Serce waliło mi w piersi jak młot. Marek był blady jak ściana. Przez chwilę staliśmy tak nieruchomo, połączeni w najbardziej parszywy sposób z możliwych. Słyszałam kroki na korytarzu. To był Tomek, mój mąż. Zawsze miał ten swój pewny, ciężki krok. Ochroniarz coś bełkotał o tym, że jeszcze światło się pali w księgowości. Miałam ochotę wyć z przerażenia, ale w tym samym momencie poczułam, jak Marek znowu zaczyna napierać.
Nie wycofał się do końca. Zamiast tego chwycił mnie mocno za uda i przycisnął tyłkiem do krawędzi biurka. Przez ułamek sekundy myślałam, że oszalał. On jednak tylko zacisnął zęby i mruknął mi prosto w usta.
- Nie przerywamy. Bądź cicho, bo nas załatwią.
Zatkałam sobie usta dłonią, żeby nie wydać z siebie żadnego dźwięku. Tomek był już przy drzwiach do sektora. Słyszałam, jak klucze brzęczą w zamku. Marek zaczął się ruszać, ale tym razem robił to w totalnym milczeniu, za to z dwa razy większą siłą. Każdy jego ruch był jak cios. Wbijał się we mnie tak głęboko, że czułam to aż w żołądku. Pociekło mi po udach, wszystko było mokre i gorące.
Biurko znowu zaczęło przesuwać się po podłodze, wydając ten wkurzający, skrzypiący dźwięk o wykładzinę. Marek chwycił mnie za włosy i odchylił mi głowę do tyłu. Patrzył na mnie wyzywająco, a w jego oczach widziałam czystą żądzę, która kompletnie wyłączyła mu myślenie o konsekwencjach.
- Ruszaj się, mała, niech wiedzą, że tu jesteś, jeśli chcesz – szepnął, chociaż jego głos drżał z wysiłku.
Moje ciało oszalało. Mimo tego pieprzonego strachu, że zaraz wpadnie Tomek i nas tu zastanie w takiej pozie, poczułam, że dochodzę. Skurcze wewnątrz mnie były tak mocne, że niemal go udusiłam. Marek jęknął, tym razem głośniej, i zaczął walić we mnie jak oszalały. Dźwięk uderzania naszych ciał o siebie roznosił się po całym pustym biurze.
W tym momencie drzwi do gabinetu otworzyły się z hukiem. Zobaczyłam cień Tomka na ścianie. Stanął w progu. Marek nawet nie przestał. Wręcz przeciwnie, wbił się we mnie ostatni, najdłuższy raz, aż wygięłam się jak struna. Tomek zamarł, nie wierząc w to, co widzi. Widział moje nogi owinięte wokół bioder szefa, widział jego gołe plecy i słyszał nasze zdyszane sapanie.
Marek nawet nie drgnął. Stał w niej, w mojej cipce, cały spocony, patrząc prosto na mojego męża. Ja nie mogłam wydusić z siebie ani słowa, trzęsłam się cała, a między nami wciąż pulsowała ta obrzydliwa, gorąca chemia. Tomek był czerwony na twarzy, zacisnął pięści tak mocno, że aż zbielały mu kłykcie.
- Co wy, kurwa, robicie? – wycedził przez zęby, robiąc krok do środka.
Marek w końcu się wycofał, a ja osunęłam się na biurko, ledwo łapiąc oddech. Moja spódnica była podciągnięta pod samą talię, majtki leżały gdzieś pod krzesłem, a wszystko było umazane naszym potem i spermą. Marek poprawił spodnie, nie spuszczając wzroku z Tomka. W biurze zrobiło się tak cicho, że słyszałam tylko własne, urywane sapanie.
- Widzisz, co robimy – odpowiedział Marek głosem spokojniejszym, niż się spodziewałam. – Chcesz się przyłączyć, czy masz zamiar stać tam jak idiota?
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz