Umowa

Ból głowy był obezwładniający.
Leżałem w skotłowanej pościeli, usiłując przypomnieć sobie wydarzenia minionego dnia a właściwie wieczoru.
No tak! Imprezka, która przerodziła się w wielkie pijaństwo.
Który to już raz obiecywałem sobie, że nigdy więcej nie dopuszczę, żeby urwał mi się film.
„A nie mówiłam”, przypomniały mi się słowa matki, kiedy zastawała mnie w takiej sytuacji i jej dalsze słowa.
„Najwyższy czas, żeby 35-letni facet się ustatkował, założył rodzinę”.
Dobrze, że odwiedza mnie bardzo rzadko, najczęściej ja jestem u niej, wtedy kiedy dzwoni, że jest umierająca.
I to jej ciągłe pytanie o wnuki.
Wnuki! Dobre sobie spojrzałem na śpiącą obok kobietę.
Ciekawe, kto to? Nie mogłem przypomnieć sobie jej imienia.
Zresztą czy to ważne.
Na pewno nie będzie matką moich dzieci.
Mimo łupania w czaszce uśmiechnąłem się, wyobrażając sobie minę mamuśki, gdyby mogła mnie teraz widzieć.
Powoli, żeby nie potęgować bólu, wysunąłem nogi spod kołdry i powoli powlokłem się do łazienki.
Letni prysznic zdziałał cud.
Zacząłem przypominać sobie coś z wydarzeń ubiegłego wieczoru.
Tak impreza, podpisanie kontraktu, propozycja kumpla, żeby to uczcić.
Było miło, tylko że w pewnym momencie wymknęło się spod kontroli.
Chyba, wtedy kiedy przysiadły się do nas dwie panienki.
Blondynka, na którą zagiął parol kolega i brunetka chyba Jola a może Joanna.
Ta z kolei miała ochotę na bliższe poznanie mnie.
Jednak Jola przypomniałem sobie.
Jak wylądowałem z nią u siebie, a później w łóżku za cholerę nie mogłem sobie przypomnieć.
Ciekawe! Czy chociaż stanąłem na wysokości zadania?
Chyba nie rozczarowałem dziewczyny?
Zresztą to nieważne! Machnąłem ręką, dzisiaj Jola, jutro jakaś Zosia albo Ala.
Jak nie ta to będzie inna.
Muszę się jej dokładnie przyjrzeć, wczoraj jakoś nie zwracałem uwagi.
Faktycznie prawdę mówi stare powiedzenie, że nie ma brzydkich kobiet, a każda robi się piękniejsza w miarę wypitych drinków.
Ciekawe czy w tym przypadku też się spełni.
-Krzysiu! Gdzie jesteś ? Z sypialni doleciał mnie głos nowej znajomej.
Nieźle! Czuję, że zawarliśmy bliższą znajomość, uśmiechnąłem się, słysząc swoje imię.
Owinąłem biodra ręcznikiem i wróciłem do sypialni.
No! Może być, westchnąłem z ulgą, widząc moją towarzyszkę.
Nie powalała urodą, ale była zgrabna no i najważniejsze młoda.
Dobra na jeden wieczór, podsumowałem pierwsze wrażenie.
Teraz jeszcze muszę się jej pozbyć.
Przypomniałem sobie, co było bardzo dziwne, że cokolwiek pamiętałem, że umówiłem się z kumplem na obiad.
Tym razem on stawiał, zresztą miał do mnie jakąś sprawę.
Wczoraj nic nie chciał powiedzieć, twierdził, że interesów nie można załatwiać, będąc pod wpływem.
Dobrze, że chociaż on zachował wczoraj reszki zdrowego rozsądku.
Pozbycie się panienki okazało się bardziej skomplikowane, niż myślałem.
Suczka chyba miała ochotę na dłuższą znajomość.
Niestety miała pecha.
Nie była tym kimś, kto by mnie zainteresował na dłużej.
Fakt ciałko miała niezłe, ale ta reszta.
O mało nie parsknąłem śmiechem, kiedy zaczęła opowiadać o swoich marzeniach.
Domku z ogrodem, dzieciach, co najmniej trójce.
Czułem, jak oblewa mnie zimny pot, kiedy wyobraziłem sobie taką wrzeszczącą hałastrę pętająca się pod nogami.
Kiedy w końcu udało, mi się ją pożegnać odetchnąłem z ulgą.
Na wszelki wypadek, żeby mnie nie skusiło, od razu wyrzuciłem numer jej telefonu, który zostawiła.

-Zostawię ci numer, zadzwoń, jak będziesz chciał się spotkać, zacząłem przedrzeźniać jej cienki piskliwy głosik.

Niedoczekanie!, prędzej zostanę mnichem, niż zadzwonię, przyrzekłem sobie w duchu.
Powoli zacząłem się szykować na spotkanie z kolegą.
Ciekawe co to za sprawa, dlaczego wczoraj nic nie powiedział.
Przecież nie byłem tak pijany, przynajmniej na początku imprezy uśmiechnąłem się na wspomnienie wczorajszej balangi.
Była mi potrzebna, szkoda tylko, że takie odprężenie najczęściej kończy się bólem głowy.
No i nie zawsze człowiek wie, w jakim towarzystwie się obudzi, znowu się uśmiechnąłem.
Czułem, jak wraz z ze znikaniem bólu poprawia się samopoczucie i wraca chęć do życia.
Teraz jeszcze spotkanie z kumplem i znowu do domku, zregenerować siły na nadchodzący tydzień.
W knajpie byłem o umówionej godzinie.
Niestety albo przyszedłem za wcześnie, albo pomyliłem godzinę spotkania.
Nie! Jednak nie, w drzwiach zobaczyłem wchodzącego do restauracji kolegę.
Nie był sam.
Towarzyszył mu … Zdziwiony spojrzałem uważniej.
Tak! Był z nim mój dawny znajomy.
Znajomy to określenie trochę na wyrost.
Chodziliśmy do jednej klasy w szkole średniej.
Nigdy bliżej się nie kolegowaliśmy.
Jedynak, który uważał, że wszystko mu się należy.
Nie tylko ja nie darzyłem go sympatią.
Pozostali uczniowie też za nim nie przepadali.
Ciekawe? Dlaczego Artur go przyprowadził?
No cóż, westchnąłem, trzeba stawić czoła tej niespodziance.
Podniosłem rękę, zapraszając ich do stolika.
Przez chwilę trwało zamieszanie, wzajemne przedstawianie, niestety bez imion, zdziwienie Artura, kiedy dowiedział się o naszej znajomości.
Później zapadło jak zwykle w takich sytuacjach, milczenie.

-Napijemy się, Artur wyszedł z inicjatywą, chcąc przełamać niezręczne milczenie.
-Chętnie! Zgodził się dawno niewidziany kolega.
-Niestety ja dziękuję, wieczorem muszę siąść za kółkiem, odmówiłem.
-Może następnym razem uśmiechnąłem się, chcąc złagodzić trochę szorstki ton.

Facet chyba ma na imię Jerzy, nagle jakby w mózgu odblokowała mi się jakaś klapka.
Po chwili kelner zjawił się przy stoliku i przyjął zamówienie.
W oczekiwaniu na realizację zamówienia Artur zaczął wspominać ciekawsze wydarzenia z ubiegłego wieczoru.
Było trochę śmiechu, ale wyraźnie czułem, że to jest tylko preludium, przed celem tego spotkania.
Dalszą rozmowę przerwało pojawienie kelnerów, którzy przynieśli zamówione napoje i potrawy.
Kiedy tylko zostaliśmy sami, Artur zaczął wyłuszczać, jaki to interes ma do nas mój dawny znajomy.

Uf! Odetchnąłem z ulgą, kiedy w końcu Artur wyjaśnił, jaki to interes.
„Interes” miałem ochotę parsknąć śmiechem.
Rzecz właściwie sprowadzała się do oddania niedużej przysługi.
Artur chciał, żeby facetowi przewieść z Opoczna jakiś materiał, kafelki czy coś podobnego.

-I dla takiej drobnostki, wyciągałeś mnie z domu? Spojrzałem z wyrzutem na kolegę.
-Wystarczyło zadzwonić! Dodałem z przekąsem.
-Wiem! Jerzy nalegał, zaczął się tłumaczyć.
-Zresztą on ma tych materiałów na kilka transportów, prawda?

Spojrzał na siedzącego obok faceta.

-Tak! Koleś potwierdził i skinął głową.
-Zacząłem budowę domu, w jego głosie brzmiała duma.
-Rozumiesz!. Koszty, zwrócił się bezpośrednio do mnie.
-Taka budowa jest kosztowna, no i muszę liczyć się z każdym groszem.

W jego zachowaniu było coś odpychającego.
Był jakiś taki oślizgły, antypatyczny.
Dziwiło mnie tylko, że Artur go polecał.
Zresztą, taka przysługa nic mnie nie kosztowała.
Moje samochody często wracały z tamtego kierunku puste, tak, że przy okazji mogłem coś facetowi przewieźć.

-Ok. Nie ma sprawy, dam Panu znać jak jakiś pojazd będzie w okolicach Opoczna.

Celowo starałem się trzymać faceta na dystans.
Nie chciałem dopuścić do bliższej znajomości.
Jeszcze przez chwilę rozmawialiśmy o jakiś błahostkach, zanim facet się pożegnał.
Na pożegnanie jeszcze raz ponowił prośbę, żebym o nim pamiętał.
Kiedy zostaliśmy sami, Artur zaczął się tłumaczyć.
Podobno kiedyś razem pracowali i facet wiedział, że kolega ma coś wspólnego z transportem.
Kiedy przypadkowo spotkał go, facet zaczął mu wiercić dziurę w brzuchu.
I tym sposobem miałem wątpliwą przyjemność odnowić znajomość z Panem Jerzym.

-Pamiętaj, jesteś mi winny dobrą wódkę najlepiej Armagnac, taki dziesięcioletni spojrzałem na Artura.
-O właśnie facet obiecał, że urządzi małą imprezkę, jak mu pomogę,

Artur spojrzał z uśmiechem na mnie.

-No i przy okazji odświeżysz wspomnienia, zachichotał.
-Dziękuję, jakoś mi ich nie brakuje, podtrzymałem kpiący ton.
-A właśnie daj mi jakieś namiary na faceta.
-Masz, podał mi wizytówkę z logo jakiejś firmy i nazwiskiem i numerem telefonu.

Rzuciłem okiem, ale nazwa firmy i nazwisko nic mi nie mówiło.

-Wiesz, jeszcze coś o facecie?

-Pozer! Skrzywił usta w krzywym uśmieszku.
-Udaje kogoś, kim nie jest, kogoś, kto dużo może.
-Nieraz rzygać mi się chciało, kiedy widziałem, jak płaszczył się przed ludźmi, od których zależał.
-Ta pogarda do niżej stojących w łańcuchu pokarmowym, zaśmiał się głośno na jakieś wspomnienie.
-Ale ma niezłą laskę.
-Ciekawe co ona w nim zobaczyła, dodał.
-Żona? Zaciekawił mnie.
-Nie! Podobno narzeczona.
-Naprawdę niezła sztuka, gdyby nie była z nim, to sam chętnie bym się przy niej zakręcił.
-Naprawdę? Spojrzałem na Artura z ciekawością.

Taka rekomendacja z jego ust?
No, no pokręciłem zdziwiony głową.

-To dlaczego tego nie zrobiłeś?
-Musiałbyś ją zobaczyć
-Babka zapatrzona w niego jak w obraz.
-Nie chce mi się męczyć, wzruszył ramionami.
-Nawet ty nic byś nie zdziałał, spojrzał i uśmiechnął się złośliwie.

-Artur nie prowokuj, wiesz, że lubię wyzwania, odwzajemniłem jego uśmiech.
-Spróbuj, może ci się uda.
-Ale ostrzegam, to nie jest taka laska jak te wczorajsze.
-Wiesz, nagle spoważniał.
-Żal mi jej, jest za dobra dla takiego dupka.
-Kolego, czyżbyś podkochiwał się w dziewczynie.
-Nie, to nie tak, zaprzeczył.
-Naprawdę babka zasługuje na coś lepszego.
-Ale może się założymy, że tobie też się nie uda, wrócił znowu do kpiącego tonu.
-Ok! Sam nie wiem, co mnie podkusiło i podjąłem rękawice.
-Ale musimy uzgodnić, o co się zakładamy, ciągnąłem dalej temat.
-Jak wygram, to sprzedaż mi ten złom co kupiłeś do remontu.
-Mojego citroena, mojego SM?.

Zobaczyłem, jak kumplowi zrzedła mina, kiedy usłyszał, co ma być stawką z jego strony.
Jego ostatni nabytek był przedmiotem dumy i wielu starań, żeby wejść w posiadanie takiego białego kruka.

-A ty co postawisz? Spojrzał na mnie z ciekawością.
-Ja stawiam swojego Adlera i również sprzedam ci go, za tyle ile sam dałem za niego.

Oboje mieliśmy kota na punkcie starych samochodów i obaj rywalizowaliśmy ze sobą, kto ma ciekawsze egzemplarze.

-Poważnie? Jego spojrzenie wyrażało niedowierzanie.
-Poważnie! Skinąłem głową, stawka jest wysoka, ale jeśli jest prawdą, to co mówiłeś o tej panience, to warto zaryzykować, uśmiechnąłem się kpiąco.
-Zgoda! Wyszczerzył w uśmiechu zęby i podał mi dłoń dla przypieczętowania zakładu.
-Masz dwa miesiące.
-Tak dużo? Zakpiłem.
-Wystarczy miesiąc i będę miał tę panienkę i twojego SM.
-Optymista, zaśmiał się, ale zabrzmiało to trochę niepewnie, jakby jednak obawiał się przegranej.

merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1935 słów i 11178 znaków.

2 komentarze

 
  • Majkel705

    Opowiadanie fajne ale czy Mógłbyś dodać wreszcie coś nowego?

  • merlin

    @Majkel705 Najpóźniej we wtorek dalszy ciąg Pracy i koleżanki. ;)

  • Majkel705

    @merlin  :bravo:

  • trantolo

    @merlin  :bravo:  :bravo:  :bravo:

  • merlin

    Zgodnie z prośbą paru osób, reaktywowałem pierwszą część "Umowy" ;)  Mam nadzieję, że się spodoba.

  • AHopeS

    @merlin Reaktywowałeś - lecz nie poprawiłeś - wlepiam ci minusa