Praca i koleżanki 4

Droga nad jeziorko upłynęła w spokoju, przeplatana słownymi przepychankami.
Uśmiechałem się tylko, słuchając jej obietnicy, co mi zrobi, jak w końcu dojedziemy na miejsce.
Zaraz po przybyciu, wprowadziłem samochód do garażu i zamknąłem bramę wjazdową.
Teraz byliśmy odcięci od innych.
Żaden wścibski sąsiad nie mógł nic zobaczyć.
Gęsty żywopłot otaczający domek skutecznie to uniemożliwiał.

-Krzysiu tu jest super! Głos Gośki poniósł się po wodzie, kiedy wyszła na taras z drugiej strony domku.

Faktycznie widok z tarasu na jeziorko robił niesamowite wrażenie.
Błękitna tafla wody odbijająca promienie słońca i pusty przeciwległy brzeg, porośnięty gęstymi chaszczami.
To było otoczenie, które zapewniało spokój i przede wszystkim dyskrecję.
Nie było żadnej możliwości, żeby ktoś mógł cokolwiek zobaczyć z tego, co się działo na wąskim pasku piaszczystej plaży.

-Pójdę się przebrać, odwróciła się i zniknęła w domku.

Poszedłem za nią.
Patrzyłem, jak zdejmuje sukienkę, rozpina biustonosz.
Przez chwilę grzebała w torbie, zanim znalazła kostium.
Wyjątkowo skąpy.
To było pierwsze, co rzuciło się w oczy.
Jej siostrzyczka ma dobry gust, przypomniało mi się, że jest to strój Kaśki.
Ciekawe na kim chciała zrobić wrażenie?

-Pomóż, usłyszałem jej proszący głos.
Stała tuż przede mną podtrzymując na piersiach niezapięty biustonosz.

-Po co to ubierasz? Lepiej się opalisz bez tego, wskazałem na trzymane przez nią majteczki.
-Tutaj nikt cię nie zobaczy, a mnie chyba się nie wstydzisz?
Przez chwilę zastanawiała się nad moimi słowami.
-Właściwie to masz rację, ale co powiem mężowi, jak zobaczy, że nawet dupcię mam opaloną?

-Coś wymyślisz, zbagatelizowałem jej obawy.
-Powiesz, że byłaś w solarium, albo, że to samoopalacz.
-Jak znam życie, każdy facet w to uwierzy, uśmiechnąłem się do dziewczyny.
-Ty nie będziesz się opalał?
-Będę! Dzisiaj mam rzadką okazję, żeby skorzystać ze słońca, uśmiechnąłem się, zrzucając ciuchy.
-Spodenki też, dodała, widząc, że nie kwapię się z ich zdejmowaniem.
-Jak ja mam być naga, to ty również uśmiechnęła się szelmowsko.
-Chodźmy, pociągnęła mnie za sobą na taras.

Przez moment zastanawiała się nad miejscem do opalania.
W końcu zdecydowała się zająć miejsce tuż przy żywopłocie, niewidoczne od strony jeziora.
Zobaczyłem, jak rozkłada materac i kładzie się na nim.


-Uf jak dobrze westchnęła, prężąc się jak kotka.
-Krzysiu wysmaruj mnie, wyciągnęła z leżącej obok torby krem z filtrem.
-Nie chciałabym się poparzyć.

-Z przyjemnością, uśmiechnąłem się do niej, wyobrażając sobie to smarowanie.
Odwróciła się na brzuch i zastygła w oczekiwaniu.
Przez chwilę delektowałem się widokiem jej pośladków i przerwy między kuszącymi półkolami, zanim zacząłem rozprowadzać krem po jej plecach.
Poczułem jak zesztywniała, kiedy moja dłoń dotknęła jej ciała.

-Zimne, pisnęła.

-Zaraz będzie cieplej, uśmiechnąłem się rozbawiony jej reakcją.
Czułem jak jej mięśnie, napinają się pod naciskiem przesuwających się po jej ciele dłoni.
Kiedy dotarłem do pośladków, poczułem, jak odruchowo zaciska je.
Po chwili jednak rozluźniła się i lekko rozchyliła uda, umożliwiając posmarowanie rowka między pośladkami.
Usłyszałem, jak jej oddech przyspiesza, kiedy moje palce dotknęły brązowej rozetki.
Przez chwilę masowałem rowek, zahaczając od czasu do czasu o nabrzmiałe wargi.
Miałem wrażenie, że pod moim dotknięciem wzgórek robi się coraz bardziej wilgotny.
Ciekawe jak jest w środku.
Mocniej nacisnąłem palcem.
Westchnęła i jeszcze bardziej rozchyliła uda.
Kiedy skończyłem kremować nogi, odwróciła się na plecy.
Leżała ze wzrokiem utkwionym w sterczącego penisa.
Na jej ustach zaigrał delikatny uśmieszek, jednak nic nie powiedziała.
Znowu na dłoń wycisnąłem porcję kremu.
Już pierwsze dotkniecie jej biustu, spowodowało, że pokrył się gęsią skórką, sutki zrobiły się twarde sterczące.
Przez chwilę masowałem, a właściwie pieściłem jej piersi, zanim zszedłem dłońmi niżej.
Przez lekko wypukły brzuszek dotarłem do wzgórka.
Patrzyłem zafascynowany, jak rozszerza uda, odsłaniając ociekającą śluzem szparkę.
Kiedy dotarłem dłonią do jej spojenia, jeszcze bardziej je rozchyliła.
Usłyszałem, jak z cichym mlaśnięciem wargi rozchodzą się, odsłaniając różowe wnętrze jej pochwy, nabrzmiały guziczek.
No dość tego dobrego.
Czułem, że jeszcze kilka minut tego smarowania i rzucę się na tę suczkę.

-Co się stało.
W jej głosie usłyszałem rozczarowanie, kiedy przerwałem dalszą zabawę w kremowanie.

-Dokończ sama, jeśli chcesz się opalać, warknąłem.
-Jeszcze kilka minut a będziemy się pieprzyć, a nie opalać.

Przez chwilę patrzyła mi w oczy.
W końcu uśmiechnęła się i dotknęła mojego sztywnego kutasa.

-Może być! Nie będę protestowała, chyba że to tylko obiecanki.
Oblizała koniuszkiem języka wargi i siadła na materacu.
Zbliżyła głowę do mojego krocza i jej usta objęły kutasa.

-Przestań! Odsunąłem się na bezpieczną odległość.
-Dlaczego ? Spojrzała zaskoczona moim zachowaniem.

-Naprzód opalanie, seks później, zażartowałem.
Nie chciałem jej tłumaczyć, że muszę trochę zregenerować witalne siły.
Nocka z żoną była jednak wyczerpująca.
Nie byłem pewien, czy przyjmie moje tłumaczenie za dobrą monetę.
-No dobrze! Poddała się i położyła na materacu.
Minęły prawie dwie godziny, zanim doszedłem do wniosku, że dosyć tego smażenia się na słońcu.

Czułem jak piecze mnie skóra na plecach.

-Głodny jestem, pierwszy przerwałem ciszę.
-Wstawaj! Pójdziemy do knajpy coś zjeść, ponagliłem, widząc, że się nie kwapi ze wstawaniem.
-Ja nie muszę.

Podniosła się i schyliła na moim kroczem.
Jej dłoń objęła oklapniętego kutasa i zacisnęła się na nim.
Czułem, jak pieszczoty powodują, że powoli pęcznieje, powiększa w oczekiwaniu na ciąg dalszy.
Nie czekając na dalsze pieszczoty, wsunąłem dłoń miedzy jej uda.
Jęknęła i mocniej ścisnęła kutasa.
Moje palce wślizgnęły się do mokrego gorącego wnętrza.
Czułem, jak mięśnie pochwy zaciskają się na nich, więżąc je w swoim wnętrzu.
Pociągnąłem ją na siebie.
Wyrwała się i nie czekając na moją reakcję, usiadła okrakiem na udach.

-Teraz ja będę górą, uśmiechnęła się kpiąco.

Podniosła pośladki i wprowadziła kutasa do pochwy.
Do tej pory to ja byłem stroną aktywną, ja dyktowałem tempo, ale nie tym razem.
Kiedy w końcu skończyła, cała lśniąca od potu opadła na mój tors.

-Krzysiu, mógłbyś tak częściej, szepnęła, kiedy w końcu doszła do siebie.

Boże! Uwolniłem potwora, pomyślałem, kiedy dotarł do mnie sens jej wypowiedzi.
Chyba nadszedł czas, żeby nasze stosunki przenieść na inny poziom.
Spróbuję przekonać ją do włączenia do naszych zabaw małżonków.
Ciekawe jak zareaguje na moją sugestię?

-Gosiu! Może nadszedł czas, żeby twój mąż dołączył do nas?

Było to mało subtelne, ale dotarło do dziewczyny.

-Zwariowałeś?

Jej spojrzenie wyrażało niedowierzanie.

-Wyobraź sobie Twojego Mariuszka z moją żoną i obok nas, a później zmiana partnerów.
-To jest takie podniecające.
-Zobacz na samą myśl, że kochasz się ze swoim mężem mam erekcję, wskazałem na sztywnego kutasa.

-Nie! Nigdy, to się nie może stać.
Zobaczyłem, jak czerwienieje.

-Wiesz odrobina alkoholu, odpowiednia atmosfera i kto wie?
-Mielibyśmy wtedy wolną rękę, doskonały pretekst do takich spotkań jak dzisiaj, kusiłem dalej.
-Nie ! On się nigdy nie zgodzi, Gośka dalej była przeciwna, ale jakby już mniej.
-Wiesz, trzeba tylko trochę nad nim popracować.
-Zobaczysz, że się uda.
-No, nie wiem, jej wahanie było widoczne.
-Muszę się zastanowić, dodała.
-Teraz mnie odwieź do domu, dochodzi już osiemnasta.
-Muszę trochę ogarnąć chałupę, posprzątać.
-Może ci pomogę, zaofiarowałem się z pomocą.
-Zgłupiałeś? Zobaczy cię jakaś sąsiadka i będzie afera, gwałtownie zaprotestowała.

Nie kontynuowałem tematu.
Mnie również pasowało trochę odpocząć po tak wyczerpującym dniu.
Późna pora spowodowała, że do jej domu dojechaliśmy wyjątkowo szybko.

-Nie zapomnij zadzwonić do Joanny.
-Nie chciałbym, żeby źle myślała o mnie, dodałem.
-Oczywiście! Cmoknęła mnie na pożegnanie w policzek i wyszła z samochodu.

Nie zdążyłem ruszyć, kiedy zadzwonił telefon.
Tylko nie to! Jęknąłem, kiedy zobaczyłem, kto dzwoni.
To była Joanna.
Miałem nadzieje, że nie chce się spotkać.
Niestety nadzieja okazała się płonna.
Chciała, żebym przyjechał do niej.

-Joasiu czy to coś pilnego? Może przełóżmy to na jutro?

Kiedy w końcu wyłuszczyła, dlaczego chce się spotkać, odetchnąłem z ulgą.
Chciała, żebym odwiózł jej siostrę do domu.
Zagadały się i dziewczynie uciekł ostatni bus.

-Daleko?
-Nie! Następna kolonia za naszą, dwadzieścia minut jazdy, zresztą Zuza cię poprowadzi.
-Przyjedziesz?
-Oczywiście! Jeśli jeszcze chciałem skorzystać z jej wdzięków, to nie mogłem powiedzieć nic innego.

Nie zastanawiając się dłużej, zawróciłem i ruszyłem w stronę osiedla Joanny.
Byłem zły na samego siebie, że się zgodziłem.
Muszę trochę popracować nad asertywnością, przemknęła mi myśl.
Chociaż z drugiej strony to była stosunkowo niewysoka cena za rozrywki, jakie dostarczały mi dziewczyny.
Właściwie powinienem być wdzięczny Elce.
Gdybym nie dowiedział się, że przyprawia mi rogi, to do tej pory byłbym przykładnym mężem.
I o takich rozrywkach mógłbym tylko pomarzyć.
Coś za coś, przypomniałem sobie mijający dzień i Gośkę z jej apetytem na seks.
O Cholera! Zakląłem, widząc wytaczającego się na środek drogi pijaka.
W ostatniej chwili udało mi się zahamować.
No tak sobota ludzie się bawią.
Szkoda tylko, że zapominają, że w zapadającym mroku takie wtargnięcie może się źle skończyć.
Przez chwilę obserwowałem we wstecznym lusterku zataczającą się postać.
Kiedy w końcu dojechałem do celu, było już ciemno.
Zaparkowałem w pewnym oddaleniu od domu Joanny.
Nie chciałem ryzykować uszkodzenia samochodu na nierównej drodze.
W stojącym nieopodal domu Joanny świeciło się światło tylko w jednym oknie.
Kiedy podszedłem bliżej, usłyszałem śmiech i jakieś niewyraźne słowa.
To była Joanna.
W pierwszej chwili nie zrozumiałem, co ją tak rozbawiło.
Dopiero kiedy zbliżyłem się bardziej, słowa stały się zrozumiałe.
Siostra Joanny żaliła się siostrze, że ma problemy z zajściem w ciążę.
Że już traci nadzieję, na posiadanie dziecka.
Przerwała na chwilę, słuchając jakiegoś pytania siostry.

-Oczywiście, byliśmy u lekarza, robiliśmy badania, to chyba była odpowiedź na pytanie siostry.
-I co? Joanna była ciekawa.
-Wielkie G, w głosie Zuzanny usłyszałem złość.
-U mnie wszystko w porządku, ale u Janka? Przerwała na chwilę.
-Lekarz powiedział, że jego plemniki są bardzo słabe i chyba tylko cud spowoduje, że mnie zapłodni.
-Mówił jeszcze, żebyśmy próbowali i mieli nadzieję, zaśmiała się gorzko.

Usłyszałem, jak Joanna się roześmiała.
-Z czego się śmiejesz, Zuza była oburzona.
-Z ciebie! W głosie Joanny dalej słychać było wesołość.
-Znajdź sobie kogoś, prześpij się z nim i może się uda.
-Prześpij, łatwo Ci powiedzieć, Zuzanna dalej miała wątpliwości.
-Przecież u mnie na kolonii zaraz wszyscy by wiedzieli.
-Zresztą jak ty to sobie wyobrażasz?
-Mam zaczepić faceta i powiedzieć mu, że chcę, żeby zrobił mi dziecko?
-Już widzę, jak ucieka, gdzie pieprz rośnie, dokończyła.

Przez chwilę panowało milczenie, które w końcu przerwała Joanna.

-Słuchaj, zaczęła jakby z wahaniem.
-Znam kogoś, kto mógłby ci chyba pomóc.
-Facet dyskretny a poza tym wcale nie musi wiedzieć, że dajesz się przelecieć, żeby zrobił ci dzieciaka.
-Gdzie znalazłaś taki skarb? W głosie Zuzanny zabrzmiała ciekawość.
Zobaczyłem, jak Joanna pochyliła się do siostry i coś wyszeptała.
-Ty ? Ty z nim? Zdziwienie Zuzanny było prawie namacalne.
-A co! Też chcę mieć coś od życia, Joanna zachichotała.
-Myślę, że dzisiaj byłoby najlepiej, no i miałabyś trochę czasu na ewentualną powtórkę, zanim Twój stary przyjedzie na urlop.
-A właściwie to kiedy wracają? Joanna spojrzała z ciekawością na siostrę.

Ta z lekkim uśmieszkiem odpowiedziała.

