Seks z urzędu 2

Na tym w zasadzie skończyło się wróżenie. Od myśli o wystawianiu na próbę przez sukces przeszliśmy do innych filozoficzno-egzystencjalnych przemyśleń. Z piciem trochę sfolgowaliśmy, więc udało nam się przegadać całą noc, do prawie szóstej nad ranem.
Najciekawsze jest jednak to, że Kaśka… Miała rację.
Nie minęły dwa tygodnie, a wyszukałem w BIPie informację, że urząd szuka pracownika. Kwalifikacje takie i takie. Moim atutem mogła być znajomość języków. Śmiało… pytajcie czy liznąłem francuskiego. Pominę jaki urząd, bo to mało istotne, a po co ma się znaleźć jakiś detektyw, co zacznie drążyć temat jak szczur styropian. Złożyłem dokumenty, zaprosili mnie na test i po upływie kolejnego tygodnia byłem wśród siedmiu osób na parędziesiąt, które go zaliczyły. W sumie nie był trudny. Cztery ustawy do ogarnięcia i jako takie obycie z życiem. Potem się zaczęły schody, bo te siedem osób zaprosili na rozmowę kwalifikacyjną. Jasne, wiadomo, komisja itd., ale na bank składała się z ludzi, którzy nie będą się chcieli narazić szefowi. Czekałem grzecznie. Była nas piątka, nie wiem co z resztą. Całkiem atrakcyjna dziewczyna w okularach i oficjalnym stroju, dwie o wiele brzydsze, a raczej cholernie zaniedbane i jeden facet, pewny siebie tak, że bez porozumiewania się wszyscy zgodnie braliśmy go za buca. No i ja.
Rozmowa poszła zgrabnie, choć pytania były idiotyczne: proszę wymienić trzy swoje zalety i trzy swoje wady. Co może pan powiedzieć o sobie? Miałem lekkiego stresa, ale walnąłem taką rozprawkę przed szefem, że faktycznie zrobiłem na gościu wrażenie. Potem krótki test językowy, który przeprowadziła świetnie wyglądająca dziewczyna z dekoltem, który, dałbym głowę, miał rozpraszać męską, a może i kobiecą część egzaminowanych. No bo inaczej po co tak rozpinać bluzkę? Ja się nie dałem rozproszyć.
Po kolejnym tygodniu przyszło zawiadomienie. Uprzejmie informujemy, że z dniem takim i takim został pan przyjęty na stanowisko takie i takie. Prosimy zgłosić się do urzędu w terminie takim a takim. Jak kazali, tak zrobiłem. Przywitał mnie ten sam facet, który mnie przepytywał. Brunet, po czterdziestce, przystojny, zadbany i inteligentny. Całkiem fajnie nam się rozmawiało, bo prawie godzinę, ale w końcu powiedział.
– Dobrze, panie Marcinie, wysyłam pana do pokoju. Dziewczyny pokażą panu biuro. Tylko… – zawiesił głos i jakby się uśmiechnął – niech pan na nie uważa.
Na te słowa pojawiło mi się w głowie z tysiąc pytań, ale żadnego z nich nie zadałem. „Zobaczymy” – stwierdziłem w myślach fatalistycznie.
I zobaczyłem. Pokój 104, a jakże, był na pierwszym piętrze. Grzecznie zapukałem i po usłyszeniu „proszę” wszedłem.
– Dzień dobry, Marcin Skalski, jestem nowym pracownikiem.
– Oo, nasz rodzynek – powiedziała dojrzała kobieta, dosyć mocno, choć nie całkiem bez gustu, wytapetowana, z obfitym biustem, który był pierwszą rzeczą, jaka się rzucała w oczy zza biurka.
– Przepraszam najmocniej – odezwała się inna, mniej więcej w jej wieku, o blond włosach, w krótkiej, dopasowanej sukience na ramiączkach, sięgającej od biustu w gustownym staniku, do połowy zgrabnych, choć może nieco za grubych ud. Co ciekawe od pasa w górę sukienka opinała zdecydowanie zgrabną, szczupłą figurę o małych piersiach i ładnej twarzy – Koleżanka jest zbytnio przejęta tym, że wreszcie będziemy mieć w dziale jakiegoś mężczyznę. Nazywam się Anna Kołodziejczak, jestem tu kierownikiem. Koleżanka, która tak miło pana przywitała, to Lidka Miller.
Koleżanka wstała, podeszła do mnie, uprzejmie wyciągając rękę przed siebie. Delikatna dłoń i zachęcający uśmiech sprawiły, że mimo kompletnie nieerotycznego kontekstu, mój członek drgnął. Ale to był dopiero początek.
