Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Niebo nie jest limitem (cz 4)

Dzięki za łącznie 200 wyświetleń w tej serii.
Piszę opowiadania dla hobby więc jeśli zauważycie jakieś błędy to możecie dać znać w komentarzu.


Była to dziewczyna, wyglądała na zdezorientowaną całą tą sytuacją.
Podeszliśmy do niej a ona po chwili zaczęła panikować
- Co tu się dzieje?! Czemu nie ma nic poza blokiem? Gdzie są wszyscy?
Po chwili jednak się trochę uspokoiła.
Odpowiedzieliśmy, że sami nie wiemy.
Powiedziała, że ostatnie co pamięta to, przeczytanie jakiegoś tekstu, lecz nie pamiętała co, było napisane.
Następnie wszystkie światła zgasły a za oknem, pojawił się piękny fioletowy kolor na czarnym tle nieba, po kilku minutach kolor ten znikną z nieba.
Poza blokiem i kawałkiem terenu wokół nie ma nic.
Zbiegła szybko na dół z trzeciego piętra a po chwili spotkała nas.
Michał ledwie się trzymał przez rany, które spowodował wilk więc, poszliśmy do mieszkania.
Wcześniej jednak się nam przedstawiła.
Nazywa się Monika i mieszka na trzecim piętrze.
W domu powiedziałem jej co, odkryliśmy do tego czasu, o rysunkach na ścianach oraz dziwnym miejscu w jaskini.
Opowiedziałem również o wielkim wilku i latającym stworze.
Po zjedzeniu czegoś i odpoczęciu wyszedliśmy z Moniką z zamiarem skierowania się do jaskini, lecz zobaczyliśmy inną wyspę bardzo wolno przelatującej obok naszej.
Był na niej mały domek a sama wyspa, była na tyle blisko, że przeskoczyliśmy na nią.
Okazja nie mogła się zmarnować, do jaskini pójdziemy innym razem.
Michał przez swoje rany nie mógł niestety iść z nami więc, został w domu.
Podeszliśmy do domku, obok niego stał starszy mężczyzna z brodą i siekierą.
Spytaliśmy kim jest a on, odpowiedział tylko, że drwalem i dalej stał cicho przez chwile.
Powiedział następnie, że na coś poluje a po chwili usłyszeliśmy pisk pterodaktyla, który szybko zmierzał w naszą stronę.
Mężczyzna rzucił się w jego stronę z siekierą, a kiedy był wystarczająco blisko zamachał się z całej siły i wbił się w tułów potwora.
Krew prysnęła na drwala a stwór upadł na ziemie.
Wyciągną siekierę z jeszcze oddychającego pterodaktyla, a następnie zamachną się ponownie tym razem celując w głowę.
Następnie wziął jego ciało i zabrał go do domu, przy uchylonych drzwiach zaprosił nas do chatki.
W środku było ciepło dzięki rozpalonemu kominku.
- Zaczekajcie.
Powiedział, a następnie otworzył klapę w podłodze i zszedł do piwnicy.
Zastanawiałem się, dlaczego nie był ani trochę zaskoczony widząc innych ludzi.
Wrócił już bez ciała pterodaktyla.
Powiedział lekko chrypkowatym głosem:
- Będzie na obiad.
A następnie spytał od jak dawna jesteśmy na tym świecie.
Odpowiedziałem, że ja oraz brat, który został w domu od 3 dni a Monika dzień.
Odpowiedział, że nie to niebezpieczne zostawiać kogoś samego.
Żyje na tej wyspie już od dawna nie raz przechodził na inne wyspy i spotykał ludzi.
Nie był tu sam, mieszkała z nim jego żona, raz wyszedł odwiedzić inną wyspę w celu zebrania zapasów, a kiedy wrócił zobaczył ją przed domem rozszarpaną przez latającego stwora.
Wtedy przyrzekł, że zabije każdego potwor na tym świecie.
Nagle zrobiło się smutno.
Na koniec dał nam rade.
- Nie bójcie się odwiedzać innych wysp, lecz bądźcie ostrożni i nigdy nie zostawiajcie nikogo samego, bo kto wie co może się stać.
Zapytałem go wtedy czy nie chce do nas dołączyć, lecz ten odparł, że chce dożyć ostatnich dni w tym domu.
Kiedy wychodziliśmy, nie mówiąc ani słowa podarował nam jakieś dokumenty.
Przejście między wyspami stało się bardzo małe jeszcze kilka minut i nie bylibyśmy w stanie wrócić.
Po powrocie opowiedzieliśmy wszystko Michałowi oraz przejrzeliśmy dokumenty.

Dzięki za przeczytanie!

1 komentarz

 
  • Indragor

    Robisz dużo błędów, ale masz wyobraźnię. Historia rozwija się ciekawie. Pisz dalej, a stopniowo nabierzesz wprawy :)