-Dzwonił, że będą w piątek, cała trójka dodała, twój stary, mój i chłopak Kaśki.
-Wiesz, nie podoba mi się ten gówniarz.
-Jeszcze nie wiadomo czy coś z tego wyjdzie.
-Gdzie ona miała oczy, jej niechęć do jakiegoś dzieciaka była wyraźna.

Trochę zaskoczyło mnie podejście Joanny.
Jej rada, żeby siostra zrobiła sobie dzieciaka na boku, dosłownie mnie zaskoczyła.
Nie przypuszczałem, że może być taka wyrachowana.
Cóż to była następna rzecz, jaką dowiedziałem się o kobietach.
Chociaż z drugiej strony, dzięki takiemu podejściu miałem okazję zaliczyć nie tylko ją, ale również najmłodszą córeczkę.
No! Dość tego, postanowiłem przerwać ich dalsze wynurzenia.
Wszedłem na ganek i zastukałem w drzwi.
Rozmowa sióstr urwała się gwałtownie.
Po chwili drzwi uchyliły się i stanęła w nich Joanna.

-Jak dobrze, że przyjechałeś, nie mogłyśmy się doczekać, wykrzyknęła.
-Przecież obiecałem.
-Wejdź, odsunęła się, robiąc przejście.
-Zuzanna zaraz zejdzie, tylko się spakuje.
-Jeszcze raz ci dziękuję, że się zgodziłeś.
-Przy najbliższej okazji odwdzięczę się, wyszeptała.
-O! Jest mój wybawca, usłyszałem głos jej siostry.

Stała na schodach, trzymając w ręku niedużą walizeczkę.

-Do usług, podjąłem jej ton.
-Powóz zajechał szanowna pani, zamarkowałem ukłon.
-Dziękuję dobry człowieku, zachichotała.

Zeszła ze schodów i podeszła do mnie.
Przez chwilę patrzyła mi w oczy, jakby się nad czymś zastanawiała.

-Mam nadzieję, że dowieziesz mnie bezpiecznie?
-Oczywiście, znowu się skłoniłem i wyjąłem z jej dłoni walizeczkę.
-Proszę za mną.
-Do zobaczenia rzuciłem w stronę Joanny i wyszedłem z domu.

Idąc do samochodu, czułem na plecach oddech idącej tuż za mną Zuzanny.

-Gdzie tak się spieszysz?

Zaskoczyło mnie to nagłe przejście na ty.
Zatrzymałem się poczułem, jak wpada na mnie i ratując się przed upadkiem łapie za ramię.

-Przepraszam, gapa ze mnie.
-Nie zaprzeczę, chyba lepiej będzie, jak weźmiesz mnie za rękę.
-Tak będzie bezpieczniej, dodałem.

No, no suczka chyba posłuchała rady Joanny i zaczyna realizować plan uwiedzenia?
Szybka jest, uśmiechnąłem się do siebie.
Poczułem jak wsuwa swoją rękę pod ramię i przytula się do mojego boku.
Wyraźnie mnie kusiła.
Nagle zrobiło mi się ciasno w spodniach.
Kutas zesztywniał, a ja znowu nabrałem ochoty, na małe co nieco jak mówił Kubuś Puchatek.

-Dlaczego zaparkowałeś tak daleko, spytała, kiedy potknęła się, zahaczając o nierówno położoną kostkę.

Zignorowałem jej pytanie i skierowałem się w stronę stojącego nieopodal samochodu.
Nie czekając, aż dojdzie, otworzyłem bagażnik i wrzuciłem trzymaną w ręku walizeczkę z jej rzeczami.
-Dżentelmen! Usłyszałem jej lekko kpiący głos, kiedy kolejny raz potknęła się i oparła o samochód.

Nacisnąłem przycisk na pilocie i otworzyłem drzwiczki.
Przez chwilę obserwowałem, jak mości się na fotelu, szukając najwygodniejszej pozycji.

-Proszę zapiąć pasy, zwróciłem jej uwagę, kiedy ciszę w samochodzie przerwał przenikliwy sygnał.

Patrzyłem, jak mocuje się z niesfornym pasem, usiłując go zapiąć.
Zatrzymałem samochód i pochyliłem w jej stronę.

-Pomogę!.

Miałem teraz tuż przed oczami jej piersi, odznaczające się pod obcisłą bawełnianą koszulką.
Chyba nie ubrała biustonosza, zobaczyłem jej sutki wyraźnie odznaczające się pod cienkim materiałem.
Markując siłowanie się z niesfornym pasem, przejechałem dłonią po lekko wypukłym brzuchu.
Poczułem, jak drgnęła.
Myślałem, że cofnie się, ale nie.
Wręcz przeciwnie przesunęła się bardziej na skraj siedzenia.
W końcu udało się, końcówka pasa wskoczyła w uchwyt.
Uruchomiłem silnik i powoli wyjechałem na drogę.

-Którędy? Spojrzałem na pasażerkę, kiedy wyjechaliśmy na główną.
-Spieszy ci się, zamiast udzielić wskazówki, zadała pytanie.
-Wiesz, mam ochotę napić się kawy, kontynuowała.
-Może znasz jakieś miejsce, gdzie można się zatrzymać?
-Znam, ale musiałabyś sama ją zaparzyć, uśmiechnąłem się, wyobrażając sobie finał picia tej kawy.

Mówiąc o kawie, miałem na myśli powrót do domku nad jeziorem.
Tam nikt by nam nie przeszkadzał w piciu kawy, uśmiechnąłem się, wyobrażając sobie picie kawy w jej towarzystwie.
Czułem, że kawa jest tylko pretekstem i dziewczynie chodzi coś innego po głowie.
Kiedy jeszcze uzmysłowiłem sobie, że w ten sposób zaliczyłbym całą żeńską część rodziny Gośki, kutas zesztywniał.

-Bardzo ci się spieszy? Spojrzałem na siedzącą obok Zuzę.
Przez chwilę milczała, jakby zastanawiała się nad odpowiedzią.

-Nie bardzo, dom pusty, mąż przyjedzie dopiero w piątek, dokończyła i spojrzała na mnie jakby ciekawa mojej reakcji.
Jej szczerość zaskoczyła mnie.
Nie spodziewałem się, z jej strony takiej postawy.
Żadnego krygowania się, udawania.
Dziewczyna wiedziała, czego chce i jasno dała mi to do zrozumienia.

-Ok! W takim razie jedziemy do mnie nad jezioro.
-Mam nadzieję, że Ci się spodoba, uśmiechnąłem się i na skrzyżowaniu skręciłem w drogę prowadzącą do domku.
-Tam byłeś dzisiaj z Gośką? W jej głosie była ciekawość i jeszcze coś innego.
-Tak! Potwierdziłem.
-Mam nadzieję, że ci się tam spodoba?
-Nie ma tam żadnych luksusów, ale za to dyskrecja gwarantowana.
Postarałem się, żeby zabrzmiało to dwuznacznie.

-Właśnie! Dyskrecja, poczułem, jak kładzie rękę na moim udzie i powoli przesuwa ją w stronę krocza.
-Mam nadzieję, że wiesz, co robisz? Zwolniłem i spojrzałem na Zuzannę.
-A jak myślisz? Uśmiechnęła się, ale cofnęła dłoń.
-Mam nadzieję, że nie będę tego żałowała, dodała.

Jej słowa zabrzmiały cokolwiek dwuznacznie.
Nie skomentowałem, zresztą nie było to konieczne.
Panująca w samochodzie, przesycona erotyzmem atmosfera wystarczyła za odpowiedź.

merlin

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 3317 słów i 18576 znaków.

2 komentarze

 
  • trantolo

    Oj tworzysz napięcie super  :bravo: czekam na następne części niecierpliwie  :)

  • Mariusz

    I znowu pozamiatałeś czarodzieju