Pamiętnik pisany przez Śmierć

Z poważaniem,  
Śmierć,  
posiadająca wiele imion...Z góry proszę o stwierdzenie, czy dodałam to opowiadanie do odpowiedniej kategorii :D
Pozdrawiam :)
+Edytowałam tekst aby poprawić błędy, które dojrzałam dopiero teraz - to opowiadanie pisałam dość dawno :)
~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~*~

Spis członków Drużyny Cienia:



Kornelia "Szpila” – dziewczyna z dobrego domu, jednak nie z wyższych sfer. Jako jedyna z całej drużyny odeszła od rodziny z własnego kaprysu. Sama wybrała skromniejsze życie z przyjaciółmi. Posiada ona wybuchowy charakter i tendencje do podejmowania pochopnych decyzji. Jest szanowana i lubiana w gronie swoich przyjaciół, jednak obcy ludzie często krzywo na nią patrzą. Dziewczyna na większej części ciała ma tatuaże i nie są to kucyki, kotki ani szczeniaczki. Wszystkie to wulgarne teksty lub obrazki. Nie utrzymuje kontaktu z rodziną, gdyż oni jej nie rozumieją.

Zuzanna "Żyleta” – zawsze w ponurym nastroju, ponieważ ciąży na niej ogromna strata, w postaci śmierci obojga rodziców, kiedy ona miała zaledwie dziewięć lat. Ojciec wracając z pracy, po ciężkim dniu, postanowił się spić. O około trzeciej w nocy zaczął dobijać się do drzwi swojego domu, jednak żona nie chciała mu ich otworzyć. Dostał się do domu wybijając pierwsze z napotkane okno. Zdenerwowany rzucił się na ukochaną, kalecząc ją szkłem leżącym już na podłodze. Rana głowy mimo, że powierzchowna, doprowadziła do śmierci kobiety. Za ojcem znikąd pojawiła się dziewczynka i z całej siły uderzyła go butelką w czaszkę. Zemdlał. Rano, kiedy się obudził i zobaczył co zrobił swojej żonie pod wpływem alkoholu, powiesił się. Zuzanna, mało rozumiejąc co się stało, mieszkała z trupami rodziców przez trzy dni. Z matką, której szkło nadal tkwiło w głowie, a ona sama leżała w kałuży rubinowej krwi. Oraz ojcem, którego czasem przypadkowo szturchnęła i widziała jak jego bezwładne ciało buja się na starej linie. Od tamtej pory, nie można było mówić do niej "Zuzia”, gdyż to przywoływało jej wspomnienia po rodzicach. Od tamtej pory, jest ona, tylko i wyłącznie "Zuzanną”, zwaną później "Żyletą”.

Wiktoria "Kula” i Marcelina "Węzeł” – opanowane i mądre bliźniaczki, z mniej makabryczną przeszłością od Zuzanny. Przez dwanaście lat żyły  w normalnej, szczęśliwej rodzinie. Matka, ojciec i dzieci – czyż nie brzmi to idealnie? Jednak pewnego dnia, ojciec bliźniaczek został śmiertelnie potrącony przez nieuważnego kierowcę samochodu osobowego. Matka po krótkim czasie popadła w depresją i przez żyletkę wylądowała w szpitalu. Jako iż kobieta nie była na tyle stabilna emocjonalnie, opiekę nad siostrami przejęła ciotka. Dziewczyny są władcze i w swojej drużynie pełnią funkcje liderek. Drużyna zazwyczaj na nie liczy, więc zawsze muszą posiadać "Plan B”. Wszyscy im w pełni ufają, w końcu, nigdy nie zawiodły.

Patryk "Mutant” - Urodzony z wadą wzroku w bogatej rodzinie. Matka jednak nie chciała chorego, nawet w najmniejszym stopniu, dziecka. Ojciec nie miał nic do powiedzenia, gdyż był po uszy zakochany w żonie. Nie zdążył pokochać syna, aby stanąć w jego obronie. Patryk wylądował w domu dziecka, gdzie od najmłodszych lat był prześladowany przez starszych kolegów, przecież nikt nie polubi ślepego i chuderlawego chłopca. Nawet teraz, gdy jest w pełni dojrzały ma bardzo szczupłe ciało. Zazwyczaj nieśmiały i zamknięty w sobie chłopak. Najlepiej dogaduje się z wypraną z uczuć Zuzanną.

Hubert "Uścisk” - Z dziwaczną historią na karku i swoimi sarkastycznymi uwagami,  uparcie brnie do przodu przez życie. Kiedy Hubert się urodził jego matka miała zaledwie szesnaście lat. Dziewczyna była molestowana przez księdza ze swojej parafii, a kiedy zaszła w ciążę ten nagle zniknął. Niedługo po tym wylądował w więzieniu, bo sprawa została odkryta. Chłopak, którego matka pogodziła się ze swoim losem, pragnęła jednak mieć córkę. Nie syna. Hubert przez lata wychowywany na dziewczynkę, zaczął interesować się mężczyznami. Kiedy jego matka zrozumiała swój błąd, było już za późno. Chłopak się wyprowadził i nigdy więcej nie odezwał do matki. Z ojcem nigdy nie utrzymywał kontaktów, uważał go za zboczeńca i psychola, z którym nie chciał mieć nic do czynienia. Przez ojca także znienawidził księży oraz kościoła i religii chrześcijańskiej.

Szymon "Ćwiek” – Chłopak nie wie ile dokładnie ma lat, może się tylko domyślać. Podobno jego matko urodziła go podczas szalonej imprezy w nocnym klubie. Kobieta zmarła po porodzie, a ojciec nigdy się nie ujawnił. Trupa kobiety z umierającym dzieckiem w ramionach znalazł pijak w koszu na śmieci, za klubem. Spity mężczyzna ledwo utrzymywał się na nogach, jednak to dzięki niemu Szymon przeżył. Mężczyzna wezwał policję, a dzieckiem – które później adoptował, bo czuł się za nie odpowiedzialny – wychował najlepiej jak umiał. Chłopak, bezgranicznie wdzięczny nieznajomemu, uwierzył w naturalną dobroć ludzi. Marzyło mu się wstąpić do Kościoła, chciał być oczami Boga na Ziemi. Kościół nie przyjął jednak chłopaka. Nie podano dokładnej przyczyny. Chłopak popadał w depresję, zaczynał wątpić w ludzi. Wiele razy próbował popełnić samobójstwo. Ma wiele blizn po ranach ciętych na rękach, nogach. Nie wytrzymujący już z męczarniami przyrodniego syna i jego kolejnymi zamachami na własne życie, mężczyzna rzucił się pod samochód, co poskutkowało śmiercią jedynej rodziny Szymona. On i Hubert nie przepadają za sobą, głównie chodzi o ich różne nastawienie do religii.

Paulina – Co by tu mówić? Dziewczyna wyglądająca na bardzo młodą. Jednak po jej zachowaniu można było przypuszczać, że była dużo starsza niż wskazywał na to wiek oraz wygląd. Lubiąca czarny humor i widok śmierci. Dla niektórych "psychicznie chora”. Drużyna średnio ją rozumie i nie liczy się zbyt bardzo z jej zdaniem, choć czasem ma ona dobre pomysły. Może jest dziwna, psychiczna, i z uśmiechem mordercy, jednak ta drużyna nie wyobraża sobie swojej egzystencji bez jej morderczych dowcipów, demonicznego wyglądu i jej pomysłu, strasznych historii. A jej przeszłość? Kto wie... do niej nikt nie umiał dotrzeć... do mnie, nikt nie umiał dotrzeć...



Ostatnia przygoda, lata współczesne: Wyprawa Do Podziemi:



Nareszcie! Ile można było jeszcze siedzieć w tym busie?!
Jesteśmy w południowych Włoszech, w mieście o nazwie Colobraro. Podobno najbardziej przeklętym mieście Europy. Czy to prawda? To właśnie nasza drużyna chce sprawdzić. Wszyscy z plecakami na plecach, a w nich masą niepotrzebnie-potrzebnych rzeczy, ruszyliśmy w stronę dawno opuszczonego, starego domu. Był bardzo mały. Rozdzieliliśmy się. Kornelia z Patrykiem zeszli do piwnicy, Zuzanna z Szymonem i Hubertem zaczęli się wspinać na strych, a ja z Wiktorią i Marceliną zostałyśmy na parterze. Rozpoczęliśmy poszukiwania czegoś, co poświadczyłoby, że dom jest nawiedzony. Grupa ze strychu poddała się jako pierwsza. Zeszli do nas, na parter i chłopaki zaczęli pomagać nam, a Zuzanna ruszyła do piwnicy, gdyż od dłuższego czasu nie było słychać żadnych oznak życia Kornelii lub Patryka. Gdy tylko doszła na dół, wydała z siebie okrzyk strachu i zaskoczenia zarazem. Jej oczom ukazał się ogromny szkielet, z głową chuderlawego Patryka. Kości nie były nigdzie umocowanie,  w powietrzu zdawała się je trzymać tylko jakaś diabelska siła. Puste oczy, kiedyś należące do Patryka, były całe białe. Be tęczówek, bez zierenic. Głucha pustka. Szkielet miał około dwóch metrów i konsumował rękę Kornelii. Nie ruszała się, jednak jej klatka piersiowa nieregularnie opadała i wznosiła się. Dziewczyna żyła. Kiedy potwór zorientował się, że jest oglądany, jedną ręką – a miał ich cztery – wbił ogromną szpilę prosto w serce dziewczyny. A kiedy klatka piersiowa bezpowrotnie zapadła się, dodatkowo poderżnął jej gardło. Następnie, zadowolony ze swoich czynów, przesunął obraz ze ślubu niezidentyfikowanej pary, za którym była ogromna dziura. Zniknął w niej, zanim zdążyliśmy przyjść. Kornelia leżała w kałuży jeszcze świeżej krwi, jak mniemam, jej krwi lejącej się z poderżniętego gardła. Z serca wystawało małe ostrze. Cała scena przypominała marny horror. Po krótkiej, lecz stanowczej naradzie, uznaliśmy, z większym lub mniejszym entuzjazmem, że chcemy pomścić przyjaciółkę. Ruszyliśmy więc w stronę przejścia, które wskazała nam Zuzanna. Czy mało się przejęliśmy? Tak. Wszyscy z nas wystarczająco dużo razy widzieli śmierć, aby teraz być obojętnym na jej widok. "Przecież śmierć, to część życia” - mawiał Szymon. Po kolei zaczęliśmy wchodzić małym tunelem w ciemność. Co się w niej kryło? Może morderca Kornelii. Szłam jako ostatnia. Pierwszy uparcie poszedł Hubert. To głównie przez niego czołgaliśmy się teraz w tym czarnym tunelu. Wszyscy wiedzieli, że pomiędzy nim a Kornelią coś było... teraz to coś znikło i nigdy nie powróci, na miejsce tego uczucia wstąpiła żądza zemsty. Krwawel zemsty. Pod sobą zaczęłam czuć coś lepkiego, dziwna maź. Usłyszałam kilka wyrazów oburzenia i niechęci ze strony moich przyjaciół, mnie także wyrwało się małe przekleństwo. Nie dość, że w tunelu było parno, czołgaliśmy się w małej warstwie czegoś lepkiego, chyba śluzu, to do tego jeszcze śmierdziało! Stęchlizna, zgnilizna... zapachy, które większość ludzi uważa za zapachy śmierci, lecz śmierć pachnie inaczej... na pewno pachnie ładniej niż zapach trupów. Tunel kończył się małym pokojem z którego wychodziły trzy drogi. Poszliśmy bez namysłu w lewo. Tam prowadziły ślady, w postaci grudek śluzu. To było dość wysokie przejście. Swobodnie mogłabym iść wyprostowana, gdyby nie jeden mały szczegół. To był tor śmierci. Co chwila widzieliśmy oznaki chęci zabicia nas. W jednej chwili z podłogi wysunęła się piła i o mało co nie przecięła Huberta na pół, odskoczył w ostatniej sekundzie. Ostrożnie ruszyliśmy do przodu, ja nadal byłam na końcu. Tor ogólnie nie sprawił nam kłopotu, gdyż pułapki były do przewidzenia, a z takimi mózgami jak Marcelina i Wiktoria musieliśmy przeżyć. Tor kończył się małym pokoikiem, w którym jedyną rzeczą był stary sarkofag. Lecz w pokoju były dwie mgliste postacie. Duchy.

- Moja droga Mroczna Pani – odezwał się jeden – czy słyszałaś, że do twojego domu bezkarnie wtargnęła banda dzieciaków? To oburzające, nieprawdaż? A co będzie, o Pani, jeśli znajdą przejście do Podziemi? A... a co jeśli nas znajdą? Co wtedy?

- Umrą, mój drogi Mroczny Panie – powiedziała tak, jakby była to najnormalniejsza rzecz na świecie.

I wtedy zaczęli się rozpływać. Słyszeliśmy jedynie echo ich wysokich głosów... ich śmiechów. W małym pomieszczeniu, do którego w końcu odważyliśmy się wejść, nie było niczego prócz staro wyglądającego sarkofagu. Z wielkim dystansem do niego podeszliśmy. Ze strachem Szymon odważył się go otworzyć. Wyleciał z niego jedynie nietoperz. W środku widzieliśmy napis:
"Śmierć jest za każdym rogiem,  
Śmierć chodzi za tobą jak pies,  
Śmierć na początku twojego życia złożyła przysięgę,  
że Cię nigdy nie opuści,  
Śmierć nie posiada sumienia,  
Śmierć nie ma uczuć,  
Śmierć jest nieśmiertelna, jest wieczna.
Śmierć potrzebuje ofiar...”
I w tym momencie, czytający słowa zapisane we wnętrzu sarkofagu, Szymon został połknięty przez nawiedzony przedmiot. Pudło zamknęło się i nie chciało wypuścić chłopaka. Po chwili usłyszeliśmy zduszony krzyk Szymona, a później sarkofag, niespodziewanie, się otworzył. Ujrzeliśmy martwe ciało chłopaka, z milionem dziur w sobie. Na jednej ze ścian były setki tępych ćwieków, które musiały brutalnie zabić Szymona. Krew wylewała się strumieniami z nawiedzonego pudła. Po chwili przed nami utworzyła się mała kałuża z, jeszcze ciepłej, krwi chłopaka. Jego nieżywe ciało przeszył wstrząs. Następnie kolejny i kolejny, aż trup otworzył oczy. Miał szklisty wzrok i te potworne białe oczy. Pokracznie wyszedł z sarkofagu. Zaczęliśmy wrzeszczeć jak opętani. Jak zabić kogoś kto i tak już nie żyje, choć jeszcze dziesięć minut temu był twoim przyjacielem?! Nie było chwili do stracenia. Marcelina, jak zawsze bohaterska, ruszyła do przodu i stanęła twarzą w twarz z dziurawym kolegom.

- Puk, puk – odezwało się ciało Szymona.

- Kto tam? - zapytała drżącym głosem Michalina.

- Nieboszczyk – odpowiedziało i zadowoleniem na twarzy rzuciło się na dziewczynę.

Michalina nie dała rady krzyknąć, tylko cicho do nas pisnęła:

- Uciekajcie... - i uleciało z niej życie.

Biegliśmy przed siebie nie zwracając uwagi na wszystkie płapki dookoła, przez co straciliśmy Zuzannę. Została przecięta w pół ogromną żyletką. Może to była kara za liczne próby samobójcze? - przemknęło mi przez myśl. Szybko uciekliśmy do sąsiedniego, środkowego korytarza, lecz nie długo tam zabawiliśmy, gdyż po kilku krokach zobaczyliśmy powieszoną Marcelinę, a za nią cień, na sto procent, naszego Nieboszczyka. Przybiegł do nas z nieludzką szybkością. Dopadł do Huberta. Ścisnął go w pasie tak mocno, że zaczęły wypływać z niego wnętrzności... okropny widok, a jeszcze gorsze uczucie... czujesz się jakbyś pływał we flakach i krwi własnego przyjaciela. Nie radzę próbować. Odwróciłam się do Wiktorii, ostatniej żywej duszy w tym koszmarze. Wyciągnęłam zza pasa mały pistolet i strzeliłam. Nie miała nawet kiedy zapytać: "Dlaczego?”. Już jej dusza uleciała.
Tak. Teraz dusze moich przyjaciół zostaną ze mną na zawsze, będą zawsze młodzi... Czyż nie tego chcieli? Wiecznego życia? Mówię na głos wiersz z sarkofagu:

"Śmierć jest za każdym rogiem,  
Śmierć chodzi za tobą jak pies,  
Śmierć na początku twojego życia złożyła przysięgę,  
że Cię nigdy nie opuści,  
Śmierć nie posiada sumienia,  
Śmierć nie ma uczuć,  
Śmierć jest nieśmiertelna, jest wieczna.
Śmierć potrzebuje ofiar...”

Później zaczęłam recytować dalszy ciąg wiersza:

"Byłam za każdym rogiem, jak nie osobiście, to moi podwładni, tacy jak Szkielet i Nieboszczyk.
Chodziłam jako ostatnia, za nimi.
Kiedy się urodzili, byłam przy nich, wiele razy prawie zabiłam ich w młodym wieku.
Jestem z nimi nawet teraz, po śmierci.
Jestem wyprana ze wszystkiego co dobre...
Jestem wieczna....
Potrzebuję czegoś w zamian za życie po śmierci...”



Sposób nadawania ksywek w drużynie...:



Kornelia "Szpila” – Umarła poprzez przebicie serca ogromną szpilką...

Zuzanna "Żyleta” – Umarła poprzez przecięcie na pół żyletką...

Wiktoria "Kula” – Umarła poprzez postrzał z pistoletu...

Marcelina "Węzeł” – Umarła poprzez powieszenie...

Patryk "Mutant” - Umarł kiedy przechodził mutację w żywy szkielet...

Hubert "Uścisk” - Umarł poprzez uścisk nieboszczyka...

Szymon "Ćwiek” – Umarł poprzez zgniecenie przez setki małych ćwieków, następnie jego ciało stało się niejakim Nieboszczykiem...

Paulina – Jeszcze nie umarła... i szybko tego nie zrobi...



Zabijam dla przyjemności, ciekawski Czytelniku...  
Korzystając okazji...
Tobie także  złożyłam przysięgę, nie martw się,  
nie zapomniałam Czytelniku... nie zapomniałam...

Z poważaniem,  
Śmierć,  
posiadająca wiele imion...

Anaela

opublikowała opowiadanie w kategorii horror, użyła 2732 słów i 15863 znaków, zaktualizowała 29 paź 2016. Tagi: #Śmierć #horror #Halloween #morderstwo

2 komentarze

 
  • Kuri

    A kto umarł, ten nie żyje D: Fajne opowiadanie, wciągające, ale mi się zdaje, że trochę krótkie... (mam zboczenie na punkcie długich opowiadań xD )

  • NataliaO

    horror może, choć mocno straszne nie było; Przyznaję masz fajny styl pisania. Czyta się z przyjemnością Twoje opowiadania :)