziłam się ze snu.
– Tak, zrobię to właśnie tak.
Nawet nie poczuła, kiedy wziął ją na ręce. Miała wrażenie, że widziała tysiące słońc...
Stali na trawie. Najbardziej zielonej, jaką widziała. I wtedy zobaczyła to drzewo. Pobiegła, najszybciej jak mogła, ale on już tam był. Usiadł. Ona położyła głowę na jego kolanach.
– To moja planeta. Jestem wszędzie, ale tu jestem tylko z tobą. To nie ja ciebie wybrałem. To ty wybrałaś mnie! Chcesz odczuć, jak całuje Bóg?
– Tylko ten jeden raz – szepnęła.
Zanim dotknął jej ust, wiedziała wszystko, była wszystkim. Była tylko ona i jej Bóg.
__________________________________________________________________
Kilka dni po jej odejściu, jacyś turyści znaleźli samochód zarejestrowany na nazwisko Jasmin Smith.
Stał blisko urwiska, na terenie Wielkiego Kanionu Colorado. Mimo prawie dziesięciodniowych
poszukiwań nie odnaleziono ciała. Policja zawiadomiła Cyntię i Stana. Przyjęli tę wiadomość spokojnie.
Sadza zniknął kilka dni po jej wyjeździe. Cyntia i Stan adoptowali jedenastoletnią dziewczynkę z
warkoczem o ciemnych oczach. Pewien żebrak znalazł na śmietniku los loterii, wygrał 2.350.000
dolarów. Clark został wyrzucony z korporacji za sprzeniewierzenie 666 tysięcy dolarów. Jack Sanders miał drugi, nieco poważniejszy zawał.
Koniec.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
1 komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.
Jakub
Przeczytałem z zainteresowaniem. To bardzo osobista i ciepła opowieść o Bogu, którego nie trzeba szukać w wielkich wydarzeniach czy niezwykłych znakach, ale przede wszystkim w miłości, dobroci i zwyczajnej ludzkiej wrażliwości. Podoba mi się szczególnie myśl, że Bóg pamięta nawet najskrytsze pragnienia człowieka i dostrzega dobro, którego inni nie zauważają.
Nie wszystkie przedstawione tu poglądy religijne są mi bliskie, ale rozumiem przesłanie i intencję autora. Jest w tej historii dużo tęsknoty za Bogiem bliskim, kochającym i miłosiernym. A to przecież bardzo ludzkie i piękne pragnienie. Dziękuję za podzielenie się tą opowieścią.
Sapphire77
@Jakub Dziękuję panu panie Jakubie. Napisz jakie to poglądy nie są Ci bliskie. W wiadomosci. Postaram sie trzymac pytania I nie wspominac co obiecałem nie wspominać