Umowa 5

Co ona w nim zobaczyła? Znowu zaczęło gnębić mnie pytanie, które już wcześniej sobie zadawałem.
Facet zakompleksiony, odważny w stosunku do ludzi, którzy według niego są niżej w łańcuchu pokarmowym.
Przypomniałem sobie opowieści Artura, który zrobił małe rozeznanie na jego temat.
Kobiety jednak faktycznie pochodzą z innej planety, westchnąłem.
Rzadko można zrozumieć czy się kierują przy wyborze partnera.
Tak dziewczyna, jak Wika trafia w ręce takiego miernoty, a mogłaby mieć każdego.
Miałem jednak nadzieję, że uda mi się to zmienić.
Dalsze rozmyślania przerwał kelner, który zjawił się, żeby przyjąć zamówienie.
Po jego odejściu pałeczkę przejęła Monika.
Wyglądało to, jak przesłuchanie.
Przy okazji ja również dowiedziałem się paru ciekawych rzeczy o koledze Jerzym.
O mało nie parsknąłem śmiechem, kiedy zaczął opowiadać o domku, który buduje, o planowanej rodzince.
Najbardziej utkwił mi w pamięci fragment o gromadce dzieci, które ma zamiar spłodzić.

Na uwagę Moniki, że jego partnerka może nie podzielać tych marzeń, machnął lekceważąco ręką.
-Młoda jest, jeszcze ją wychowam, skwitował krótko.
-Miejsce kobiety jest w domu, przy dzieciach i mężu.
Miałem ochotę zapytać tego żałosnego kutasa, jak sobie wyobraża to wychowanie, ale ostrzegawcze spojrzenie Moniki skutecznie mnie powstrzymało.
Jednak największą niespodzianką było, kiedy schylił się nad stolikiem i konspiracyjnym szeptem oznajmił, że jego narzeczona jest dziewicą.

Tym razem nie wytrzymałem.
W ostatniej chwili podniosłem do ust serwetkę, żeby nie parsknąć śmiechem.
-Naprawdę! Gość zaczął zapewniać, widząc niedowierzające spojrzenie Moniki.
-Obiecaliśmy sobie, że nasz pierwszy raz będzie po ślubie, w nowym gniazdku, wyprężył dumnie pierś.

-Ile Pana narzeczona ma lat?
Przez moment pytanie Moniki zawisło w próżni.
Nadstawiłem uszu ciekaw odpowiedzi.
-Chyba dwadzieścia pięć w jego głosie brzmiało wahanie.

Spojrzałem na Monikę, która zdziwiona pokręciła głową.
Słuchając tego żałosnego kutasa, odniosłem wrażenie, że jest z siebie dumny.
Że Wiktoria powinna być mu wdzięczna.
Jeszcze przez chwilę trwała ta dziwna rozmowa.
W końcu dobiegła końca.
Kiedy tylko Monika potwierdziła, że umówiła go na spotkanie z dyrektorem, facet się pożegnał.
Przez chwilę siedzieliśmy w milczeniu, spoglądając na siebie.

-Boże! Skąd się biorą tacy ludzie?
W głosie Moniki brzmiało niedowierzanie.
-Współczuję tej dziewczynie.
-Ja bym z nim nie wytrzymała pięciu minut, dodała.
-Krzysiu! Musisz zabawić się w rycerza na białym koniu.
-Musisz wyzwolić księżniczkę z łap okropnego smoka, zachichotała.
-Wiesz! Po tym wszystkim mam ochotę się upić.
-Tyle bredni to jeszcze nie słyszałam na raz.

Poczułem, jak kładzie swoją rękę na mojej dłoni.
-Przenocujesz mnie dzisiaj? W jej cichym szepcie zabrzmiała prośba.
-A Romek?
-Znowu wyjechał, uśmiechnęła się smutno.
Zresztą to nieważnie, muszę korzystać z okazji.
-Jak twoja intryga wypali, to już nie będziesz miał dla mnie czasu.
Na jej ustach pojawił się smutny uśmieszek.

-Monisiu! Zawsze będziesz moją najlepszą przyjaciółką.
Uniosłem jej dłoń i przycisnąłem do ust.
-Obiecanki! Teraz jednak pozwolisz, że wykorzystam okazję.

Podniosła się i kiwnęła na kelnera.
Było już dobrze po północy, kiedy lekko pijani, w końcu dotarliśmy do mnie.
Oboje nie traciliśmy czasu.
Gorączkowo zdzieraliśmy z siebie ubranie jak para napalonych nastolatków.
Po chwili poczułem, jak Monika popycha mnie i opadłem na tapczan przygnieciony jej ciałem.

Ranek był piękny.
Tak właśnie wyobrażałem sobie normalne życie.
Ja i piękna dziewczyna u mojego boku.
Spojrzałem na leżącą obok Monikę.
Też już nie spała.
Podparta na łokciu obserwowała mnie.
-Dzień dobry śpiochu! Usłyszałem jej lekko zachrypnięty głos.
-Dobry mruknąłem w odpowiedzi i przeciągnąłem się, rozciągając zastałe mięśnie.
-Czy w tym lokalu podają kawę?
-Podają, jeśli lokator sobie ją zrobi, uśmiechnąłem się w odpowiedzi na jej kpinę.
-Tyran! Prychnęła i nie przejmując się ubieraniem, wstała z tapczanu.
Patrzyłem, jak naga kieruje się w stronę kuchni.
Była cudowna w tym bezwstydzie.
Po chwili dobiegł mnie szum ekspresu zastąpiony po chwili aromatem świeżo zaparzonej kawy.
Minęło kilka minut, zanim wróciła.
-Zapraszam do stołu! Zobaczyłem, jak stawia na nim dwa kubki z aromatycznym napojem.
Nie czekając na powtórne zaproszenie, wstałem i podszedłem do stołu.
Przez chwilę delektowałem się cudownym naparem.
Czułem, jak wraca mi chęć do życia.
-Monika! Jesteś aniołem.
-Mogłabyś tak robić codziennie, uśmiechnąłem się do siedzącej naprzeciw mnie dziewczyny.
-Wiem, skwitowała mój komplement.
-Ale codziennie?..... Zawiesiła głos.
-To prawie jak praca na cały etat.
-Niestety już jestem zatrudniona, pokazała w uśmiechu zęby.
-Musiałbyś uzgodnić to z moim mężem, ustalić grafik.

