Dlaczego mnie to spotkało cz.3

Rano wstałam nawet wypoczęta, ponieważ Zuzia spokojnie przespała całą noc. Dzisiaj będzie musiała cały dzień spędzić z dziadkami, chyba że spotkanie nie będzie zbyt długo trwało. Kiedy wychodziłam z domu ona jeszcze słodko spała, szkoda było mi wychodzić, ale to co robię to robię to z myślą o niej. Chcę zapewnić jej jak najlepsze dzieciństwo i zapewnić jej odpowiedni start w dorosłe życie.  
  Spotkanie zaczęło się punktualnie o 10 i zebrali się sami najlepsi prawnicy, mecenasi i adwokaci. Sama do końca nie wiedziałam co ja tu robię. Fakt, że podjęłam studia prawnicze, ale nie ukończyłam ich z wiadomych względów. Kto wie, jak by się potoczyła moja kariera zawodowa, gdybym ukończyła studia? Mogę tylko się zastanawiać, co by było gdyby…? Ale nigdy nie poznam odpowiedzi na to nurtujące mnie pytanie. A wszystko tylko przez jedną osobę. Przez tą, która zraniła moje serce i zrujnowała mi życie. Nigdy mu tego nie wybaczę.  

- Tu się pani schowała, pani Angeliko. Chciałbym kogoś pani przedstawić. To jest pan prof. Antoni Kolano, jest rektorem na Uniwersytecie Warszawskim. Bardzo dużo opowiadałem jemu o pani, jest zainteresowany pani osobą.  

- Witam panią bardzo serdecznie. Pan Mariusz mówił mi, że jest pani bardzo zdolna i posiada pani odpowiednią wiedzę oraz podejście do bycia prawnikiem.  

- Dzień dobry panie profesorze. Jest mi niezmiernie miło pana poznać. Pan Mariusz zapewne większość dodał opisując moją osobę – uśmiechnął się do mnie.  

- Pani Angeliko, nie dość, że jest pani inteligentna to jeszcze do tego skromna. To bardzo cenne cechy charakteru.  

- Mówiłem panu, że pani Angelika to niespotykana osoba. – uśmiechnęłam się. To miłe, że ktoś docenia to co robię.  

- Wiem także, że była pani naszą studentką. Znam również przyczyny tego, dlaczego pani przerwała studia i doskonale to rozumiem. Jednak mimo pani obecnej sytuacji proponuję pani powrót na studia.  

- To bardzo ciekawa propozycja, ale ze względu na moją córkę niestety muszę odmówić.  

- Była pani jedną z wielu dobrych studentów naszej uczelni. Tak zapoznałem się z pani dokumentacją i dlatego proponuję pani kontynuację nauki. Wiem, że ma pani potencjał i stąd ta moja propozycja.  

- Jestem zdziwiona tą propozycją, ale nie chcę zaniedbać mojej córki. Ona jest dla mnie najważniejsza i chcę dla niej jak najlepiej, dlatego nie mogę przyjąć tej oferty.  

- Proszę niech pani to przemyśli. Czekam na pani decyzję do piątku. Niech tylko pani weźmie pod uwagę, że nie muszą to być studia dzienne. Powodzenia – prof. zostawił mojego szefa oraz mnie i udał się na zewnątrz.  

- Naprawdę niech pani sobie to przemyśli tak na spokojnie, niech spojrzy pani na to dwojako i zobaczy jakie są z tego korzyści i ewentualne straty, których myślę, że pani nie zauważy.  

- Jestem w ogromnym szoku. Nigdy nie myślałam o powrocie na studia i nie jestem pewna czy to dobry pomysł.  

- Niech pani się nad tym zastanowi, bo to może poszerzyć pani horyzonty i otworzyć rynek pracy.  

  Kiedy wracałam po spotkaniu do domu nie mogłam zapomnieć o tej rozmowie. Może oni faktycznie mają rację? Może powinnam spróbować? Sam rektor czelni proponuje mi powrót na studia, to już jest bardzo dziwne. Tak mi się wydaje. Chyba to się rzadko kiedy zdarza? Wciąż nie mogę dojść do siebie po tej rozmowie. To wszystko jest jakieś dziwne. Sama nie wiem co mam zrobić?. Nie, nie mogę zostawić mojej córki. Nie chcę cały czas zostawiać jej pod opieką rodziców albo matki Krystiana. Chcę widzieć jak moja córka dorasta. Chcę towarzyszyć jej każdego dnia. Być przy niej kiedy będzie mnie potrzebowała. Nie chcę jej zaniedbywać. Przecież mam pracę i mogę przyznać słuszność, że świetnie sobie radzę. Ale czy chcę całe życie być tylko asystentką? Może chcę od życia czegoś więcej? Czy powinnam wrócić na studia? To bardzo ciężka decyzja, ale muszę na coś się zdecydować.  
  Kiedy wróciłam do domu było już po 20. Podróż bardzo mnie wykończyła i te moje rozmyślenia. Marzyłam już tylko o gorącej kąpieli i położeniu się do łóżka. Zostawiłam wszystkie swoje rzeczy w pokoju i już miałam udać się do łazienki, ale usłyszałam sygnał swojego telefonu.  

- Tak słucham – powiedziałam niepewnie, gdyż nie wiedziałam kto dzwoni.

- Halo? Jest tam ktoś? Halo? – powtarzałam kilka razy, ale odpowiadała mi cisza.  

Dziwne, kto by dzwonił o tej porze? Może to pomyłka? Ale to mało ważne. Odłożyłam telefon i poszłam do łazienki. Kiedy wróciłam spojrzałam na telefon, a tam 5 nieodebranych połączeń od tego numeru. I była także wiadomość:
„BARDZO PIĘKNIE DZISIAJ WYGLĄDAŁAŚ. WCALE SIĘ NIE ZMIENIŁAŚ.”
To już jest dziwne. Zastanawiałam się czy zadzwonić na ten numer? Ale nie wiem czy jest sens? Kto to może być? Czy ten ktoś mnie śledzi, a może chce zrobić krzywdę moje córce? Przychodziły mi do głowy bardzo dziwne myśli. Po upewnieniu się czy u Zuzi wszystko dobrze położyłam się do łóżka, ale nie mogłam zasnąć. Ta wiadomość nie dawała mi spokoju. Po chwili znów usłyszałam dźwięk telefonu. Nie chciałam sprawdzać kto dzwoni, ale dobrze, że to zrobiłam bo to była Beata, matka Krystiana.  

- Tak, słucham.

- Angelika… ja… pomocy – nie mogła wydusić z siebie nic więcej.  

- Beata co się dzieje?! – zaczęłam dopytywać.  

- Pomocy… proszę pomóż mi – głos się urwał.
  
- Beata wytrzymaj, proszę zaraz u ciebie będę – raczej mnie już nie słyszała.
  
Wybiegłam z domu tak jak byłam ubrana, nie miałam czasu na nic. Na całe szczęście ona mieszka w kamienicy po drugiej stronie ulicy. Biegłam ile tylko miałam sił w nogach. Kiedy byłam już u niej w mieszkaniu zobaczyłam jak leżała na podłodze w kuchni z telefonem w dłoni.  
- Beata! Beata! Proszę obudź się! Nie zostawiaj nas. – sprawdziłam jej puls, był ledwo odczuwalny, wezwałam pogotowie. Po niespełna 15 minutach pojawili się w mieszkaniu Beaty. Natychmiast zabrali ją do szpitala, nie chcieli mnie wziąć ale nazmyślałam, że to matka mojego męża i takie tam. Nie przejmowałam się tym dla mnie najważniejsze było zdrowie Beaty. Kiedy dotarliśmy do szpitala wzięli ją na oddział intensywnej terapii, okazało się, że dostała zawału serca. Po rozmowie z lekarzem zadzwoniłam do rodziców, powiedziałam tatowi, żeby przyjechał do szpitala, bo Beata miała zawał. Mama też chciała jechać, ale ktoś musiał zostać z dzieckiem. Bardzo się tym wszystkim przejęłam. Nie wiedziałam co się dzieje. Strasznie się o nią martwię. Zżyłam się z nią bardzo mimo tego co nas spotkało. Nie chcę, żeby nas zostawiała. Nie teraz. Ledwo odżyłam po Krystianie, który nas opuścił. Nawet nie będę miała jak go poinformować. A w ogóle by chciał przyjechać? Przejął by się śmiercią matki? Boże o czym ja myślę? Beata to przeżyje i wszystko będzie dobrze.