– Tam w kącie siedzi Dominika Ziemska – wskazała na właśnie podnoszącą się zza biurka młodą dziewczynę, której biała bluzka i krótka spódniczka sprawiły, że przełknąłem ślinę i zdecydowanie zacząłem myśleć wszystkim, tylko nie głową, bo Dominika miała w sobie to coś, co sprawiało, że choć nie przypominała hollywoodzkiej piękności, to jednak wywoływała u facetów grzeszne myśli. Była, jak to określał mój kolega z poprzedniej pracy, soczysta. Przyjemna twarz studentki, blond włosy do ramion, piersi rozmiar, na oko, C i zgrabne nogi kończące się z jednej strony wysokimi obcasami, a z drugiej fenomenalnymi biodrami.
– A tam – kontynuowała przedstawianie zespołu kierowniczka – Joanna Ormian.
Teraz dopiero zza biurka wstała i podeszła do mnie cud kobieta. Czarne włosy, czarna koszula i czarne, obcisłe spodnie. Doskonała w każdym calu, do tego stopnia, że aż onieśmielająca. Jej włosy musiały regularnie widywać fryzjera i choć fryzurę miała niewyszukaną, to doskonale pasującą do jej pociągłej twarzy i subtelnego makijażu. Jej figura, choć nie miała ani długich nóg Dominiki, ani potężnych piersi panny Lidki, to jednak naprawdę można się było w nią wpatrywać godzinami.
Po przywitaniu się ze wszystkimi, szukając jakiegoś błyskotliwego stwierdzenia w chaosie myśli, jakie wywołały w moim spragnionym ciele te wszystkie kobiety, rzuciłem:
– Cóż, wygląda na to, że będę błogosławiony między niewiastami.
– Oj tak… – Ku mojemu osłupieniu te wieloznacznie brzmiące słowa padły z ust Dominiki.
– Cóż, Marcin, proponuję, żebyśmy sobie mówili po imieniu. Tak będzie o wiele prościej – zaproponowała Anka.
– Tak, jasne. To może pokażesz, gdzie będę siedział.
– Tutaj, w pokoju ze mną – powiedziała kierowniczka, wskazując mniejsze pomieszczenie, do którego prowadziły drzwi.
– Suka – usłyszałem z pokoju, choć nie potrafiłem powiedzieć z ust której padło to mało pochlebne słowo. Ku mojemu bezbrzeżnemu zaskoczeniu Anka się tylko uśmiechnęła półgębkiem.
Po wejściu Anka dała mi kilka papierów do podpisu, zachęcając bym je przeczytał, a potem pokazywała, gdzie machnąć autograf.
– Dobra mój drogi. Za pół godziny zaczynasz szkolenie BHP na sali w suterenie. Dominka? Zaprowadzisz Marcina?
– Tak, jasne. – Dominika weszła do pokoju. – Choć, musisz się dowiedzieć gdzie wtykać palce – powiedziała uśmiechając się.
Opędziłem się od myśli w stylu: najchętniej pod twoją kieckę i ruszyłem za Dominiką, z wyrachowaniem trzymając się z tyłu, żeby móc swobodnie podziwiać jej kołyszące się biodra i stawiane z wdziękiem nogi. W windzie gapiłem się przez rozchylającą się miedzy guzikami bluzkę na kawałeczek jędrnych, pokrytych drobniutkimi włoskami piersi Dominiki i koronkowy, czarny stanik. Fakt, że jechaliśmy tylko dwa pietra uchronił mnie przed rzuceniem się na moją nowa koleżankę.
– To tu – oznajmiła wskazując dwuskrzydłowe drzwi. – Mam pytanie. Mógłbyś mnie po pracy podrzucić do domu? Normalnie jeżdżę samochodem, ale akurat jest w warsztacie. Zbieżność kół czy coś.
– Jasne nie ma sprawy.
„O ile w coś nie wjadę jak będziesz obok mnie siedziała” – dodałem w myślach.
– Dzięki. To do zobaczenia na górze.
Szkolenie, jak wszystkie BHPowiskie, poziomem emocji dorównywało schnięciu ścian. Jak nietrudno się domyślić, przez owe cztery godziny moje myśli wypełniały koleżanki znajdujące się dwie kondygnacje wyżej.
Kiedy tam wróciłem, dziewczyny przywitały mnie uprzejmymi uśmiechami.
– No, to pierwszy dzień w pracy masz za sobą – orzekła Anka. Od jutra zobaczymy, jak sobie poradzisz.
– To jak z tą podwózką? – zapytała Dominika.
I wtedy to zobaczyłem. Na twarzach ich wszystkich. To, co sprawiło, że nogi się pode mną ugięły. Bo, za wyjątkiem Dominiki, wszystkie dziewczyny miały wyraz twarzy mówiący: „No, kurwa, bez jaj”.

Okolonocny

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1380 słów i 7980 znaków.

5 komentarzy

 
  • nieopisana

    Ciekawy pomysł. Mam nadzieję, że na tym się nie skończy i będzie kontynuacja :)

  • nanoc

    Fajnie się zaczyna, będzie dalsza część ?

  • Okolonocny

    @nanoc Czekam na wenę :)

  • Dyzio55

    Sympatyczny tekst. Przydał by się cd.

  • Lilu

    I to tyle ?

  • enklawa25

    :napalony: