Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

N.I.S. – SZANSA KAŚKI : ŚRODA cz. 1

przed lekcjami

Mirek

Spotkaliśmy się o 8:10 przy „naszej” ławce; Kaśka dotarła chwilę po mnie.
- Zapomniałam ci wczoraj zaproponować wchodzenie do szkoły troszkę później. Rozbierzemy się tuż przed gongiem i nie będzie czasu na „prośby”.
- Propozycja przyjęta. Idziemy, partnerko.
Ruszyliśmy szybkim krokiem, bo robiło się późno.

- Miras, rozchmurz się trochę, przeżyliśmy najgorsze czyli wczorajszą biologię, może nie będzie źle.
- Ta, jasne… Wczoraj też powtarzałem sobie „Może nie będzie tak źle” i co? I tak było źle. Nasi ciągle rechoczą z nas na lekcjach, nauczyciele dręczą zamiast pomagać, reszta wyżywa się na nas na przerwach. Ty przynajmniej możesz wyżalić się matce, ja na moich starych nie bardzo mogę liczyć.
- Możesz liczyć na mnie – powiedziała poważnie.
- I nawzajem, partnerko. Jedyne co dobre to pogoda, na szczęście jest ciepło, więc poszedłem za twoim przykładem w kwestii ubrania. Wyglądam jak klaun w tych kolorowych spodenkach, ale mój striptiz też będzie szybki, może będzie mi wtedy łatwiej.
- Możesz sobie ułatwić życie jeszcze bardziej i po prostu przyjść do szkoły nago.
- No jasne, zasuwanie nago ulicami miasta to taaakie ułatwienie, możesz być dumna z pomysłu! Widzę, że dobry humor cię nie opuszcza. O kuźwa, cicho teraz – syknąłem – zły znak, dyro przy drzwiach!

Piotrowicz stał przy schodach wejściowych do budynku. Na nasz widok kiwnął ręką, żebyśmy podeszli.
- Brzozowski, Wolska – zaczął jak zwykle bez żadnego „dzień dobry” czy innego powitania – wy dwoje macie dzisiaj zmianę w planie: po pierwszej lekcji zamiast na fizykę biegniecie prosto do pracowni biologicznej na parterze, tam będziecie mieć nadprogramową biologię z klasą I A. Pani Rowicka już wie o tym, pan Rolski też.
- Panie dyrektorze, ale przecież my jesteśmy już znacznie dalej w materiale niż oni, i przerabiamy co innego.
- Wolska, bez uwag! Będziecie „pomocami dydaktycznymi”, pani Kalińska wytłumaczy wam na miejscu co i jak.

Odszedł bez słowa.
- Pan każe, sługa musi – stwierdziłem filozoficznie. – Przynajmniej fizyka nam się upiecze, Rolski będzie niepocieszony, bo to jawny erotoman.
- To ten belfer, który w zeszłą środę ciągle łaził po sali i zaglądał dziewczynom w dekolty?
- Ten sam; nie mógł się doczekać rozpoczęcia Programu i golasów na lekcjach, to drugi Balicki. No i o ile kojarzę, to ta Kalińska jest sympatyczna.
- To akurat nietrudne, od Latterowej każdy jest sympatyczniejszy.
  
Weszliśmy do budynku i poszliśmy do „przebieralni”. Powitał nas tam szpaler widzów oczekujących pokazów; poprzedni uczestnicy, już rozebrani poszli wcześniej do klas. „O, są ostatni!” dało się słyszeć, „Rozbierzcie się nawzajem!” „Pokazujcie co tam macie, tylko powoli!” „Ty, duża, wypnij dupę!” – to ostatnie padło chyba z grupki seniorów.  

Kaśka nie zareagowała na zaczepki, zrobiła to samo co wczoraj: szybko rozpięła i zrzuciła sukienkę, pod którą nie miała stanika ani majtek, została w butach. Ja odetchnąłem głęboko, potem zacisnąłem zęby i rozebrałem się też całkiem szybko: raz - zdjąć luźny t-shirt, dwa - zsunąć i zdjąć luźne spodenki razem z bokserkami. I gotowe, nawet nie musiałem zdejmować butów. Ubrania do pudełek, plecaki do ręki i gazu na lekcję.

Kaśka

Chwyciliśmy plecaki, ale zdążyliśmy przejść tylko parę kroków w kierunku schodów na piętro.
- Zaraz, a „prośby”?!
Przed nami wyrósł jeden z czwartoklasistów, wyraźnie niezadowolony. Poznałam go, to był jeden z tych, którzy „niedelikatnie” dobierali się do mnie wczoraj przed sportem.
- Jesteście już w szkole, mamy prawo do...
- Przepraszam, ale dyrektor nas zatrzymał, teraz śpieszymy się na lekcję – przerwałam mu, starając się mówić spokojnie.
- To przychodźcie wcześniej, chuj mnie to obchodzi! Według reguł macie psi obowiązek…
- Morda, ćwoku!
O kurwa, to mogło być za mocne. Senior zacisnął pięści, ale ja już się rozpędzałam.
- Tylko psy i suki mają psie obowiązki! Nazywasz mnie suką?!
Mirek chwycił mnie za rękę i dopiero to mnie otrzeźwiło. Ruchem głowy pokazał na drzwi sekretariatu, z którego właśnie wyszła wicedyrektorka.
- Co tu się dzieje?
- Pani dyrektor, może pani tu rozsądzić? Ona nie chce spełniać „rozsądnych próśb”! – chłopak wprost gotował się ze złości.
Mirek ponownie ścisnął moją rękę, żebym milczała i sam zaczął wyjaśnienia. Karolakowa wysłuchała obu stron i pokiwała głową.
- Wiem, że rozmawialiście z dyrektorem, więc opóźnienie jest usprawiedliwione, zatem odmowa również. Wszyscy marsz do sal, był już gong! A panu, panie Kowal radzę ostrożniej dobierać słowa! Obrażanie i wyzywanie uczestników Programu jest zabronione i karalne!

Przepchnęliśmy się między rozzłoszczonymi seniorami i poszliśmy na górę na matmę.

matematyka

Weszliśmy do sali jako ostatni, tuż po dzwonku. Ostrowski stał już przy swoim biurku.
- Brzozowski, Wolska, spóźniacie się, i to oboje? Jakiś szybki numerek przed lekcjami?
Klasa oczywiście zarechotała.
- Nie, proszę pana, pan dyrektor zatrzymał nas na dole, a potem jeszcze pani wicedyrektor przy rozbieraniu.
- Mam w to uwierzyć?
- Przecież może pan potem sprawdzić – powiedział grzecznie Mirek.
- Nie omieszkam. Czy potrzebujecie ulgi zgodnie z regułami Programu, któreś z was lub oboje?
- Nie, nie trzeba.
- Dobrze, siadajcie. Dzisiaj powtórka z geometrii, kąty, trójkąty i tak dalej.

Mirek

Lekcja potoczyła się zgodnie z naszymi obawami, czyli Ostrowski znów dręczył nas wykorzystując jako „żywe pomoce dydaktyczne”. Nie dość, że na zmianę pisaliśmy i kreśliliśmy na tablicy linie, odcinki i różne trójkąty, to jeszcze musieliśmy przybierać pozy zgodnie z potrzebną miarą kąta.
- Brzozowski, jak przedstawisz swoim ciałem kąt rozwarty 180 stopni?
Wyprężyłem się jak struna celując wyprostowanymi palcami rąk w sufit.
- Ale bokiem do klasy, chłopcze, bokiem, żeby wszyscy widzieli twoją linię prostą ciała!
Przyłożył mi wzdłuż pleców długi kij i w ten sposób sprawdzał czy naprawdę jest to 180 stopni, po czym zrobił to samo z przodu, oczywiście złośliwie zahaczając o mojego fiuta. Chwilę potem:
- Wolska, kąt 90 stopni proszę.
Kaśka zgięła się dokładnie pod kątem prostym i wyciągnęła ręce przed siebie.
- A kąt rozwarty 270 stopni?
- To będzie tak samo jak teraz, tylko zakreślając trzy czwarte okręgu, od głowy do stóp.
- Zgadza się, kąt 270 stopni mamy tutaj – zamiast zatoczyć ręką krąg od jej głowy do stóp bezczelnie przejechał otwartą dłonią po jej plecach, tyłku i nogach aż do samego dołu. Kaśka aż się wzdrygnęła. Po chamsku obmacywał ją i wpatrywał się prosto w jej cipkę, i to przed całą klasą!
- Spokojnie, to demonstracja dla celów naukowych. Teraz kąt 135 stopni proszę.

Kiedy przyjęła odpowiednią postawę wywołał z ławek Patryka i Michała i kazał im zmierzyć dużym ruchomym kątomierzem podobnym do cyrkla, czy rzeczywiście schyliła się na 135 stopni. Oczywiście obaj zaczęli macać ją pod pretekstem wyrównywania pozycji. Klasa chichotała, belfer nie reagował, a ja stałem zaciskając pięści i powtarzałem sobie w duchu  „Kaśka, wytrzymaj, nie daj im się sprowokować, wytrzymaj, pamiętaj, masz tę swoją szansę!”  Ufff… Wytrzymała, choć ze łzami wściekłości w oczach.

Po dzwonku na przerwę szybko spakowaliśmy się i zgodnie z przykazaniem dyrektora zamiast na fizykę ruszyliśmy na dół do pracowni biologicznej. Pechowo prawie od razu wpadliśmy na Rolskiego, wychodzącego z pracowni fizycznej.
- O, nasi uczestnicy uciekają mi z lekcji?
- Nie uciekamy, proszę pana, przecież pan wie, że to polecenie pana dyrektora.
- Tak, wiem – w ogóle nie zwracał na mnie uwagi, jego wzrok błądził po całym ciele Kaśki. – Wolska, widziałem twoje stopnie z fizyki z poprzednich szkół, nie wygląda to najlepiej. Gdybyś potrzebowała pomocy z jakimś zagadnieniami, możesz śmiało przyjść do mnie po lekcjach, coś zaradzimy – oblizał wargi.
- Pomyślę nad tym, proszę pana, ale teraz przepraszamy, musimy pilnie stawić się w pracowni na parterze, Mirek, lecimy!

Kaśka

Myślałam, że eksploduję z wściekłości na obu belfrów.
- Ja pierdzielę, Ostrowski uwziął się na mnie, czy on w ogóle miał prawo mnie dotykać? Trzeba to sprawdzić w broszurze! A Rolski? Tak się do mnie ślinił, że myślałam, że zaraz sam wystartuje z „rozsądną prośbą”! Korepetycje po lekcjach mu się marzą? Pewnie nago i w pozycji poziomej? Pieprzony erotoman!

Zanim zdążyliśmy zejść po schodach podeszły do nas znane nam już seniorki: Aneta i Ania.
- Cześć słodziaki, mamy do was „rozsądne prośby”, pewnie wiecie jakie – zagaiła Ania.
- Oświećcie nas, byle szybko, bo mamy delegację na parter.
- Spoko, dwie minutki was nie zbawią. Ty zapozujesz dla mnie, a twój Mirek dla Anety. Tylko stańcie naprzeciwko siebie.

Posłusznie tak stanęliśmy, wyprostowani, z rękami za głowami i biodrami wysuniętymi do przodu. Ania podeszła do mnie, przytuliła się i na oczach widzów zaczęła obmacywać moje piersi. Aneta zajęła się Mirkiem: najpierw przejechała mu kilka razy dłońmi po dupie, potem stanęła za nim i zaczęła masować mu pierś i brzuch, stopniowo zjeżdżając coraz niżej. Znów widziałam w jego oczach ten sam zestaw: wstyd, złość i podniecenie, a kiedy chwyciła go za kutasa i zaczęła go walić, Mirek przymknął oczy i zacisnął usta.

Patrzyłam na nich i też nic nie mogłam poradzić na to, że się napalałam. Ania dogadzała mi kompleksowo, stojąc za mną, jedną ręką na przemian mocno miętosiła mi cycki i delikatnie pociągała za sutki, drugą sięgała do cipki, czułam nacisk jej dużych piersi na moich plecach, oddychałam coraz szybciej, ale nie miałam siły zamknąć oczu i uniknąć patrzenia na Anetę powoli masującą już całkiem sztywny interes Mirka i jego jaja, przesuwającej wargami po jego szyi i ramionach. Nie chciałam na to patrzeć, i… chciałam!  „Cholera, znów jestem mokra, a on znów sztywny, a musimy wejść teraz na lekcję z juniorami!”
- Dwie minuty minęły – głos nauczyciela uratował nas od dalszego podniecania.
- Dzięki! – rzuciły do nas jednocześnie obie dziewczyny, a Ania posłała mi całusa odchodząc.
- Koniec „próśb” do tej pary, mają się zaraz zgłosić do pracowni na parterze, więc nie zatrzymujcie ich już!
Widzowie rozeszli się i ruszyliśmy na dół.

biologia gościnnie w klasie I A

Lekko zadyszani i jak zwykle podnieceni dotarliśmy do pracowni biologicznej równo z gongiem. Nasze wejście uciszyło wszystkich. Juniorzy siadali w ławkach i obserwowali nas ze zdumieniem. Na pierwszy rzut oka klasa była mniej liczna niż nasza, maks dwudziestka uczniów, i było więcej dziewczyn niż chłopaków.

Podeszliśmy do biurka nauczycielki. Kalińska, młoda i nieco pulchna belferka siedziała wypełniając jakieś rubryki na ekranie tabletu. Na nasz widok uniosła głowę i uśmiechnęła się miło.
- Dzień dobry. Katarzyna i Mirek, prawda?
- Po prostu Kaśka – sprostowałam odruchowo – Dzień dobry.
Spokojnie kiwnęła głową, kazała nam usiąść na przygotowanych krzesłach i zaraz zadzwonił dzwonek na początek lekcji. Nauczycielka stanęła za biurkiem.
  
- Klaso, dzisiaj mamy gości, Kaśkę i Mirka z klasy II B, uczestników Programu Akceptacji Ciała. Są tu w niełatwej roli „żywych pomocy dydaktycznych”, więc nie proponuję im teraz ulgi. Pomogą mi jako modele w nietypowych zajęciach. Zgodnie z najnowszymi zaleceniami „z góry” nauczyciele biologii mają przeprowadzić na początku roku szkolnego w klasach pierwszych lekcję o budowie narządów płciowych i podstawach współżycia seksualnego.
- Ale jaja, będą się ruchać! – dał się słyszeć głośny chichot z którejś ostatniej ławki.
- Malicki, wstań – zareagowała natychmiast nauczycielka, ale całkowicie spokojnym głosem. – Powiedziałam: wstań.
Wysoki chłopak z ociąganiem poniósł się z ostatniej ławki.
- Obrażanie i wyśmiewanie uczestników programu jest zabronione i karalne – mówiła belferka, a od jej tonu przeszedł mnie lekki dreszcz, innych chyba też. – Nie trafisz teraz do Programu, ale można cię ukarać na inne sposoby, i oczywiście pamiętać o tobie przy losowaniach do Programu w klasie drugiej, na przykład w środku zimy. Zrozumiałeś aluzję czy chcesz mieć zmarznięty tyłek?
- Tak, proszę pani, ja… przepraszam.
- Mnie przepraszasz?
- Nie, to znaczy – popatrzył na nas – przepraszam Kaśkę i Mirka.
Nauczycielka skinęła głową.
- Siadaj. Kaśka, Mirek, zapraszam was na środek.

Podnieśliśmy się z ociąganiem. Klasa zaszumiała na widok kutasa Mirka „Ale duży!” „Ale ma sprzęt!”, moje cycki też usłyszały jakieś komplementy, ale przynajmniej nie było śmiechów i obrażania. Kalińska uciszyła uczniów i zaczęła wykład.  
- Budowę narządów płciowych u mężczyzny łatwiej omówić w momencie podniecenia seksualnego u niego. Jest ono łatwe do rozpoznania, bo organizm reaguje na nie wzwodem, którego nie można nie zauważyć. Mirek, widzę, że jesteś podniecony, więc wejdź na podest i stań bokiem do uczniów.

Kiedy wykonał polecenie zaczęła omawiać budowę członka. Ciała jamiste, ciała gąbczaste, trzon, korona, żołądź, wędzidełko, moszna, jądra, sperma, plemniki – właściwie mniej więcej to samo, co przerabialiśmy wczoraj. Ale Kalińska była dokładnym przeciwieństwem Latterowej; zwięzła i kompetentna, dotykała kutasa delikatnie, nawet gdy podnosiła go i przekrzywiała na bok tak, by wszyscy widzieli go dokładnie.
- Widzicie? Wzwód znacznie powiększa objętość członka, musicie wierzyć na słowo, bo nie widzieliśmy go na początku w stanie spoczynku. Teraz jest bardzo naprężony, pogrubiony, widać na nim żyły, żołądź wystaje wyraźnie, jest ciemnoczerwona. Mirek, pomasuj go przez chwilę.

Już po kilku ruchach ręki preejakulat pojawił się na czubku fiuta jak na zamówienie, powodując głośnie „ooo…!” uczennic.
- Tu widzicie, jak organizm przygotowuje się do stosunku. Preejakulat ułatwi wprowadzenie członka do pochwy, ale pochwa też będzie już na to przygotowana, zaraz to zobaczycie. Mirek, na razie ci dziękuję, teraz kolej na Kaśkę.

„Jakie ‘zaraz to zobaczycie’, co ona planuje?!”  Najpierw pozowałam na podeście, potem na wznak na leżance, rozkładając szeroko nogi, jak wczoraj. Mirek znów trzymał mnie za rękę i uściskiem dodawał odwagi, ale Kalińska opowiadała o budowie moich organów tak spokojnie i bez złośliwości, że czułam mniejszy stres niż poprzedniego dnia. No i nikt nie groził mi przymusowym dotykaniem, wsadzaniem palców i szukaniem „punktu G”, chociaż Kalińska wyraźnie o nim wspomniała.
- Mówiłam wcześniej, że przed stosunkiem pochwa też jest przygotowana na wprowadzenie członka. Mirek, podnieć Kaśkę, ale delikatnie, w taki sposób, jaki uważasz za najlepszy.

Mirek popieścił i całował moje piersi, delikatnie masował sutki, masował mi brzuch i boki, potem zapytał mnie, czy może dotknąć cipki.
- Dlaczego ją pytasz, przecież i tak to zrobisz? – padło pytanie z sali.
- A skąd wiesz? – odparował. – Gdyby była moją dziewczyną i dotykałbym ją pierwszy raz, też zapytałbym ją o zgodę. Jeżeli nie, to - nie.
Kalińska pokiwała głową z aprobatą.
- Brawo. Słuchajcie i bierzcie przykład, klaso: obowiązuje szacunek dla partnera. Kaśka, czy zgodzisz się dla celów naukowych, aby Mirek pieścił ci srom? – zapytała.
Odetchnęłam głęboko.
- Tak, ale tylko on.

Mirek dotykał moich ud, pachwin i warg sromowych, potem nawet przez chwilę przesunął językiem po nich i po łechtaczce (klasa jęknęła na ten widok, a belferka udała, że tego nie widzi), wsunął mi palec do środka, a ja odlatywałam. Już po krótkim czasie wargi sromowe miałam przekrwione, łechtaczkę powiększoną, soki spływały z cipki. Nauczycielka wskazywała na poszczególne objawy podniecenia u kobiet, a ja… znów nie rozumiałam sama siebie. Znów wstyd i podniecenie walczyły we mnie, ale dzisiaj czułam się trochę bezpieczniej, mając Mirka u boku i słuchając nie nawiedzonej wiedźmy, a normalnej nauczycielki opowiadającej konkretnie i bez złośliwych komentarzy o moim ciele podnieconej nastolatki. Więc… podniecenie wygrywało, tym bardziej, że uruchomiła je wcześniej seniorka Ania.

- Kaśka, rozsuń proszę wargi sromowe palcami, aby można było zobaczyć wejście do pochwy. Z ławek nie widać wszystkiego dokładnie, więc podejdźcie po kolei i obejrzyjcie z bliska Kaśkę i Mirka. Tylko oglądacie, nie dotykacie!
Chłopaki i dziewczyny po kolei podchodzili i oglądali nas oboje zadając wcale niegłupie pytania o podniecenie, wzwód, lubrykację, łechtaczkę, nawet o moje sterczące sutki. Ogólnie: robienie za żywe eksponaty nie było dla nas komfortowe, ale w porównaniu z „edukacją” w wykonaniu Latterowej na naszej biologii to był luz.

Po chwili odpoczynku nauczycielka zarządziła krótki pokaz seksu ręcznego („I tak sami doskonale to potraficie!”), potem symulację seksu oralnego w naszym wykonaniu, a potem...
- Teraz Kaśka i Mirek pokażą nam kilka przykładowych pozycji seksualnych – usłyszeliśmy, i to już mniej nam się spodobało. – Podkreślam, że nadal będą to symulacje, a nie prawdziwy seks, i będziecie tylko obserwować!  „Ufff...”  Pamiętajcie: w realnym życiu powinno się zapytać partnerkę, czy stosuje antykoncepcję. Niby jest to obecnie powszechne, ale nie na sto procent. Jeżeli odpowiedź brzmi „nie”, to albo stosujecie prezerwatywę, albo czekacie ze stosunkiem do przyjęcia przez partnerkę zastrzyku antykoncepcyjnego i przeciw chorobom wenerycznym.
Pokazała wszystkim paczkę prezerwatyw.
- Umiecie się tym posługiwać? Kaśka, na wszelki wypadek zademonstruj zakładanie gumki na Mirku.
Wzięłam jedną gumkę, rozpakowałam ją i powoli i demonstracyjnie założyłam ją na naprężonego fiuta Mirka.
- Wracamy do demonstracji. Mamy tu odpowiednie miejsce na nią, a wy możecie wyjść z ławek i stanąć dookoła leżanki. Proszę, najpierw pozycja tzw. misjonarska, czy też tradycyjna.

Mirek

Nie było wyboru. Kaśka położyła się na leżance na wznak i rozłożyła nogi, ja położyłem się na niej opierając się na łokciach i kolanach. Uczniowie stali dookoła i obserwowali nas wytrzeszczonymi oczami i w całkowitej ciszy.
- Mirek, proszę o symulację ruchów frykcyjnych.
Zacząłem poruszać biodrami przesuwając fiutem po brzuchu Kaśki, a Kalińska opowiadała o cechach tej pozycji: o głębokim wnikaniu członka do pochwy, o możliwości patrzenia sobie w oczy i pocałunków, wskazała na możliwe warianty – moje ramiona pod kolanami Kaśki, jej nogi na moich ramionach.

- Dobrze, teraz pozycja od tyłu, zwana również pozycją „na pieska”.
Kaśka wypięła się na leżance; ukląkłem za nią, chwyciłem za biodra i według wskazówek nauczycielki pokazywałem jak wsadzać fiuta od tyłu.
- Mirek, symulacja ruchów, proszę.
Zacząłem poruszać biodrami, fiut przesuwał się po tyłku Kaśki. Mimo założonej prezerwatywy odczuwałem coraz mocniejsze podniecenie.
- Ta pozycja często nie jest lubiana przez kobiety, bo nie widzą partnera, a niektóre czują się jakby poniżane przez niego. Natomiast panowie lubią tę pozycję, bo daje im pełną kontrolę nad ruchami i widzą tyłek partnerki i członka wchodzącego w nią. Teraz pozycja „na łyżeczkę”, czyli jak gdyby „na pieska”, ale na leżąco.
Położyliśmy się na boku, ja za Kaśką, a ona wypięła się i uniosła prawą nogę opierając ją na moim biodrze. Udałem, że wsuwam jej kutasa i markowałem ruchy biodrami. Lewą ręką sięgnąłem do piersi Kaśki i wyczułem sterczące mocno sutki; ją też podnieciły te udawane dymanka.

Potem była pozycja „na jeźdźca”. Wśród uczniów rozległ się szmer, kiedy położyłem się na wznak i przytrzymałem pionowo naprężonego kutasa jakby szykując go dla cipki Kaśki.
- Proszę pani, jak on by się zmieścił? – padło pytanie od którejś dziewczyny – przecież jest ogromny! Rozerwie Kaśkę!
- Bez obaw, pochwa jest bardzo rozciągliwa; pamiętajcie, że przy porodzie przechodzi tamtędy noworodek, więc członek zmieści się tym bardziej! Poza tym oprócz jego długości ważna jest też grubość. Ale oczywiście przy pierwszych stosunkach pary jest wskazana ostrożność i delikatność. Wszystko przed wami, kochani – uczniowie zachichotali – ale pamiętajcie, że w seksie nie wolno nikogo do niczego zmuszać, także siebie! Zawsze obowiązuje delikatność i i szacunek dla partnera czy partnerki: gdy ktoś mówi „nie chcę”, to znaczy, że tego nie-ro-bi-my! Rozumiemy się? Kaśka, proszę o symulację ruchów.

Kaśka zaczęła podnosić się i opadać na mnie nie nadziewając się na kutasa, a ja trzymałem ją za biodra i myślałem o słowach belferki:  „’Nie’ znaczy ‘nie’? Tylko że nas nie pytają o zdanie, wiedzą, że myślimy ‘nie’, ale nie wolno nam tego powiedzieć. To jeszcze jedna sprzeczność tego gównianego Programu z prawdziwym życiem, ciekawe czy dotrze to do juniorów?”

Kaśka

Uczniowie wrócili na miejsca, Miras zdjął gumkę i przysiedliśmy na leżance. Kalińska wpisywała coś do tabletu i wtedy padło zaskakujące pytanie od tęgiej dziewczyny w pierwszej ławce:
- Proszę pani, a czy zobaczymy orgazm?
Znów stanęła mi przed oczami wizja seksu z Mirkiem na oczach całej klasy, czyli tego, czego ledwo udało nam się uniknąć u Latterowej.
- Nie, w planie tych zajęć nie ma pokazu realnego stosunku.
- A tak… poza planem? Bo na korytarzach w Programie tego nie widzimy, a to też ważna sprawa, prawda?
- No jeszcze tego by brakowało, żeby uczniowie odbywali stosunki seksualne na korytarzach – belferka teatralnie chwyciła się za głowę. – Co do orgazmu to masz rację, ale, jak już mówiłam, nie będzie realnego stosunku na tych zajęciach, przepisy tego zabraniają.
- A może sam Mirek by pokazał? To dla celów naukowych, proszę pani!
- A jak ja chciałem ci pokazać różne rzeczy, to nie chciałaś! – zawołał któryś z chłopaków.
- Bo ty zdecydowanie nie chciałeś tego w celach naukowych!
Wszyscy się roześmiali, nawet nauczycielka. Potem spoważniała, popatrzyła na nas i stwierdziła:
- Jako że nie ma tego w planie, Mirek musiałby się na to sam zgodzić. Zapytajcie go.

Miras był kompletnie zaskoczony i to chyba podwójnie: i samą propozycją i tym, że ktoś w ogóle pyta go o zgodę jako uczestnika Programu i nagiego modela. Nauczyciele na poprzednich lekcjach nie cackali się z nami w ten sposób.
- Mirek, bardzo cię prosimy – powiedziała ta sama dziewczyna. – Nie będziemy cię oczywiście dotykać, ale chciałabym… to znaczy chciałybyśmy zobaczyć na własne oczy męski orgazm, naturalnie dla celów naukowych. Bo chłopaki na pewno już widzieli samych siebie.
Niepewnie zagryzł wargi i popatrzył na mnie pytająco.
- Czy możemy się chwilkę naradzić? – zapytałam.
- Tak, proszę.
Pociągnęłam go za rękę w róg sali.
- Zgódź się – wyszeptałam mu na ucho – możesz wreszcie legalnie się spuścić, nie musisz męczyć się ze wzwodem przez cały dzień.
- Mówiłem ci, że nie mogę tak po prostu walić konia przed całą klasą!
- Jeżeli nie chcesz sam, ja ci pomogę. Poza tym to nie nasza popieprzona klasa, tylko całkiem sympatyczne dzieciaki, nie są chamscy ani złośliwi, sam widzisz.

Mirek

Popatrzyłem na nią, na wpatrzonych w nas uczniów i czekającą nauczycielkę, wreszcie na swojego ciągle sterczącego kutasa. Miałem już tak bardzo dość ciągłego napalenia i erekcji, ale…  „Robić sobie dobrze przed nimi wszystkimi? Wstyd! Odpada. A może jednak się przełamać i wreszcie sobie ulżyć? Faktycznie, to nie banda chamów, jak nasza II B. Może... jeśli Kaśka mi pomoże...”  Coś pękło we mnie w tym momencie. Było mi wszystko jedno, czy będę stał czy leżał. Kutas bolał mnie znów od ciągłej erekcji, a pieszczenie Kaśki też ją wzmogło, od teraz myślałem już tylko o tym, żeby się spuścić.  „Czyli w meczu ‘podniecenie kontra wstyd’ wynik 1:0 dla podniecenia? No pięknie...”

- No dobrze, postaram się – wyszeptałem – ale coś czuję, że chyba będę tego żałował. Co będzie jeśli fiut opadnie mi, jak na biologii?
- Nie opadnie, ja się o to postaram. Proszę pani, Mirek się zgadza, ale tylko dla celów naukowych!
- Oczywiście – Kalińska z uśmiechem skinęła głową – Mirek, wybierz sobie pozycję, ale taką, żeby uczniowie dobrze wszystko widzieli. Nie ma tu specjalnego krzesła dla uczestników programu pragnących ulgi, bo zastępuje je leżanka.

Usiadłem na leżance z szeroko rozsuniętymi nogami, Kaśka uklękła za mną i masowała mi ramiona i plecy.  
- Pomóc ci na początek? – szepnęła mi na ucho.
Kiwnąłem głową. Sięgnęła po mojego kutasa, poczułem, jak jej ciepłe palce przesuwają się po naprężonym trzonie, głaszczą delikatnie żołądź i jajka, potem owijają się na całej jego długości. Pośliniła palce i delikatnie popieściła mi okolice wędzidełka, aż wciągnąłem z sykiem powietrze.
- Klaso, zwróćcie uwagę na mniej i bardziej wrażliwe miejsca na członku. Mirek, czy ktoś ci już mówił, że masz dużego?
Ta odzywka belferki zupełnie przełamała we mnie tremę. Pokręciłem przecząco głową z poważną miną, starając się nie roześmiać. Moja partnerka w Programie już drugi raz waliła mi konia, ale tym razem nie w obecności naszych złośliwych współuczniów. Czułem jej piersi na moich plecach i ciepły oddech na szyi i ramionach, masowała mi fiuta równo i rytmicznie. Jej chęć pomagania w pokazie chyba zaskoczyła widzów. Stali dookoła leżanki wpatrzeni we mnie w całkowitej ciszy i również podnieceni, widziałem, jak kilka dziewczyn bez skrępowania pociera sobie cipki przez spódnice, kilku chłopaków równie otwarcie masowało się po jajach. Nauczycielka z pewnością też to widziała, ale nie komentowała.

Chyba już po minucie czy dwóch szepnąłem do Kaśki:
- Jestem blisko, sam skończę.
Kalińska sięgnęła do szuflady biurka i wyciągnęła z niej długi arkusz folii. Położyła go na leżance między moimi rozkraczonymi nogami.  
- Wytrysk pewnie będzie mocny, ale spróbuj zostawić choć trochę nasienia na tej folii, dobrze?

Kaśka odsunęła dłoń, a ja zacząłem się onanizować coraz szybciej. Jeszcze pół minuty, jeszcze kilka sekund… Poczułem falę gorąca, kutas zaczął pulsować, jądra skurczyły się, nie mogłem stłumić głośnego jęku, jeszcze parę ruchów ręki i wreszcie moja gęsta biaława sperma zaczęła tryskać strumieniami, i to tak mocno, że jej część wylądowała na leżance jeszcze dalej niż rozłożona folia. Dopiero po kilku mocnych falach reszta zaczęła kapać z żołędzi na folię. Kaśka odsunęła się, a ja padłem na wznak i leżałem patrząc w sufit, ale właściwie go nie widząc.  „Zrobiłem to. Spuściłem się w obecności dwudziestki uczniów i nauczycielki. Co za wstyd. I co za ulga! Wstyd i odprężenie, niechciana, ale wyczekiwana rozkosz. Może dla belferki to było ‘dla celów naukowych’, ale nie dla mnie. Rany, jak mi dobrze, jaja wreszcie nie pękają mi od spermy, nie mam wzwodu, odprężyłem się, chyba zaraz usnę...”

Kaśka

Podczas gdy Mirek dochodził do siebie na leżance, Kalińska zgromadziła uczniów dookoła swojego biurka i leżącej na nim folii ze spermą i dała im krótki wykład o przebiegu orgazmu męskiego, roli nasienia i jego wytwarzaniu w organizmie. Wzmianki o konsystencji i smaku spermy spowodowały głośne „Błeee!” u uczennic i porozumiewawcze kuksańce u chłopaków.
- Proszę pani, Mirek usnął?!
- Nie, ale prawie – uśmiechnęła się Kalińska. – Widzicie, podczas seksu i orgazmu w naszych organizmach następuje wyrzut hormonu oksytocyny, zwanej „hormonem miłości”. A wtedy u mężczyzn połączenie oksytocyny i testosteronu, hormonu męskiego często powoduje uczucie odprężenia i senność. Tak więc nie zdziwcie się, dziewczyny, że kiedy wy po szczególnie udanym seksie będziecie miały chętkę na przytulanki i pogawędki, wasz chłopak zacznie pochrapywać. To nie objaw lekceważenia, to biologia. Mirek, pobudka!
- Przecież nie śpię, proszę pani!

Mirek

Pierwszacy mieli jeszcze dużo pytań, ale zadzwonił dzwonek. Wreszcie spakowali się i rozgadani wyszli z pracowni, ale przedtem kilkoro podeszło do nas.
- Bardzo dziękujemy za zajęcia, były bardzo ciekawe i nietypowe – powiedziała jedna z dziewczyn.
- I naprawdę doceniamy waszą odwagę – dodał jeden z chłopaków, a reszta pokiwała głowami. – Wiemy, że nie jesteście tu dobrowolnie, więc tym bardziej szacun! Ja bym nie potrafił tak przy wszystkich!

- Usiądźcie i odsapnijcie chwilę – poradziła Kalińska, kiedy pracownia opustoszała – teraz będzie tu pusto. Jaką lekcję macie następną?
- Wychowanie plastyczne.
Sięgnęła po słuchawkę telefonu na biurku, połączyła się z pracownią plastyczną i zapowiedziała nasze spóźnienie na lekcję z powodu narzuconego przez dyrekcję udziału w innych zajęciach. Potem popatrzyła na nas uważnie.
- Też wam dziękuję, byliście naprawdę bardzo pomocni. Ja też uważam, że jesteście bardzo odważni, tym bardziej, że jesteście pierwszymi królikami doświadczalnymi Programu w naszej szkole. Nie macie wyboru, jesteście zestresowani i zawstydzeni, a mimo tego potrafiliście wspierać się nawzajem podczas prezentacji i konsultować się ze sobą. Oby tak dalej.

- Ja właśnie boję się tego, co będzie dalej, proszę pani – wyznała niespodziewanie Kaśka. – Bo ja sama siebie nie rozumiem, coś niedobrego dzieje się ze mną w tym głupim Programie. Nie znoszę tego wszystkiego, a jednocześnie to mnie podnieca. Szlag mnie trafia, gdy muszę się przed nimi wszystkimi rozbierać. Ale gdy widzę inne pary spełniające „prośby” na korytarzu, to… robię się mokra! Nie znoszę być „pomocą dydaktyczną”, ale gdy teraz niedawno Mirek mnie dotykał byłam na najlepszej drodze do orgazmu! Przy nich wszystkich! Nie mogę sobie wytłumaczyć tej niechcianej przyjemności!
- U mnie to samo. Wstydzę się rozbierać publicznie i łazić nago, ale penis stoi mi przez cały dzień, bo podnieca mnie widok Kaśki i tego, co widzimy na przerwach. Teraz czuję się okropnie i jednocześnie wspaniale. Mam taki zamęt w głowie… Przed chwilą wystrzeliłem bez trudu, za to na wczorajszej biologii nie mogłem pokazać wytrysku, bo… właśnie wtedy fiut nie chciał mi stanąć.
- Na lekcji z panią Latter?
- Tak jest.
- Hmmm… To musiał być duży stres dla was. Szczerze mówiąc nie pochwalam jej metod pracy z uczniami.
- Pani też?
Roześmieliśmy się wszyscy troje.

- Naprawdę nie musicie się martwić, takie reakcje i wątpliwości są całkowicie naturalne w waszym wieku. W nastolatkach buzują hormony, ich odczucia potrafią zmieniać się od najlepszych do najgorszych i z powrotem w jednej chwili. Łatwo i szybko się podniecają; gdybyście obserwowali nagich uczestników Programu sami będąc ubrani, także bylibyście napaleni. A jednocześnie nastolatkowie są o wiele bardziej wstydliwi, niż to się powszechnie uważa; wstydzą się swoich ciał, bo często uważają je za nieidealne, odbiegające od wzorców rozsiewanych przez media. Do tego wstyd przed publiczną nagością jest naturalny, również u dorosłych, i nie ma się co temu dziwić; obyczaje się zmieniają, ale nie aż tak szybko. Może przez ten wstyd nie korzystacie z ulgi na początku lekcji? A może obawiacie się, że nikt z klasy nie zgłosi się do pomocy?
- Obojętnie czy ktoś z nich czy ja sam, wstydzę się robić to przed całą klasą, zwłaszcza naszą II B.
- Ale przed chwilą bez trudu pokazałeś całej klasie juniorów orgazm i wytrysk.
- Tak, ale ze wsparciem Kaśki i, co ważne, ze świadomością, że juniorzy mnie nie wyśmieją. Ten seks w ramach Programu jest taki… bezduszny, mechaniczny. Jest ciągłe podniecenie, ale nie ma w tym uczuć, a dla mnie wartościowy jest właśnie seks związany z uczuciem do kogoś innego.

Kalińska pokiwała głową.
- Nieuleczalny romantyk w Programie Akceptacji Ciała? No tak, masz przechlapane. Ale to dobrze, że tacy jeszcze są.
- Naprawdę pani tak myśli?!
- Tak, bo jesteście najlepszym dowodem na to, że wbrew pozorom młodzież ma niejednoznaczne podejście do nagości i seksu: nie wszyscy rzucają się w seks na łeb na szyję, i wcale nie trzeba Programu, żeby to potwierdzić. Zatem jeżeli chcecie, to zachowujcie abstynencję choćby wbrew śmiechom innych, jeżeli zaś zdecydujecie się na jakieś eksperymenty, to też nikt nie powinien powiedzieć o was złego słowa.

- Pani nie podoba się Program, prawda? – zapytała nagle Kaśka zniżonym głosem.
Kalińska milczała chwilę, a potem odpowiedziała równie cicho:
- Dzięki temu eksperymentowi mogę przeprowadzać ciekawe wykłady na lekcjach, ale… nie podoba mi się to, co tutaj z niego zrobiono. Na radach pedagogicznych wielokrotnie apelowałam o podkreślanie na lekcjach znaczenia szacunku do drugiej osoby, ubranej czy nagiej, i stawiania granic w seksie, ale cóż, zakrzyczano mnie, postawiono na przymus i dano nauczycielom wolną rękę wobec uczestników. W tej szkole Program stoi na głowie, szczerze mówiąc obawiałam się nawet wystąpienia poważniejszych incydentów, jakie w zeszłym roku szkolnym zdarzały się w innych szkołach.

Kaśka

„Cholera, Kalińska jakby mówiła o mnie samej! Wczoraj pod prysznicami wstyd i strach przed innymi chłopakami, od którego uwolnili mnie Darek i Bartek, a chwilę potem szalone podniecenie na widok wyczynów Magdy z tyloma chłopakami! Taka sama huśtawka była w poniedziałek po południu!”
Rozległ się gong, więc pożegnaliśmy się z nauczycielką i ruszyliśmy na piętro do pracowni plastycznej. Po drodze na spokojnie skorzystaliśmy z toalety. Z ulgą rozsiedliśmy się w zamkniętych kabinach. Nikt nie dobijał się do drzwi, nikt nas nie poganiał… Ale i tak nie mogliśmy siedzieć tu zbyt długo, bo przecież kamery na korytarzu zarejestrowały nasze wejście do kibla.

Po drodze do pracowni plastycznej spytałam Mirasa:
- Jak się czujesz teraz, kiedy spuściłeś się przy innych?
- Dziwnie. Jestem odprężony, fiut mi wreszcie nie stoi, a jednocześnie nadal wstydziłbym się korzystać z ulgi przy całej klasie. Ale po wyjaśnieniach Kalińskiej trochę mi ulżyło, bo już myślałem, że wariuję!
- Nie ty jeden…
- I przede wszystkim dzięki za pomoc, bez ciebie nie zdecydowałbym się na ten pokaz.
- I też dobrze, słyszałeś, co mówiła: jeżeli czegoś nie chcesz, na przykład ulgi, to tego nie robisz, nawet jeśli inni narzekają. Wchodzimy?
- Wchodzimy.

wychowanie plastyczne

Pracownia plastyczna wyglądała inaczej niż inne sale: z lewej strony był rząd wysokich okien od sufitu do podłogi, zapewniających dużo dziennego światła; zamiast normalnych stołów i krzeseł stały pojedyncze stoliki i krzesła ustawione w półkole oraz sztalugi. Kiedy weszliśmy trochę spóźnieni, nauczycielka powitała nas uśmiechem.
- Dobrze, że już jesteście, bo będę was potrzebować do dzisiejszej lekcji. Ale najpierw zgodnie z zasadami Programu pytanie: czy chcecie skorzystać z ulgi, sami lub z czyjąś pomocą?
- Nie, dziękuję – odpowiedziałam.
- Ja też nie – dodał Mirek.
Przez klasę znów przeszedł szmer niezadowolenia.
- W takim razie zapraszam was na środek. Dzisiaj mamy historię sztuki, będziemy odtwarzać pozy z różnych historycznych dzieł, oczywiście nagich albo prawie nagich. Mirek, Michał, przestawcie tę niską ławkę tu przed ekran. A ja tu mam specjalny obrotowy podest dla was.

Pani Simmler (nosiła nazwisko znanego polskiego malarza, ale twierdziła, że to przypadkowa zbieżność) opuściła ekran i zaczęła wyświetlać na nim fotografie różnych rzeźb i obrazów. Na pierwszy ogień poszedł Mirek, który musiał odtworzyć posąg „Dyskobola” Myrona, dzierżąc zwykły talerz zamiast dysku. Namęczył się wypinając się i przyjmując dokładnie pozę greckiego sportowca i musiał w niej wytrwać, a nauczycielka opowiadała o kompozycji rzeźby i wskazywała zaznaczone przez artystę mięśnie obracając „żywą rzeźbę”.

Potem Mirek stanął z boku, a z kolei ja robiłam za „Wenus z Milo”.
- Kaśka, musisz pomóc nam wyobrazić sobie rzeźbę, kiedy miała jeszcze ręce – perorowała Simmlerowa – weź coś do lewej ręki, może być to jabłko, a prawą oprzyj na tej podstawce, będzie imitowała kolumnę, bo tak ta rzeźba najprawdopodobniej tak początkowo wyglądała.
Wyginałam się według jej wskazówek tak, żeby jak najdokładniej naśladować figurę bogini, ale ostatecznie tylko wysunęłam do przodu piersi i biodra, co klasa powitała oklaskami. Nie mogłam owinąć się żadnym materiałem, bo byłoby to uznane za zasłanianie się, więc wszyscy widzieli mnie od stóp do głów. Ku ich złości trzymałam nogi złączone, bo tak wyglądała rzeźba.

Potem ja odpoczywałam, a Mirek na podeście imitował posągi: najpierw słynnego „Dawida”, następnie „Apolla Belwederskiego”; nauczycielka owinęła mu nawet ramię i szyję jakąś tkaniną.
- Proszę pani, ale Miras nie pasuje do tych rzeźb – zawołała Iwona. – On ma za dużego fiuta, nawet kiedy mu zwisa!
- Owszem, tu jest niezgodność, ale my mamy tu prawdziwą współczesną postać z krwi i kości. Natomiast starożytni Grecy uważali duże członki za nieeleganckie i dlatego ich rzeźby wojowników i bogów z tamtych czasów pokazują małe narządy płciowe, zawsze w stanie spoczynku.
- Miras, masz barbarzyńskiego kutasa! – zarechotał głośno Dawid, a reszta mu zawtórowała.
- Malik, albo natychmiast się uspokoisz, albo odtworzymy tu zaraz „Lekcję anatomii doktora Tulpa” Rembrandta, a ty odegrasz głównego bohatera czyli trupa poddawanego sekcji zwłok! Tu, na tym biurku!
Groźba była absurdalna, ale Dawid wreszcie zamknął się.

Przyszła kolej na mnie i na naśladownictwo leżącej „Mai nagiej” Goyi, na podsuniętej ławce i poduszkach, i „Narodzin Wenus” Boticellego. Nauczycielka rozłożyła nawet na podłodze materiał w kształcie zbliżonym do muszli, z której wychodziła bogini. Tu znów wynikła kwestia zasłaniania się, bo Aśka zarzuciła mi, że zasłaniam cycki i cipkę. No tak, przez chwilę trochę zasłaniałam, bo bogini na obrazie też zasłaniała prawą pierś i łono; tym razem nauczycielka stanęła w mojej obronie twierdząc, że mam wykonywać jej polecenia i naśladować obraz jak najdokładniej, poza tym to tylko chwila.

Mirek

Po „Wenus” Kaśki udawałem jeszcze „Myśliciela” Rodina siedząc na niskim stołku i napinając różne partie mięśni. Pod koniec lekcji byłem już obolały od tego pozowania, w dodatku od patrzenia na Kaśkę znów byłem napalony, tymczasem Simmlerowa niespodziewanie zarządziła duet.
- Słuchajcie, to będzie trudniejsze, ale warto spróbować. Ale Kaśka już się zmęczyła pozowaniem, więc może jest jakaś ochotniczka?
- Ale do czego dokładnie? – padło pytanie z klasy.
- To niespodzianka. Nie musi być nago, do demonstracji wystarczy nagość mężczyzny. Któraś odważna?

Po chwili szeptów zgłosiła się Klara. Nauczycielka wyświetliła zdjęcia rzeźby dwojga całujących się młodych ludzi, sfotografowanej z kilku stron.
- To „Pocałunek” tego samego Rodina. Nazywa się tak, chociaż rzeźba jest niejednoznaczna: patrząc od jednej strony ci młodzi ludzie rzeczywiście się całują, natomiast jeśli popatrzeć z innej, to nie całują się: albo dopiero zbliżają się do siebie albo właśnie skończyli się całować. * Spróbujcie to odtworzyć.

Najpierw dokładnie przypatrzyliśmy się fotografiom rzeźby, potem usiedliśmy na ławce, Klara po mojej lewej stronie. Według wskazówek ona odchyliła się do tyłu i oparła na prawym łokciu na podsuniętym krześle, a ja miałem siedzieć trochę bokiem do niej i pochylać się obejmując ją lewą ręką, a prawą trzymając na jej lewym biodrze. Nijak nam to nie wychodziło i omal nie spadliśmy z ławki.

- No tak, tu jest trudność, bo trudniej się oprzeć, ławka ma inny kształt niż skała, na której siedzą postaci; poza tym nie widzimy układu nóg kobiety, bo zasłania je spódnica.  
Już myślałem, że Simmlerowa jednak zaangażuje Kaśkę do tej imitacji, ale Klara niespodziewania wstała i powiedziała:
- Chwilka, może trochę to ułatwię.
Po czym… śmiało zsunęła spódnicę i pozostała w samych majtkach i obcisłym t-shircie. Zaszokowała chyba wszystkich. Zdołałem tylko wykrztusić:
- Zwariowałaś? Ty tak dobrowolnie?
- Nie wygłupiaj się, nic więcej nie zdejmę; spróbujmy teraz – odparła spokojnie.

Usiedliśmy w poprzedniej pozycji; teraz moja prawa ręka pewnie trzymała ją za lewe biodro, bo nie ślizgała się na materiale spódnicy. Pochyliłem się nad nią imitując pocałunek, ale nie mogłem się powstrzymać od delikatnego pogłaskania jej nogi.
- Ej, co robisz – szepnęła – masz być nieruchomo jak rzeźba.
Po czym zerknęła niżej i zaczęła się śmiać.
- Klara, co się stało? – zainteresowała się nauczycielka.
- A bo, proszę pani, Mirek zrobił się jeszcze bardziej barbarzyński.

Faktycznie, od tego obejmowania i dotykania Klary znów dostałem solidnej erekcji. Ale powiedziała to tak zabawnym tonem, że nawet ja roześmiałem się wraz z innymi. Wychowanie plastyczne minęło nam zatem w miarę bezboleśnie, Klara dostała brawa za odwagę i pozowanie, ale i tak niecierpliwie wyczekiwaliśmy dzwonka na długą przerwę.


c.d.n.


komentarze i recenzje jak zwykle mile widziane


* W rzeczywistości postaci u Rodina ewidentnie całują się. Pozwoliłem sobie troszkę zmienić interpretację rzeźby (ustami pani Simmlerowej), aby zmienić też sytuację Mirka i Klary.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Pumciak

    Moja żona po przeczytaniu powiedziała tylko o k       a

    36 minut temu