- Córciu?! Tu cię znalazłem- usłyszałam głos mojego ojca, strasznie przejęty.  

- Tato! Oni muszą ją uratować, ona musi żyć – przytuliłam się do niego i ponownie zaczęłam płakać.  

- Nie martw się. Beata to silna kobieta. Wyjdzie z tego i będzie wszystko dobrze – z całego serca chcę w to wierzyć.  

- Obyś miał rację, nie możemy jej stracić. Nie przeżyje tego. – Po chwili pojawił się lekarz, który zajmował się Beatą.  

- Pani Beata miała wiele szczęścia, że tak szybko znalazła się w szpitalu, dzięki temu udało nam się uratować jej życie. Będzie potrzebowała teraz dużo spokoju i nie może się przemęczać. W szpitalu pobędzie przynajmniej tydzień, żeby się upewnić czy nie pojawią się inne dolegliwości.

- Czyli będzie żyła? – muszę się upewnić, mimo tego, że lekarz już to powiedział.  

- Tak, pani teściowa będzie żyła i to pani zawdzięcza swoje życie. – tata mina była bezcenna, ale później jemu to wytłumaczę. Najważniejsze, że będzie żyła.  

  Po tym jak zostałam sama z tatą to opowiedziałam jemu wszystko i on mnie zrozumiał i powiedział, że bardzo dobrze postąpiłam. Zadzwoniłam do mamy i ją uspokoiłam, że Beata ma się dobrze. Tato chciał, żebym pojechała do domu, do dziecka i żebym się wyspała, ale ja nie pójdę dopóki nie zamienię z Beatą chociaż jednego słowa. Obudziła się dopiero jakieś 3 godziny później, widać że jest słaba, ale chciała mi podziękować. Teraz spokojnie mogłam wrócić do domu. Chociaż na chwilę się położyć spać, ale wątpię żeby udało mi się zasnąć. Jakbym miała mało stresu to dostałam kolejną wiadomość:
„DZIĘKUJĘ CI BARDZO”
Teraz to już na serio zaczęłam się bać. Ten ktoś mnie obserwuje. Wie co robię. Zna każdy mój ruch. Co ja powinnam z tym zrobić? Powiedzieć o tym rodzicom? Nie, to wykluczone jeszcze gorzej będą przejęci tym co się dzieje. Do tej pory wiedliśmy spokojne życie. A teraz? Zawał Beaty i do tego te wiadomości i głuche telefony. A może powinnam powiedzieć o tym Danielowi? On to zaraz pójdzie z tym na policje i będzie zamieszanie, a teraz potrzebujemy spokoju, a nie dodatkowych problemów. Będę musiała jakoś sobie z tym poradzić. Muszę się zastanowić kto by chciał mi zaszkodzić, albo nastraszyć? Mam dylemat czy komuś o tym wszystkim powiedzieć? Może lepszym rozwiązaniem będzie milczenie. Nie wiem czy dobrze robię zachowując milczenie?

Justys20

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1735 słów i 9541 znaków.

5 komentarzy

 
  • czarnyrafal

    O tak ważnych sprawach trzeba, wręcz należy mówić z bliskimi. Wszak sytuacja "rodzinna " się poprawiła i musisz komuś zaufać.Justys coraz fajniej się dzieje. Czekam co też dalej wymy                                        slisz. :kiss:  <3

  • Justys20

    @czarnyrafal Dziękuję...życie bywa zaskakujące

  • AnonimS

    Ciekawy odcinek. Ciekawe kto.ją stalkuje. Pozdrawiam

  • Justys20

    @AnonimS dziękuję i również pozdrawiam

  • AnonimS

    powiedziałam tatowi,?? Powinno być tacie lub tatusiowi...

  • Justys20

    @AnonimS mały błąd się wkradł

  • Lula

    To pewnie Krystian 😉

  • Justys20

    @Lula być może...odpowiedź pojawi się wkrótce

  • PLMatrix

    Jestem ciekawy od kogo dostaje te głuche telefony oraz wiadomości,cudowne opowiadanie

  • Justys20

    @PLMatrix dziękuję za komentarz...okaże się wkrótce