Umowa 4

Poranek, a właściwie sposób, w jaki zostałem obudzony, był wyjątkowo przyjemny.
Były to bodźce płynące z mojego krocza.
Uczucie mrowienia i czyjś ciepły dotyk.

-Dzień dobry! Usłyszałem cichy głos szepczący te słowa prosto do ucha.

Powoli odwróciłem się w stronę źródła dźwięku.
No tak Monika!  To ona zaserwowała mi taką przyjemną pobudkę.

-Witaj śpiochu, dodała z uśmiechem.
-Czas na figle! Poczułem jej dłoń zaciskającą się na sztywniejącym penisie.
-Wiesz, że spanie nago jest bardzo przyjemne,  
-Rano też wiele ułatwia.

Mówiąc to, usiadła okrakiem na moich biodrach.
Poczułem jak jej wzgórek, naciska na sztywniejącego kutasa.
Zaczęła się przesuwać, powodując, że kutas dotychczas będący w lekkim wzwodzie, zesztywniał maksymalnie.

-Dziewczyno! Nie prowokuj, ostrzegłem, czując, jak narasta moje pożądanie.
-Bo co? Uśmiechnęła się i przyspieszyła swoje ruchy na kutasie.
-Bo zaraz dojdzie do nieszczęścia.


Mówiąc to, złapałem ją w talii i gwałtownie się obróciłem.
Leżała teraz pode mną, zdana na moją łaskę.
Nagle jej nogi objęły moje biodra.
Nacisnęła i mój penis, znalazł się tam, gdzie było jego miejsce.

-Takiego nieszczęścia się bałeś?
Tym razem już nie kpiła.
Uniosła lekko biodra i wszedłem w jej wnętrze głębiej.

-To dopiero początek, podjąłem jej ton.

-Początek? Przeciągnęła to słowo.
-To na co czekasz, poczułem, jak zaciska mięśnie pochwy.
-Zaraz będziesz prosiła, żebym przestał, zagroziłem.

Uniosłem się, wychodząc trochę z ciasnej szparki, po to, żeby za chwilę, zagłębić się z powrotem
To uczucie przeciskania się przez wąski ciepły kanał było niesamowite.
Czułem, jak moje jądra nabrzmiewają.

-Szybciej! Jej głos pełen pożądania był jak uderzenie ostrogą.
-Mówisz i masz, uderzyłem biodrami mocniej.

Z jej gardła wyrwał się jęk.

-Tak, tak pojękiwała w rytm moich uderzeń.

Spełnienie przyszło nagle, niespodziewanie.
Poczułem, jak dziewczyna nieruchomieje, przygryza usta.
Miałem wrażenie, że jej nogi obejmujące moje biodra nigdy mnie nie wypuszczą.
W tej samej chwili poczułem, jak nasienie opuszcza moje nabrzmiałe jądra.
Przez dłuższą chwilę leżeliśmy przytuleni do siebie, czekając, aż emocje opadną.

-No koniec tego dobrego! Poczułem, jak Monika spycha mnie z siebie.
-Marsz do łazienki ja zrobię kawę.

To była cała Monika. Bezpośrednia zero pruderii.
Jedna z niewielu kobiet, przy których czułem się dobrze także poza łóżkiem.
Kończyłem właśnie kąpiel, kiedy usłyszałem dzwoniący telefon i głos Moniki.

-Krzysztof telefon!

Nie wycierając się, narzuciłem tylko szlafrok i wyszedłem.

-Trzymaj, dziewczyna podała mi dzwoniący telefon.

To był Artur.
Ciekawe co chce o tak wczesnej porze.
Rzut oka na zegarek uświadomił mi, że pora jednak nie jest taka wczesna.

-Słucham! Odebrałem połączenie.
-Cześć! Nie śpisz?
-Głupek! Przez sen rozmawiam, zakpiłem.
-Czego dusza pragnie?
-Mogę wpaść? Musimy pogadać, dodał.
-Ok. wpadaj, byle nie ze mną, zażartowałem.

Nie był to najprzedniejszy żart, suchar, ale zawsze jakoś nas śmieszył.

-Będę o trzynastej, usłyszałem w odpowiedzi i połączenie zostało zakończone.
-Artur! Wyjaśniłem.
-Kawa zrobiona, teraz ja idę się wykąpać.

Spojrzałem na dziewczynę.
Ubrana w tylko w moją starą flanelę, wyglądała niezwykle apetycznie.
Koszula nie zakrywała wszystkiego.
Widać było, jej wyrzeźbione ćwiczeniami na siłowni, jędrne pośladki i krocze porośnięte równiutko przystrzyżoną kępką włosków.
Fryzurka była ukształtowana w trójkąt.
Jeden róg skierowany był w stronę nabrzmiałych teraz warg sromowych.
Znowu nabrałem ochoty na figle.

-Może ci pomogę, umyję plecy, zaproponowałem.
-Może nie tylko plecki, ruszyłem w stronę dziewczyny.
-Dziękuję bardzo, zaśmiała się i odskoczyła.
-Wiem, co ci chodzi po głowie, spojrzała na podnoszącego się kutasa.
-Dam sobie radę, ty lepiej się ubierz, niedługo przyjdzie Artur.
-Myślisz, że się zgorszy.

Odpowiedzi nie było.
Zobaczyłem, jak znika w łazience i zamyka drzwi.
Upłynęła prawie godzina, zanim w końcu opuściła łazienkę.
Teraz ubrana znowu przypominała panią prezes.
Ja również wykorzystałem czas, żeby się ubrać, przygotować na przyjście kolegi.
Krzysztof masz coś w lodówce?.

-Coś się znajdzie, spojrzałem zdziwiony jej pytaniem.
-Zgłodniałam!
-Przygotuję jakieś kanapki, to zjemy późne śniadanko razem z Arturem
-On chyba też będzie głodny.
-Na pewno ta laska, z którą był, nie zaproponowała, że zrobi mu śniadanie, zaśmiała się ubawiona.
-Ciekawe czy ją zaciągnął do łóżka? Znowu się uśmiechnęła.
-Jak przyjdzie, to go zapytaj, wzruszyłem ramionami.

Kończyła właśnie przygotowania, kiedy usłyszeliśmy dzwonek u drzwi.
Artur przyszedł zgodnie z zapowiedzią.
Czego, jak czego, ale punktualności nie można mu było odmówić.

-Część! Widzę, że wy w trakcie śniadanka spojrzał na stojący na stole talerz z kanapkami.
-Wiesz! Późno wstaliśmy, przeciągnąłem się, patrząc znacząco na Monikę.
-Właściwie to wcale nie miałem ochoty wstawać.
Objąłem Monikę i przyciągnąłem do siebie.

Zachichotała i wywinęła się z moich objęć.

-Myślałby, kto, że to prawda.
-Nie słuchaj go, stary erotoman, chciałby, ale nie ta kondycja.
-Pali, pije, dostaje zadyszki, coraz mniej z niego pociechy.
-Chyba zmienię go na młodszego, uśmiechnęła się i spojrzała na Artura.

Ten stanął na wysokości zadania i zgłosił chęć zastąpienia mnie, gdyby się zdecydowała.

-Będę pamiętała, ale pamiętaj, że jestem bardzo, ale to bardzo wymagająca.

Parsknęła śmiechem i nie zwracając więcej uwagi na nagle zmieszanego Artura, pocałowała mnie w usta.

-Dziewczyno wystarczy, zacząłem żartobliwie się bronić.
-Widzisz sam, spojrzała na Artura.
-Dużo gada, mało robi, zaśmiała się złośliwie.

-Kawa, herbata? Przerwałem te przekomarzania.
-Kawa! Zdecydował.
-Artur! Co spowodowało, że zdecydowałeś się przeszkodzić w naszym słodkim sam na sam, spojrzałem na przyjaciela.

Przez chwilę milczał, jakby nad czymś się zastanawiał.
W końcu się zdecydował.

-Czy nasz zakład dalej jest aktualny?
Zaskoczył mnie.
Nie zdążyłem odpowiedzieć, kiedy wtrąciła się Monika.

-Jaki zakład?. W jej spojrzeniu zabłysła niekłamana ciekawość.
-E takie męskie sprawy, Artur zorientował się, że wybrał niewłaściwy moment, żeby poruszyć ten temat.

-Krzysiek! Powiedz, zaczęła naciskać, widząc, że kolega nie kwapi się z odpowiedzią.
Widząc, że milczę, znowu zwróciła się do Artura.
-Powiedz Ty! Jak ten drań nie chce, w jej spojrzeniu zobaczyłem wyrzut.

-No dobrze! Powiedz jej, zlitowałem się nad przyjacielem.
-Na pewno, spojrzał zaskoczony.

-Na pewno, potwierdziłem.
Przez dłuższą chwilę płynęła opowieść o zakładzie, jego celu.
Monika słuchała w milczeniu.
Co jakiś czas spoglądała na mnie, jakby szukała potwierdzenia.
Kiedy Artur skończył, zapałała świętym oburzeniem.
Najdelikatniejszy epitet, jaki padł z jej ust to, świnie, zboczone dupki itp.
W końcu, kiedy przestała się oburzać, parsknęła śmiechem.

-Wiesz, swoją drogą jestem ciekawa, czy ci się uda?
-Dziewczyna naprawdę warta grzechu.
-Wprawdzie nie mam lesbijskich ciągotek, ale chętnie poznałabym ją bliżej.
Zobaczyłem, jak końcem języka oblizuje wargi i uśmiecha się rozmarzona.
-Wczoraj nawet zastanawiałam się, co ona robi u boku tego dupka.
-Ale z własnego doświadczenia wiem, że naszymi krokami nie zawsze kieruje rozsadek.
Spojrzała znacząco na mnie i czułym gestem pogładziła mnie po głowie, wichrząc włosy.

-No dobrze! Przerwałem te czułości i spojrzałem na Artura.

-Wczoraj jak wracaliśmy z knajpy, facet zaczął się żalić, że ma problemy finansowe.
-Podobno w banku obiecali mu kredyt, ale później coś się popieprzyło.
-Nie ma zdolności czy też historia kredytowa niezbyt dobra.
-Szuka jakiegoś dojścia, żeby załatwić pożyczkę.
-Wiesz, pomyślałem od razu o Tobie, spojrzał ciekaw mojej reakcji.
-O mnie?
Myślisz, że jestem altruistą?. Uśmiechnąłem się sardonicznie.

-Altruista jak altruista, ale widziałem, że dziewczyna zrobiła na tobie wrażenie.
-A właśnie! Dodał po chwili zastanowienia.
-Ten zakład, przerwał na moment.
-Trochę durny, uśmiechnął się z zakłopotaniem.

-Żal ci SM? Boisz się, że twój wymarzony citroen będzie stał w moim garażu?

Postanowiłem się z nim trochę podroczyć.
Właściwie to mi pasowało, sam chciałem zaproponować, żeby go unieważnić.

-Widzę, że wrócił wam rozsądek, pochwaliła naszą decyzję Monika.
-Zakład tfu! Bawią się jak gówniarze, wzruszyła ramionami.
-Chociaż! Zawiesiła głos.
-Ciekawa jestem, czy by ci się udało.

Uśmiech, jakim mnie obdarzyła, spowodował, że krew napłynęła do kutasa.

-Może spróbujesz, ale już bez tego durnowatego zakładu.
-Jak chcesz, to ci pomogę.
-Pomożesz? Zdziwiła mnie swoją propozycją.
-Moglibyśmy wtedy spróbować trójkącika?

Czułem, że to nie jest stwierdzenie czysto retoryczne.

-Jeśli tylko będziesz chciał, dodała, łagodząc wcześniejszą wypowiedź.
-Wiem, że ty z każdą tak długo, jak z nią jesteś, jesteś monogamiczny, znowu pieszczotliwie pogłaskała moje włosy, burząc moją fryzurę zupełnie.
-Ty chyba z gościem masz lepszy kontakt, zwróciła się do Artura.
-Umów nas na jutro.
-Powiedz mu, że może będę mogła mu pomóc w jego problemie, uśmiechnęła się złośliwie.
-Mam znajomego dyrektora banku dodała, jakby to wszystko wyjaśniało.

-Ok. Jutro może być?

-Może być, ale nie wcześniej niż po szesnastej dodała.

-Dobrze, skontaktuję się z gościem i zadzwonię o której.
-A teraz wybaczcie mi, ale mam jeszcze spotkanie dodał z uśmiechem.
-Przez chwilę obserwowaliśmy, jak znika w wyjściu.

-Naprawdę chcesz mu pomóc z pożyczką?
Propozycja Moniki zaskoczyła mnie.
Pierwszy raz faceta zobaczyła i już chce mu pomagać.

-Prawdziwa filantropka z ciebie zakpiłem.
-Skontaktować go mogę, ale czy dostanie tę pożyczkę? Zawiesiła głos.
-Szczerze wątpię, ale za to ty, jakie będziesz miał możliwości.

W spojrzeniu, jakim mnie obdarzyła, była dobroduszna kpina.

-Nie myśl, że nie zauważyłam, jak wczoraj patrzyłeś na tę dziewczynę.
-Widziałam, że zrobiła na tobie wrażenie.
-Wiesz, Krzysztof lubię cię, jesteś miły, dobry w łóżku, uśmiechnęła się rozmarzona.
-I co najważniejsze zawsze mogę na ciebie liczyć.

Jej dłoń spoczęła na mojej i uścisnęła ją lekko.
Kurczę, co się dzieje?
Zachowanie Moniki było dziwne.

-Moniś źle się czujesz, chora jesteś? Starałem się rozluźnić atmosferę.
-Wiesz, ściszyła głos do konspiracyjnego szeptu.
-Ta dziewczyna przypomina trochę mnie, kiedy byłam w jej wieku, uśmiechnęła się smutno.
-Też byłam taka świeża, pełna zaufania do ludzi a skończyłam jak?
-Wiem, że w pracy poza moimi plecami mówią o mnie zimna suka, znowu się uśmiechnęła.
-Może i taką się stałam?.

Czułem, że to jest pytanie, na które nie oczekuje odpowiedzi.

-Krzysztof! Spojrzała na mnie.
-Wiem, że ona ci się podoba, że jej nie odpuścisz.
-Ale proszę, nie zrób jej krzywdy.
-Ona zasługuje na kogoś lepszego niż ten dupek, z którym teraz jest.
-Pamiętaj! Nie skrzywdź jej.

Spojrzała na zegarek i podniosła się z krzesła.

-O boże na mnie już czas, odwieziesz mnie?
-Romek będzie o osiemnastej.
-Szanowny małżonek? Zażartowałem.
-Nie kpij! On nie jest taki zły.
-Wiem, że on kocha mnie, na swój sposób dodała ciszej tak, że z trudem usłyszałem końcówkę zdania.

-Dobrze Monisiu! Twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
Wracając do domu, zastanawiałem się nad słowami Moniki, jej prośbą.
Nie skrzywdź jej, brzmiało mi w uszach.
I to, co powiedziała, że otwierają się przede mną nowe możliwości.
W tym momencie przypomniał mi się film, „Niemoralna Propozycja” tak chyba brzmiał tytuł.
Tak łzawy romans.
Chociaż? Tak! Mogłem postąpić podobnie, skusić faceta.
Mogłem dziewczynie uzmysłowić, kim naprawdę jest jej facet.
Ciekawe, jaka kwota wystarczy, żeby złapał się na haczyk?
Jeśli właściwie oceniłem tego dupka, to miałem ogromną szansę zdobyć Wiktorię.
Wiktoria!, Wika! Smakowałem jej imię, delektując się jego brzmieniem.
Kładąc się spać, ciągle miałem w pamięci słowa Moniki.
„Nie zrób jej krzywdy”, Co ona miała na myśli?
Nigdy nie zdarzyło mi się, żebym skrzywdził kobietę.
Nawet kiedy rozstawałem się z jakąś, to zawsze starałem się tak to zorganizować, żeby inicjatywa wychodziła od aktualnej partnerki.
Najlepszym tego dowodem było, że najczęściej zostawaliśmy dobrymi przyjaciółmi.
W końcu zmorzył mnie sen.
Ranek przyniósł przyjemną niespodziankę.
Telefon od Artura, że facet jest zainteresowany pomocą przy uzyskaniu kredytu.
Chciałby się spotkać, wręcz nalegał na spotkanie.
Z wypowiedzi Artura zrozumiałem, że gościowi pali się grunt.
Ma masę zobowiązań i koniecznie potrzebuje kasy.
Uśmiechnąłem się, przypominając sobie słowa Moniki, że zorganizuje spotkanie, ale nie gwarantuje czy bank zgodzi się na przyznanie kredytu.
Dobra nasza, poczułem, jak rośnie mi adrenalina.
Czas zacząć polowanie.
Jeśli mi się uda, to na końcu czekała mnie wymarzona nagroda.
Wykonałem telefon do kumpla.

-Artur zadzwoń do gościa i powiedz, że pani prezes może spotkać się z nim o szesnastej.
-Dodaj, że ja również będę.

Teraz jeszcze Monika.
Proponowana godzina jej odpowiadała, miejsce również.
Na miejscu byłem prawie kwadrans przed umówioną godziną.
Miałem nadzieję, że Monika zjawi się też parę minut wcześniej, żebym mógł zamienić z nią kilka zdań.
Przeczucie mnie nie zawiodło.
Była za dziesięć minut szesnasta, kiedy w drzwiach restauracji ujrzałem Monikę.
Jak zwykle elegancka, prawdziwa kobieta sukcesu, przyciągała wzrok każdego mężczyzny.
Podniosłem rękę, dając jej znak.
Uśmiechnęła się i skierowała do mojego stolika.

-Widzę, że jesteś bardzo niecierpliwy, uśmiechnęła się, nadstawiając policzek na przywitanie.
-Interesy, bąknąłem krótko.
-Czy ten interes czasami nie ma na imię Wiktoria, zakpiła.
-Szkoda, że ja nie jestem dla ciebie takim interesem.
-Monisiu! Ty jesteś moją najlepszą przyjaciółką, żadnym interesem.
-Wiem, że zawsze mogę liczyć na twoją pomoc, wsparcie.
-Pochlebca, skwitowała moje słowa.
-Powiedz lepiej, co uknułeś, bo nie wierzę, że naprawdę chcesz mu pomóc, skierowała na mnie spojrzenie swoich ciemnych oczu.
-Rozszyfrowałaś mnie.
-Pomóc, ale nie do końca uśmiechnąłem się i ciągnąłem dalej.
-Nie chcę, żeby bank przyznał mu kredyt, ja chcę mu go udzielić.

-Ty! W jej głosie zabrzmiało zdziwienie.
-Tak! Przytaknąłem.
-Dlatego mam prośbę, porozmawiaj ze swoim znajomym, żeby mu wyperswadował zaciąganie kredytu w banku.
-Może również dodać, że żaden bank w okolicy mu go nie udzieli.
-Że niby już sprawdzał, jego zdolność kredytową, historie wcześniejszych pożyczek takie tam duperele.
-Jak znam życie na pewno ktoś, kto siedzi w finansach, coś wymyśli.

-Nie rozumiem cię? Monika dalej była zaskoczona.
-Z jednej strony robisz facetowi nadzieję i za chwilę mu ją zabierasz.
-Ja mu pożyczę kasę, przerwałem jej.
-Podobno potrzebuje około stu tysięcy.
-Artur się dowiedział, że długi, jakich narobił wcześniej, plus wykończenie budowy wynosi około stu tysięcy.
-Zaproponuję mu pożyczkę sto dwadzieścia tysięcy z minimalnym oprocentowaniem.

Zamilkłem i spojrzałem na przyjaciółkę.

-A jak nie będzie mógł spłacić?
-Zabezpieczę się wekslami i zastawem hipotecznym, wyjaśniłem.
-Dalej nie rozumiem, jaki masz w tym interes?
-Prawdziwy filantrop, zakpiła.
-Monisiu! On podpisze weksle, ona również, zacząłem wyjaśniać.
-Ale oni jeszcze nie są małżeństwem, wyrwało się przyjaciółce.

Mam nadzieję, że do tego nie dojdzie, ale tę myśl zachowałem już dla siebie.

-Nie szkodzi, machnąłem ręką.
-Jeśli tak się kochają, to ona również podpisze.
-Na pewno gościu ją przekona.

Zobaczyłem na twarzy Moniki wyraz zrozumienia.
Zawsze wiedziałem, że dziewczyna jest bystra.
Nie osiągnęłaby tego, co ma, gdyby było inaczej.

-Krzysiek! Zaczęła powoli, jakby się wahała.
-Ty chcesz ją kupić? Spojrzała z niedowierzaniem
-Nie! Chcę jej pokazać, że gościu jest gotów ją sprzedać, uśmiechnąłem się szyderczo.
-Chcę, żeby zrozumiała, że dla faceta liczy się tylko kasa.
-Żeby tylko cię nie znienawidziła.
-Zgłupiałeś, ale to twoja sprawa wzruszyła ramionami, kończąc dyskusję.
W samą porę, bo właśnie przy stoliku zmaterializował Jerzy.
Tym razem był sam.
Widać było, że czuje się niepewnie.
Spojrzenie, jakim obrzucił salę, świadczyło, że rzadko bywał w takich lokalach.
Przywitał się z Moniką, podał mi rękę i usiadł na brzeżku krzesła, jakby za chwilę miał uciec.

merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2996 słów i 17186 znaków, zaktualizował 11 maj o 22:03.

Dodaj komentarz