Zdziwiony spojrzałem na dziewczynę.
-Żartowałam! Dodała, widząc moje spojrzenie.
-Wybacz! Że nie dotrzymam ci towarzystwa, ale muszę do łazienki.
Obserwowałem, jak zbiera porozrzucane wokół tapczanu ubrania i znika w drzwiach łazienki.
Kiedy z niej wyszła, znowu przypominała poważną panią prezes.
-Teraz Ty ! Tylko się pospiesz.
-Mam nadzieję, że mnie odwieziesz?
-Oczywiście, twoje życzenie jest dla mnie rozkazem.
Zerwałem się z krzesła i żartobliwie zasalutowałem.
Po odwiezieniu Moniki mogłem zająć się swoimi sprawami.
Zajęty rozwiązywaniem codziennych problemów w firmie zapomniałem o upływie czasu.
Dopiero wejście sekretarki uświadomiło mi, że zbliża się koniec pracy.
Chwilę porozmawiałem z nią i miałem już wychodzić, kiedy zadzwonił telefon.
Numer nieznany.
Ciekawe kto? Przez chwilę się zastanawiałem, zanim odebrałem połączenie.
-Dzień dobry! Czy rozmawiam z panem Krzysztofem?
-Tak! Głos, który usłyszałem, nie był znajomy.
Męski, głęboki.
Sprawiał wrażenie, że mówi facet przyzwyczajony, do posłuchu.
-Bardzo pana przepraszam, że ośmielam się niepokoić, ale czy moglibyśmy się spotkać?
-Rozumiem, że może pan być zaskoczony moją prośbą, głos ciągnął dalej.
-Ale obiecuję, że wszystko wyjaśnię, jak się spotkamy.
Przez chwilę milczałem, zastanawiając się, czy ktoś nie robi mi kawału.
-Przepraszam, jest tam pan, rozmówca po drugiej stronie zaniepokoił się moim milczeniem.
-Jestem, przytaknąłem odruchowo.
-Przepraszam bardzo, ale czy my się znamy?
-Osobiście nie, ale wiele o panu słyszałem.
-Mam nadzieje, że pan również słyszał o mnie.
W jego głosie zabrzmiała ironia.
To musi być jakiś dowcip, znowu przemknęła mi myśl o kumplach.
-Dobrze, w końcu się zdecydowałem.
Jak chcą się zabawić, to proszę bardzo.
-Kiedy i gdzie starałem się być konkretny.
Może być dzisiaj?
-Oczywiście.
-W takim razie o siedemnastej w klubie, tu padła nazwa wyjątkowo ekskluzywnego lokalu.
Miałem przyjemność parę razy w nim bywać i naprawdę robił wrażenie.
-Cóż w takim razie do zobaczenia, usłyszałem w słuchawce i połączenie zostało zakończone.
Ciekawe kto to dzwonił?
Po namyśle z listy potencjalnych dowcipnisiów skreśliłem kumpli.
Oni byli bardziej bezpośredni, taka tajemniczość nie pasowała do nich.
W końcu przestałem łamać tym sobie głowę.
Wkrótce się przekonam czy to coś poważnego, czy głupi dowcip.
Punktualnie o umówionej godzinie stawiłem się w klubie.
I znowu czekała mnie kolejna niespodzianka.
Ledwo wszedłem do foyer, podszedł szef klubu.
-Pan Krzysztof?
-Tak! Odpowiedziałem lekko zaskoczony.
-Pan prezes oczekuje pana.
Skłonił się lekko i wskazał na usytuowaną w głębi lożę.
-Proszę za mną, w jego głosie usłyszałem ponaglenie.
Posłusznie udałem się za przewodnikiem.
-Panie prezesie! Pański gość, szef wskazał na mnie dłonią.
-Dziękuję bardzo. Mężczyzna nazwany prezesem wstał i wyciągnął dłoń.
-Proszę wybaczyć za te dość tajemnicze zaproszenie, ale koniecznie chciałem z panem porozmawiać.
Widząc, że nie wyciągam dłoni, żeby odwzajemnić jego powitanie, chrząknął.
-Przepraszam, nie przedstawiłem się, nazywam się Brzeziński, mąż Moniki dodał.
Poczułem, jak cierpnie mi skóra.
Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałem.
Wprawdzie Monika wspominała coś o małżonku, ale zawsze dodawała, że ich małżeństwo jest bardzo otwarte.
Podobno dali sobie wolną rękę w utrzymywaniu bliższych relacji z innymi.
Coś z moich rozmyślań musiało być widoczne.
-Proszę się uspokoić, nie mam zamiaru robić panu wyrzutów, głos gościa był spokojny pozbawiony emocji.
-Po prostu chciałem poznać człowieka, który zaspokaja towarzyskie potrzeby mojej żony.
Chciałeś powiedzieć, że ją posuwa, przemknęło mi przez głowę, ale zostawiłem to dla siebie.

-Monika wyraża się o panu w samych superlatywach, gość kontynuował.
-Widzę, że pan nie rozumie, małżonek Moniki uśmiechnął się i zajął miejsce za stolikiem.
-Proszę usiąść, wskazał krzesło stojące po drugiej stronie.
-Obiecuję, że nie zajmę dużo czasu i wszystko wyjaśnię, uśmiechnął się smutno.
-Napije się pan, spojrzał pytająco.

-Nie dziękuję! Odmówiłem, chcąc mieć za sobą tę dziwaczną sytuację.
Mąż i kochanek jego żony przy jednym stoliku, o mało nie roześmiałem się, kiedy dotarła do mnie groteskowość tej sytuacji.

-W takim razie, może zacznę, gość ciężko westchnął i zaczął opowiadać.
Opowieść, a właściwie jego zwierzenia trwały prawie godzinę.
Pod koniec jego opowieści to nawet mu zacząłem współczuć.
Okazało się, że mąż Moniki ma trochę odmienne preferencje seksualne, krótko mówiąc był gejem.
Kiedy zobaczył moje zdziwione spojrzenie, wyjaśnił, że małżeństwo z Moniką to było dla zachowania pozorów.
Dla jego bliskich, którzy chyba nigdy nie pogodziliby się z myślą, że syn jest gejem.
Również w środowisku, w którym się obracał, do dobrego tonu należało mieć piękną wykształconą żonę.
Monika doskonale spełniała te warunki, poza tym polubił ją.
Jest doskonałą towarzyszką, a że nie uprawiają seksu? Mówiąc to, wzruszył ramionami.
On ma swoich partnerów, ona sama sobie wybiera, z kim chce zaspokajać swoje potrzeby.
-Panie Krzysztofie, mogę chyba tak do pana mówić? Spojrzał zaniepokojony, jak zareaguję.
-Oczywiście, skinąłem głową.
-Chciałem się po prostu upewnić, że nic złego nie spotka moją żonę.
-Teraz widzę, że Monika dobrze wybrała.
-Jednak muszę dać panu do zrozumienia, że jestem z Moniką szczęśliwy i żadne rozstanie z nią nie wchodzi w rachubę.
Cholera co mam mu powiedzieć?
Monika była super dziewczyną, lubiłem ją, doskonale było nam razem w łóżku i nic poza tym.
Oprócz wzajemnego pożądania właściwie nic nas więcej nie łączyło.
-Rozumiem! Odchrząknąłem i ciągnąłem dalej.
-Mogę pana zapewnić, że nie mam zamiaru rozbijać państwa małżeństwa.
-Z Moniką będę się spotykał, tak długo, jak ona tego będzie chciała.
O mały włos a uniósłbym dwa palce jak do przysięgi.
-To właśnie chciałem usłyszeć.
Zobaczyłem, jak facet rozpromienił się na te słowa.
Miałem wrażenie, że z radości przyciśnie mnie do piersi.
-Dziękuję panu, bardzo dziękuję, złapał moją rękę i zaczął nią potrząsać.
Pierwszy raz ktoś mi dziękował za to, że obracam jego małżonkę, poczułem się dość dziwnie.

-Panie Krzysztofie, zaczął, kiedy w końcu przestał potrząsać moją ręką.
-Był u mnie dzisiaj nijaki pan Jerzy, starał się o kredyt.
-I ? Spojrzałem na niego.
-Odmówiłem mu i wyjaśniłem, że nie powinien liczyć, że jakiś bank mu go udzieli, dodał.
-Monika prosiła, żebym to panu przekazał, spojrzał ciekaw mojej reakcji.
-Teraz muszę pana pożegnać.
Wstał i wyciągnął na pożegnanie dłoń.
Tym razem mu ją uścisnąłem.
-Mam nadzieję, że jeszcze się spotkamy, dodał i skierował się do wyjścia.

merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2083 słów i 12188 znaków.

3 komentarze

 
  • Dyzio55

    I co dalej maturzysto? Czy możemy liczyć na następne części? Byłoby wskazane. Pozdrawiam. :yahoo:

  • kurczak9999

    kiedy dalsza część

  • trantolo

    Czytam i podekscytowany czekam na rozwój sytuacji. Robi się coraz ciekawiej  :smile: