Alfabet #J

Alfabet #J

Joasia skończyła wreszcie segregować  stertę dokumentów o lekko różowym zabarwieniu. Wyciągi z kont, ułożone precyzyjnie w kolejności chronologicznej, leżały skromnie na rogu monumentalnego biurka. Usatysfakcjonowana efektem, zasiadła w wygodnym, obitym skórą fotelu. Założyła jedną zgrabną nogę na drugą, eksponując, opalone promieniowaniem solarycznych lamp, uda. Skontrastowane przez obcisłą biel spódniczki wyglądały zabójczo. Przejechała zadbanymi tipsami po czekoladowym blacie. Do biura wszedł ukołnierzykowany  mężyczyzna, uśmiechając się kącikiem ust na widok Asi.  
-Cześć…- przywitała go, maksymalnie zniżając tembr głosu. - Zrobiłam ci porządek w papierach.
- A nie chcesz posprzątać innych rzeczy? - zapytał, przeciągając palcem wzdłuż linii spódniczki.
-Może…- powiedziała, bawiąc się jego paskiem. Srebrna klamra puściła pod naporem jej palców.  
- Asia?! -   wyraz twarzy ojca był nieopisany. Szok, totalne zaskoczenie i dezaprobata mieszały się w abstrakcyjnie emocjonalny koktajl. Przeniósł wzrok z niej na swojego wspólnika.  - Piotr?!
-Adam, proszę cię, to nie tak…
-PIEPRZYSZ MOJĄ CÓRKĘ?
- Tato… - wtrąciła Asia nieśmiało.
-Zamknij się, Aśka!  A ty odpowiedz na pytanie, gnoju.- kontynuował mężczyzna.
- Adam, uspokój się…
- Nie mów mi, co mam robić, zboczeńcu!
- Gwoli ścisłości, wszystko jest legalne. Ona ma osiemnaście lat, Adam.
- ‘Ona’ ma  imię, to po pierwsze. A po drugie Aśka chodzi do klasy z twoim synem!
- Bartek także jest pełnoletni. - wyjaśnił zimno Piotr. Asia wtuliła się w jego ciepłe ramię. Mężczyzna odepchnął ją zirytowany, pojedynkując się z rywalem spojrzeniem. Ostatecznie zrezygnował. Rozleniwiony lew salonowy odpuszczający mało opłacalny pościg. - Weź sobie tę małą zdzirę i daj jej szlaban zanim ona da dupy całemu miastu.  
Purpurowy ze złości ojciec chwycił Asię za rękę, brutalnie ciągnąc dziewczynę do wyjścia.  
- Jak długo to trwa? - zapytał, gdy znaleźli się wewnątrz samochodu.  
- Tato…
- JAK DŁUGO?! - powtórzył mężczyzna, ruszając przy ogłuszającym wyciu silnika.  
- Miesiąc. - odparła, nie widząc sensu w dalszym ukrywaniu romansu. Jechali niebezpiecznie szybko poprzez jasno oświetlone ulice miasta. - Patrz na drogę, tato.
- Dlaczego?- zapytał, przy czym pytanie nie dotyczyło jej porady.
-Tato, jedziesz za szybko.
- Dlaczego?!  
- Zwolnij! - krzyknęła przestraszona. Zahamował gwałtownie, poczuła jak pas wżyna się w jej ciało. Ojciec oparł głowę na kierownicy, ciężko oddychając.  
- Dlaczego… - wymamrotał jedynie, nie kryjąc zawodu.
- Nie wiem. Nie wiem, tatusiu…  
- On ma żonę. I syna w twoim wieku.  
- To się po prostu stało…
- Idź do  pokoju. - nakazał. Opuściła auto wściekła, choć nie wiedziała na kogo. Na ojca? Na Piotra? Na siebie? Trzasnęła drzwiami, z satysfakcją nasłuchując echa obiegającego piętrową willę niczym zwiastujący burzę grom. Położyła się, przytulając wypuszczonego królika. Zwierzę znudzone jej dotykiem przeszło w inny kąt łóżka. Asię zabolała nawet tak pozorna zdrada. Jednocześnie jej rozpacz przybierała coraz bardziej widoczny kształt zemsty. Zapragnęła zranić Piotra. Zadać mu głęboki cios. Porzucił ją. I chociaż wiedziała, że jedynym winnym była ona, a raczej jej głupota oraz naiwność, chęć destrukcji  narastała w dziewczynie gwałtowną, niepowstrzymaną falą. Za te wszystkie obietnice obrócone w pył. Za deklaracje, które słyszały tylko gwiazdy, zbyt odległe, aby móc cokolwiek zaświadczyć. Za słowa, słowa i więcej słów uniesionych w nicość niczym porwane huraganem latawce. Zacisnęła pięści, czując jak wewnątrz jej umysłu rozwija się szalony plan godny Harley Quinn. Ostrożnie wyjrzała przez okno. Ojciec odjeżdżał właśnie sprzed domu. Nie miał sił, aby rozmawiać z Asią. Typowe. Odkąd mama wyjechała na wieczne wakacje, tata rzadko miał siły rozmawiać z dziewczyną. Tak było mu wygodniej. Zresztą nie tylko jemu. Uruchomiła toyotę mamy. Skrzywiła się, widząc minimalne zarysowany, srebrny lakier. Pamiątka po zderzeniu z BMW Bartka, której nie zauważyła przy pierwszych oględzinach. Szczęśliwie, tata też nie. Inaczej by ją zabił. Wciąż myślał, że mama wróci. Asia karmiła się tym samym złudzeniem. Głupią nadzieją, iż przyszedłszy ze szkoły zastanie ciepły obiad. Że będzie mogła dać komuś prezent z okazji dnia matki. Pewnie dlatego zawsze mówiła o ‘rodzicach’, nie o ojcu. Włączyła muzykę. ‘Dark side of the Moon’. Ukochany album mamy. Był w samochodowym odtwarzaczu, kiedy Asia postanowiła przywłaszczyć sobie auto. Jakoś nigdy nie zdecydowała się wyjąć płyty, tej jedynej pępowiny łączącej ją z przeszłością. Jechała spokojnie, choć dłonie jej dygotały. Piotr. Silny, męski, dojrzały. Przeciwieństwo tych wszystkich chłopaczków, szpanujących za pieniądze rodziców. Jej Piotr. Jej mężczyzna. Oddał ją niemal walkowerem. Zrezygnował tak łatwo. Nie mogła mu tego zapomnieć. Nie mogła zignorować bólu, który czuła. Bólu, domagającego się ofiar. Zaparkowała naprzeciwko bramy. Przelotnie zerknęła na swoje odbicie, przypominające obecnie średnio udaną karykaturę.  
-Dzień dobry, tu Asia. - poinformowała kulturalnie domofon. Odpowiedziało jej zapraszające bzyczenie.  
- Witaj, Asiu. Wejdź kochanie. - zaprosiła ją zadbana, czterdziestoletnia kobieta. Dziewczyna skorzystała z zaproszenia, siadając w jasnym, przestronnym salonie. Dominował nowoczesny, nieco industrialny wystrój. Zdjęcie Bartka spoglądało oskarżycielsko, nie kryjąc dezaprobaty względem zamiarów nastolatki. - Dawno cię u nas nie było. Zjesz coś?
- Nie, dziękuję. Są jakieś wieści o Bartku?- spytała Asia, czując się okropnie. Kobieta posmutniała, jej zielone oczy przygasły niby jesienna trawa. Znakomicie wykonany makijaż nie potrafił zatuszować cierpienia matki, utrwalonego w tych oczach.  
- Nie. Jakby rozpłynął się w powietrzu. Nikt nic nie wie, czeski film.- oznajmiła wypełniona rozpaczą matka.
- Przykro mi. - powiedziała Asia. Nie miała prawa łamać tej kobiecie serca po raz drugi. Ona straciła przecież syna. Nie zasłużyła, żeby tracić męża. Szalony plan runął. Nie powie jej.  
- Dziękuję. Ale nie po to przyszłaś, prawda? Sypiasz z Piotrem… Nie dziw się... Wiem, kiedy mąż mnie zdradza. Po tylu razach, nauczyłam się rozpoznawać jego zachowanie. Miesiąc temu wrócił do domu inny. A dziś poczułam od ciebie jego perfumy. Zostawił cię, dziecko? - zapytała kobieta, nie tracąc nic ze swojej godności i spokoju. - Przyszłaś się na nim zemścić?
-Proszę pani…
- Nie szkodzi, Asiu. To nic. Chciałabym tylko żeby Bartek wrócił. Tylko tyle. Żeby mój syn wrócił. - zielone oczy zaszkliły się firanką łez. - Jeśli to wszystko, wyjdź proszę.  
Asia dosłownie wybiegła z perfekcyjnie zabudowanego salonu, niezdolna wydusić ani ‘do widzenia’ ani ‘żegnam’. Odjechała czym prędzej. Nie mogła znieść atmosfery tamtego miejsca. Domu przemienionego w mauzoleum bez grobu. Kobiety zobojętniałej na ciosy, zjawy płaczącej nocy i wyglądającej przez wypucowane szyby. Jechała zamyślona, prawie minąwszy autostopowicza, machającego wyciągniętym kciukiem.
-Elo, Azja. Zobaczyłem twoje auto. Pomyślałem, że może mnie podrzucisz. - wyjaśnił Maciek, pakując się bezceremonialnie do środka.  
- Nie nazywam się Azja.  
- Asia, Ejżja, Azja. Jeden kij. Jedziemy?
-A co ty tu w ogóle robisz?
- Biegałem.Coś mi trachnęło w kostce i musiałem poszukać transportu. Szłem na przystanek…
- Szedłem. Mówi się ‘szedłem’.
- Dobra, no, nie zachowuj się jak Filip. Szukałem przystanku, a tu patrzę Azja Express. - zarzucił sucharem.
Nawet nie udawała rozbawionej.  
-Zawsze biegasz koło domu Bartka?
- Mają fajny chodnik.  
- Oczywiście.- odparła sarkastycznym tonem.  
- Podrzuć mnie na Tetmajera i się mnie pozbędziesz, Elso.
- Chcesz się bawić w przezwiska, Panie Fatalne Zauroczenie? - rzuciła.- Estera do mnie pisała.  
-Rozmawiałem już z policją. Nic jej nie zrobiłem.  
- Może nie zabiłeś Estery, ale ją zostawiłeś. Zostawiłeś ją na kompletnym odludziu! Samą! - krzyknęła, uderzając dłonią o kierownicę. - Wiesz jak się czuła?! Wiesz?!
- Aśka, spokojnie…
- Kochała cię! Czekała na wasze spotkanie, a ty ją zostawiłeś! Mnie też ktoś zostawił… Ktoś, komu zaufałam… - perorowała w coraz większym amoku. - Bawicie się nami, uzależniacie od siebie…  
- Asia! To nie było tak!
- Estera chciała żebyś był jej pierwszym…
-Uważaj!!!
Dziewczyna wcisnęła ostro hamulec. Przechodzący przez pasy mężczyzna przekoziołkował kilkakrotnie w powietrzu zanim upadł na bruk ukrzyżowany jak nowoczesna interpretacja Jezusa.


1 534 czyt.
100%258
Somebody

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i dramaty, użyła 1550 słów i 8939 znaków, zaktualizowała 14 sty o 18:45

Komentarze (8)

Zaloguj się aby dodawać komentarze. Nie masz konta? Załóż darmowe konto
  • AuRoRa

    AuRoRa 11 sie 2018

    Powiązane ze sobą losy ludzi, zaczynają się zazębiać. Każdy ma coś do powiedzenia , gratuluję pomysłów na bohaterów.  

  • Iks

    Iks 18 paź 2017

    Nie wiem czy dam radę skończyć przed wyjściem (ech, obowiązki), ale dalej zaciekawiasz historią. Mnóstwo zagmatwanych ludzi w twojej historii.

  • Duygu

    Duygu 21 wrz 2017

    Dziewiąta łapa w górę ode mnie. Jestem w pierwszej dziesiątce   Słowo "zjadliwa" tu nie pasuje- ta część była przepyszna   Cóż za idealne zakończenie   Czekam na ciąg dalszy, kochana!  

  • Nikkitta

    Nikkitta 21 wrz 2017

    Nie wiem skąd ty bierzesz tyle inspiracji. Twoje opowiadania jest jak pociąg - pędzi, pędzi i nie może się zatrzymać dla złapania oddechu.

  • CzarnaKama

    CzarnaKama 21 wrz 2017

    Cudownie, kochana     

  • AlexAthame

    AlexAthame 20 wrz 2017

    I ode mnie. Cos mi świta ale to pewnie wczorajsza maryha. Mam nadzieje ze w ostatnim odcinku się wyda ...

  • DziecieChaosu

    DziecieChaosu 20 wrz 2017

    Biedna Joasia Cały dzień felerny Naiwności młodych kobiet, bądź pozdrowiona Świetna część Szkoda, że to nie Maćka przejechała

  • Margerita

    Margerita 20 wrz 2017

    łapeczka ode mnie