Umowa 2

Minęło kilka dni, zanim nadarzyła się okazja, żeby zająć się realizacją zakładu.
Spedytor zadzwonił, że mają kurs w okolice Opoczna i że podobno mam jakiś ładunek powrotny.
Byłem teraz bliżej poznania panienki, która wywarła takie wrażenie na Arturze.
Po kilku telefonach przyszły rogacz dostarczył fakturę na towar i upoważnienie do odbioru.
Teraz pozostało tylko czekać.
Załatwienie zlecenia przebiegło sprawnie, koleś był zadowolony, że tak szybko i bezproblemowo.
Koniecznie chciał zapłacić.
Kiedy dowiedział się, że nie musi, był zaskoczony.
Liczyłem, że będzie chciał się zrewanżować w inny sposób.
I nie pomyliłem się w swoich rachubach.
W piątek zadzwonił Artur, oznajmiając, że mamy zaproszenie na małą wódkę do Pana Jerzego, jak oznajmił z przekąsem.
Facio chciał w ten sposób podziękować za usługę.
Imprezka miała być u niego w mieszkaniu w sobotę.
Gościu, wręcz, nalegał, żebyśmy przyszli.
-Aha! W głosie Artura usłyszałem kpinę.
-Facet mówił, że zaproszenie obejmuje również, nasze panie zachichotał.
-Chyba chce się pochwalić damą swojego serca.
-Z kim pójdziesz? Odruchowo wyrwało mi się pytanie.
-Nie wiem jeszcze, ale może połączę przyjemne z pożytecznym i zabiorę jakąś laseczkę.
-A ty?
Zawahałem się, zanim odpowiedziałem.
-Pamiętasz Monikę?


-Tę panią prezes? W jego głosie zabrzmiało zdziwienie.
-Tak! Potwierdziłem.
-Ostatnio zrobiła się taka namolna, koniecznie chce się spotkać, dodałem.
-Będzie miała okazję, zabłysnąć w towarzystwie.


-Krzysiek! Nie przesadzasz? Przecież ona jest mężatką.


-Nie szkodzi, zbagatelizowałem jego ostrzeżenie.
-Małżonek daje jej wolną rękę w doborze towarzystwa.
-Teraz są modne, otwarte związki a Monika jest zawsze na bieżąco w tych sprawach.
-Jej małżonek również korzysta w wolności.
-Artur nie przejmuj się, zobaczysz, że facet będzie zachwycony, że może poznać taką osobistość.
O mało nie parsknąłem śmiechem, kiedy przypomniałem sobie Monikę i to, jaka jest w łóżku.
Prawdziwie wyzwolona niewiasta, a jaką giętka i wymagająca czułem, jak mój uśmiech robi się coraz szerszy.

 

W końcu nadeszła sobota.
Umówieni na wizytę byliśmy na godzinę osiemnastą.
Wcześniej miałem jeszcze odebrać moją towarzyszkę.
Monika chciała, żebym przyjechał po nią do jej domu.
Kiedy to usłyszałem, lekko się skrzywiłem.
Wprawdzie mąż dał jej wolną rękę w doborze towarzystwa a właściwie łóżkowych partnerów, ale jednak czułbym się niezręcznie.
Świadomość, że prawdopodobnie dzisiaj wieczorem wylądujemy w łóżku, powodowała, że nie chciałem się spotkać z jej małżonkiem.

Wprawdzie nie miałem tego w planach, ale znając Monikę a właściwie jej apetyt na seks, byłem więcej niż pewny, że tak się skończy dzisiejszy wieczór

Miałem szczęście.
Moja dzisiejsza partnerka była sama.
Kochany mężuś wyjechał, uprzedzając dziewczynę, że wróci dopiero w niedzielę wieczorem.
Uzgodniłem z dziewczyną, że puszczę sygnał jak będę pod ich domem.
Widok Moniki poraził mnie.
Wystrojona jakbyśmy mieli iść na jakiś bal, a nie na zwykłą domówkę.
Nie mogłem oderwać od dziewczyny wzroku.
-I jak?, Spojrzała zadowolona z wrażenia, jakie uczyniła.

-Czuję, że złamiesz dzisiaj niejedno męskie serce, uśmiechnąłem się do kobiety.
-Wystarczy mi, że twoje, musnęła wargami mój policzek.
-Jedziemy? Spojrzała, kiedy w końcu zajęła miejsce pasażera.
-Oczywiście ! Ruszyłem z miejsca i włączyłem się do ruchu.
Pod podany adres dojechaliśmy po kilkunastu minutach.
Więcej czasu niż dojazd zajęło mi znalezienie miejsca na zaparkowanie.
Zacząłem żałować, że nie skorzystałem z taksówki.

W końcu udało się, ktoś właśnie zwolnił miejsce, które szybko zająłem.
-Gotowa? Spojrzałem na dziewczynę.
-Tak! Skinęła głową.
-No to idziemy, wyszedłem z samochodu i podszedłem do drzwi pasażera.
-Dżentelmen! Monika prychnęła śmiechem, kiedy otworzyłem drzwi i pomogłem jej wyjść z pojazdu.

Mieliśmy właśnie wejść do bloku, kiedy usłyszałem, jak ktoś wykrzykuje moje imię.
-Krzysztof poczekaj l! Doleciał mnie głos Artura.
Z taksówki, która stanęła, kilkanaście metrów od bloku wysiadał właśnie Artur i towarzysząca mu blondynka.
-Kto to? Monika z ciekawością obserwowała zbliżającą się parę.
Na jej ustach zamigotał uśmieszek pełen wyższości, kiedy zlustrowała uważnie towarzyszkę Artura.
Faktycznie dziewczyna towarzysząca Arturowi była młoda, zgrabna, ale to chyba były jedyne jej atuty.
Ubrana dość wyzywająco, mogła przyciągać męskie spojrzenia.
Znałem takie laski!
Przy bliższej znajomości człowiek od razu wiedział, co sobą reprezentują.
Taka jednorazówka, którą na drugi dzień człowiek chciał się jak najszybciej pozbyć.
Przez chwilę panowało zamieszanie, wzajemne przedstawianie, wymiana uścisków dłoni.
W końcu ruszyliśmy.
Na szczęście nasi gospodarze mieszkali na pierwszym piętrze.

Nie zdążyłem nacisnąć dzwonka, kiedy drzwi się otworzyły i stanął w nich Jerzy.
-Proszę! Wykrzyknął, robiąc zapraszający gest dłonią.
-Proszę! Powtórzył i odsunął się, robiąc przejście.
Po chwilowej gimnastyce w niedużym korytarzyku i pozbyciu się wierzchnich okryć weszliśmy do pokoju, który chyba pełnił funkcję salonu.
-Stosunkowo nieduży, ale przyjemnie urządzony.
Widać było, że ktoś włożył dużo serca w jego urządzenie.
Nie podejrzewałem naszego gospodarza o taki zmysł estetyczny.
Chyba to raczej było dzieło jego pani.
-Proszę, siadajcie! Gospodarz zaczął nas rozsadzać wokół dużego owalnego stołu.
-Wiktoria! Goście przyszli, nagle tuż nad uchem usłyszałem gromki krzyk gospodarza.
Po chwili do pokoju weszła dziewczyna.
Weszła, a mi zabrakło nagle tchu.
Oniemiałem, to nie była dziewczyna, to było nieziemskie zjawisko.
Ja stary wyga, zapomniałem języka w gębie.
Nieduża szczupła brunetka, z ogromnymi, jakby kocimi oczami.
Jej twarz, taka delikatna, z wystającymi kośćmi policzkowymi, które nadawały jej twarzy wyraz… właśnie co nadawały?
Nieduży zgrabny nosek i usta.
Boże! Patrząc na nią, człowiek miał ochotę zatopić się w tych kocich oczach.
Czekać na chociaż jeden uśmiech.
Dlaczego? Dlaczego taki buc, może być przy niej cały czas, móc ją pieścić, dotykać.

Dlaczego?
-To jest moja narzeczona Wiktoria, jakby z oddali doleciał mnie głos gospodarza.
Znowu zamieszanie, pocałunki dziewcząt na przywitanie, uściski dłoni.
Kiedy w końcu gospodyni podeszła do mnie i z uśmiechem, podała mi rękę, mówiąc przy tym, jestem Wiktoria, zapomniałem języka w gębie.
Stałem jak słup soli, trzymając jej dłoń i milczałem.
-Jestem Wiktoria, powtórzyła, ale przyjaciele nazywają mnie Wika.
Widząc, że dalej milczę, delikatnie uwolniła swoją dłoń z mojego uścisku.
-Och, przepraszam! Zreflektowałem się, jestem Krzysztof.
Zobaczyłem, jak Artur uśmiecha się kpiąco.
Miałem wrażenie, że chce powiedzieć, a nie mówiłem.
Nagle zawarty zakład przestał mieć jakiekolwiek znaczenie.

merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1240 słów i 7203 znaków, zaktualizował 6 maj o 21:46.

1 komentarz

 
  • likeadream

    przeczytalam kilka zdań ale niestety przecinki w niewłaściwych miejscach rozwalają całą treść.

  • merlin

    @likeadream Masz rację, muszę się poprawić albo wynająć korektora. ;)